Sylwia Błach, pisarka, dziennikarka, programistka i influencerka, od lat także felietonistka „Integracji”, prezentuje kolejną swoją książkę. Nie znajdziesz mnie po śladach stóp miała premierę 30 stycznia br.

Agnieszka Jędrzejczak-Sprycha: Dla kogo, Sylwio, napisałaś tę książkę?

Sylwia Błach: Nie znajdziesz mnie po śladach stóp to książka dla dzieci od 5. roku życia i wszystkich dorosłych ciekawych świata. To książka o życiu z niepełnosprawnością ruchową i choć pisałam ją głównie z myślą o dzieciach, to pierwsze recenzje wskazują, że bardzo cieszy też dorosłych. To wiele dla mnie znaczy, ponieważ pytanie, na które staram się odpowiedzieć w tej książce: jak to jest jeździć na wózku?, jest pytaniem uniwersalnym, z którym nie radzą sobie dzieci, ale też dorośli. Opowiadam o życiu z niepełnosprawnością ruchową po to, by każdy – dziecko i dorosły, nauczyciel i edukator, psycholog i „zwykły” człowiek – mógł zrozumieć temat, który wydaje mu się obcy. A potem nieść tę wiedzę w świat i czynić go o wiele przyjaźniejszym dla przedstawicieli różnych grup społecznych.

Książka na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie smutnej – rysunki są świetne, ale dominuje szara kreska, sepia. Ciekawe są akcenty kolorystyczne w tekście. Czy książka spełniła Twoje wyobrażenie, także edytorskie?

To bardzo ciekawa obserwacja z Twojej strony i zastanawiam się, czy wynika z poczucia estetyki czy może przyzwyczajeń. Kolory w książce są kremowo-beżowe, sepia się zgadza, ale kolorystyka jest zdecydowanie ciepła. W opiniach pierwszych recenzentów przewijają się wypowiedzi, że jest wesoła, więc mnie zaintrygowałaś!

Jeśli chodzi o to, jak ja postrzegam te kolory w książce, to jest we mnie ogromny zachwyt. Nie miałam na nie wpływu, wydawczyni zawsze prosi mnie o akceptację, pozwala na uwagi, ale ja tego nie robię. Uważam, że nie znam się na ilustracji i ufam w tej kwestii i wydawczyni, i ilustratorce. Gdy oglądałam projekt na komputerze, trochę się bałam tej szarości, ale gdy chwyciłam książkę w dłoń – a wiem, że na etapie druku przez kilka godzin dobierano odpowiedni ciepły odcień beżu, a maszyny nie chciały współpracować i z prostego druku narodziła się wielogodzinna bitwa – poczułam czysty zachwyt. Ciepło. Delikatność. Miłość. Kolory w środku są, ale subtelne, tam, gdzie mają coś zaakcentować. Róże, pastele, błękity. Urzekło mnie podejście ilustratorki, bo w świecie, w którym żyjemy, w świecie przebodźcowania i natężenia wrażeń, taka książka, której siła tkwi w łagodności, jest czymś potrzebnym. Czy tę opinię podzielą wszyscy Czytelnicy, czas pokaże, ale mam szczerą nadzieję, że tak będzie.

Na tylnej okładce mamy informację, że historię Nie znajdziesz mnie po śladach stóp napisałaś na podstawie doświadczeń swoich, ale też znajomych – przyjaciółek, koleżanek, a nawet osób, które są Ci dalekie, ale pewne sytuacje Was ze sobą łączą. A Dobrawa? Czy naprawdę istnieje? Ma takie imię i 6 lat?

Jestem w tej książce tak samo prawdziwa, jak i nieprawdziwa. Każdy autor oddaje coś z siebie swoim historiom – i ja postanowiłam w Nie znajdziesz mnie po śladach stóp oddać ogromny kawałek mojego serca. Wiem, że wiele osób będzie zakładać, iż to autobiografia – bohaterka nosi bowiem moje imię. Tak jak moje imię nosiła bohaterka thrillera psychologicznego Pokój krwi, a niewiele miałyśmy ze sobą wspólnego. Może nie wypada tego mówić w Polsce – kraju, w którym skromność ciągle jest bardzo ceniona – ale ja zwyczajnie lubię swoje imię i pasuje mi ono do silnych postaci.

