- Fundacja Wake Up Art skierowana jest do osób, które widzą związek między dbaniem o zdrowie psychiczne, a sztuką. Nie jest skierowana tylko do artystów, ale przede wszystkich do osób, które tę sztukę poznają. Chcemy pokazać, że można dbać o zdrowie psychiczne dzięki czemuś, co dla wielu osób jest pasją, zabawą – mówi Marlena Fredo.
W jaki sposób sztuka może wesprzeć w momencie kryzysu psychicznego? Czy da się regulować emocje dzięki muzyce oraz malarstwu? Dominika Filipowicz porozmawia na ten temat dwiema członkiniami Fundacji Wake Up Art: Adrianną Dudą scenografką teatralną, kuratorką oraz Marleną Fredo – psycholożką i artystką wizualną.
Materiał powstał w ramach projektu współfinansowanego ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Transkrypcja
- Fundacja Wake Up Art skierowana jest do osób, które widzą związek między dbaniem o zdrowie psychiczne, a sztuką. Nie jest skierowana tylko do artystów, ale przede wszystkich do osób, które tę sztukę poznają. Chcemy pokazać, że można dbać o zdrowie psychiczne dzięki czemuś, co dla wielu osób jest pasją, zabawą – mówi Marlena Fredo.
W jaki sposób sztuka może wesprzeć w momencie kryzysu psychicznego? Czy da się regulować emocje dzięki muzyce oraz malarstwu? Dominika Filipowicz porozmawia na ten temat dwiema członkiniami Fundacji Wake Up Art.: Adrianną Dudą scenografką teatralną, kuratorką oraz Marleną Fredo – psycholożką i artystką wizualną.
Dominika Filipowicz: Dzień dobry. Z tej strony Dominika Filipowicz. Dzisiaj porozmawiam z Marleną Fredo, psycholożką oraz Adrianną Dudą, scenografką teatralną oraz artystką wizualną. Obydwie są członkiniami Fundacji Wake Up Art. Bardzo miło, że zgodziłyście się ze mną porozmawiać. Czy mogłybyście powiedzieć tak na sam początek kilka słów o sobie i przedstawić się naszym słuchaczom?
Marlena Fredo: Nazywam się Marlena Fredo. W tym roku skończyłam studia psychologiczne na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie, a w Fundacji Wake Up Art jestem już od ponad roku, głównie zajmuję się częścią psychoedukacyjną, prowadzę panele dyskusyjne, a zdarzyło mi się nawet otworzyć wystawę. Tworzę quizy, piszę treści z zakresu psychologii i sztuki na naszej stronie internetowej i na Facebooku, a także Instagramie. I głównie zajmuję się taką częścią psychologiczną, merytoryczną. Jestem wsparciem przy pisaniu projektów, jeżeli chodzi o taką podstawę wiedzy, można tak powiedzieć.
Adrianna Duda: Adrianna Duda. Ja jestem w Fundacji Wake Up Art menadżerką do spraw projektów. Zarządzam pracą naszego zespołu, rozpisuję projekty, pisze kosztorysy. Zajmuję się tą taką nudniejszą stroną pracy w fundacji, ale też zdarza mi się robić ciekawe rzeczy, takie jak kuratorowanie wystaw.
Dominika Filipowicz: Ta nudniejsza strona też jest bardzo potrzebna, więc świetnie, że też zajmujesz się takimi rzeczami a robienie wystaw – bardzo ciekawe, ale chciałam Was zapytać teraz troszkę więcej. Czym zajmuje się Fundacja Wake Up Art? Jakie w ogóle przyświecają Wam cele?
Marlena Fredo: Może zacznę od tego, przez kogo ta Fundacja została założona. Fundację założył Oskar Zakrzewski, nasz prezes, który pracował nad stworzeniem tej Fundacji, wydaje mi się całe życie. Mam nadzieję, że za to się nie obrazi, ponieważ cała jego droga zawodowa, bardzo kreatywna i różnorodna, doprowadziła go do miejsca, w którym stworzył przestrzeń, gdzie właśnie sztuka łączy się z dbaniem o zdrowie psychiczne. Głównie właśnie ze swojego własnego doświadczenia, kiedy właśnie forma wyrazu artystycznego stała się pewną formą terapii. I myślę, że nie tylko na swoim przykładzie, ale też na przykładzie swoich przyjaciół i ludzi, z którymi pracuje, a Oskar pracuje z przeróżnymi jednostkami. Ostatnio opowiadał mi o tym, że jedzie do innego miasta, żeby przeprowadzić wywiad z dziewczyną, która bez barier, mimo różnych niepełnosprawności tworzyła wartościowe treści i robiła cuda na rzecz innych ludzi. I myślę, że po takich przeżyciach, po takich doświadczeniach i po takich znajomościach, zdał sobie sprawę, że takie miejsce jest po prostu potrzebne. Ja też jestem taką osobą, która w swoim życiu łączy sztukę i psychologię. Psychologia jest moją pasją od zawsze, a sztuka jest ze mną również, od kiedy pamiętam i nie wyobrażam sobie bez tych dwóch elementów mojego życia, one są już częścią mojej tożsamości. I właśnie Fundacja Wake Up Art jest właśnie dla takich ludzi, którzy widzą połączenie, widzą sens pomiędzy dbaniem o zdrowie psychiczne a sztuką, a wyrazem. I nie tylko jest dla artystów, ale przede wszystkim dla osób, które tę sztukę poznają, albo które robią ją hobbystycznie, a ona staje się formą relaksu, formą odprężenia. I staramy się taką główną ideę wdrożyć w nasze działania, nasze panele dyskusyjne, w nasze warsztaty, żeby dbać o zdrowie psychiczne przez coś, co dla wielu osób jest pasją, zabawą.
