Rozmowa z prof. dr hab. n. med. Ernestem Kucharem, kierownikiem Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, lekarzem specjalistą w dziedzinach pediatrii, chorób zakaźnych, medycyny sportowej

Lubi Pan porównywać wzmacnianie odporności do treningu sportowego. Dlaczego?

Ponieważ każdy rozumie, że mięśnie nie stają się silniejsze same z siebie, potrzebują treningu. Na tej samej zasadzie funkcjonuje układ odpornościowy. Różnica polega na rodzaju bodźca. Dla mięśni jest nim wysiłek fizyczny, dla odporności – kontakt z antygenami. Organizm uczy się je rozpoznawać i buduje pamięć immunologiczną, dzięki której przy kolejnym kontakcie z drobnoustrojem reaguje szybciej i skuteczniej. Najlepszym treningiem dla wzmacniania odporności są szczepienia, bo cały proces przebiega w warunkach pełnej kontroli. Wiemy, z jakim antygenem mamy do czynienia, kiedy go podajemy i jakiej odpowiedzi oczekujemy. 

Wciąż można spotkać się z opinią, że kontakt z chorobą „naturalnie wzmacnia odporność”. Co Pan o tym sądzi?

Jest to jeden z najczęściej powtarzanych mitów, bardzo szkodliwy. Gdybyśmy zastosowali takie rozumowanie do treningu sportowego, oznaczałoby to, że najlepszym sposobem na wzmocnienie mięśni byłby udział w wypadku samochodowym. Ciężka choroba zakaźna nie jest kontrolowanym treningiem, to bardzo silny bodziec, który może doprowadzić do trwałych powikłań, hospitalizacji, a nawet śmierci. Cena, jaką organizm płaci za takie „ćwiczenie”, jest zbyt wysoka. Szczepienia pozwalają osiągnąć ten sam cel, ale bez konieczności przechodzenia pełnoobjawowej choroby. Dotyczy to również szczepień przeciwko tym chorobom, które wydają się dawno minione, a tymczasem nadal pozostają groźne.

Dlaczego?

Dlatego, że każdego dnia miliony ludzi podróżują między kontynentami, a wraz z nimi przemieszczają się drobnoustroje. Do wybuchu choroby zakaźnej potrzebne są dwa warunki. Pierwszy to podatność jednostki, czyli brak indywidualnej odporności, a drugi to możliwość zakażenia. Dopóki jednego z tych elementów brakuje, epidemia się nie rozwinie. Problem polega na tym, że w Polsce rośnie liczba osób podatnych na zakażenia. Dotyczy to zwłaszcza chorób bardzo zaraźliwych.

Takich jak odra czy krztusiec?

Tak, i nie jest to przypadek. Obie choroby należą do najbardziej zakaźnych infekcji. Jedna osoba chora na krztusiec czy odrę może zakazić kilkanaście kolejnych, które nie mają odporności. Aby zahamować transmisję wirusa, odsetek odporności populacyjnej musi przekraczać około 95 procent. Wystarczy niewielki spadek liczby zaszczepionych, aby zaczęły pojawiać się lokalne ogniska zachorowań.

Nie możemy też zapominać o skutkach pandemii COVID-19. W tym okresie wiele szczepień zostało odłożonych lub pominiętych. Część rodzin obawiała się wizyt w przychodniach, funkcjonowanie ochrony zdrowia było ograniczone, a kontakt dzieci z rówieśnikami znacząco zmalał. Wszystko to spowodowało powstanie sporego długu popandemicznego.

Szczepienia są więc inwestycją w przyszłe zdrowie?

Zdecydowanie tak. Często myślimy o nich wyłącznie w kontekście ochrony przed konkretną chorobą. Tymczasem ich znaczenie jest znacznie szersze, bo pozwalają utrzymać organizm w dobrej kondycji. Podobnie jak regularna aktywność fizyczna poprawia wydolność organizmu, tak systematyczne szczepienia utrzymują gotowość układu odpornościowego do skutecznej walki z zagrożeniami. Pamiętajmy też, że inaczej choruje się na tę samą chorobę będąc w pełni sił i zdrowia, w wieku 20-40 lat, a znacznie ciężej gdy ma się 60-70-80 i więcej lat i zwiększającą się liczbę chorób towarzyszących.

Kto najbardziej ich potrzebuje?

Wszyscy, ale są grupy, które wymagają szczególnej ochrony. Dotyczy to najmłodszych dzieci, których układ odpornościowy dopiero dojrzewa, oraz osób starszych, wśród których dochodzi do osłabienia funkcji immunologicznych towarzyszącemu starzeniu. Kolejną grupę stanowią pacjenci cierpiący na choroby przewlekłe. W ich przypadku zwykła infekcja może doprowadzić do ciężkich powikłań, zaostrzenia choroby podstawowej lub konieczności hospitalizacji. Dlatego profilaktyka zakażeń ma u nich szczególne znaczenie i nie powinna być odkładana na później.