Bardzo mi zależało, by ta książka oddawała mój światopogląd, moje spojrzenie na niepełnosprawność, dlatego bliscy znajdują w niej wiele prawdziwych anegdot. Ale zależało mi też na tym, by pokazać, że niepełnosprawność jest wielowymiarowa – to, że ja coś postrzegam w dany sposób, to nie jest prawda objawiona. Z pierwszych opinii Czytelników wiem, że mi się to udało.

A Dobrawa – ona tak jak ja istnieje równie mocno, jak nie istnieje. Inspiracją do powstania książki było pytanie, które zadała mi córka przyjaciółki – Dobrawa właśnie. Któregoś dnia, gdy wspólnie spędzałyśmy czas, spytała: „Jak to jest jeździć na wózku?”. Nie pamiętam, ile miała wtedy lat – 6, może 7. Pytanie mnie zbiło z tropu – dotarło do mnie, że nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Po prostu żyłam. Na szczęście z sytuacji pomogła mi wybrnąć przyjaciółka, odpowiadając, że czasem jest fajnie, czasem nie, czasem wygodnie, a czasem spotyka się bariery. I tak dalej. Dowiedziałam się, że to pytanie wraca ostatnio jak bumerang, bo młoda pyta o wszystkie „jak to jest?”: być mamą, być w ciąży, brać ślub...

To był impuls, sytuacja, która we mnie została i sprawiła, że chciałam znaleźć odpowiedź. Na cześć tego dnia bohaterka książki dostała imię Dobrawa.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem w mówieniu o niepełnosprawności językiem zrozumiałym dla dziecka?

To bardzo ciekawe pytanie, na które czuję, że powinnam mieć jakąś przemyślaną i długą odpowiedź. Prawda jest jednak taka, że nie czułam żadnej trudności i żadnych wyzwań, gdy pisałam Nie znajdziesz mnie po śladach stóp. Książka najpierw powstała w formie rozsypanych opowieści, miałam na nią trochę inny pomysł, ale wydawczyni nalegała, by oprawić to w fabułę. Myślałam, myślałam, a gdy już wymyśliłam, poszło jak z płatka. Myślę, że wynika to z tego, że tematykę dotyczącą niepełnosprawności mam mocno przepracowaną w głowie. Od kilku lat jeżdżę na spotkania autorskie – w zeszłym roku odwiedziłam bodajże 18 bibliotek i większość z tych spotkań była kierowana do dzieci. I owe rozmowy z dziećmi oraz moje spojrzenie na świat nadały język tej książce – prosty, ale nie infantylny, ponieważ uważam, że dziecku należy się szacunek i prawda podana w zrozumiałych dla niego słowach. Ale dobrze też, gdy trafia się jedno lub dwa słowa trudniejsze – w tym wieku dzieci czytają książki z rodzicami, a literatura jest po to, by rozwijać nas na każdym poziomie, także językowym.

Czy uważasz, że dzieci są dziś bardziej otwarte i uważne niż dorośli, jeśli chodzi o inność/różnorodność/ nietypowość?

Dzieci – nie. Nastolatki i młodzi dorośli – tak. Już tłumaczę. Moja perspektywa jest taka, że dzieci są dziećmi, a ich ciekawość zawsze bierze górę, i dopóki nie zaczynają mieć hamulców narzuconych przez społeczeństwo, to przetwarzają świat z ogromnym zainteresowaniem. Tu dużo zależy od wychowania, bo dzieci są bardzo różnorodne, bardziej śmiałe i nieśmiałe, wesołe i poważne, ale nie sądzę, by były bardziej otwarte bądź uważne, niż pamiętam z dzieciństwa.