Dominika Filipowicz: Czy mogłybyście mi powiedzieć, w jaki sposób sztuka może stanowić wsparcie dla osoby w kryzysie psychicznym? Jakie tematy z obszaru zdrowia psychicznego poruszacie w swoich działaniach?
Marlena Fredo: Zaczęłabym od tego, jaki jest związek, może pomiędzy sztuką, działaniami twórczymi, kreatywnością a zdrowiem psychicznym. I przede wszystkim sztuka może stać się bezpiecznym pomostem między światem wewnętrznym a zewnętrznym człowieka w kryzysie psychicznym, szczególnie gdy emocje są zbyt silne, chaotyczne albo właśnie trudne do nazwania. Proces twórczy pozwala im znaleźć formę i ujście, zanim one się przerodzą w destrukcję czy też zamrożenie. Pewnego rodzaju może być to pomost pomiędzy tym, co czuję, tym, jak to jest skomplikowane, głębokie, złożone, a tym co mogę wyrazić. Bo często kiedy jesteśmy w kryzysie, kiedy jest nam źle, kiedy jest nam ciężko, wiele osób ma problemy, trudności z tym, żeby o tym porozmawiać, żeby zwrócić się po pomoc. I jeżeli jest jakaś iskierka, która by kierowała do tego, żeby wyrazić to w formie artystycznego wyrazu, ona jest wtedy bardzo potrzebna. Jakakolwiek forma, która mogłaby pomóc nam wyrazić te emocje w momencie kryzysu, jest na wagę złota. Więc tutaj warto się chwytać jakiejkolwiek iskierki, tak jak ją nazwałam. I właśnie kontakt ze sztuką niezależnie czy to jest właśnie tworzenie, czy odbiór, uruchamia właśnie naturalne mechanizmy samoregulacji emocjonalnej. I tak jak wspomniałam, jeszcze zanim rozpoczęłyśmy rozmowę, że temat samoregulacji jest dla mnie jednym z bardziej interesujących w psychologii, bo nie tyle możemy się rozwijać i wspierać poprzez relacje społeczne, poprzez psychoterapię czy w bardziej złożonych przypadkach poprzez farmakoterapię. Ale właśnie to, co każdy z nas, warto, żeby każdy z nas rozwijał w sobie, to są właśnie mechanizmy samoregulacji. Czyli takie, które są na wyciągnięcie ręki wtedy, kiedy jakieś emocje nas przytłaczają, kiedy to napięcie jest zbyt wysokie. I mogą to być np. działania twórcze, którymi my się zajmujemy i do czego zachęcamy. Może to być sport, mogą to być relacje społeczne, może to być forma werbalnej ekspresji czy pisemnej. Jakiejkolwiek, która pomaga nam się samoregulować. Jedna z ostatnio ciekawszych dla mnie, czyli praca z ciałem i regulowanie układu nerwowego poprzez oddech i konkretne ruchy, które to ciało regulują i wprowadzają w taki stan rozluźnienia, który pozwala nam się odprężyć. I wracając do sztuki, to badania neurobiologiczne pokazują, że sztuka aktywizuje przyśrodkową korę przedczołową, odpowiedzialną właśnie za refleksję i kontrolę emocji oraz ciało migdałowate, czyli ośrodek ich przetwarzania. Czyli to można tak nazwać, że sztuka pomaga porządkować emocje w mózgu, tak jak rozmowa z terapeutą, może porządkować je w słowach. Absolutnie nie powiem, że to może to zastępować, powiedziałabym, że to w zależności od potrzeby, od sytuacji może być bardziej dostępne. Może być to łatwiejsze, naturalniejsze. I właśnie dla osoby w kryzysie sztuka może obniżać napięcie emocjonalne, poziom stresu poprzez rytm, kolor, dźwięk, ruch, kontakt z materiałem. Pozwalać wyrazić to, czego nie da się wypowiedzieć np. lęk, żal, gniew, pustkę czy jakiekolwiek inne trudności, emocje, których nie potrafimy wyrazić w inny sposób. Dawać poczucie sprawczości, które jest w momencie kryzysu psychicznego obniżone. Zwykle ten kryzys psychiczny pojawia się również wtedy, kiedy czujemy się bezradni, kiedy wydaje nam się, że nie jesteśmy w stanie pokonać jakiegoś problemu. Więc jakiekolwiek elementy w naszym życiu, które przywrócą nam tę sprawczość, kiedy czujemy, że coś możemy zrobić, są bardzo potrzebne. Odbudować pozwala to też poczucie tożsamości, bo w procesie twórczym człowiek odzyskuje kontakt z samym sobą. Czyli jak ja tworzę, ja widzę, że coś tworzę, ja mogę czuć się bardziej sobą, mogę zobaczyć w tych swoich aktualnych trudnościach siebie, jakąś nadzieję, jakiś sens i może być to bardzo pomocne w momencie trudności. No i jest też jednym z bardziej ciekawych, czyli może wprowadzać w stan uważności, poprzez skupienie na fakturze, kolorze, ruchu pędzla właśnie, dźwięku. To działa jak medytacja, np. ja maluję, kiedy maluję, mnie nie ma w świecie zewnętrznym i bardzo to lubię. Bo to, co robi lęk z nami, jakiekolwiek problemy, jakiekolwiek trudności, to, że on nas umiejscawia albo w przeszłości, czyli ja coś ruminuję, ja przetwarzam, ja się boję jakichś konsekwencji, czyli umieszcza mnie to również w przyszłości, czyli lęk nigdy nie zostawia nas tu, gdzie jesteśmy, to jest raczej strach i o tym też będziemy mówić w naszym najbliższym wydarzeniu, ale o tym może później, właśnie lęk oddala nas od tu i teraz. Więc to, co robi sztuka, czyli wprowadza ten stan uważności: ja jestem tutaj, jestem zaangażowana w to, co robię i to jest bardzo odprężające, bo w końcu jestem tam, gdzie rzeczywiście jestem i tylko potrafię być, czyli w tu i teraz. Tak można egzystencjalnie ująć to filozoficznie, bo jesteśmy tylko w momencie, w którym istniejemy w danej chwili.
