Tym razem porozmawiamy na temat, wokół którego narosło wiele mitów, nieporozumień, lęków i stereotypów. Będziemy rozmawiać o borderline u młodzieży. Coraz więcej nastolatków doświadcza trudności relacyjnych, lęku przed odrzuceniem, problemów z emocjami, a także zachowań autodestrukcyjnych. Jednocześnie osoby te często są oceniane jako niestabilne emocjonalnie, trudne czy manipulujące. W rozmowie spróbujemy przyjrzeć się temu tematowi z większym dystansem i zrozumieniem. Moim gościem jest Vivian Fiszer, psycholożka i założycielka portalu EmocjePro.

Beata Poprawa: Na początek chciałabym zapytać: jak rozpoznać pierwsze symptomy borderline u nastolatków i od jakiego wieku w ogóle możemy mówić o diagnozowaniu tego zaburzenia?

Vivian Fiszer: W naszym kraju diagnozy stawia się raczej w warunkach szpitalnych, najczęściej przez psychiatrów i zdecydowanie dopiero u osób pełnoletnich – taka jest praktyka. Natomiast w innych krajach europejskich diagnozy u nastolatków są stawiane znacznie częściej, nawet w wieku 15–16 lat, a czasem mówi się również o młodszych osobach, około 12. roku życia, jeśli objawy są wyraźne. Wynika to z dwóch rzeczy: po pierwsze z danych naukowych, które podważają dawny pogląd, że osobowość jest całkowicie stabilna w czasie, a po drugie z faktu, że to zaburzenie wiąże się z bardzo wysokim ryzykiem – nawet około 10% ryzyka samobójstwa w tej grupie. Dlatego część specjalistów uważa, że lepiej działać wcześniej i obejmować takie osoby opieką, niż czekać.

Z tej odpowiedzi naturalnie wynika pytanie o to, gdzie właściwie przebiega granica między normą rozwojową a zaburzeniem. Często mówi się przecież, że borderline to po prostu „trudny wiek dojrzewania”.

Beata Poprawa: Gdzie zatem przebiega granica między normą a zaburzeniem? Czy borderline można pomylić z typowym buntem nastolatka?

Vivian Fiszer: Czasami rzeczywiście mówi się, że borderline to „bycie nastolatkiem”, ale to bardzo niebezpieczne uproszczenie. Bunt nastolatka jest naturalnym etapem rozwoju – służy budowaniu tożsamości i odcinaniu się od rodziców. Nastolatek zamyka się w pokoju, trzaska drzwiami, potrzebuje dystansu – to jest norma rozwojowa.

W borderline mamy do czynienia z czymś innym. Emocje są bardzo intensywne, trudne do opanowania i przede wszystkim pojawia się ogromna wrażliwość na odrzucenie. Do tego dochodzą zachowania autodestrukcyjne, które często pełnią funkcję regulacji emocji. To nie jest manipulacja ani „złe zachowanie”, tylko próba poradzenia sobie z napięciem. Różnica polega przede wszystkim na skali cierpienia i jego konsekwencjach.

Skoro mówimy o cierpieniu i jego przejawach, naturalnie pojawia się pytanie o pierwsze sygnały, które mogą niepokoić rodziców.

Beata Poprawa: Jakie są więc pierwsze objawy, które mogą niepokoić rodziców?

Vivian Fiszer: To przede wszystkim bardzo silne reakcje emocjonalne nieadekwatne do sytuacji, które dla otoczenia mogą wydawać się drobne. Ważnym sygnałem są również samouszkodzenia, choć trzeba podkreślić, że nie każde samookaleczenie oznacza borderline.

Niepokojące mogą być także gwałtowne zmiany nastroju, chroniczne poczucie odrzucenia i bardzo duże trudności w relacjach. Dla takich osób nawet drobne sygnały mogą być interpretowane jako zagrożenie relacji, co uruchamia silną reakcję emocjonalną.

To prowadzi do pytania o źródła tych trudności – co właściwie wpływa na rozwój borderline?

Beata Poprawa: Jakie doświadczenia wpływają na rozwój osobowości borderline? Czy to głównie środowisko rodzinne?