Coraz więcej mówi się o wirusie RSV, który dawniej kojarzył się głównie z małymi dziećmi.

Rzeczywiście, przez wiele lat koncentrowaliśmy się na najmłodszych pacjentach, ponieważ to właśnie u niemowląt i małych dzieci RSV jest jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji. Obecnie wiemy jednak, że wirus ten stanowi poważne zagrożenie także dla osób starszych. U seniorów często nie powoduje jedynie infekcji dróg oddechowych, lecz prowadzi do zaostrzenia istniejących chorób przewlekłych – niewydolności serca, przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, cukrzycy czy chorób nerek. Dlatego szczepienie to należy postrzegać głównie nie jako ochronę przed samym zakażeniem, ale jako sposób zapobiegania groźnym powikłaniom. Warto również pamiętać, że w przeciwieństwie do wirusa grypy, wirus RSV jest znacznie bardziej stabilny i nie ulega tak szybkim zmianom. Dlatego szczepienie nie musi być ograniczone wyłącznie do okresu poprzedzającego sezon infekcyjny – można je wykonywać przez cały rok, również w okresie letnim.

Dotyczy to również półpaśca?

Tak. Jest to doskonały przykład choroby, której nie doceniamy, dopóki sami się z nią nie zetkniemy. U osób starszych lub przewlekle chorych może prowadzić do bardzo silnych dolegliwości bólowych utrzymujących się przez wiele miesięcy. Szczególne znaczenie ma to szczepienie dla pacjentów onkologicznych i cierpiących na inne choroby przewlekłe, na przykład cukrzycę czy astmę, oraz osób z obniżoną odpornością. W ich przypadku zachorowanie może nie tylko pogorszyć stan zdrowia, ale też wymusić przerwanie leczenia podstawowej choroby. A każda taka przerwa może mieć poważne konsekwencje zdrowotne. 

Obecnie bezpłatne szczepienia przeciw półpaścowi przysługują osobom po 65. roku życia cierpiącym na wybrane choroby przewlekłe. Uważam, że zasady refundacji powinny być prostsze i bardziej przejrzyste. Udokumentowanie choroby przewlekłej bywa wyzwaniem, szczególnie dla farmaceutów, którzy coraz częściej wykonują szczepienia i robią to bardzo dobrze. Im prostszy będzie system rekomendacji i refundacji, tym bardziej efektywna będzie profilaktyka.

Słyszymy także o meningokokach. Kto powinien pomyśleć o tym szczepieniu?

Największe ryzyko dotyczy małych dzieci, osób z zaburzeniami odporności, pacjentów bez śledziony lub z jej nieprawidłową funkcją oraz wszystkich tych, którzy przebywają w dużych skupiskach ludzi. Przykładem są akademiki, koszary wojskowe czy pielgrzymki, podczas których spotykają się ludzie z całego świata. W takich warunkach ryzyko transmisji zakażeń znacząco wzrasta. Podobnie wygląda sytuacja osób podróżujących do krajów, w których meningokoki występują częściej niż w Polsce (np. Afryka Subsaharyjska). W niektórych przypadkach szczepienie to jest wręcz wymagane przed wjazdem do danego państwa. 

Jeśli chodzi o dostępność, uważam, że szczepienia przeciw meningokokom powinny być refundowane przynajmniej dla osób z grup ryzyka. To właśnie one są najbardziej narażone na ciężki przebieg zakażenia i związane z nim koszty leczenia. Z punktu widzenia polityki zdrowotnej finansowanie szczepień w tych grupach powinno być priorytetem.

Co jeszcze chciałby Pan przekazać pacjentom?

Przede wszystkim to, że nie warto czekać, aż choroba zmusi nas do działania. Profilaktyka zawsze jest skuteczniejsza, bezpieczniejsza i znacznie mniej kosztowna, także pod kątem zdrowia niż leczenie powikłań. Tak jak dbamy o kondycję fizyczną, tak samo powinniśmy dbać o odporność. Jej budowanie to proces, który trwa przez całe życie. Dzisiejsza medycyna daje nam możliwość przygotowania organizmu na spotkanie z groźnymi drobnoustrojami. Warto z tej możliwości korzystać, bo dzięki temu chronimy nie tylko siebie, lecz także swoich bliskich i całe społeczeństwo. 

Autoryzowany wywiad prasowy opracowany przez Stowarzyszenie Dziennikarze dla Zdrowia. LATO 2026