Dominika Filipowicz: Skomplikowany temat, więc i bardziej złożona rozmowa, tym więcej nam rozjaśni. Chciałam też Was zapytać jeszcze odnośnie samej fundacji, jakie stosujecie metody pracy z uczestnikami? Czy skupiacie się na jakiejś konkretnej formie sztuki? Czy jest to raczej różnorodna przestrzeń, w której można od malarstwa do pisarstwa się szukać i odnajdywać?
Adrianna Duda: Staramy się, aby przekrój środków wyrazu był jak najszerszy, żeby każda osoba uczestnicząca w naszych warsztatach mogła sprawdzić, tak naprawdę czy bardziej interesują ją sztuki plastyczne, czy może muzyka albo pisanie, może zajęcia takie bardziej ruchowe, teatralne. Chcemy po prostu dać naszym odbiorcom możliwość tego, żeby spróbowali każdego wyrazu sztuki.
Dominika Filipowicz: A Wasi odbiorcy? Czy to muszą być artyści? Czy to mogą być na przykład laicy po prostu, osoby, które dopiero zaczynają swoją podróż ze sztuką?
Adrianna Duda: Staramy się, aby warsztaty były dostępne dla każdego, by poziom był dostosowany do tego, aby osoby niemające wcześniej doświadczenia z jakimś medium mogły swobodnie czuć się na warsztatach, skupiły się na samym procesie twórczym i czerpały z tego jak najwięcej dobrego dla siebie.
Marlena Fredo: Ja myślę, że to, co tutaj warto podkreślić i co jest właśnie spójne z naszym celem, to w naszym przypadku my nie jesteśmy akademią plastyczną, my nie jesteśmy uniwersytetem, my nie chcemy do końca rozwijać umiejętności warsztatu, my chcemy stworzyć warunki, w których sztuka może stać się narzędziem do tego, żeby wyrażać emocje, albo żeby się z nimi kontaktować, albo żeby je jakoś rozkładać, żeby one nie były tak przytłaczające, żeby sztuka była wyrazem tych emocji, np. emocji radości.
Dominika Filipowicz: Chciałbym jeszcze odrobinę bardziej podpytać o ten aspekt malowania właśnie, warsztatów malarskich czy pisarskich, bo wiem, że Wy już swoje warsztaty przeprowadziłyście i to już się odbywa od pewnego czasu. Więc czy mogłybyście może przywołać jakieś takie przykładowe warsztaty, tak żeby słuchacze mogli sobie wyobrazić, jak to wygląda?
Adrianna Duda: W ramach ostatniego festiwalu Wake Up Art Festiwal edycja „Po co nam złość” zorganizowane były 3 różne warsztaty. Jedne z nich polegały na pracy z ciałem, prowadzone były przez aktorkę i dotyczyły takiej uważności, właśnie kontaktu z ciałem. Trochę było tam na pograniczu warsztatów aktorskich, ruchowych i jogi, prace z oddechem, więc były to takie bardzo relaksujące warsztaty. Następne warsztaty były prowadzone przez muzyka i one polegały na konstruowaniu instrumentów z recyklingu. Potem uczestnicy w ramach tego warsztatu grali na tych instrumentach. Nie będę tutaj przesadzać, jak powiem, że były to jedne z najlepszych warsztatów, na jakich byłam. Bo zaczęły się od takiego fajnego, teoretycznego wprowadzenia czym jest muzyka i czym jest muzyka dla ludzi, czym są instrumenty, że od zawsze w historii instrumenty były czymś fizycznym, było widać człowieka i było widać jakieś narzędzie, dzięki któremu człowiek wydobywał dźwięki. A to, co stało się współcześnie, to to, że możemy doświadczać muzyki, nie widząc do końca tego, skąd ona się wydobywa, co się na nią składa. Nie widzimy, czy to jest perkusja, czy to jest harmonijka, czy to jest gitara. Po prostu słyszymy coś z głośnika czy ze słuchawek i to, co zrobił Milito właśnie na tych warsztatach, to zbliżył nas do tego pierwotnego doświadczania muzyki, tworzenia instrumentu fizycznie i grania na nim.
