Weteran wracający z misji po ciężkim urazie musi odbudować nie tylko sprawność, lecz także poczucie bezpieczeństwa, własnej wartości i wpływu na życie. Sport może stać się ważną częścią tego procesu: pomaga oswoić ograniczenia, porządkuje codzienność i pozwala ponownie znaleźć się wśród ludzi, którzy rozumieją doświadczenie wojny.
– Powrót rannego z misji to tragedia. Z bardzo sprawnych facetów stajemy się osobami z niepełnosprawnościami i często nie potrafimy sobie z tym poradzić – mówi st. chor. w st. spocz. Rafał Korzeniewski, weteran VIII zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie, potrójny medalista zawodów Invictus Games, wiceprezes Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych w Misjach poza Granicami Kraju.
W wojsku sprawność fizyczna jest częścią codzienności, a dzień wyznaczają treningi, zadania i rozkazy. Po urazie tę przewidywalność zastępują miesiące leczenia i nauka życia z ograniczeniami.
– Kiedy wraca się do domu, od razu zauważa się, że ludzie patrzą z litością: „biedny weteran, został ranny”. To jest dobijające, to jest jak śmierć. Po drugie, nie jestem w stanie sprostać roli faceta w domu – nie mogę powiesić półki ze względu na fizyczne ograniczenia, przez co sam w swoich oczach przestaję czuć się mężczyzną. Gdziekolwiek wyjdę – a musi upłynąć dużo czasu, żeby móc swobodnie wyjść na zewnątrz – wszędzie widzę te współczujące spojrzenia. Sport pozwala nam na nowo się otworzyć – opowiada Korzeniewski.
Przełamać wstyd i strach
Uraz zmienia nie tylko ciało. Wielu żołnierzy wycofuje się z relacji, unika tłumów. Rafał Korzeniewski uważa, że pierwszą przeszkodą na drodze do odzyskiwania aktywności bywa wstyd.
– Po mnie niepełnosprawności nie widać tak bardzo, ale są osoby po amputacji rąk czy nóg, które wstydzą się wyjść na zewnątrz. Najpierw trzeba przełamać wstyd, a potem strach – podkreśla.
Do widocznych skutków urazów dochodzą rany, których otoczenie nie dostrzega. Część weteranów cierpi na zespół stresu pourazowego. Nagły głośny dźwięk albo inny niespodziewany bodziec mogą uruchomić reakcje, nad którymi trudno zapanować. Sport wspiera odzyskiwanie równowagi, nie zastępuje jednak specjalistycznej pomocy.
– Wielu poszkodowanych weteranów zmaga się z PTSD. Boją się hałasu, huku, tłumów. To trzeba najpierw opanować, najlepiej z pomocą psychiatry i psychologa. Kiedy człowiek zaczyna radzić sobie ze wstydem i strachem, otwierają się przed nim kolejne możliwości – mówi Korzeniewski.
Sierż. Andrzej Kuciński, żołnierz 10. Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie i weteran misji w Iraku oraz VIII zmiany PKW Afganistan, ciężko ranny pod Hindukuszem, przez długi czas niemal się nie ruszał. Lekarze, obawiając się o jego kręgosłup, nogi i stawy, odradzali mu aktywność.
– Ważyłem 120 kilogramów i w ogóle się nie ruszałem. W pewnym momencie trzeba było jednak coś ze sobą zrobić. Kiedy próbowałem zawiązać buty, przeszkadzał mi brzuch. Było mi ciężko i sam ze sobą źle się czułem – wspomina.
Sygnałem alarmowym była rozmowa z lekarzem, który ostrzegł go przed zawałem albo wylewem. Kuciński postanowił przygotować się do półmaratonu, a później wystartował również w Cateran Yomp – niemal stukilometrowym marszobiegu po górach w Szkocji i w maratonie w Waszyngtonie.
– To wszystko mnie napędzało. Sport po prostu zaczął wracać do mojego życia – mówi.
Dla mł. chor. Emila Urana z Centrum Weterana Działań poza Granicami Państwa powrót do aktywności miał inny wymiar. W 2008 roku podczas pełnienia służby na III zmianie Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie przeżył wybuch miny-pułapki pod pojazdem, stracił trzech kolegów i odniósł ciężkie obrażenia. Po wielomiesięcznej hospitalizacji musiał od początku rozpoznawać możliwości własnego ciała.
