Dla osoby z niepełnosprawnością, seniora czy pacjenta zmagającego się z chorobą przewlekłą, dostęp do apteki nie jest jedynie abstrakcyjnym wskaźnikiem statystycznym. To realny warunek bezpieczeństwa zdrowotnego, który pozwala na kontynuowanie leczenia i godne życie. Najnowszy, drugi coroczny raport Fundacji Forum Konsumentów zatytułowany „Badanie cenowe oraz jakości obsługi w aptekach” pokazuje istotne różnice w dostępności aptek i kosztach leczenia. Z dokumentu wyłania się obraz dwóch różnych rynków farmaceutycznych, w których o kosztach terapii i dostępności leków decyduje kod pocztowy pacjenta.
Polska A i Polska B na aptecznej mapie
Jak wynika z raportu, na 11 066 aktywnych w Polsce aptek, ich rozmieszczenie jest drastycznie nierównomierne. Aż 546 gmin w naszym kraju nie posiada żadnej placówki aptecznej, co stanowi 22% wszystkich gmin. Kolejne 687 gmin dysponuje zaledwie jedną apteką.
Jak tłumaczy dr Tomasz Sińczak, prezes Forum Konsumentów: - Staraliśmy się odpowiedzieć na jedno podstawowe pytanie - czy polscy obywatele mają równy dostęp do aptek. Równość w dostępie jest osią spajającą przesłanki raportu. Dostęp do apteki zależy od miejsca zamieszkania. Mamy więc bezpośrednią korelację pomiędzy wykluczeniem związanym z dostępnością do rynku farmaceutyków i jednocześnie z wykluczeniem wynikającym z miejsca zamieszkania. Prezes dodaje, że łącznie problem dotyka ponad 1200 gmin, co stanowi niemal połowę jednostek tego typu w Polsce, definiując na nowo pojęcie „białej plamy” jako brak apteki lub jej minimalną dostępność.
Ziemowit Bagłajewski, wiceprezes Forum Konsumentów, nie ma złudzeń co do skali zjawiska: - Z przeprowadzonego badania wynika, że właściwie nie mamy do czynienia z jednym rynkiem aptecznym na terenie całej Polski, lepiej lub gorzej uregulowanym, ale tak naprawdę z dwoma różnymi rynkami. Jednym stworzonym dla Polski A, gdzie mamy do czynienia z pełną konkurencyjnością, z niższymi cenami i możliwością porównywania ofert, oraz Polską B, gdzie nie ma żadnej apteki, funkcjonuje punkt apteczny bądź też tylko jedna apteka i nie ma z kim konkurować.
Paradoks lokalnego monopolu: Biedniejsi płacą więcej
Brak konkurencji w mniejszych miejscowościach tworzy lokalne monopole, których koszty ponoszą bezpośrednio pacjenci. Raport Forum Konsumentów obnaża brutalny paradoks ekonomiczny: mieszkańcy gmin z jedną apteką, gdzie średni wskaźnik dochodu podatkowego na mieszkańca wynosi 2 941 zł (w porównaniu do 4 431 zł w badanych miastach), płacą za leki znacznie więcej.
Różnice w cenach są uderzające. Badacze przeanalizowali koszyk pięciu popularnych leków OTC (Otrivin menthol, Gripex HotActive, Allegra, Ibuprom max sprint, Magnefar B6 Forte). Średnia wartość całego koszyka wyniosła 165,18 zł. Jednakże w aptekach sieciowych koszyk ten kosztował średnio zaledwie 149,28 zł, podczas gdy w aptekach indywidualnych w mieście 175,34 zł, a w aptekach będących jedynymi w gminie – 180,43 zł. Najdrożej, bo aż 183,12 zł, było w punktach aptecznych. Maksymalna różnica między najtańszym a najdroższym sprawdzanym koszykiem wyniosła 65,05 zł, co oznacza, że pacjent bez alternatywy może zapłacić o ponad połowę (52,48%) więcej za ten sam zestaw leków.
Różnice procentowe przy poszczególnych preparatach pokazują skalę zjawiska. Rozbieżność między najtańszą a najdroższą ofertą dla leku Otrivin menthol wyniosła 112,70%, dla leku Allegra 109,15%, a dla Magnefar B6 Forte 100,05%.
