Dziesięć lat temu Marta Dalecka-Piechowiak miała tylko szczere chęci i głowę pełną pomysłów. Dziś jest wiceprezesem Akademickiego Związku Sportowego (AZS) i odpowiada za Integracyjne Mistrzostwa Polski AZS oraz Igrzyska Bez Barier, które pokazują, jaką wartość ma aktywność w przypadku osób z niepełnosprawnościami.
Piotr Chłystek: Obecnie sport osób z niepełnosprawnościami jest czymś istotnym w środowisku akademickim, ale nie zawsze tak było. Kiedy Pani poczuła, że faktycznie coś może się zmienić?
Marta Dalecka-Piechowiak: Zaczęło się od telefonu z biura Zarządu Głównego Akademickiego Związku Sportowego (ZG AZS). To było w 2015 r., gdy byłam zwykłym członkiem AZS z Zielonej Góry. Zadzwoniono do mnie z pytaniem, czy nie chciałabym zająć się organizacją wyjazdu sportowego dla osób z niepełnosprawnościami. Pojawiła się wówczas propozycja udziału w europejskim projekcie przeznaczonym dla takich osób, znalazły się dodatkowe fundusze. Wtedy jednak ten obszar w AZS był niezagospodarowany, nie było ludzi, którzy zajmowaliby się nim na co dzień. Mimo to podjęłam rękawicę i dostałam zadanie, by zebrać 20 osób z całej Polski, które jako reprezentacja akademicka pojadą na zawody do Włoch. Najpierw przez cały rok organizowaliśmy specjalne spotkania, po których wyłoniliśmy tę dwudziestkę i wyjechaliśmy do Italii, by wystartować w kilku dyscyplinach, m.in. w szermierce na wózkach. Gdy cała akcja zakończyła się pomyślnie, stwierdziliśmy, że warto przygotować jakiś projekt z myślą o studentach z niepełnosprawnościami w AZS. Swoją wizję i pomysły przedstawiałam Dariuszowi Piekutowi – dziś sekretarzowi generalnemu AZS, a wtedy dyrektorowi biura AZS Warszawa. Prezentowałam je również przed Zarządem Głównym. Byłam młodsza, nie miałam pozdzieranych łokci, więc miałam siłę i determinację, aby trochę się „poprzepychać” i powalczyć o realizację moich planów. Chciałam pokazać, że sport osób z niepełnosprawnościami też jest ważny!
Dlaczego AZS zgłosił się właśnie do Pani?
Na pewno znaczenie miało moje doświadczenie. W Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu ukończyłam specjalizację związaną ze sportem osób z niepełnosprawnościami. Wiedza zdobyta na studiach dodawała mi pewności siebie. Dzięki niej miałam narzędzia pozwalające lepiej odnaleźć się w takich działaniach. Te narzędzia posiadam też dzięki moim rodzicom, a zwłaszcza mamie, która pracuje w szkole specjalnej dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną. Wobec tego od dawna wiedziałam, jak podejść do takich osób, nie miałam obaw przed kontaktem, bo dla mnie to było po prostu środowisko naturalne.
Szybko chciała Pani wdrażać w życie swoje pomysły, no i się udało, bo pierwsza edycja Integracyjnych Mistrzostw Polski AZS (IMP AZS), czyli cyklu zawodów sportowych dla osób z niepełnosprawnościami, odbyła się już rok później, czyli 10 lat temu.
Rzeczywiście, po raz pierwszy pomyśleliśmy o IMP AZS w roku akademickim 2015/2016. Rozkręcaliśmy się jednak powoli, ponieważ na początku potrzeba było wielkiego wysiłku, by w ogóle zachęcić większą liczbę osób do udziału w tych wydarzeniach. Na szczęście europejski projekt, o którym wspominałam, sprawił, że mieliśmy już pewną bazę osób zainteresowanych zmaganiami sportowymi dla osób z niepełnosprawnościami, i to nam ułatwiło sprawę, bo dzięki temu pocztą pantoflową rozeszły się po kraju informacje, że robimy coś ciekawego. Wiem, że wcześniej już organizowano podobne zawody. Co roku w Poznaniu i Częstochowie odbywały się jakieś imprezy sportowe dla studentów z niepełnosprawnościami, ale ja stwierdziłam, że można zaplanować zawody multidyscyplinarne dla ludzi z całej Polski i opracować dla nich regulamin, żeby wszystko zostało przeprowadzone według określonych zasad. Wraz z moją ekipą dostaliśmy wsparcie finansowe z PFRON, a przy organizacji ściśle współpracowaliśmy z biurem ZG AZS. Z każdym rokiem IMP AZS cieszyły się coraz większym zainteresowaniem, dokładaliśmy do programu kolejne dyscypliny. Warto jeszcze dodać, że już po dwóch latach poszerzyliśmy naszą ofertę o obozy, czyli Integracyjne Festiwale Sportowe AZS. Najpierw organizowaliśmy je tylko latem, potem dołożyliśmy zimowe edycje. Co ważne, uczestnicy wszystkich naszych projektów i zawodów mogą brać w nich udział za darmo.