Marlena Fredo: To, co było w tym najciekawsze, to że były to instrumenty stworzone z narzędzi, z rzeczy, które na pozór nie mają nic wspólnego z muzyką. I gdy my tworzyliśmy te instrumenty, to mogliśmy się bawić tak jak kiedyś – byliśmy w przedszkolu i bawiliśmy się tworząc rzeczy, nie wiedząc dokładnie, do czego to prowadzi i byliśmy w tym procesie. Ja właśnie byłam w tym procesie, ja bardzo się zrelaksowałam i czułam to, co czuję podczas malowania na przykład, czyli ja byłam absolutnie obecna w tej czynności, ja skupiłam się na tym, co robię, ja absolutnie odetchnęłam. Więc nie dość, że mieliśmy takie zaspokojenie naszej wiedzy czym jest muzyka, czym są instrumenty, to do tego dochodziło to, że Milito wprowadził nas w stan absolutnej uważności i relaksacji, a finalnie mogliśmy doświadczyć takiego społecznego połączenia się, to o czym mówił też na początku warsztatów, czyli tego, że muzyka była jedną z okazji jednoczenia ludzi. I my wszyscy razem graliśmy na tym, niektórzy śpiewali, niektórzy wydobywali jakieś dźwięki podobne do śpiewu, więc było to bardzo jednoczące. Ja czułam się jak w jakiejś pradawnej społeczności, z którą naprawdę mnie coś łączy, a nie tylko jak w odizolowanej bańce, w jakiej często żyjemy współcześnie; idąc do pracy, wracając do sypialni i wychodząc gdzieś, nie znając w ogóle ludzi wkoło. Więc to było bardzo jednoczące społecznie, bardzo dobrze przeprowadzone jakościowo. Milito miał dużo wiedzy, ale miał też dużo doświadczenia, dużo uważności na nas i na te instrumenty. Także to było wspaniałe i myślę, że dlatego to było wartościowe.
Adrianna Duda: Jeszcze był trzeci warsztat, to był akurat warsztat prowadzony przeze mnie, warsztat action paiting, właściwie takie malowanie intuicyjne. Bardzo chciałam, żeby osoby na tym warsztacie po prostu bez jakiegoś oceniania, bez myślenia za bardzo o tym, co będą tworzyć, stworzyły obraz bardzo ekspresyjny. Więc było tam chlapanie farbą, rozlewanie wody na płótna, odciskanie rąk, stóp, liści. Starałam się zachęcać osoby właśnie do tego, żeby eksperymentowały z samą formą malarstwa, żeby stworzyły po prostu jak najwięcej, jak najmniej myśląc. I myślę, że też to było super. Najlepszą reklamą tego będzie to, że nie chcieli kończyć, przez co panel dyskusyjny Marleny został przesunięty, bo po prostu chcieli tworzyć ciągle nowe obrazy, ciągle próbować nowych technik, rozsypywać trochę piasku na swoim płótnie. A co się stanie, jak odcisnę jeszcze jakieś gałązki? Więc to było super to, że wszystkie osoby weszły tak bardzo w cały ten proces.
Dominika Filipowicz: W tym, o czym mówiłyście, opisując warsztaty, właściwie się kryje esencja mojego kolejnego pytania. Chciałam Was zapytać, czym jest arteterapia? Bo to, co opowiadałyście, wydaje się właśnie stanowić trochę tego esencję.
Marlena Fredo: Tak, właśnie w ramach działalności naszej fundacji inspirujemy się nurtem terapeutycznym, czyli właśnie terapią przez sztukę. I jej podstawą jest model ciało–umysł, który zakłada, że kreatywna ekspresja wspiera rozwój psychiczny, reorganizację, samoregulację, o której poprzednio wspomniałam, poprzez procesy emocjonalne, poznawcze i fizjologiczne. Emocjonalne, czyli ja odczuwam jakieś emocje, poznawcze, czyli ja myślę i fizjologiczne, czyli coś w moim ciele się dzieje takiego, że ja wprowadzam się w stan relaksacji. I w praktyce właśnie polega to na twórczym działaniu, o którym wcześniej powiedziała Ada – malowaniu, rysowaniu, tańcu, pisaniu czy muzyce, które właśnie pomagają w regulacji emocji, zwiększają uważność i pozwalają wyrażać to, czego nie da się powiedzieć słowami, które nie zawsze potrafią oddać rzeczywiście stany, które czujemy. Język w jakiś sposób ogranicza nas w tym. Dlatego im więcej form wyrazu, tym lepiej dla naszego układu nerwowego, tym lepiej dla nas samych. I proces arteterapii przebiega zwykle w 3 etapach. Tworzenie, czyli zaangażowanie w proces artystyczny. Już sama ta czynność manualna działa kojąco, o czym wcześniej wspomniałyśmy choćby przez stan uważności. Refleksja nad tym, czyli to też, co dzieje się w ramach naszych warsztatów, paneli dyskusyjnych, czyli rozmowa o tym, co się pojawiło, o emocjach, symbolach, znaczeniach i finalnie integracja. To, co może się zadziać na warsztacie, ale może działać też już poza tym wydarzeniem, czyli przeniesienie wniosków z tego, co się wydarzyło, z tej refleksji, z tworzenia do swojego życia. I właśnie badania potwierdzają skuteczność arteterapii we wspomaganiu leczenia depresji, lęku, demencji, nawet schizofrenii i różnych zaburzeń poznawczych, ponieważ właśnie tworzenie sztuki aktywizuje obie półkule mózgu, czyli półkulę prawą, odpowiedzialną za takie kreatywne myślenie i półkulę lewą, odpowiedzialną za takie myślenie bardziej analityczne, w skrócie. Więc to też pozwala ten mózg integrować. I właśnie arteterapia jest mostem pomiędzy emocjami, ciałem i umysłem, sposobem na odkrywanie siebie poprzez twórczość i odzyskiwanie wewnętrznej harmonii takim wspomaganiem.