„Mamy do czynienia z sytuacjami, w których brak alternatywy prowadzi do wyższych cen i ograniczonej dostępności, co szczególnie dotyka osoby starsze i wykluczone komunikacyjnie” – podsumowuje Ziemowit Bagłajewski. Zauważa on również, że na obszarach miejskich konkurencję wzmocniły apteki sieciowe, działające w modelu umożliwiającym zakupy w niższych cenach, co dla pacjenta stanowi wartość dodaną i daje możliwość wyboru najkorzystniejszej oferty.
Puste półki i zamknięte drzwi
Cena to jednak nie jedyna bariera. Równie poważnym problemem dla pacjentów jest dostępność samych leków. Tam, gdzie nie ma alternatywy, ryzyko braku potrzebnego preparatu drastycznie rośnie. W aptekach sieciowych braki produktów odnotowano zaledwie w 1,33% prób zakupu (1 na 75), natomiast w aptekach jedynych w gminie oraz w punktach aptecznych wskaźnik ten wyniósł alarmujące 40% (10 braków na 25 prób).
Dr Marek Garlicki, omawiając metodologię badania, zwrócił uwagę na jeszcze jeden, niezwykle niepokojący aspekt: - Okazało się, że część aptek, które według oficjalnych rejestrów powinny być otwarte, faktycznie była zamknięta. Pojawia się więc dodatkowy wymiar dostępności, nie tylko formalnej, ale też rzeczywistej. W badanej próbie dwie placówki, rzekomo aktywne, okazały się nieczynne. Dla pacjenta, który rozpoczął realizację recepty w danej aptece, nawet jej krótkotrwałe zamknięcie rodzi ryzyko przerwania terapii.
Brak konkurencji odbija się również na jakości i dostępności usług dodatkowych, co ma szczególne znaczenie dla osób z niepełnosprawnościami. W żadnej z badanych aptek, będących jedyną w swojej gminie, nie było możliwości wykonania leku recepturowego ani zaszczepienia się. Realizacja wniosków na bardzo ważne dla wielu pacjentów środki pomocnicze (np. wkładki urologiczne) była możliwa w 100% aptek sieciowych, ale już tylko w 60% aptek jedynych w gminie i 40% punktów aptecznych.
Ludzkie koszty aptecznego wykluczenia
Dane liczbowe przekładają się na konkretne ludzkie dramaty. Szymon Chrostowski, prezes Fundacji „Wygrajmy zdrowie”, patrzy na ten problem przez pryzmat codzienności osób najbardziej potrzebujących: - Pacjenci często z powodu ograniczonej mobilności nie są w stanie dotrzeć do apteki, a brak wykupienia leku prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia i może skutkować poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi oraz ekonomicznymi. Jak podkreśla: - Badania pokazały, że aż 73 proc. ankietowanych uznało lokalizację za jeden z najważniejszych czynników, a brak bliskości apteki powoduje zaburzenie bezpieczeństwa lekowego.
Dane wskazują na znaczącą skalę rezygnacji z leczenia. Badania telefoniczne CATI uwydatniły, że w obszarach z pełną konkurencją jedynie 6% pacjentów rezygnuje z zakupu z powodu braków leku, a 18% z powodu ceny. Tymczasem w gminach pozbawionych aptek lub z jedną placówką, współczynnik ten szybuje w górę: około 40% pacjentów rezygnuje z powodu ceny, a kolejne 40% z powodu niedostępności preparatu.
Osoby z obszarów wykluczonych częściej zmuszone są prosić inne osoby o pomoc w zakupie leków (42% respondentów z miejsc bez aptek i punktów aptecznych, wobec 20% w dużych ośrodkach). Także częstsze zakupy leków przez internet (53% na wsiach vs 32% w miejscach z pełną konkurencją) wynikają częściej z konieczności niż z dobrowolnego wyboru.
Problem dostępności aptek to nie jest kwestia wygody, ale elementarnego bezpieczeństwa zdrowotnego. Jak podkreślają autorzy raportu, regulację rynku aptecznego należy oceniać wyłącznie przez skutki dla pacjenta: dostępność placówek, obecność leków, poziom cen i możliwość wyboru. Zamknięte drzwi apteki, puste półki czy zaporowe ceny nie leczą – a w przypadku osób przewlekle chorych i z niepełnosprawnościami mogą stanowić barierę niemożliwą do pokonania. Obserwacje zebrane w raporcie to wyraźny sygnał dla decydentów: odpowiedzialna polityka zdrowotna musi opierać się na ograniczaniu, a nie na pogłębianiu wykluczenia.





