- Potrzebujemy ambasadorów, potrzebujemy osób z niepełnosprawnościami, które biorą większą odpowiedzialność nie tylko za swój kawałek świata, ale także za to, jak my będziemy postrzegani w przyszłości. Ja wierzę, że laureaci tego konkursu spełnią te oczekiwania – powiedział do laureatów tegorocznego konkursu Człowiek bez barier Pełnomocnik Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych Łukasz Krasoń.
Organizowany przez Integrację Konkurs, którego pierwsza edycja odbyła się w 2003 roku, przyciągnął w tym roku 52 kandydatów i kandydatek. Gala i cały konkurs są elementem obchodów obchodzonego 3 grudnia Międzynarodowego Dnia Osób z Niepełnosprawnościami. Gala Konkursu, do którego zgłosiły się w tym roku aż 52 osoby, odbyła się jak co roku na Zamku Królewskim, a honorowym patronatem objęła go zgodnie z tradycją Pierwsza Dama.
Pierwsza Dama blisko ludzkich spraw
- „Moja niepełnosprawność istnieje nie dlatego, że używam wózka, ale dlatego, że świat jest niedostosowany” – tym cytatem ze Stelli Young, znanej dziennikarki i aktywistki z niepełnosprawnością, Pierwsza Dama Marta Nawrocka przywitała uczestników Gali konkursu Człowiek bez barier. Małżonka Prezydenta RP zaapelowała o promowanie praw osób z niepełnosprawnością i pokazywanie przykładów ludzi, którzy zmieniają świat na lepsze – czyli takich, jak właśnie nagradzani i wyróżniani w tym konkursie.
- Dziękuję państwu za piękne świadectwo tego, czym jest prawdziwe człowieczeństwo – zwróciła się już bezpośrednio do tegorocznych wyróżnionych i nagrodzonych Marta Nawrocka. Pierwsza Dama zapowiedziała też, że jej Fundacja „Blisko ludzkich spraw” będzie wspierać mamy osób z niepełnosprawnością, organizując dla nich wyjazdy terapeutyczno-rozwojowe w ramach projektu „Oddech dla bohaterki”.
Radość socjolożki
Jury konkursu przyznało w tym roku, oprócz nagrody głównej, dwa wyróżnienia, a także nagrody „Młody Człowiek bez Barier” i „Senior bez Barier”. Obradom jury, podczas których wybrano tegorocznych laureatów, przewodniczyła prof. Elżbieta Zakrzewska-Manterys, która wskazała, że kolejnym edycjom konkursu towarzyszy zmiana społeczna w podejściu do niepełnosprawności i odejście od scjentystycznego podejścia do niej.
- Dystans między pełnosprawną większością a niepełnosprawną mniejszością zaciera się i czasami wręcz znika – zauważyła socjolożka. – Uczymy się szanować, doceniać i kochać tę mniejszość. Traktować ją nie jako podopiecznych, ale jako bliźnich. Bo wszyscy jesteśmy dziećmi tego samego Boga – podkreśliła przewodnicząca Kapituły Konkursu Człowiek bez Barier.
Osoby z niepełnosprawnością solą tej ziemi

Wyróżnienie dla Katarzyny Szczerbowskiej
Jako pierwszą spośród tegorocznych laureatów uczestnicy Gali poznali Katarzynę Szczerbowską – znaną choćby z okładki numeru "Integracji" poświęconego zdrowiu psychicznemu. Katarzyna jest mamą, działaczką społeczną i dziennikarką, a przede wszystkim osobą z doświadczeniem kryzysu zdrowia psychicznego. W rozmowach nazywa się wędrownym dziadem, który, tak jak kiedyś ludzie tak nazywani, opowiada o odwiedzanych przez siebie krainach. Jej odległą krainą jest doświadczenie psychozy, pobyt w szpitalu psychiatrycznym, funkcjonowanie z diagnozą schizofrenii paranoidalnej. Jury konkursu postanowiło ją nagrodzić właśnie za odwagę w przełamywaniu barier dotyczących właśnie kryzysu zdrowia psychicznego.
- Moja niepełnosprawność jest niewidoczna. Ja mogłabym, jak większość moich sióstr i braci w tym doświadczeniu, milczeć. A mówię dlatego, że spotkałam w szpitalu psychiatrycznym wspaniałych, ciekawych, kreatywnych ludzi, najciekawszych, jakich spotkałam w życiu. – Chciałabym powiedzieć, że to jest sól tej ziemi. My możemy się uczyć od osób, które doświadczają niepełnosprawności, solidarności, kreatywności, tego jak być silnym, jak walczyć o siebie i innych – podkreśliła wyróżniona.
Rodzina przede wszystkim

