Kultura. Ze skorupki tego słowa wyłuskujemy kilka skojarzeń: kult, kultywacja, kulturystyka... Jeden z autorów bardziej dosadnie napisał: „Czym jest kultura? Zajrzyjmy do słownika. «Grupa drobnoustrojów hodowanych na pożywce pod kontrolą»”. Po prostu kłębowisko zarazków na szklanej płytce, laboratoryjne doświadczenie, które mieni się społeczeństwem. Większość z nas, kłębiących się na tej płytce, nieźle się bawi; godzimy się nawet na poczucie dumy z «kultury»” (S. Rushdie, Ziemia pod jej stopami).
Przesadzone? Wszak kultura to coś wzniosłego, a tu „drobnoustroje” i „kłębowisko zarazków”! Ale przecież kultywuje się rośliny, żyjątka. Czyż nie ma w tym delikatności powiązanej z troską? No właśnie. Jest tu jednak coś więcej niż troska: także kult – cześć dla czegoś niezwykłego. Czyli i... kulturystyka: kult kultury ciała? Wysiłku czy efektów? Mamy i kulturę obyczajów, jedzenia, picia, relacji. Czyli jednak coś ludzkiego. Może po prostu życie wymagające wsparcia, kogoś, kto się o nie zatroszczy, dostrzeże jego kruchość, lecz i wartość – i się w to zaangażuje? Tak jak w pradziejach ktoś pierwszy zajął się chorym współplemieńcem, do tej pory zostawianym samemu sobie na niechybną śmierć. Podobnie kiedyś jakieś plemię nomadów jako pierwsze zaczęło „kultywować” ziemię, aby mieć stałe zasoby żywności. A że objęte troską życie rozkwita jeszcze bujniej (ono wręcz potrzebuje troski, „żywi się” nią!), stąd kultura sukcesywnie zaczęła swe pole poszerzać: coraz bardziej zatroskane o siebie plemiona, już osiadłe, zaczęły sobie opowiadać, śpiewać, tworzyć nie tylko narzędzia, ale i malunki na skałach, wzorce zachowań, rytuały, pochówki... I w ten sposób integrowane życie stawało się coraz bardziej udziałem wspólnoty. A potem pojawiły się piramidy, olimpiady, Iliada, pałace i bazyliki, Dante, Chopin... Życie otulała coraz większa troska. Było mu coraz lepiej – zatem rozpieszczało się, rozwydrzało. Zaczynało brykać. No bo jak inaczej wytłumaczyć wojny i nierówności społeczne – mimo rozwoju kultury? Czyżby z „drobnoustrojami” i „kłębowiskiem zarazków” to była prawda? A może bez kultury byłoby gorzej? Albo – mniej okrutnie?
Kultura jest podglebiem życia. Systematycznie „kultywowana” wyrywa je z objęć „drobnoustrojów”, z „kłębowiska zarazków”. Utrzymuje życie „przy życiu” – by było ludzkie, społeczne. Najczęściej jednak się to nie udaje. Życie wymyka się „na drugą stronę”: kulturalny człowiek może okazać się gorszy od „drobnoustroju” czy „zarazka”. Prowadzi coraz to bardziej wyrafinowane wojny. Coraz bardziej wyrosłe z podłoża... kultury.
A i nasze wojenki... Kultywowanie siebie. Kosztem innych. Chowanie się w troskę innych. Wykradanie jej. Odrzucanie. Uzbrojeni w kulturę stać się możemy coraz bardziej sobie obcy. Dawna wspólnota plemienna przemienia się w plemienne walki. Zamiast kultywować wierność trosce, kultura oddała się kultowi zysku. Skomercjalizowana staje się glebą reklam.
P. poświęcił życie kulturze. Nie było łatwo, ale był zdeterminowany. Zaczynało się dobrze. Potem podłoże się zmieniło. Zabrakło funduszy. Walka o pozycje się zaostrzyła. Nie potrafił się odgryzać jak koledzy. Odpadł. Stres i jego konsekwencje posadziły go na wózku. Tak jak ciężko było wyżyć z kultury, tak po wypadnięciu z niej ociera się o glebę. Widzi, jak pociąg z „kulturalnymi” kolegami odjeżdża. Także wagon o nazwie Konkurs Chopinowski. Zawsze był w temacie. Teraz – z zewnątrz, z perspektywy ulicy, na którą został wyrzucony – widzi go przez pryzmat rozedrganych, bolesnych wspomnień. Nie oglądał transmisji. Nie śledził wyników. Międzynarodowy tłum rozchodził się po pobliskich restauracjach. P. wstydził się podjechać bliżej. Mogliby go rozpoznać. Kilka ulic dalej wyciągał drżącą ręką kubek z wizerunkiem Chopina. Może uzbiera parę monet, by wystarczyło na burgera w McDonaldzie...
Jest coraz zimniej. Niebo jakoś poszarzało. W powietrzu pewnie krążą zarazki. W gmachu filharmonii znowu zabrzmią dźwięki Chopina. Może wśród nich i „walc minutowy” ilustrujący, wedle legendy, pieska salonowego Marquis, biegającego po salonie za swoim ogonem. Do wózka P. podbiegają dwa pieski, raczej niesalonowe. Jak zwykle czekają na parę okruszków z burgera...
Artykuł pochodzi z numeru 5/2025 magazynu „Integracja”.
Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.






