Wyczynowy sport najczęściej kojarzy się z fizyczną walką i przełamywaniem barier. Parataniec, czyli taniec na wózkach, to jednak dyscyplina wyjątkowa – nierozerwalnie łączy w sobie rygor sportowej rywalizacji z poruszającą sztuką. To kanał swobodnej ekspresji, w którym zawodnicy przekazują własne historie bez użycia słów. O tej niezwykłej drodze opowiadają Piotr Iwanicki, Joanna Reda i Paweł Karpiński – wybitni tancerze, którzy w różnych kategoriach wielokrotnie zdobywali tytuły mistrzów Polski, Europy oraz świata.
Sport, który jest także sztuką
Parataniec łączy w sobie zasady sportu wyczynowego z dużą wrażliwością artystyczną. Dla zawodników ta druga płaszczyzna stanowi narzędzie do komunikacji z otoczeniem, pozwalające ominąć fizyczne ograniczenia ciała i bariery psychiczne.
– Dla mnie taniec od zawsze był przede wszystkim sztuką. Sport wyznacza zasady, ale to emocje nadają mu sens. Każda choreografia opowiada jakąś historię. Czasami rodzi się ona w wyobraźni choreografa, ale prawdziwego znaczenia nabiera dopiero wtedy, gdy tancerz wypełnia ją własnymi doświadczeniami. Wtedy przestaje być układem kroków, a staje się opowieścią o człowieku – mówi Piotr Iwanicki, nie tylko mistrz sportowy, ale także artysta występujący chociażby podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Paralimpijskich w Paryżu.
W paratańcu ruch nie jest wyłącznie elementem ocenianej przez sędziów choreografii. W połączeniu z muzyką staje się sposobem przekazywania doświadczeń, o których czasem trudno mówić wprost.
– Osoby z niepełnosprawnościami często niosą w sobie historie pełne bólu, walki, nadziei i odwagi. Taniec pozwala opowiedzieć je bez jednego wypowiedzianego słowa. To język emocji, który nie potrzebuje tłumacza. Rozumie go każdy – niezależnie od wieku, kraju czy języka – podkreśla Piotr Iwanicki.
Znaczenie ma jednak nie tylko to, co tancerz chce opowiedzieć, lecz także to, czy potrafi nawiązać kontakt z publicznością. Joanna Reda przyznaje, że swoboda na parkiecie przychodziła wraz z doświadczeniem.
– Jestem bardzo otwartą osobą, dlatego z każdym rokiem coraz swobodniej wyrażam siebie i nawiązuję kontakt z publicznością – mówi.
Droga na parkiet
Za dojrzałą interpretacją, medalami i występami na międzynarodowych turniejach stoją lata treningów. Początki sportowej drogi nie zawsze są jednak wynikiem długo planowanej decyzji. Joanna Reda od dziecka lubiła ruch i muzykę. Przez pewien czas łączyła taniec ze śpiewem, ponieważ ze względów zdrowotnych nie mogła uprawiać innych dyscyplin.

– Na obozie Fundacji Aktywnej Rehabilitacji zobaczyłam trening tancerzy z klubu Swing-Duet. Podeszła do mnie jego prezes Iwona Ciok i zaproponowała, żebym zaczęła przychodzić na zajęcia. Miałam wtedy jedenaście albo dwanaście lat. Do klubu należę od 2002 roku – wspomina Joanna Reda.
Paweł Karpiński początkowo widział siebie w zupełnie innym sporcie. Interesował się siatkówką, piłką nożną, a przede wszystkim koszykówką. Kiedy rodzice dowiedzieli się o sekcji koszykówki na wózkach, rozpoczął treningi w KSN Start Warszawa. Parataniec pojawił się później – również przypadkiem.
– Podczas przerwy w jednym z meczów pokazowych zobaczyłem występ pary, w której jedna osoba poruszała się na wózku. Zaciekawiło mnie to. Pani prezes Stowarzyszenia Swing-Duet zaprosiła mnie na obóz do Ciechocinka. Tam poznałem wielu ludzi, między innymi trenera kadry Polski Włodzimierza Cioka, z którym trenuję do dzisiaj – opowiada Paweł Karpiński.