– Po wypadku w Afganistanie moje życie zmieniło się całkowicie. Musiałem na nowo nauczyć się funkcjonować z ograniczeniami, których wcześniej nie znałem. Powrót do aktywności fizycznej nie był dla mnie próbą udowodnienia czegokolwiek innym, ale przede wszystkim walką o odzyskanie wiary w samego siebie. Każdy kolejny trening pokazywał mi, że mimo bólu i trwałych następstw wypadku nadal mogę się rozwijać i stawiać sobie nowe cele – opowiada Uran.
Regularnie ćwiczy w domu. Najważniejsza pozostaje dla niego rywalizacja z samym sobą.
– Sport pomaga mi utrzymać sprawność, lepiej radzić sobie z bólem i zachować równowagę psychiczną. To właśnie dzięki tej systematyczności mogłem pozostać w służbie i każdego dnia wykonywać obowiązki najlepiej, jak potrafię – podkreśla.
Rygor, który porządkuje życie
Dla wielu weteranów sport oznacza coś więcej niż poprawę kondycji. Przywraca strukturę dobrze znaną ze służby. Zgrupowania i przygotowania do zawodów wyznaczają godziny pobudki, posiłków i treningów. Po miesiącach, w których życie było podporządkowane leczeniu, taki porządek może dawać poczucie bezpieczeństwa.
– Wracamy do rygoru, można powiedzieć wojskowego. Na drugim zgrupowaniu wprowadzono już plan treningowy i czasowy. To pozwoliło mi na nowo żyć. Mój świat znowu był poukładany. Nie stałem się stuprocentowym facetem w domu, ale we własnych oczach znowu zacząłem się tak widzieć. Poczułem się osobą pełnosprawną. Dlaczego pełnosprawną? Bo kiedy opublikowano zdjęcia i okazało się, że jestem w kadrze, ludzie zaczęli patrzeć na mnie inaczej. Już nie jak na biednego, poszkodowanego weterana, tylko jak na sportowca – mówi Korzeniewski.
Wybór dyscyplin nie musi wynikać z ambicji medalowych. Zawodnicy często kierują się tym, jakie ćwiczenia będą najkorzystniejsze przy konkretnych urazach. Korzeniewski, który miał złamany kręgosłup i zmaga się ze spastycznością prawej strony ciała, zdecydował się między innymi na narciarstwo biegowe i ergometr wioślarski.
– Były dla mnie najtrudniejsze fizycznie, ale zarazem najlepsze dla zdrowia. Kluczem jest wewnętrzna dyscyplina. Nie motywacja, bo motywacja szybko umiera. Robię to, nawet kiedy mi się nie chce – zaznacza.
Żołnierzom pozostającym w służbie przygotowania do zawodów ułatwia wsparcie przełożonych. Andrzej Kuciński podkreśla, że dowództwo umożliwiało mu wyjazdy na zgrupowania i zawody, a ppłk Janusz Fajger rozpisał mu treningi przed maratonem.
Podczas Invictus Games w Vancouver w 2025 roku Kuciński wystartował w czterech dyscyplinach, w tym po raz pierwszy w skeletonie.
– To było coś niesamowitego. Jedzie się głową w dół z prędkością stu kilometrów na godzinę zaledwie dziesięć centymetrów nad lodem. Niezwykłe przeżycie, choć nie wiem, czy ktoś namówiłby mnie na to po raz drugi – przyznaje.

Trauma, która powraca
Sport pomaga odzyskiwać sprawność i poczucie kontroli, nie sprawia jednak, że doświadczenia z misji znikają. Czasami intensywny wysiłek albo ból mogą stać się bodźcem przywołującym obrazy sprzed lat. Podczas zjazdu skeletonem na Invictus Games przekonał się o tym Emil Uran.
– W trakcie przejazdu poczułem niezwykle silny ból, jakiego nie odczuwałem nawet w czasie wypadku na misji. W jednej chwili wróciły obrazy tamtych wydarzeń. Przez głowę zaczęły przewijać się fragmenty dnia, w którym straciłem kolegów, a moje życie zmieniło się na zawsze – relacjonuje.
Czas zjazdu przestał mieć znaczenie. Najważniejsze było odnalezienie osoby, przy której mógł odzyskać poczucie bezpieczeństwa.