Ilu jest tych uczestników Integracyjnych Mistrzostw Polski? W ilu dyscyplinach mogą startować?
Aktualnie w AZS mamy blisko 1400 członków ze zgłoszonym orzeczeniem o niepełnosprawności. Wiemy o tym, bo przy przedłużaniu ważności legitymacji na początku każdego roku akademickiego student nie musi, ale może poinformować, że takie orzeczenie posiada. Dla nas to są potencjalni uczestnicy naszych wydarzeń, więc staramy się do nich dotrzeć. A jeśli chodzi o IMP AZS, to w pierwszej edycji mieliśmy w programie sześć dyscyplin, w których wzięło udział 250–300 osób. W jednym sezonie mieliśmy nawet 15 dyscyplin, i to był nasz rekord. Dziś jest ich trochę mniej, bo skupiamy się na tych cieszących się największym zainteresowaniem. W ostatnim roku akademickim organizowaliśmy zawody w ergometrze wioślarskim, kajakarstwie, badmintonie, siatkówce na siedząco, tenisie stołowym, narciarstwie alpejskim, snowboardzie, szachach, boccii, pływaniu i lekkoatletyce. Na starcie pojawiło się około 600 osób.

Wydaje się, że większość ludzi, gdy słyszy o sporcie osób z niepełnosprawnościami, myśli od razu o igrzyskach paralimpijskich…
Dobrze, że Pan o tym wspomina, bo z tego powodu mamy pewne problemy. Niektóre osoby, nawet te, które werbuję na swojej uczelni, czyli na Uniwersytecie Zielonogórskim, są przestraszone, gdy słyszą o naszych zawodach, bo od razu myślą, że to jest jakaś rywalizacja na bardzo wysokim poziomie, właśnie w stylu igrzysk paralimpijskich, i dlatego sądzą, że sobie nie dadzą rady. A nie o to chodzi. Ja jestem przede wszystkim zwolenniczką upowszechniania kultury fizycznej. Zmaganiami zawodowców niech zajmują się inni. Nie zmienia to faktu, że nawet w IMP AZS startowały osoby, które potem rywalizowały na najwyższym szczeblu. Przykładem są Igor Misztal i Maksym Chudzicki, a więc tenisiści stołowi, którzy brali udział w igrzyskach paralimpijskich w Paryżu w 2024 r.
Oprócz IMP AZS bardzo ważnym projektem dla Pani i dla całego środowiska akademickiego są również Igrzyska Bez Barier (IBB).
Gdy uznaliśmy, że integracyjne mistrzostwa fajnie funkcjonują, stwierdziłam, że czas na kolejne przedsięwzięcie. A ponieważ pracuję też w szkole specjalnej i prowadzę zajęcia sportowe dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, to uznałam, że trzeba przygotować coś dla młodszych, nie tylko dla studentów. Tak narodziły się Igrzyska Bez Barier – trzydniowe zawody sportowe dla dzieci ze szkół podstawowych. W nich każdy wygrywa, bo każdy traktowany jest tak samo. Każdy otrzymuje identyczny pakiet startowy i medal, ale nie przyznajemy miejsc i nie prowadzimy klasyfikacji, bo wyniki w tym przypadku nie są najważniejsze. Kluczowa jest zdrowa rywalizacja! W programie IBB pojawiały się już różne dyscypliny. Była lekkoatletyka, pływanie, boccia, unihokej czy dwa ognie zunifikowane, ale też żeglarstwo i wspinaczka, a więc dyscypliny, które dla większości uczestników były kompletną nowością, i stawali w nich na starcie dopiero po specjalnym przeszkoleniu. Pierwszą edycję IBB planowaliśmy z myślą o 70 uczestnikach. Szczerze mówiąc, to bałam się, czy tylu uzbieramy. Ale już przy zgłoszeniach ta liczba się podwoiła i musieliśmy zrobić selekcję.
Podejrzewam, że dokonywanie tej selekcji też nie było proste.