Przez kilka lat próbował łączyć obie dyscypliny. Po kontuzji odniesionej podczas treningu koszykówki zdecydował, że skoncentruje się na tańcu.
– Po roku leczenia po złamaniu kości ogonowej postanowiłem, że będę trenował tylko taniec. I nie żałuję. Ta historia trwa do dzisiaj. Ważnym momentem było powołanie mnie wraz z moją ówczesną partnerką Dorotą Górniak do kadry narodowej i otrzymanie pierwszego biało-czerwonego dresu. Później razem z Joanną Redą wygraliśmy Puchar Świata w kategorii duo II – dodaje.

Technika, trening i partnerstwo
Parataniec nie jest wyłącznie scenicznym pokazem. Zawodnicy podlegają ocenie sędziów, trenują technikę, kondycję, interpretację muzyki i precyzję prowadzenia wózka. W konkurencjach par ważne jest również zgranie dwóch osób. Joanna Reda przez piętnaście lat tworzyła duet z Pawłem Karpińskim. Oboje poruszali się na wózkach i startowali w kategorii duo.
– Paweł był moim pierwszym i jedynym partnerem na wózku. Przez piętnaście lat tańczyliśmy razem dwa style, czyli dziesięć tańców: standardowe i latynoamerykańskie. Żeby dwie osoby się zgrały, trzeba systematycznie trenować. Z czasem zaczyna się rozumieć partnera coraz lepiej – mówi Joanna Reda.
Zawodniczka startowała także w kategorii combi, w której jedna osoba porusza się na wózku, a druga osoba jest sprawna. Od 2016 roku występuje solo, a od 2018 roku również w solo freestyle. W tej konkurencji choreografia powstaje do muzyki wybranej przez tancerza i pozwala w większym stopniu budować indywidualną opowieść.
Piotr Iwanicki zwraca uwagę, że partnerstwo nie ogranicza się do prawidłowego wykonania figur.
– Parataniec od pierwszych zajęć uczy partnerstwa. W kategorii combi jedna osoba porusza się na wózku, druga tańczy na nogach. Liczą się wzajemne zaufanie, komunikacja i wspólny cel. Na parkiecie wszyscy uczymy się, że sukces nigdy nie jest dziełem jednej osoby – podkreśla.
Poziom sportowy dyscypliny rośnie, a wraz z nim wymagania stawiane zawodnikom. Paweł Karpiński nie traktuje treningów jako dodatkowego zajęcia wykonywanego po pracy.
– Parataniec cały czas się rozwija. Nie jest już tylko niszową aktywnością, ale pełnoprawną dyscypliną sportową z wysokim poziomem rywalizacji. Tancerze trenują równie intensywnie jak przedstawiciele innych dyscyplin parasportowych, a wymagania techniczne, kondycyjne i artystyczne rosną – mówi.
Na co dzień pracuje jako analityk CRM w branży IT. Obowiązki zawodowe łączy ze zgrupowaniami, treningami i wyjazdami na turnieje.
– Treningi są dla mnie tak samo ważne jak spotkania służbowe. Nie traktuję ich jako hobby, ale jako integralną część pracy nad kolejnymi celami. Pogodzenie pracy z zawodami wymaga dobrej organizacji, elastyczności i wsparcia pracodawcy – przyznaje Paweł Karpiński.
Sportowe przygotowanie obejmuje także strój. Musi odpowiadać estetyce tańca towarzyskiego, ale nie może ograniczać ruchu ani zagrażać bezpieczeństwu zawodniczki.
– Od wielu lat korzystam z pomocy krawcowej, która szyje stroje także dla osób na wózkach. Razem z mamą ustalamy kolor sukienki, kamienie, frędzle, dodatki, długość i materiał. Tkanina nie może wkręcać się w koła ani być zbyt śliska – wyjaśnia Joanna Reda.
Co zmienia taniec
Wynik turnieju zależy od przygotowania i oceny sędziów, ale pierwszym przeciwnikiem bywa niepewność. Piotr Iwanicki podkreśla, że rozpoczęcie treningów dla wielu osób oznacza konieczność sprawdzenia, na co rzeczywiście pozwala ciało.
– Najtrudniejszy jest zawsze pierwszy krok. Nie dlatego, że ciało nie daje rady, ale dlatego, że umysł podpowiada nam, iż nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Boimy się oceny, spojrzeń innych ludzi i własnych ograniczeń. Parataniec pokazuje, że część barier nosimy w sobie – mówi.