Weteran zachwycił publiczność.
W tym roku na Gali konkursu Człowiek bez Barier zdecydowanie rządziły kobiety. Jedynym męskim rodzynkiem wśród tegorocznych laureatów jest Rafał Korzeniewski, wiceprezes Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju, sportowiec i medalista Invictus Games. Choć po misji w Afganistanie, gdzie omal nie zginął, dalej pozostał wojownikiem. Dziś walczy o swoją rodzinę i o siebie, ale też o dobro weteranów, którzy walczyli za ojczyznę poza jej granicami. Odbierając wyróżnienie, pan Rafał podkreślił, jak ważną rolę w jego życiu odgrywa rodzina i jego ukochana żona.
- Za każdym facetem podejmującym trudne decyzje stoi kobieta, która go motywuje – powiedział. Nasze życia wyglądają jak taki bieg z przeszkodami. Każdy z nas jest na innym jego etapie. Te przeszkody są różne – psychiczne, fizyczne, społeczne. Ale łączy nas to, że robimy wszystko, żeby je pokonać – podkreślił weteran.
Bez barier w każdym wieku

Seniorka bez barier!
Tytuł Seniora bez Barier, który powstał w 2024 roku, otrzymała zaś Stanisława Strzelczyk, aktywna działaczka społeczna z Żyrardowa, gdzie jest główną animatorką życia senioralnego. Zabiera żyrardowskich „Silversów” nie tylko na cieszące się ogromną popularnością wyjazdy i potańcówki, ale też aktywizuje ich jako wolontariuszy wspierających m.in. powodzian i uchodźców.
- W każdym wieku potrzebujemy kogoś, kto powie nam: idź dalej, możesz, dasz radę. Jeśli dziś czuję się, że jestem „bez barier”, to dlatego, że wokół mnie byli ludzie, którzy pomogli mi te bariery zdejmować – powiedziała tegoroczna Seniorka bez Barier, odbierając nagrodę.
Dziękuję Ci, mamo!

Młody Człowiek Bez Barier
Już po raz czwarty przyznano nagrodę „Młody Człowiek bez Barier”. Otrzymała ją Aleksandra Mieczkowska, uczennica 7 LO w Toruniu. Wytrwała wolontariuszka Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i inicjatorka wielu zbiórek charytatywnych m.in. na psy w schroniskach. Gdy miała 12 lat, przeszła dramatyczną operację usunięcia nowotworu mózgu, po której przez lata wracała do zdrowia i sprawności. Dziś jest aktywną i lubianą nastolatką, z wielkimi planami na przyszłość. Szczególne słowa podziękowania skierowała do swojej mamy.
- Gdyby nie ty, to bym dzisiaj w tym miejscu nie stała – powiedziała ze łzami w oczach po odebraniu nagrody.
Góralka liderką

Zdobywczyni Nagrody Publiczności
Oprócz nagród i wyróżnień, o których decyduje Jury, w Konkursie przewidziana jest też Nagroda Publiczności. W tym roku otrzymała ją pochodząca z Orawy Anna Krupa, nauczycielka, bibliotekarka i działaczka społeczna, a także prezeska stowarzyszenia "Da się". Zdobyła ona 2037 głosów na 9042 oddanych i zdecydowanie zdystansowała konkurencję podczas głosowania o Nagrodę Publiczności.
Wielkim marzeniem Anny Krupy i prowadzonego przez nią stowarzyszenia jest utworzenie mieszkań wspomaganych dla osób, które z różnych przyczyn nie są w stanie prowadzić samodzielnie gospodarstwa domowego. Mieszkania wspomagane mają być alternatywą dla domów pomocy społecznej i zapewniać możliwość niezależnego życia ze wsparciem.
Dzielmy się pięknem!