Dominika Filipowicz: Rozmawiamy właśnie o arteterapii, czyli o tej takiej produktywnej części sztuki, ale w kulturze pokutuje też ten stereotyp sztuki jako siły destrukcyjnej, np. artysty wyklętego, melancholijnego, niedostosowanego społecznie. Wydaje mi się, że to trochę jest tak zapisane wręcz kulturze, że artysta powinien zmagać się z trudnymi rzeczami życiowymi i że to go buduje jako artystę, ale nie w taki sposób, że mu pomaga uporać się z trudnymi aspektami życia, tylko że te trudy budują dobrą sztukę. I co myślicie o tym takim stereotypie?
Marlena Fredo: Główny problem ze stereotypami polega na jego ograniczeniach, czyli znacznie upraszcza złożone zjawisko, jakim jest twórczość i zawęża nasze myślenie, tak jakby istniała prosta zależność – cierpienie równa się dobra sztuka. W rzeczywistości jest w tym tyle samo prawdy, co przesady. Emocje właśnie także trudne rzeczywiście mogą być potężnym motorem twórczości. To one nadają naszej motywacji pęd i intensywność, silne emocje o odpowiednim natężeniu potrafią inspirować, prowokować właśnie do działania i nadawać głębię artystycznemu wyrazowi. I w tym sensie stan niezadowolenia czy nawet niepokoju może pobudzać do poszukiwań, eksperymentowania bardziej niż stan zadowolenia i równowagi. Bo kiedy jestem w stanie nierównowagi, mam większą motywację do tego, żeby z tego stanu wyjść. Jeżeli ktoś ma jakieś predyspozycje artystyczne albo jest bardzo kreatywny, może szukać ujścia tych emocji w sposób artystyczny. Tylko z drugiej strony kluczowa pozostaje równowaga, bo nadmierne cierpienie bywa właśnie destrukcyjne, odbiera siły, zamiast właśnie je dawać. I paradoksalnie osoby twórcze często mają większą pojemność na te negatywne emocje. Potrafią je przekształcać, przetwarzać w coś wartościowego, jednak nie każdemu się to udaje. I o tych właśnie ludziach zapominamy, kiedy myślimy o stereotypach. Bo kiedy myślimy o artyście wyklętym, o artyście, który tworzył mimo różnych trudności, a nawet dzięki nim, widzimy w tym stereotypie tylko ludzi, którzy pasują do danej tezy. Natomiast w tym zjawisku jest znaczna część ludzi, którzy nie pasują do tego schematu, czyli są tam ludzie, którzy tworzą z bólu i dzięki tej twórczości leczą siebie, okej. Są tam ludzie, którzy tworzą mimo bólu, czyli ten ból jest, ale ja tworzę gdzieś tam obok niego. I wśród tej grupy są też ludzie, którzy tworzą najlepiej w stanie równowagi, kiedy mają dystans i mogą w sposób świadomy uchwycić emocje z przeszłości, czyli sztuka, jest formą refleksji nad tymi trudnymi emocjami. I może jeszcze wrócę do tej części, w której osobom twórczym nie udaje się zrealizować tego twórczego potencjału. Takich osób jest masa, o których zapominamy, myśląc w kategoriach tego stereotypu. Są artyści i byli artyści, którzy przez swoje cierpienie nie zdołali rozwinąć swojego potencjału. Zapewne wielu słuchaczy zna taki termin jak Klub 27. Są to młodzi ludzie, którzy mimo ogromnych sukcesów, którzy mimo ogromnej wrażliwości, wnikliwości, twórczych zdolności nie byli w stanie znieść cierpienia, które na sobie dźwigali. Więc czy w tym przypadku będziemy mogli powiedzieć, że dzięki temu cierpieniu tworzyli sztukę? Czy może właśnie powiemy, że to cierpienie odebrało im możliwości tworzenia dalej? Wydaje mi się, że tutaj warto patrzeć na to zjawisko, na artystów z różnej perspektywy. Do tego dołączyłabym też ludzi, którzy tworzą właśnie najgłębiej, którzy piszą najgłębiej, właśnie w stanie równowagi, mając wgląd w swoje przeżycia. Do takich artystów zaliczyłabym Suzan Sontag, zaliczyłabym Nabokova, który potrafił pisać o trudnych doświadczeniach dopiero wtedy, gdy je już przepracował. A z punktu widzenia psychologii w twórczości można dostrzec właśnie przemienność stanu. Stan zwany paratelicznym, w którym wysokie pobudzenie emocjonalny sprzyja działaniu i kreatywności oraz stan teliczny, gdy niższy poziom pobudzenia pozwala na planowanie, kontrolę i dopracowywanie działa. I oba te stany są potrzebne, a ich równowaga właśnie pozwala stworzyć coś trwałego. Czyli trudne emocje mnie pobudzają, dają mi inspirację, ale to, co pozwala mi w tym wytrwać, to jest jakiś stan równowagi, stan spokoju, który jest trudny do osiągnięcia w momencie kryzysu psychicznego. I myślę, że wiele osób, które znajdowało się w takim stanie, bardzo dobrze wiedzą, o czym mówię, bo nierzadko jest tak, kiedy jest nam źle, my nie mamy siły tworzyć, my po prostu chcemy się schować, chcemy być zaopiekowani, nie mamy siły dawać coś siebie, bo jedyne, co możemy teraz robić, to po prostu przyjmować, bo bardzo tego potrzebujemy. Więc ostatecznie nie można powiedzieć, że najlepsza sztuka, moim zdaniem, rodzi się wyłącznie w cierpieniu, bo cierpienie może być impulsem, ale prawdziwa twórczość wymaga właśnie refleksji, dystansu, równowagi, a stereotyp artysty wyklętego właśnie ogranicza nasze myślenie i nie pozwala zobaczyć, że każdy może odnaleźć własną drogę w sztuce z trudnościami czy bez nich, że ten związek jest bardzo złożony i problem ze stereotypem jest taki, że on zabiera nam tę perspektywę.