Sportowa ocena nie wyklucza relacji z widownią. Piotr Iwanicki uważa, że dobrze wykonany układ może zmieniać sposób, w jaki odbiorcy patrzą na tancerza z niepełnosprawnością.
– Taniec wykonywany przez osobę z niepełnosprawnością i przez osobę bez niepełnosprawności pozostaje tym samym tańcem. Tworzą go te same emocje, pasja i tysiące godzin pracy. Po kilku minutach występu publiczność przestaje koncentrować się na wózku. Zaczyna widzieć artystę – zapewnia.
Regularny trening rozwija kondycję, koordynację, orientację przestrzenną i kontrolę ruchu. Jego znaczenie nie kończy się jednak na parkiecie.
– Parataniec uczy panowania nad każdym, nawet najmniejszym ruchem. Wzmacnia ciało, poprawia równowagę i sprawność, ale zmienia też sposób, w jaki patrzymy na samych siebie. Uczy konsekwencji i daje poczucie sprawczości. Pierwszy trening bywa momentem, w którym ktoś odkrywa, że potrafi wykonać ruchy, których wcześniej się obawiał – wyjaśnia Piotr Iwanicki.
Doświadczenie zdobyte w sporcie zawodnicy chcą przekazywać dalej. Paweł Karpiński ukończył kurs instruktora tańca sportowego, którego uczestnikami były poza nim same sprawne osoby. Był jedynym uczestnikiem poruszającym się na wózku, a podczas egzaminu musiał znać i objaśniać kroki wykonywane przez tancerzy w pozycji stojącej.
– Musiałem zapamiętać, czy dany krok wykonuje się od pięty, czy od palców, prawą czy lewą nogą i w którym kierunku. Moja narzeczona do dziś, gdy słyszy: „right foot forward, left foot forward”, zatyka uszy i ucieka z pokoju – opowiada.
Także Joanna Reda myśli o pracy z kolejnymi tancerzami.
– Chciałabym uczyć ludzi tańczyć – deklaruje.
Poza parkietem
Sportowy rozwój wymaga nie tylko talentu i systematyczności. Potrzebne są kluby, trenerzy, dostępne sale i środki na przygotowania oraz udział w zawodach. Zdaniem Pawła Karpińskiego szczególnie trudno rozpocząć treningi osobom mieszkającym poza dużymi miastami.
– Potrzebujemy lepszego dostępu do sportu już od najmłodszych lat: większej liczby klubów i stowarzyszeń, szczególnie w mniejszych miejscowościach, wykwalifikowanych trenerów, odpowiedniej infrastruktury i stabilnego finansowania. Wielu utalentowanych zawodników rezygnuje nie z braku motywacji, ale dlatego, że nie ma gdzie trenować albo ich na to nie stać – mówi.
Reprezentanci Polski mogą liczyć na wsparcie Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych „Start”, który finansuje udział w najważniejszych imprezach i wspiera zgrupowania kadry. Paweł Karpiński zwraca jednak uwagę, że nawet medale mistrzostw świata nie zapewniają zawodnikom stabilności.
– Mimo że jestem mistrzem świata, nie mam już sponsora, nie otrzymuję stypendium sportowego ani nagród, które pozwalałyby skupić się wyłącznie na treningach. Chciałbym, aby sukcesy parasportowców były doceniane w podobnym stopniu jak osiągnięcia innych sportowców, bo za każdym medalem stoją lata ciężkiej pracy, wyrzeczeń i profesjonalnego przygotowania – podkreśla.
Parataniec wciąż nie jest dyscypliną paralimpijską. Dla Joanny Redy możliwość startu na igrzyskach pozostaje jednym z najważniejszych sportowych celów.
– Od kilku lat marzę o tym, żeby taniec na wózkach znalazł się w programie igrzysk paralimpijskich, żebym mogła w nich wystąpić i zdobyć medal – mówi.
Piotr Iwanicki patrzy na rozwój dyscypliny szerzej. Jego zdaniem parataniec powinien być obecny nie tylko w sporcie wyczynowym, lecz także w edukacji i kulturze.