Z roku na rok staraliśmy się zapraszać coraz więcej osób. Szukałam adresów mailowych i telefonów do różnych szkół. Pisałam, dzwoniłam, zachęcałam do udziału w IBB. To był spory wysiłek, by pokazać, że jesteśmy, że taki projekt istnieje. Ale przyszły efekty. W czwartej i piątej edycji w Warszawie na obiektach stołecznego Uniwersytetu Medycznego pojawiło się aż 400 uczestników. A miejsc zabrakło już po kilku minutach od rozpoczęcia zapisów! Przy okazji mimowolnie zaczęła się tworzyć wyjątkowa społeczność, złożona z nauczycieli z tych szkół, którzy przyjeżdżali na IBB. W ten sposób wiele osób zyskało nowych znajomych i utrzymuje ze sobą kontakt. Ci ludzie wykonują wspaniałą pracę dla dzieci z niepełnosprawnościami. Przyjeżdżają z nimi na nasze zawody praktycznie z każdego zakątka kraju. Czasem jadą nawet pociągami z przesiadkami po 10–12 godzin, ale nie traktują tego jako przeszkody. I skoro podróże nie są przeszkodą, a jedynie przygodą, to już w tym roku zaczynamy organizować obozy sportowe dla dzieciaków pod nazwą IBB Camp.
Dodajmy, że przy Igrzyskach Bez Barier mogła Pani liczyć na wsparcie znanych postaci, które były kimś w rodzaju ambasadorów projektu.
Chcieliśmy, by dzieci dostały coś więcej niż tylko możliwość udziału w zawodach. Wśród uczestników są osoby z rodzin dysfunkcyjnych, z domów dziecka. Chcieliśmy, by poznawały nowe dyscypliny sportu, mogły odwiedzić i zwiedzić nowe miasta, ale też żeby poznały sportowców, którzy są lub mogą stać się ich idolami. Dlatego na IBB gościła np. Agnieszka Kobus- -Zawojska, czyli dwukrotna medalistka olimpijska w wioślarstwie, która przyjechała do nas wraz z mężem Maciejem, który również reprezentował Polskę w różnych zawodach wioślarskich. Oboje świetnie współpracowali z dziećmi, podchodzili do nich z wielką empatią. Takie momenty chwytają za serce. Podobnie jak opowieści nauczycieli. Kiedyś jeden z opiekunów powiedział mi, że popłakał się, gdy na nadmorskiej plaży dziecko zapytało go, co to za jezioro. Okazało się, że ono nigdy nie było na plaży, nie widziało morza. To najbardziej niesamowite chwile w naszych działaniach. Powiedziałabym nawet, że kluczowe.

Wasze działania były przełomowe i jednocześnie przyniosły przełom w życiu uczestników?
Nie ukrywajmy, osoby z niepełnosprawnościami, a przynajmniej większość z nich, w szkole są zwolnione z lekcji WF. Wychodzi się z założenia, że tak jest łatwiej, w dodatku nie wszyscy nauczyciele są przeszkoleni do pracy z takimi uczniami. I gdy takie osoby trafiają na studia, i przychodzą na uczelnię, nagle zderzają się ze ścianą, bo muszą jakoś zaliczyć WF. To taki ostatni gwizdek, aby podjęły aktywność fizyczną, więc staraliśmy się im pomóc i do tej aktywności zachęcać. Przy okazji udało się wywalczyć to, by studenci z niepełnosprawnościami mogli poprzez uczestnictwo w naszych zawodach zdobywać punkty do stypendium naukowego. To ma olbrzymie znaczenie! Ponadto w 2023 r. zorganizowaliśmy w siedmiu miastach konwenty, na których rozmawiano o przyszłości sportu osób z niepełnosprawnościami. Spotykali się na nich pełnomocnicy rektorów ds. osób niepełnosprawnych, pracownicy studium wychowania fizycznego i centrów sportu oraz przedstawiciele AZS. Wtedy też zorganizowaliśmy zajęcia dla nauczycieli WF, na których zostali przeszkoleni do pracy z osobami niepełnosprawnymi. Gdyby nie to, na uczelniach nadal wielu studentów ominęłoby zajęcia, dostając co najwyżej teorię do zaliczenia. Dziś większość uczelni posiada już ofertę sportową dostosowaną do ich potrzeb. Są klasyczne, popularne dyscypliny, ale istnieją też alternatywne formy aktywności, pozwalające na zaliczenie zajęć, takie jak boccia, kręgle, obozy sportowe czy trekking.