Dominika Filipowicz: Super. Dziękuję Ci za naprawdę dogłębną i bardzo ciekawą odpowiedź. Myślę, że naprawdę mnie przynajmniej osobiście, dużo powiedziała, bo też się zastanawiałam na temat tego pytania. Chciałam też troszeczkę Marleno zapytać Cię o to, bo wiem, że sama w swojej akademickiej działalności zajmujesz się właśnie związkiem sztuki z emocjami, troszkę o tym wspominałeś, czy mogłabyś mi powiedzieć, jak sztuka wpływa na emocje? Czy można dzięki sztuce te emocje kształtować? Już troszkę o tym wspominałaś, ale możesz nam to jeszcze odrobinkę pogłębić?
Marlena Fredo: Dobrze. To może zacznę od takiej części neurobiologicznej, bardzo ciekawej, która może trochę brzmieć jak bełkot akademicki, ale jest to bardzo znaczące w takim sensie, że współczesne badania pokazują, że wpływ sztuki nie jest jedynie symboliczny, czyli to, że ja się wyrażam, ale on jest też fizjologiczny. I aktywne tworzenie sztuki, jak i bierne jej odbieranie, o czym troszeczkę wcześniej wspomniałam, aktywizują te same sieci neuronalne, które odpowiadają za adaptacyjną regulację emocji. I oznacza to właśnie, że kontakt ze sztuką uruchamia w mózgu mechanizmy podobne do tych, które działają podczas skutecznego radzenia sobie z emocjami, rozpoznawania, ich akceptacji i przetwarzania. Więc w ten sposób sztuka pomaga emocje przeżywać, a nie tylko ich unikać, co bardzo często robimy w stanie przytłoczenia. W różny sposób, czy poprzez działania autodestrukcyjne, czy poprzez uzależnienia, czy nie wiem, choćby scrollowanie, tak? Przez prokrastynację, jakiekolwiek działania, które pozwalają nam uniknąć trudnych emocji, są bardzo kuszące w momencie, kiedy jest nam po prostu ciężko. Więc sztuka pozwala zwiększyć tolerancję na te trudne emocje, więc to jest jej ogromna zaleta. Tworzenie sztuki działa podwójnie: z jednej strony daje ujście napięciu, z drugiej porządkuje doświadczenie emocjonalne, pozwalając nadać im formę i sens. Pamiętam, jak kiedyś byłam na fajnych warsztatach z malowania intuicyjnego i przez półtorej godziny słuchaliśmy sundtracku z „Ostatniego samuraja”, nie oglądałam tego filmu, ale sundtrack mi się wtedy strasznie spodobał. I pamiętam, że takim poleceniem, zaleceniem pani, która prowadziła te warsztaty, było to, żeby nie myśleć o tym, co stworzymy, żeby to nie było ładne, po prostu bawcie się kolorami, twórzcie coś. I finalnie na moim obrazie znalazło się masakrycznie dużo różnych kropek w różnych odcieniach. I te emocje, które przeżywałam... Na początku trudno było mi wejść w ten stan, ale jak już weszłam, to miałam wrażenie, że przechodzę jakąś wielką przygodę. I po tej ponad godzinie byłam wyczerpana w takim sensie, że moje emocje były jakby, tak jak bym... Niektórzy tak mają, jak chodzą np. na siłownię albo biegają, czują coś i po jakimś czasie, po czasie tej aktywności nie ma w nich tego. Po prostu to uszło, gdzieś uleciało i nie mają już potrzeby, żeby nad tym rozprawiać, czy żeby to ruminować, bo po prostu jakoś to przetworzyli w sposób dla siebie korzystny. I tamto doświadczenie, właśnie jedno z takich pierwszych, uzmysłowiło mi, jaki to ma wielki potencjał. I do tego właśnie będę bardzo zachęcać moich przyjaciół, ale też słuchaczy do tego, żeby właśnie eksperymentowali sztuką w taki sposób. A też badania neuroestetyczne, potwierdzają, że estetyczne doświadczenia, czyli takie, w którym ja coś podziwiam, w którym ja się czymś zachwycam nawet chwilowo, może prowadzić do tzw. stanu mikroregulacji emocji. Krótkiego, ale znaczącego przesunięcia w stanie afektywnym np. od napięcia do spokoju, od smutku do refleksji, bo wtedy jesteśmy gdzieś indziej, nie jesteśmy w swojej głowie, ale podziwiamy coś. Dlatego też zachęcamy do chodzenia do muzeów. Szczególnie nawet wtedy, kiedy ktoś nie ma takiej możliwości albo jest to trudne ze względów choćby finansowych. Myślę też, że fajne są dni, w których można wejść za darmo do różnych muzeów, ja często z tego korzystam, jak jestem w Warszawie. Właśnie, bo wiele miejsc tak odwiedziłam, podziwiając sztukę, będąc z nią w sposób przystępny. Więc też jest super opcją, nie tylko tworzenie, ale też podziwiany tej sztuki. Dlatego też myślę, że nawet ta cicha sztuka, taka pozbawiona dramatycznych treści, może działać głęboko właśnie poprzez barwę, rytm, symbol, dotykając właśnie nieświadomych obszarów emocjonalnych. I jakby to powiedzieć w skrócie – sztuka pomaga emocjom znaleźć kształt. W różny sposób: przez muzykę, tworzenie, oglądanie. Obniża właśnie aktywność ciała migdałowatego i dzięki temu wprowadza nas w stan relaksacji. Także myślę, że to jest coś, co warto zgłębić.