– Szczególnie w szkołach integracyjnych, gdzie od najmłodszych lat może uczyć współpracy, wzajemnego szacunku i otwartości. To znacznie więcej niż rehabilitacja czy aktywność fizyczna. To narzędzie budowania pewności siebie, poczucia przynależności i wiary we własne możliwości. To przestrzeń, w której człowiek przestaje być definiowany przez swoją niepełnosprawność – przekonuje.
Piotr Iwanicki zwraca również uwagę na potrzebę systemowego wsparcia tej dyscypliny. Jego zdaniem jej rozwój zależy nie tylko od zaangażowania zawodników i trenerów, ale również od obecności paratańca w polityce społecznej i edukacyjnej oraz od stabilnego finansowania.
– Mam nadzieję, że w najbliższych latach parataniec będzie traktowany jako ważny element polityki społecznej i edukacyjnej. Wciąż ogromnym wyzwaniem pozostaje finansowanie tej dyscypliny, jednak wierzę, że każda złotówka zainwestowana w rozwój paratańca zwraca się wielokrotnie. Bo inwestowanie w parataniec nie oznacza inwestowania w sport. Oznacza inwestowanie w ludzi. W ich samodzielność, zdrowie psychiczne, poczucie własnej wartości i społeczeństwo, które potrafi dostrzegać możliwości zamiast ograniczeń. A właśnie takie społeczeństwo warto wspólnie budować – dodaje.
W paratańcu medal pozostaje wymiernym celem, do którego prowadzą technika, systematyczny trening i sportowa rywalizacja. Jednocześnie każdy występ pozwala zawodnikom nadać choreografii osobiste znaczenie i opowiedzieć własną historię. To połączenie sportowej dyscypliny z indywidualną interpretacją sprawia, że na parkiecie liczy się zarówno wynik, jak i sposób, w jaki tancerz nawiązuje kontakt z widzem.
Najbliższą okazją, by zobaczyć parataniec w międzynarodowym wydaniu, będą zawody Para Dance Sport International Competition. Odbędą się one w dniach 2–4 października 2026 roku w hali Integracyjnego Centrum Dydaktyczno-Sportowego w Łomiankach. W wydarzeniu organizowanym przez Stowarzyszenie Swing-Duet wezmą udział zawodnicy między innymi z Chin, Meksyku, Izraela, Włoch, Austrii i Wielkiej Brytanii. Publiczność będzie mogła oglądać występy solistów, par i zespołów. Wstęp na zawody jest bezpłatny.
Tekst łatwy do czytania ETR
Parataniec to taniec sportowy osób poruszających się na wózkach.
Ten taniec łączy sport, sztukę, muzykę i silne emocje.
W tekście mówią o nim Piotr, Joanna i Paweł.
To znani tancerze i mistrzowie Polski, Europy i świata.
Taniec pomaga im opowiadać swoje historie bez słów.
Na parkiecie ważny jest ruch, rytm i kontakt z widzem.
Joanna zaczęła tańczyć jako dziecko w klubie Swing-Duet.
Paweł najpierw trenował koszykówkę na wózkach.
Po kontuzji wybrał taniec jako swoją główną dyscyplinę.
W paratańcu trzeba dużo ćwiczyć i dobrze znać technikę.
Ważna jest kondycja, muzyka i dokładne prowadzenie wózka.
W tańcu par bardzo ważne jest zaufanie do partnera.
Joanna i Paweł tańczyli razem przez 15 lat i uczyli się współpracy.
Piotr mówi, że sukces nigdy nie należy do jednej osoby.
Pierwszy trening bywa trudny, bo człowiek boi się oceny.
Taniec pomaga pokonać strach i uwierzyć w siebie.
Pomaga też lepiej poznać swoje ciało i własne możliwości.
Publiczność po chwili nie widzi wózka, tylko artystę.
Tancerze chcą uczyć innych i rozwijać tę dyscyplinę.
Potrzebne są kluby, trenerzy, dostępne sale i pieniądze.
Parataniec nie jest jeszcze dyscypliną paralimpijską.
Joanna marzy o starcie na igrzyskach i zdobyciu medalu.
Tekst pokazuje, że taniec daje siłę, radość, wolność i odwagę.
Tekst pochodzi z najnowszego numeru magazynu Integracja 4/2026.