Natomiast osoby wychowane, powiedzmy, w XXI w. są zdecydowanie bardziej otwarte na odmienność i różnorodność. Dla nich to jest normalne, że ktoś wygląda inaczej, zachowuje się inaczej, myśli inaczej – to jest świat, w którym się wychowali, świat, w którym czasami nawet się słyszy, że diagnoza jest modna. Jednocześnie zastanawiam się nad tą uważnością i nie jestem pewna. Bo w sytuacji, gdy odmienność staje się normą, to znika nam potrzeba uważności. Pracując ze studentami czy też przebywając w ich towarzystwie, rzadko spotykałam się z taką nadgorliwą pomocą, jaka jest częsta wśród osób starszych. Gdy po coś sięgałam, nikt nie rzucał się do pomocy, by mi to podać. Ktoś może powiedzieć, że to brak empatii, ale ja w tym widzę właśnie świat, w którym żyjemy na równych prawach. Bo jednocześnie te same osoby, gdy jasno wyraziłam swoją potrzebę, na przykład prośbę o otwarcie drzwi, to pomagały bardzo chętnie. To bardzo interesująca dla mnie zmiana w stylu funkcjonowania społeczeństwa.

Od lat osoby z niepełnosprawnościami, te najbardziej „wokalne” i aktywne, walczyły o zerwanie z wizerunkiem kogoś, komu trzeba pomagać, kim się trzeba opiekować. Mam wrażenie, że cel został osiągnięty, i ja jako osoba wygadana bardzo się z tego cieszę, że coraz rzadziej ktoś próbuje mi pomagać wbrew mojej woli. Z drugiej jednak strony zastanawiam się, jak w tym nowym świecie radzą sobie osoby, które nie mają takiej odwagi, które dopiero niedawno dzięki nowoczesnym technologiom wyszły z domu i zderzyły się z tym, że zdecydowanie częściej niż osoby pełnosprawne muszą jako pierwsze zagadywać do obcych ludzi. Nie oceniam tej zmiany, nie mam wyrobionego stanowiska, bo nic nie jest czarno-białe, ale widzę, że ona nastąpiła.

Książka pozostaje w pamięci, zachęca do ponownej lektury, bo pozostawia pytania o doświadczenia Czytelnika w kontaktach z niepełnosprawnością, o jego wspomnienia i zachowania. Czy to zamknięta całość, czy planujesz ciąg dalszy w podobnej konwencji? Kolejne rozmowy z Dobrawą albo innymi dziećmi?

Roboczy tytuł książki brzmiał Jak to jest jeździć na wózku? i faktycznie myślałam o tym trochę jak o cyklu. Teraz to nie wiem. Jestem na etapie prac nad drugim tomem powieści, która od lat czeka na rozwinięcie, i to pochłania moje myśli. Chciałabym też napisać nieoficjalny drugi tom swojego dziecięcego bestiariusza – mam pomysł, ale wszystko jest w powijakach, więc zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jedno dla mnie jest pewne: inspiracje pojawiają się nagle, czasem wynikają z podróży, a czasem z rozmowy z uroczą dziewczynką. Nie wiem, która inspiracja dopadnie mnie jako następna, ale na pewno, gdy się pojawi, to powstanie dzięki niej coś naprawdę pięknego!

Czego dorośli boją się najbardziej w rozmowie z dziećmi o niepełnosprawności i czy ten lęk jest uzasadniony?

Nie mam pojęcia, czy się boją konkretnie tego tematu, nie spotkałam się z sytuacją, w której ktoś by mi powiedział wprost, że boi się rozmawiać o niepełnosprawności. Ale mogę się domyślać, że takie lęki istnieją wśród ludzi i wynikają z najprostszego – chęci ochrony dziecka przed tematem trudnym, a także brakiem wiedzy, jak na ten temat rozmawiać. To nie dotyczy tylko niepełnosprawności. Wydawnictwo Albus, które wydaje moje książki dla dzieci, specjalizuje się w literaturze dotyczącej trudnych tematów. Mają w ofercie piękną książkę – szczerze ją kocham – Żaba. Krótka opowieść o żałobie. Jest też Tkaczka chmur – baśń o radzeniu sobie z sytuacją, gdy jedno z rodzeństwa umiera. Jest Kałużysko – opowieść o depresji. Wszystkie te tytuły uwielbiam i myślę, że ich powstanie wynika dokładnie z tej samej trudności: rozmowy z dzieckiem o czymś, na czym sami się nie znamy, o czymś, co budzi w nas podskórny lęk.