– Po zakończeniu zjazdu nie byłem w stanie nic powiedzieć. Nie myślałem o wyniku ani o rywalizacji – chciałem jak najszybciej odnaleźć swoją żonę, przytulić się do niej i znowu poczuć się bezpieczny. Jej obecność była dla mnie jedynym miejscem, w którym mogłem uspokoić emocje i odzyskać poczucie równowagi – mówi Uran.
To doświadczenie przypomniało mu, że mijające lata wcale nie gwarantują ostatecznego wyleczenia traumy. Można wypracować sposoby radzenia sobie z nią, ale nie da się przewidzieć, kiedy wspomnienia powrócą.
– Prawdziwa siła weterana nie polega tylko na sprawności fizycznej. Polega także na tym, że potrafi poprosić o pomoc, przyjąć wsparcie, a później samemu stać się wsparciem dla osób w podobnej sytuacji – podkreśla.

Wśród swoich
Jednym z najważniejszych wymiarów sportu jest możliwość wyjścia z psychologicznej izolacji. Podczas międzynarodowych zawodów weterani spotykają ludzi, którym nie muszą szczegółowo tłumaczyć swoich reakcji, ograniczeń ani doświadczeń z misji.
– Po traumatycznych doświadczeniach człowiek często czuje się samotny. Spotkania z innymi weteranami pokazują, że nie jest się jedyną osobą, która musi mierzyć się z bólem, ograniczeniami czy trudnymi wspomnieniami – mówi Emil Uran.
Na zawodach liczy się rozpoznanie podobnego doświadczenia u drugiego człowieka.
– Od pierwszego dnia czuliśmy, że otaczają nas brothers in arms – bracia broni z różnych zakątków świata, którzy doskonale rozumieją, czym są poświęcenie, ból, utrata i droga do odzyskania nadziei. Choć mówiliśmy różnymi językami, łączyły nas te same wartości i podobne doświadczenie – dodaje Uran.
Andrzej Kuciński spotykał na kolejnych wydarzeniach ludzi poznanych wcześniej podczas biegów i służby. Sport stawał się przestrzenią odbudowywania więzi przerwanych przez czas.
– Kiedyś razem walczyliśmy na wojnie, a teraz mamy szansę wspólnie się rehabilitować. Te wydarzenia służą rehabilitacji nie tylko fizycznej, lecz także psychicznej. Sport bardzo uspokaja mnie mentalnie – mówi.
Korzeniewski dodaje: – Jeżeli chodzi o Invictus Games, najważniejsze jest to, że przebywamy we własnym świecie. Jestem wśród osób poszkodowanych, my się wszyscy rozumiemy. Jedziemy na zawody, w których uczestniczą ludzie z ponad dwudziestu krajów świata, a często znamy się jeszcze z misji. Nasze drogi życiowe się rozeszły, ale kiedyś stworzyliśmy fajną więź, która tam na nowo odżywa.
Rehabilitacja obejmuje całą rodzinę
Skutki traumy dotykają również bliskich. Wspólne wyjazdy na zawody i marszobiegi pozwalają małżonkom dzielić emocje oraz wzmacniać więź. Dla żon weteranów równie ważna jest jednak własna wspólnota.
– Jeśli chodzi o spotkania i marszobiegi, to organizuje je dla nas głównie Stowarzyszenie Rannych i Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju. My jako żony weteranów mamy wtedy możliwość uczestniczenia w warsztatach terapeutyczno-psychologicznych w grupie stworzonej wyłącznie dla nas. Omawiamy nasze problemy, prowadzone są terapie grupowe i indywidualne, mamy też czas na rozmowy. Sama możliwość spotkania się i bycia razem z osobami, które to rozumieją, bo przeżywają to samo, daje bardzo wiele – mówi Aneta Stępień, założycielka grupy „Razem Silne – Projekt Żon Weteranów”.
– Czujemy wtedy większe zrozumienie i to, że potrafimy sobie z tym poradzić. Mamy też wspólne zajęcia. Okazuje się, że jedna koleżanka jest instruktorką jogi, inna instruktorką zumby. Paulina Cegiełka prowadzi treningi wzmacniające i zajęcia typowo sportowe, które dają efekty terapeutyczne. Dziewczyny same się w to angażują, nie mamy nikogo z zewnątrz – po prostu wykorzystują swoje umiejętności zawodowe, żeby pokazać nam, co potrafią. W naszej grupie ćwiczymy razem z nimi – dodaje.