Vivian Fiszer: Badania pokazują, że zwykle muszą współwystępować dwa czynniki. Pierwszy to biologiczna wrażliwość układu nerwowego – czyli pewna podatność, z którą dziecko się rodzi. Drugi to środowisko, które określa się jako unieważniające emocjonalnie.

Chodzi o sytuacje, w których dziecko regularnie słyszy: „uspokój się”, „nie przesadzaj”, „inni mają gorzej”, „nic się nie stało”. Często nie wynika to ze złej woli rodziców, tylko z kultury reagowania. Problem polega na tym, że dziecko zaczyna wtedy przestawać ufać własnym emocjom. A jeśli przestaje im ufać, traci wewnętrzny punkt odniesienia, co prowadzi do chaosu emocjonalnego i trudności w dorosłym życiu.

Ten wątek prowadzi do relacji, które w borderline są szczególnie intensywne i obciążone emocjonalnie.

Beata Poprawa: Jak borderline wpływa na relacje rodzinne i partnerskie?

Vivian Fiszer: Źródłem jest bardzo silne poczucie odrzucenia. Dla osoby z borderline relacja nie jest czymś „ważnym”, tylko czymś absolutnie kluczowym – często przeżywanym w kategoriach „być albo nie być”.

Nawet drobne sytuacje mogą wywołać lęk przed porzuceniem. Z zewnątrz wygląda to jak nagłe zmiany emocji – raz spokój, raz silna złość czy rozpacz. Jednak dla tej osoby to nie jest nagłe, tylko wynika z intensywnego przeżywania zagrożenia relacji.

W kontekście tych relacji często pojawia się zarzut manipulacji. Czy to adekwatne określenie?

Beata Poprawa: W kontekście tych relacji często pojawia się zarzut manipulacji. Czy to adekwatne określenie?

Vivian Fiszer: To jeden z najbardziej szkodliwych mitów. Manipulacja oznacza świadome działanie w celu uzyskania korzyści kosztem drugiej osoby. W borderline nie ma takiego mechanizmu.

To, co wygląda jak manipulacja, jest w rzeczywistości bardzo silną reakcją emocjonalną. Przykładowo – w sytuacji zagrożenia relacji pojawia się ogromna rozpacz, a gdy napięcie znika, emocje szybko się zmieniają. To nie jest strategia, tylko dynamika emocjonalna.

Jeśli wiemy już, czym to nie jest, pojawia się pytanie: jak można w takim razie pomagać?

Beata Poprawa: Jak w takim razie można wspierać osobę z borderline w rodzinie?

Vivian Fiszer: Kluczowe jest uprawomocnianie emocji, czyli pokazywanie, że to, co ktoś czuje, ma sens i jest zrozumiałe – nawet jeśli my widzimy sytuację inaczej. Nie oznacza to zgody na wszystko, ale uznanie emocji drugiej osoby.

Drugim elementem są jasne i konsekwentne granice. Najlepiej działa połączenie obu rzeczy: „rozumiem, że jest ci trudno, ale moja decyzja się nie zmienia”. Dzięki temu osoba uczy się regulacji emocji i jednocześnie funkcjonowania w strukturze.

Z tym wiąże się pytanie o środowisko szkolne, które dla nastolatków jest równie ważne jak dom.

Beata Poprawa: Czy i jak powinno się mówić o diagnozie borderline w szkole?

Vivian Fiszer: To bardzo trudny temat. Z jednej strony dziecko powinno mieć zapewnione wsparcie – jeśli dochodzi do dekompensacji, powinno trafić do specjalisty, tak jak w przypadku każdej innej poważnej trudności zdrowotnej.

Z drugiej strony borderline jest zaburzeniem silnie stygmatyzowanym. Badania pokazują, że nawet profesjonaliści po usłyszeniu tej diagnozy zaczynają inaczej traktować pacjenta i mniej wierzą w jego relację. Dlatego niektórzy eksperci wręcz ostrzegają przed ujawnianiem tej diagnozy w systemie opieki bez odpowiedniego przygotowania środowiska.

