Język nie jest przezroczysty. Język ma znaczenie. A stosunek do języka zmienia się w ciągu ostatnich 20–30 lat. Język staje się inkluzywny, niestygmatyzujący. A więc nie „Murzyn”, tylko „czarnoskóry”; nie „pedał” albo „pederasta”, tylko „gej”; nie „Cygan”, tylko „Rom”; nie „prostytutka” albo „dziwka”, tylko „seksworkerka”; nie „wariat” ani „świr”, tylko „osoba w kryzysie psychicznym”; nie „autystyk”, tylko „osoba w spektrum”.

Oczywiście, niektóre zmiany w języku dokonują się naturalnie, a inne są bardziej wymuszone, przy czym w awangardzie jest lewa strona „spektrum”. Niedawno ubawił mnie mem, w którym Janek, Gustlik, Olgierd, Grigorij i Szarik byli opisani jako „Cztery osoby pancerne i psiecko”.

Ciekawe, że równolegle zachodzi zmiana w podejściu do norm językowej poprawności. W 1995 r. wyszedł w wydawnictwie Longman pierwszy słownik języka angielskiego, w którym odrzucono zasadę poprawności na rzecz zasady uzusu. Odtąd to nie komisja lingwistów-urzędników miała decydować, jak się mówi i pisze; teraz język odzwierciedla zmieniające się w czasie zasady, tworzone na bieżąco przez zwykłych mówiących i piszących ludzi. Z biegiem czasu to podejście przemigrowało też do języka polskiego. Chociaż nadal zasady pisowni określa ciało zwane Radą Języka Polskiego, to jednak słowniki, w tym Słownik języka polskiego (sjp.pl), są coraz częściej kształtowane wedle uzusu, a nie urzędowej poprawności.

Słowo „neuroróżnorodność” wymyśliła w 1998 r. australijska socjolożka Judy Singer, której matka i córka są w spektrum autyzmu. Wzorem dla niej była koncepcja „bioróżnorodności” w ekologii. Singer postanowiła traktować ludzki mózg przez pryzmat inny niż „norma” i rozmaite postaci „nienormalności”, „patologii” czy „zaburzeń”. Różne mózgi są cennym zasobem ludzkich społeczeństw. Możemy cieszyć się naszą różnorodnością. Mamy sobie wzajemnie dużo do dania.

Maciek, syn mojej koleżanki Danusi, jako małe dziecko miał nawracające ataki epileptyczne i dodatkowo coś, co dzisiaj nazwalibyśmy „spektrum”. Jest dzieckiem dwojga rodziców z tytułami doktorskimi, a pracuje fizycznie na zapleczu Biedronki, zajmując się dostawami. Jednak najważniejsze w jego życiu są warszawskie tramwaje. Pod tym względem jego mózg ma cechy sawanta: Maciek zna na pamięć wszystkie typy tramwajów wraz z numerami bocznymi oraz przebieg tras przez ostatnich sto lat. Kiedy latem na warszawskie tory wyjeżdżają zabytkowe tramwaje, Maciek staje w drzwiach jako konduktor. W tramwaju jest najbardziej u siebie.

Singer pisze, że nie ma czegoś takiego jak standardowy ludzki mózg. Ja sam mówię często, że „każdy ma coś”. Uzależnienie, mniejszościową orientację seksualną, dysleksję, ADHD, spektrum autyzmu, inny kryzys psychiczny albo chociaż rozbite w drobiazgi życie rodzinne. Większość z nas w ten czy w inny sposób cierpi. Ludzi, którzy doświadczyli pełnego uwolnienia umysłu, jest może kilku na milion.

Umysł uwalnia nie nabyta wiedza, nie wykarczowanie cech, których chcielibyśmy się pozbyć, tylko pełna i bezwarunkowa zgoda na to, kim jesteśmy. Mamy prawo być tacy, jacy jesteśmy. I mamy prawo do szacunku tacy, jacy jesteśmy. Nie ma czegoś takiego jak większość. To tylko konstrukt statystyczny. Jesteśmy różnokolorowymi kamyczkami w wielkiej mozaice.

Pod pewnymi względami możemy się mieścić w okolicach średniej albo mediany w społeczeństwie, ale inne cechy sytuują nas daleko od statystycznego środka. Dlatego feminatywy, dziwne konstrukcje typu „osoby studenckie” (albo „pancerne”) mogą w nieoczekiwany sposób być pomocne dla każdego i każdej z nas. Bo każde z nas jest częścią jakiejś mniejszości. 


Artykuł pochodzi z numeru 1/2026 magazynu „Integracja”. 

Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja. 

Okładki 1 numeru magazynu Integracja w 2026. Na jednej jest Barbara Tukendorf a na drugiej uczestnicy programu Autentyczni.