Nauczycielka, bibliotekarka, samodzielna mama, bohaterka licznych reportaży, założycielka Stowarzyszenia „Da Się”. Po raz drugi w finale Konkursu „Człowiek bez barier”.

Stopy, broda i nos

Urodziła się bez rąk. W oczach sąsiadów i lekarzy nie było sensu, by wychowywać dziecko, które nie ma szans na pracę. Ona jednak o tym nie wiedziała. Robiła to, co jej rodzeństwo, tylko w dostosowanej do swoich możliwości formie. Grabiła siano, pieliła, pracowała w polu. Uczyła się pisać, odrabiała lekcje. Wszystko to ustami, zębami, stopami, nosem. Na każdą czynność znalazła swój patent i z niczego nie rezygnowała. Spędzała czas z rówieśnikami, nie ustępując im nawet na zajęciach wychowania fizycznego.

Nastoletni bunt

Na moment zapomniała, ile potrafi. Uwierzyła, że nie ma dla niej przyszłości, że bez rąk nie znajdzie pracy. Nie przykładała się do szkolnych obowiązków, a nawet zupełnie rzuciła szkołę. Siedzenie w domu jej nie służyło.

– Zaczynały mnie dopadać różne myśli i stwierdziłam, że trzeba wyjść z domu, być między ludźmi, uczyć się i zrobić coś ze swoim życiem.

Gdy już wróciła do szkoły, nie mogła przestać się uczyć. Zarządzanie zasobami ludzkimi, pedagogika, bibliotekoznawstwo, oligofrenopedagogika, zarządzanie oświatą, a do tego certyfikaty, kursy, szkolenia. Z potrzeby rozwoju zawodowego, z ciekawości, z przekonania, że warto.

Da Się

Nadal się uczy, ale tym razem jej motorem napędowym jest Stowarzyszenie „Da Się”. Pomagała od zawsze: paczki świąteczne, zbiórki żywności, konkursy, kiermasze, zaangażowanie w zbiórki na leczenie dzieci. W jej domu zaczęły pojawiać się rzeczy do przekazania potrzebującym, akcje charytatywne zataczały coraz szersze kręgi, aż wreszcie nie sposób było kontynuować działalności prywatnie. Powstało Stowarzyszenie Przyjaciół Osób Dążących do Samodzielności Pomimo Losu Przeciwności „Da Się”, dzięki któremu, w ramach akcji Ciepło od Serca ubrania, domowa chemia, jedzenie, inne artykuły trafiają tam, gdzie beneficjenci najbardziej na nie czekają.

Macierzyństwo

Decyzja, by zostać mamą, wywołała niemałe poruszenie. W jej domu zaczęli pojawiać się reporterzy. Czasami z wyczuciem i empatią, czasem bezpośrednio pytali, jak da sobie radę, zwłaszcza że czekało ją macierzyństwo samodzielne, niewsparte nawet finansowo. Nie przejmowała się tym. Jej zapleczem była najbliższa rodzina. To dzięki pomocy najbliższych szybko wróciła do pracy i do swojej działalności. Towarzyszyło jej uczucie niepewności znane wszystkim mamom, ale robiła wszystko po swojemu. Nosiła, wstawała w nocy, karmiła. Dzisiaj Emilia to już licealistka. Przechodzi własny nastoletni bunt i wytrwale kłóci się z mamą o szkołę. Jednocześnie są dla siebie wsparciem i obdarzają się wzajemnie miłością.

Samochodem do samodzielności

Funkcjonuje bez dostosowań. Samochód? Zwykły, z automatyczną skrzynią biegów. Bez dodatkowych systemów. Wsiadła, sprawdziła, czy dosięga do wszystkiego stopami, i ruszyła w drogę. Dzięki temu żyje na pełnych obrotach. Dojeżdża do pracy, dowozi córkę, załatwia sprawy codzienne, a czasem rusza do Frankfurtu, Bratysławy, Budapesztu, Pragi. Samochód to jej wolność. Dostrzega jednak ograniczenia w codziennym życiu, zwłaszcza tam, gdzie dostępność ogranicza się do niepełnosprawności ruchowej. Nawet o dofinansowanie własnej domowej łazienki musiała walczyć, udowadniając, że udogodnienia dla osób poruszających się na wózku do niczego jej się nie przydadzą. Podesty, podjazdy i rampy nie rozwiązują problemu ciężkich drzwi w urzędach ani konieczności używania stóp przy wyborze piętra w windzie.

Skok ze spadochronem i hafty z bezsenności

Nie ma w jej naturze odpoczywania. Skoczyła ze spadochronem, zrobiła kilka górskich tras, jednak największe wrażenie robi jej niezwykłe hobby. Jako zmagająca się z bezsennością nastolatka brała w stopę igłę i haftowała ściegiem krzyżykowym. W ciszy, by nikogo nie obudzić. Haftowanie z nią pozostało.

Jej świat

W jej domu drzwi się nie zamykają. Wpadają sąsiedzi i znajomi. Mile widziani są koledzy z klasy Emilii. Czasem ich wizyta przekształca się w spontaniczny wolontariat, bo w domu zawsze jest coś do zrobienia. Piętrzą się dary ze zbiórek, czekają wysyłki i akcje do przeprowadzenia. Zdarza się, że działalność społeczna staje ponad życiem rodzinnym i wtedy sprzątanie musi poczekać, a obiad trzeba zamówić.

– Nie lubię siedzieć na kanapie. Staram się cieszyć życiem każdego dnia, bo wiem, że to może być mój ostatni. Staram się dawać z siebie wszystko, a przede wszystkim w każdym dostrzegać człowieka. Lubię ludzi, lubię pomagać i lubię swoje życie. Mogę tak żyć do setki.


Artykuł pochodzi z numeru 6/2025 magazynu „Integracja”. 

Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.