Współczesnym kontekstem, który dodatkowo wpływa na młodzież, są media społecznościowe.

Beata Poprawa: Czy social media mają wpływ na funkcjonowanie nastolatków z borderline?

Vivian Fiszer: Tak, i to znaczący. Dawniej konflikty rówieśnicze były lokalne i ograniczone do szkoły. Dziś są nagrywane, udostępniane i utrwalane w internecie. Dla osoby z borderline, która ma bardzo silną wrażliwość na odrzucenie, takie doświadczenia mogą być szczególnie obciążające.

Dodatkowo dochodzi ciągłe porównywanie się, presja i poczucie bycia gorszym, co tylko wzmacnia trudności emocjonalne.

Z tego naturalnie przechodzimy do społecznych mitów, które wciąż funkcjonują wokół tego zaburzenia.

Beata Poprawa: Jakie są najczęstsze mity dotyczące borderline?

Vivian Fiszer: Najbardziej krzywdzący mit to przekonanie, że borderline jest nieuleczalne. To nieprawda. To jedno z niewielu zaburzeń osobowości, w którym terapia daje bardzo dobre efekty.

Osoby z borderline zazwyczaj bardzo chcą zmiany, bo ich objawy są egodystoniczne – czyli cierpią z ich powodu. To sprawia, że dobrze reagują na terapię, szczególnie na terapię dialektyczno-behawioralną.

Drugim mitem jest przekonanie o manipulacji – co, jak już mówiłam, nie ma podstaw klinicznych.

Skoro terapia jest tak istotna, warto zapytać o jej przebieg i efekty.

Beata Poprawa: Jak wygląda terapia i czy rzeczywiście może prowadzić do trwałej poprawy?

Vivian Fiszer: Tak. W terapii DBT pacjenci uczą się regulacji emocji, budowania relacji i radzenia sobie z napięciem. Standardowy proces trwa około dwóch lat i obejmuje terapię indywidualną oraz grupową.

W wielu przypadkach obserwuje się znaczną poprawę, a nawet remisję objawów. Co ważne, część pacjentów zauważa pierwsze zmiany już po kilku tygodniach pracy.

Beata Poprawa: Jakie osoby trafiają na terapię DBT?

Vivian Fiszer: Część osób sama rozpoznaje u siebie trudności, co często dzieje się dzięki internetowi i social mediom. W przypadku młodszych pacjentów jednak najczęściej są to decyzje rodziców lub skierowania od specjalistów.

W pracy terapeutycznej pojawia się też pytanie o trudności samego specjalisty.

Beata Poprawa: Co jest dla Pani najtrudniejsze w pracy z młodzieżą?

Vivian Fiszer: Najtrudniejsi są często rodzice, którzy bardzo chcą wiedzieć, co dzieje się z dzieckiem, ale terapeuta nie zawsze może dzielić się informacjami. Przy starszych nastolatkach obowiązuje poufność, z wyjątkiem sytuacji zagrożenia życia.

Na zakończenie chciałabym zapytać o coś bardziej osobistego.

Beata Poprawa: Co daje Pani największą nadzieję w tej pracy?

Vivian Fiszer: Największą nadzieję dają realne zmiany, które widać w terapii. Czasem już po kilku tygodniach widać, że pacjent zaczyna inaczej regulować emocje, częściej się uśmiecha, lepiej funkcjonuje w relacjach. To są bardzo konkretne, obserwowalne zmiany, które pokazują, że poprawa jest możliwa.


Vivian Fiszer - psycholog i terapeutka DBT, prekursorka Terapii Dialektyczno-Behawioralnej w Polsce. Założycielka i pierwsza Prezeska Polskiego Towarzystwa Terapii Dialektyczno-Behawioralnej (PTDBT). Specjalizuje się w psychoterapii III fali (DBT, ACT, CFT) oraz pełni funkcję wiceprezeski Fundacji BPD. Wykładowczyni DBT na studiach podyplomowych Uniwersytetu SWPS. Autorka portalu EmocjePro, ekspertka w zakresie zaburzeń osobowości, impulsywności i regulacji emocji.