Dominika Filipowicz: Ado, Ty zajmujesz się tematem różnorodności, jak słyszałam, sama też jesteś osobą neuroatypową czy czujesz, że twoje doświadczenie ma jakiś wpływ na to, jak odbierasz i jak sama tworzysz swoją sztukę?
Adrianna Duda: Myślę, że mam na pewno, nie wiem na ile jestem świadoma też tego wpływu. Kiedy projektuję, ponieważ ja zajmuję się głównie projektowaniem scenografii teatralnej głównie przy spektaklach dla dzieci, staram się, aby te spektakle nie były przebodźcowujące. I to nie zawsze polega na tym, że robię wszystko w beżowych kolorach, wszystko ma jakieś takie bardzo obłe kształty, raczej to jest takie świadome dobieranie bodźców do tego, żeby przekazać to, co chcemy przekazać z reżyserką daną treść, daną emocję, ale żeby nie przebodźcować przy tym, więc bardzo świadomie staram się dobierać te środki. Jeśli chodzi moją taką prywatną praktykę artystyczną tu nie wiem na ile wpływ ma to, że jestem w spektrum czy temat neuroatypowości ogólnie ma jakiś wpływ na to, ale myślę, że to jest pytanie do kogoś, kto by z zewnątrz ocenił moją twórczość.
Dominika Filipowicz: A czy w ogóle spotykasz się właśnie jako osoba neuroatypowa z jakimiś barierami, czy z dyskryminacją w świecie artystycznym?
Adrianna Duda: Ja tak naprawdę diagnozę mam od jakiegoś roku, więc nie wiem. Wcześniej nie byłam tego świadoma. Wiadomo, lepiej by było, gdybym była trochę bardziej przebojowa, trochę bardziej starała się i nie była taka wycofana, jeśli chodzi o interakcje społeczne. Na pewno byłoby mi łatwiej w tym świecie, aczkolwiek staram się jednak jakoś zaistnieć. Staram się dalej pracować, mimo tego, że nie jestem jakaś głośna.
Dominika Filipowicz: Ale zajmujesz się też bardzo ciekawą rzeczą, która mnie zafascynowała, czyli lalkarstwem. Skąd się w ogóle wzięła Twoja fascynacja lalkarstwem? Czy możesz powiedzieć o tym kilka słów?
Adrianna Duda: Wzięła się z tego, że będąc w liceum plastycznym i dokonując wyboru, jaki dyplom zrobię (akurat byłam na formach użytkowych w snycerstwie, czyli to jest rzeźba w drewnie), stwierdziłam, że zrobię właśnie lalkę teatralną. I jak zaczęłam czytać więcej na temat tego, jak różne są rodzaje tych lalek teatralnych, pooglądałam sobie lalki teatralne, to bardzo mnie ten temat zafascynował. Szczególnie to, że po prostu jak wprawia się tę lalkę w ruch i ona zaczyna żyć, to jest naprawdę niesamowita rzecz. Jeszcze jak się stworzy tę lalkę najpierw i ona nagle zaczyna być animowana przez aktora, to jest naprawdę niesamowite do patrzenia. Potem miałam przygodę z tym, że chciałam zostać architektem wnętrz, ale po skończonym licencjacie jednak stwierdziłam, że scenografia, to jest to, czym chcę zajmować się zawodowo, stąd właśnie studia w tym kierunku, dyplom w pracowni projektowania teatru lalek. No i to, że próbuję wciąż w tym świecie zaistnieć, właśnie tworzyć spektakle lalkowe.
Dominika Filipowicz: Dziękuję Ci bardzo. Marleno, słyszałam, że ty też jesteś artystką i twórczynią, malujesz, piszesz, rzeźbisz. Czym dla Ciebie jest sztuka? Jaki jest Twój proces twórczy?