Dekadę temu była Pani przedstawicielką AZS z Zielonej Góry, po kilku latach powołano Radę ZG AZS ds. sportu osób z niepełnosprawnościami i została Pani jej przewodniczącą, a obecnie jest już wiceprezesem Akademickiego Związku Sportowego ds. sportu osób z niepełnosprawnościami. Patrząc na Pani drogę, można stwierdzić, że obszar, który dekadę temu był na marginesie, teraz pojawia się w centrum uwagi.
Nie potrzebuję tytułów do tego, by działać, bo czuję, że z zespołem wykonujemy od dawna świetną robotę. Indywidualnie podchodzimy do każdego dziecka czy studenta w naszych programach i projektach, bo każdy ma inną dysfunkcję, inną historię. Ale oczywiście miło mi, że moja praca została doceniona i dziś pełnię taką funkcję. Kilka lat temu na jednym ze Zjazdów Sprawozdawczo-Wyborczych AZS pojawił się pomysł, że skoro działam już tyle lat przy sporcie osób z niepełnosprawnościami, to dobrze byłoby utworzyć stanowisko wiceprezesa ZG AZS, który będzie się zajmował tą gałęzią w świecie akademickim. Dodatkowo bardzo się cieszę, że jestem pierwszą kobietą w AZS zasiadającą w Prezydium Zarządu Głównego. Poza tym ludzie w różnych ośrodkach teraz wiedzą, że zawsze mają się do kogo zgłosić w centrali. Często odbieram telefony z pytaniami o to, jak zadbać o studentów z niepełnosprawnościami, gdy tacy pojawiają się na uczelniach. To mnie raduje, ponieważ dbanie o jednostki ciągle powinno być naszym nadrzędnym celem. One potrzebują kompleksowej opieki, różnych ułatwień w życiu codziennym. Fajnie, że od lat mogę się tym zajmować, mając wsparcie wyjątkowych osób. Szczególnie chciałabym podziękować koordynatorom poszczególnych dyscyplin Integracyjnych Mistrzostw Polski AZS.
Dzięki Wam raz jeszcze okazuje się, że sport to coś więcej niż tylko gole, punkty, wyniki…
Oprócz rehabilitacji przez sport osoby z niepełnosprawnościami przechodzą u nas tzw. rehabilitację społeczną i mogą przełamywać najróżniejsze bariery. Nawet w prostych sprawach. Często trzeba dojechać na zawody, wsiąść po raz pierwszy w życiu do pociągu. Czasem też trzeba zaprosić asystenta, który np. pomoże wnieść wózek. To oznacza, że uczestnicy naszych imprez są zmuszeni do działania, ale to buduje ich pewność siebie i daje im poczucie sprawczości. Wtedy zdają sobie sprawę, że mogą coś zrobić i wiele od nich zależy. Nasze wydarzenia to również szansa na spotkanie nowych osób, nawiązanie relacji. Kilka par zresztą poznało się w trakcie IMP AZS, są po ślubach i mają dzieci. Ale tego to już nie planowałam (śmiech).
Tekst łatwy do czytania ETR
Tekst opowiada o sporcie osób z niepełnosprawnościami.
Bohaterką tekstu jest Marta Dalecka-Piechowiak.
Marta działa w Akademickim Związku Sportowym, czyli AZS.
Od lat pomaga studentom i dzieciom z niepełnosprawnościami.
W 2015 roku zaczęła organizować sportowe wyjazdy.
Chciała pokazać, że sport osób z niepełnosprawnościami jest ważny.
Tak powstały Integracyjne Mistrzostwa Polski AZS.
To zawody dla studentów z różnymi niepełnosprawnościami.
Uczestnicy mogą startować w wielu dyscyplinach sportu.
Są tam między innymi pływanie i tenis stołowy.
W zawodach nie chodzi tylko o najlepsze wyniki.
Najważniejszy jest ruch, odwaga i dobra zabawa.
Udział w projektach i zawodach AZS jest za darmo.
AZS organizuje też obozy sportowe dla uczestników.
Drugim ważnym projektem są Igrzyska Bez Barier.
To trzydniowe zawody dla dzieci ze szkół podstawowych.
W Igrzyskach Bez Barier każde dziecko dostaje medal.
Każde dziecko jest tak samo ważne.
Dzieci poznają nowe dyscypliny i nowe miejsca.
Czasem spotykają znanych sportowców i swoich idoli.
Sport pomaga osobom z niepełnosprawnościami przełamywać bariery.
Uczy samodzielności, podróżowania i proszenia o pomoc.
Sport pomaga uczestnikom uwierzyć w siebie.
Tekst pokazuje, że sport może zmieniać życie ludzi.
Tekst pochodzi z najnowszego numeru magazynu Integracja 4/2026.