Powiedziałaś kiedyś, że mimo propozycji napisania o sobie, swojej niepełnosprawności, nie chcesz napisać takiej książki. Co Cię przekonało?

Czekałam, kto pierwszy mi to wytknie (śmiech)! Masz absolutną rację, wielokrotnie tak mówiłam. W moim życiu było bardzo dużo „nigdy” – zawsze na spotkaniach autorskich opowiadam, że będąc nastolatką, zarzekałam się, że nigdy nie zostanę programistką. A potem, gdy nie wiedziałam, na jakie studia iść, pozwoliłam, by nurt rzeki życia mnie poniósł, i zachwyciłam się programowaniem.

Tematu niepełnosprawności nie chciałam poruszać z innej przyczyny: bałam się. Bałam się, że wydawcy będą mnie przymuszać do narracji superbohaterskiej. Bałam się, że nie udźwignę tematu i zamiast wartościowej książki o życiu z niepełnosprawnością stworzę produkt stereotypowy, wpisujący się w narracje, którymi się brzydzę.

Dopiero gdy z tematem przyszła do mnie wydawczyni – Iwona Wierzba, szefowa Wydawnictwa Albus – z którą współpracowałam już nad książką Wampiry, potwory, upiory i inne nieziemskie stwory, z którą wypiłam też wiele kaw i przeprowadziłam wiele rozmów, zrozumiałam, że chce ona książki autentycznej. Nie szuka kolejnej historii o niepełnosprawności, bo chce poznać moją autentyczną perspektywę. Bez filtrów, ale też bez narzekania. Wiedziałam, że mogę jej zaufać, choć pomysłu szukałam przez kilka lat.

Uważam, że każdy człowiek ma prawo do zmiany zdania. Wręcz to, że do czegoś dorastamy, znajdujemy w sobie siły, odwagę lub przestajemy się zgadzać z osobą, którą byłyśmy, jest naturalnym elementem człowieczeństwa. Tak postrzegam rozwój osobisty i bardzo szanuję każdego, kto ma do niego odwagę. Bo to nie jest takie łatwe powiedzieć, że starsza wersja mnie postrzegała pewne rzeczy inaczej.

Piszesz: „niepełnosprawność ruchowa nie jest wadą ani atutem, jest jedną z wielu cech”. Dlaczego tak trudno jest myśleć o niepełnosprawności – zwłaszcza osobom pełnosprawnym albo zupełnie niezwiązanym ze środowiskiem – właśnie w ten sposób?

Nie wiem, to jest pytanie, które wymagałoby podparcia się badaniami, a takich nie znam. Mogę mówić jedynie o moich obserwacjach i doświadczeniach, a na ich podstawie sądzę, że główna trudność bierze się z wychowania. Nie oszukujmy się – mówiąc „dorośli”, raczej nie mamy na myśli studentów urodzonych w XXI w., tylko osoby starsze, których rodzice kojarzyli niepełnosprawność z wojną, cierpieniem, trudnościami wynikającymi z braku dostępności, ze wstydem, bo odmienność była wstydem. To pokolenie, które nie miało za bardzo styczności z aktywnymi osobami z niepełnosprawnościami. Choćby ze względu na mniejszy dostęp do leczenia, mniej dostępności architektonicznej, brak wózków umożliwiających samodzielność itd. widziało w niepełnosprawności problem. Zagrożenie. Bało się jej, bo jej nie znało. I ja się temu nie dziwię, tak jak nie dziwi mnie, że wielu dorosłych powiela te wzorce, bo tak zostali wychowani. Żyjemy w bardzo szybkich czasach, jesteśmy przebodźcowani. Uważam, że to normalne, że wiele osób po prostu nie wkłada energii w poznanie czegoś, co ich nie dotyczy i niejako „jedzie” na stereotypach. Jednocześnie jest to dla mnie bardzo smutne, ale mam w sobie zrozumienie. Dlatego bardzo się cieszę, że mogłam napisać tę książkę, bo temat niepełnosprawności, różnorodności, inkluzywności jest teraz bardzo „chodliwy”. I nawet dorośli wychowywani w niezrozumieniu tematu sięgają po takie książki, gdyż dzięki nim łatwiej jest wyjaśniać świat dziecku. A przy okazji sami zdobywają szansę na to, by coś przemyśleć.

