Weteran ranny w Afganistanie, potrójny medalista Invictus Games, wiceprezes Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych w Misjach poza Granicami Kraju, człowiek czynu, który wspiera byłych żołnierzy po trudnych przejściach.
Misja
Zanim na nią pojechał, miał za sobą wieloletnią służbę w kraju. Do wojska trafił w latach 90. w poszukiwaniu pracy i stabilizacji życiowej. Z czasem zapragnął czegoś więcej. Chciał się sprawdzić. Nie interesowało go zaplecze ani zabezpieczanie obozu. Chciał dołączyć do „bojówki”. Na misję pojechał w 2010 r. W teorii wiedział, na co się pisze. Przyzwyczaił się, że czasem ktoś ginie, że nie każdy wraca z patrolu, że ostrzał to trudne przeżycie, że zagrożenie jest realne. Wielogodzinne patrole, skupienie, czasem rozczarowanie afgańską rzeczywistością. To miała być jego pierwsza misja, a stała się jedyna.
Z wieży strzelniczej został zrzucony podmuchem pocisku moździerzowego. Złamał kręgosłup w trzech miejscach. Bark trzeba było mocować na śruby, kotwice i implanty. Nie czuł bólu. Spadł z ponad trzech metrów, ale myślał tylko o tym, że nie pozwolą mu dokończyć misji. Nawet podczas leczenia w kraju nadal miał nadzieję, że uda się zaleczyć rany i wrócić do wojska. Komisja lekarska widziała to inaczej. Dostał dwa tygodnie, by pożegnać się z marzeniami i stać się cywilem.
PTSD
Zastygł w bezruchu na cztery miesiące. Zamknął się w czterech ścianach. Zmagał się z niewidzialnym wrogiem: stresem pola walki. Nie wiedział o jego istnieniu. Był przygotowany do strzelania, odpierania ataku i jego przeprowadzania. Wiedział, jak zaopatrywać rany kolegów, ale nie zauważył, jakie rany zostawiło w nim wszystko to, co przeżył. Bezsenność, drażliwość, alkohol. Dzięki terapii, lekom i wsparciu najbliższych wyszedł na prostą. Pracę znalazł w ciągu jednego dnia. Zaczął karierę diagnosty samochodowego.
– Chcesz płakać, ale nie potrafisz. Roznosi cię gniew, a musisz być spokojny. Smutek rozdziera serce, a mimo to się uśmiechasz. Myślałem o śmierci. Myślałem, że tak będzie łatwiej. Ale wiedziałem, że to tylko szepty w mojej głowie. Dzisiaj dzięki własnej traumie potrafię wejść w psychikę weterana i realnie mu pomóc.
Drugi front
Osiem lat walczył o odszkodowanie. Dzisiaj walczy już nie tylko o siebie. Jako wiceprezes Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych w Misjach poza Granicami Kraju organizuje obozy rehabilitacyjne dla weteranów i ich rodzin. Uświadamia młodzież szkolną, prowadząc spotkania i prezentacje. Dba o godność weteranów, inicjując akcje informacyjne, organizując wystawy i inne wydarzenia edukacyjne. Współtworzył ustawę o weteranach. W Stowarzyszeniu zrzeszonych jest ponad 300 osób, ale z jego pomocy w różnej formie skorzystało już ponad 1000 weteranów.
Invictus Games
Rehabilitacja poprzez sport nie wydawała mu się atrakcyjna. Bieganie go nie interesowało, a ergometr wioślarki uznał za nudny. Wszystko się zmieniło, gdy doszedł element rywalizacji i pierwsze małe zwycięstwa. Na igrzyskach weteranów wystartował na ergometrze i w narciarstwie biegowym. Narzucił sobie rygorystyczny plan treningowy i trenował codziennie bez względu na warunki. Opłaciło się. Z Kanady wrócił z trzema medalami. Był najwyżej sklasyfikowanym Polakiem. Swoją sportową postawę i ducha walki udowodnił także podczas Cateran Yomb. Szykując się do tego szkockiego marszu, każdego dnia dociążał plecak butelkami wody mineralnej i maszerował w swojej okolicy.
Spokój
Ma poczucie, że jego życie zmierza we właściwą stronę. Sportowcem zostanie na dłużej. Radość sprawia mu rywalizacja na ergometrach. Ma wiele pomysłów na wparcie weteranów, ale marzy o ośrodku, w którym taka pomoc byłaby udzielana w kompleksowy i systemowy sposób. Prywatnie zaś najbardziej marzy o spokojnym w życiu z rodziną. Chociaż wystarczy zapach, dźwięk, wspomnienie, by głową znowu był w Afganistanie, to nie patrzy wstecz. Swoją misję ma tutaj, wśród weteranów.
Artykuł pochodzi z numeru 6/2025 magazynu „Integracja”.
Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.