Marlena Fredo: Ona jest tak nieodzowną częścią mojej tożsamości, że gdybym ją straciła, nie wiem, wydaje mi się, że naprawdę miałabym problem z odpowiedzią na pytanie, kim jestem. Bo z taką wewnętrzną potrzebą tworzenia jest tak, że ona jest cały czas w tobie. Jeżeli jej nie robisz przez jakiś czas, czegoś ci brakuje, to trochę jak z jedzeniem, tak? To jest potrzeba, która jest cały czas i jeżeli jej nie dawkujesz, jeżeli nie zaspokajasz tej potrzeby, to ona o sobie przypomina w jakiś sposób. Jeżeli jestem głodna, burczy mi w brzuchu, albo jest mi słabo itd., a jeżeli nie tworzę sztuki, czuję się jakaś pusta, czuję, że moje życie jest jakieś takie mniej barwne, że ja po prostu muszę coś zrobić. I w mojej twórczości jest tak, że ja bardzo lubię eksperymentować, tak jak wspomniałaś, ja piszę, ja rzeźbię, ja maluję, ja też składam modele. Jest bardzo dużo różnych form, w których się odnajduję, bo też trudno mi w jednej wytrwać przez jakiś czas. Kiedyś myślałam, że jest to wada i że jak już sobie wybierasz malowanie, to już musisz malować. Jest takie przekonanie, że trzymasz pięć srok za ogon, do niczego się nie nadajesz. Ale dlaczego mamy patrzeć na działania twórcze jak na coś, co ma być produktywne? Jeżeli to jest coś, co sprawia mi radość, dlaczego ja muszę być w tym mistrzem? A może po prostu to ma być dla mnie? Może ja chcę tak robić? Może ja chcę trochę malować, chcę być w tym dobra, albo średnia, a może chcę być na bardzo podstawowym poziomie w rzeźbieniu, a na wyższym poziomie w pisaniu? A może w ogóle nie chcę patrzeć na siebie, jak bym chciała rozwijać jakikolwiek poziom, tylko robię to ze swojej wewnętrznej potrzeby. I to, co daje nam ta wewnętrzna potrzeba, to to, że nie ma wtedy presji. Bo skoro ja nie robię tego dla jakiegoś poziomu, skoro nie robię tego dlatego, żeby zdobyć pieniądze. Nie mówię tutaj o artystach, którzy tworzą, żeby po prostu się utrzymać, bo jest to absolutnie inny temat, bardziej złożony i tam występują specyficzne trudności. Ja mówię o tym, kiedy ta twórczość jest naszym hobby, kiedy ona jest dopełnieniem naszego życia. Więc po co patrzeć na to w ten sposób, jakbym ja musiała to robić, skoro jest to rzecz, która mnie relaksuje? Dlaczego ja mam ją wprowadzać w te sztywne ramy współczesnego świata, gdzie wszystko ma być produktywne, efektywne, a najlepiej monetyzowane. To jest coś takiego, kiedy mówisz komuś o swoim hobby, pokazujesz, ja już wiele razy tego doświadczyłam, bo pokazujesz komuś coś twojego, też piszesz wiersze i piszesz je bardzo długo, więc może w swoim życiu spotkałaś się z tym, że ktoś mówi, to musisz coś z tym zrobić, ty musisz to sprzedać.
Dominika Filipowicz: Spotkałam się z tym mnóstwo razy. To jest bardzo często powtarzane hasło, że jako artysta: albo jesteś nieprzydatną jednostką, bo twoja twórczość nie jest monetyzowana, albo musisz tę twórczość monetyzować.
Adrianna Duda: ... bo w innym przypadku, po co? Przecież ty marnujesz czas, przecież możesz w tym czasie zarabiać. Ludzie, gdybyśmy obracali się wokół tylko tego, żeby jakoś skapitalizować, zyskać kapitał z tego, co tworzymy, to życie byłoby absolutnie puste i nie chciałabym w takim świecie funkcjonować. Nie chcę. W ten sposób angażując się w sztukę, można powiedzieć, że się przeciw temu buntuję, bo nie chcę, żeby moja sztuka była monetyzowana. Jeśli będę chciała coś z tym zrobić, to na pewno to zrobię, ale nie dlatego, że muszę to zrobić, tylko wtedy, kiedy po prostu poczuję. Tak jak Ty poczułaś w pewnym momencie swojego życia, że chcesz wydać tomik poezji i jesteś na to gotowa. Okej, super. Ale jeżeli byś chciała pisać do 70. roku życia i schować swoje wiersze do szuflady, a potem pokazać je swojej wnuczce? Czy ta sztuka byłaby mniej wartościowa? Absolutnie nie, ona miałaby nadal taką moc. Więc myślę, że w bardzo rozległy sposób odpowiedziałam na to, czym jest dla mnie sztuka. Ona jest po prostu częścią mojej tożsamości i jej po prostu bardzo potrzebuję i bez tego byłoby mi pusto. A jak wygląda mój proces twórczy? Mam tendencję do takich hiperfiksacji, czyli przez jakiś czas robię coś bardzo intensywnie, bo to po prostu mi sprawia ogromną przyjemność. Ostatnio miałam tak, że ciągle, ciągle, ciągle malowałam. Po prostu wstawałam i zanim poszłam do pracy, malowałam, kończyłam pracę i malowałam, w czasie pracy zapisywałam sobie pomysły, co mogę namalować. Po jakichś 2 tygodniach skończyło się to i zaczęłam sklejać modele i sprawiało mi to ogromną przyjemność. I na pewno znajdą się osoby, które powiedzą, że to nie jest okej, albo coś w tym jest nie tak. No, ale tworzenie nie jest po to, żeby zaspokajać czyjeś oczekiwania. Ona (sztuka) jest dla artystów, dla odbiorców w takim sensie, że ona też nie istniałaby, jeśli nie byłoby w tym jakiejś pasji, jakiejś miłości. Więc pozwólmy nią być, żeby ona była taka, jaka jest i twórzmy wtedy, kiedy chcemy i bądźmy w tym wolni. No bo myślę, że też zewnętrzny świat często nas na tyle ogranicza, więc nie potrzebujemy dodatkowych barier, szczególnie takich mentalnych w takim temacie wolnościowym, jakim jest sztuka.
Dominika Filipowicz: Myślę, że to wspaniałe podsumowanie całej naszej rozmowy. Twórzmy i nie pozwalajmy innym, żeby definiowali to, co chcemy robić, co chcemy tworzyć, bo sztuka jest również czymś, co może nas wewnętrznie wspierać. Bardzo Wam dziękuję za rozmowę. Było świetnie, rozmowa była bardzo ciekawa i dziękuję, że zgodziłyście się przyjąć zaproszenie.
Adrianna Duda: Nam też było bardzo miło.
Marlena Fredo: Dzięki wielkie za zaproszenie.

Dominika Filipowicz