To prawda, poruszasz wiele kwestii dotyczących niepełnosprawności, jak dostępność, savoir-vivre, reakcje otoczenia. Ma ona też wzbudzić refleksje, reakcje, edukować, czyli jest w książce dydaktyka. A potwierdzają to świetne zadania na koniec. Czy one oznaczają, że są w planach spotkania z młodymi ludźmi w przedszkolach i szkołach albo inne formy interaktywne z Czytelnikami?

Tak, zdecydowanie planuję wiele spotkań otwartych! Najbliższe będzie na Targach Książki w Gdyni (20–22 lutego), mam nadzieję, że uda mi się tam poprowadzić warsztaty. Później będę na Poznańskich Targach Książki (13–15 marca). W okolicy tego terminu planuję jeszcze kilka wydarzeń w Poznaniu. Kolejne miejsce, gdzie można mnie spotkać, to festiwal Namystica w Namysłowie – w tym roku świętujący 5. urodziny, więc 24–26 kwietnia koniecznie muszę tam być! W majówkę szukajcie mnie na wydarzeniu Literacki Lądek-Zdrój! Pojawię się też na Konferencji Avalon 8–9 maja; 2 czerwca w bibliotece w Kudowie-Zdroju, we wrześniu na Gdańskich Targach Książki, a 14 listopada w Książnicy Stargardzkiej na Festiwalu Wielogłos… Te daty są pewne, wszystkie kolejne – w trakcie ustalania. Zachęcam, by śledzić mój kalendarz na stronie sylwiablach.pl – informuję tam o wszystkich wydarzeniach, w których wezmę udział.

Jak można Cię zaprosić do swojej miejscowości na spotkanie z pisarką?

To nie jest trudne – wystarczy się odezwać i coś wymyślimy! Można podpowiedzieć spotkanie ze mną szefom lokalnych bibliotek, domów kultury, opowiadać o mojej książce w szkołach i przedszkolach. Przyjadę do każdej części Polski, więc jeśli instytucja w Waszej okolicy organizuje spotkania autorskie i chcecie, bym się tam pojawiła – powiedzcie im o tym! A jeśli dacie mi znać, to ja też będę wiedziała, gdzie warto wysłać ofertę.

Mam nadzieję, że wielu Czytelników „Integracji” skorzysta z tych propozycji i zechce się spotkać z Tobą na chwilę rozmowy oraz po dedykację w książce i autograf.

Bardzo dziękuję za rozmowę.


Sylwia Błach – pisarka, programistka, influencerka, przedsiębiorczyni, osoba z niepełnosprawnością ruchową. Autorka licznych powieści i opowiadań, m.in. thrillera psychologicznego Pokój krwi i leksykonu istot fantastycznych dla dzieci Wampiry, potwory, upiory i inne nieziemskie stwory, a także felietonistka magazynu „Integracja”. W nr. 1/22 magazynu „Forbes Women Polska” znalazła się na liście 22 kobiet, które warto obserwować. Zawodowo tworzy sklepy i strony internetowe. 

Więcej:

sylwiablach.pl

instagram.com/sylwia.blach.vamppiv


Artykuł pochodzi z numeru 1/2026 magazynu „Integracja”. 

Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja. 

Okładki 1 numeru magazynu Integracja w 2026. Na jednej jest Barbara Tukendorf a na drugiej uczestnicy programu Autentyczni.