Paulina Cegiełka, trenerka personalna i żona weterana startującego w Invictus Games, uważa, że całe rodziny powinny być włączane w przygotowania do zawodów.
– Cennym rozwiązaniem byłoby kilkudniowe zgrupowanie integracyjne dla całych rodzin: czas na poznanie się, zbudowanie zaufania i wymianę doświadczeń. Dzięki temu wyjeżdżałyby jako wspierająca się społeczność, a nie pojedyncze osoby spotykające się dopiero na miejscu – proponuje.

Druga szansa
W rehabilitacji poprzez sport dla jednych najważniejsze będzie zmniejszenie bólu i poprawa sprawności. Dla innych – ponowne przebywanie w grupie, uporządkowanie dnia albo odzyskanie wiary, że nadal można być potrzebnym. Sport nie cofa wydarzeń z misji, ale pozwala budować życie, w którym uraz nie jest jedynym punktem odniesienia.
Emil Uran wykorzystuje własne doświadczenie podczas spotkań z młodzieżą. Nie tworzy obrazu człowieka, który nie zna zwątpienia. Mówi o trudnych chwilach, ale również o tym, co pomogło mu ponownie odnaleźć sens codziennego działania.
– W moim przypadku są to aktywność fizyczna, służba i możliwość pomagania innym. Młodzi ludzie widzą wtedy nie tylko żołnierza po ciężkim wypadku, ale człowieka, który mimo przeciwności nadal realizuje swoje cele – mówi.
Pamięć o kolegach, którzy nie wrócili z misji, pozostaje częścią jego codzienności. Własne życie traktuje jako drugą szansę i zobowiązanie, by zdobyte doświadczenie służyło innym.
– Mam świadomość, że otrzymałem drugą szansę i chcę ją dobrze wykorzystać. Chcę pomagać innym i pokazywać, że nawet po bardzo ciężkim wypadku można nadal służyć ludziom i swojej ojczyźnie – podkreśla Uran.
Powrót do równowagi nie jest jednym przełomowym momentem ani prostą drogą od urazu do sprawności. Składa się z treningów, rozmów, kryzysów i prób. Sport nie rozwiązuje wszystkich problemów. Daje jednak przestrzeń, w której weteran może działać, należeć do wspólnoty i wyznaczać cele – jako człowiek odzyskujący wpływ na własne życie.
Tekst łatwy do czytania ETR
Tekst opowiada o żołnierzach rannych na misjach wojskowych.
Nazywamy ich weteranami.
Po powrocie z misji wielu weteranów musi uczyć się życia od nowa.
Uraz może zmienić ciało, emocje i poczucie bezpieczeństwa.
Niektórzy weterani wstydzą się swojej niepełnosprawności.
Niektórzy boją się hałasu, tłumu i nagłych dźwięków.
Takie reakcje mogą być skutkiem trudnych sytuacji z wojny.
Weterani często potrzebują lekarza, psychologa i bliskich osób.
Sport nie zastępuje leczenia, ale może bardzo pomagać.
Dzięki sportowi weteran może znów wyjść do ludzi.
Może odzyskać plan dnia, ruch i poczucie kontroli.
Trening daje porządek podobny do tego, który był w wojsku.
Rafał mówi, że sport pomógł mu zobaczyć w sobie sportowca.
Andrzej po urazie zaczął biegać i startować w zawodach.
Emil ćwiczy, żeby lepiej radzić sobie z bólem i emocjami.
Ważne są zawody Invictus Games dla weteranów z niepełnosprawnościami.
Na takich zawodach spotykają się ludzie z podobnymi doświadczeniami.
Nie trzeba im długo tłumaczyć swojego bólu i strachu.
Weterani czują tam, że są wśród swoich.
Wsparcia potrzebują także żony, partnerki i całe rodziny.
Bliscy mogą rozmawiać, ćwiczyć i uczyć się pomagać sobie.
Sport nie usuwa złych wspomnień z misji.
Może dać drugi cel, wspólnotę i nadzieję.
Ważne jest też umieć poprosić o pomoc.
Tekst pokazuje, że po ciężkim urazie można dalej żyć i działać.

Artykuł pochodzi z numeru 4/2026 magazynu „Integracja”.
Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.