Tegoroczna zwyciężczyni
Zwyciężczynią tegorocznego konkursu została badaczka i wykładowczyni Izabela Dłużyk. Na co dzień uczy angielskiego studentów Uniwersytetu Gdańskiego. Jednak prawdziwą sławę przyniosło jej nagrywanie dźwięków przyrody – zwłaszcza głosów ptaków. Jej pasja i osiągnięcia naukowe sprawiły, że BBC umieściło ją na liście 100 najbardziej inspirujących kobiet świata roku 2023. Dziś została doceniona jako Człowiek bez Barier.
- Najważniejsze jest to, żebyśmy się dzielili. Dzielili tym, co najlepsze: pięknem i dobrem, bo tylko w ten sposób pozostajemy ludźmi – powiedziała po otrzymaniu statuetki.
Poniżej prezentujemy pełne sylwetki tegorocznych laureatów.
Katarzyna Szczerbowska | Wyróżnienie
Jako dziennikarka pisała m.in. dla „Przekroju”, „Życia Warszawy”, „Gali”, „Newsweeka”, „Integracji”, ale ścieżki zawodowe zaprowadziły ją również w obszar zdrowia psychicznego. Była rzeczniczką biura ds. pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, odpowiada za public relations w Fundacji eFkropka, której celem jest przeciwdziałanie stygmatyzacji i przełamywanie stereotypów związanych z chorobami psychicznymi. Udziela się jako asystent zdrowienia. Za swoją działalność bywa nagradzana i wyróżniana, ale tytuły i nagrody nie są dla niej najważniejsze.
— Lepiej skupić się na tej części moich działań, które nie są widoczne, nie są spektakularne, jak wspieranie pacjentów i ich rodzin, jak prezenty rozdawane w szpitalach psychiatrycznych. To się dla mnie liczy.
Ten rodzaj działania nigdy się nie kończy. Katarzyna poświęca temu każdą chwilę, w czasie wolnym odpisując na maile i odbierając telefony.
— To wszystko jest ważne, ale też nie ma od tego wytchnienia.
Jest zawsze zajęta, chociaż właśnie wytchnienia potrzebuje najbardziej. Potrzebuje snu, higieny życia, spokoju, skupienia na sobie, ciszy, a jej działalność konkuruje z odpoczynkiem i procesem zdrowienia. W 2014 r. publicznie ogłosiła, że choruje na schizofrenię. Nie zrobiła tego dla siebie. Wyjaśnia, uświadamia, współpracuje wszędzie tam, gdzie widzi potrzebę przekazania wiedzy o codzienności osób chorujących psychicznie i doświadczających załamania zdrowia psychicznego. Od mediów po policyjnych negocjatorów.
Sama doświadcza kryzysów. Po raz pierwszy wtedy, gdy do głosu doszły obciążenia związane z zawodem dziennikarza. Ten rodzaj pracy, z której nigdy się nie wychodzi, wystawianie się na emocje rozmówców i balansowanie pomiędzy oczekiwaniami redakcji i bohaterów teksów dla osoby wysokowrażliwej jest ogromnym wyzwaniem.
Otwarcie mówi o swoich pobytach w szpitalach psychiatrycznych. Przekonuje, że choroby nie skreślają człowieka, że konieczne są rozwiązania systemowe, dostępność ośrodków pomocy i przede wszystkim wiedza o zdrowiu psychicznym. W programach telewizyjnych, podcastach, wywiadach podnosi świadomość procesu zdrowienia.
— Zdrowienie to coś, nad czym się pracuje, do czego się dąży i co dotyczy osoby, która doświadcza załamania zdrowia psychicznego.
Czasami balansuje na krawędzi. Chociaż unika tłumów, szuka spokoju i wie, że powinna na pierwszym miejscu stawiać siebie, nie zostawia ludzi w potrzebie. Kosztem swojej energii, swojego dobrostanu wybiera pomoc innym i działania edukacyjne. Jej rola asystenta zdrowienia jest nie do przecenienia. Chorującym pomaga zachować nadzieję i motywację. Rodzinom chorych przybliża świat ich bliskich.
Aktywnie działa na rzecz dostępnych, bezpłatnych, skoncentrowanych na człowieku i jego potrzebach Centrów Zdrowia Psychicznego.
Rafał Korzeniewski | Wyróżnienie
Gdy siła podmuchu po wybuchu pocisku moździerzowego w bazie w Afganistanie zwaliła go na ziemię z wieży strzelniczej, myślał tylko o tym, że nie pozwolą mu dokończyć misji. Miał złamany kręgosłup w kilku miejscach, bark wymagający śrub i wkrętów i strach przed nieznaną przyszłością. Jego misja jednak nigdy się nie skończyła. Trwa w cywilu, wśród tych, którzy podobnie jak on, muszą odnaleźć w sobie chęć i sposób na to, by żyć bez munduru.
Poszedł do wojska, bo widział w nim szansę na pracę. Chciał akcji, działania, adrenaliny. Dobrze czuł się określony regulaminami i zasadami. Wojsko stało się jego stylem i sensem życia. Odebrano mu to, gdy Komisja orzekła trwałą niezdolność do służby. Zdał mundur. W zamian dostał walkę o odszkodowanie, poczucie odrzucenia i strach przed nieznaną przyszłością.
Nie wiedział, co to jest PTSD, dopóki sam go nie doświadczył. Utknął w próżni na długie miesiące. Stał się bardziej drażliwy. Wystarczył zapach, dźwięk, by znowu był na patrolu. Tam było braterstwo, poczucie misji, służba. Tu droga, którą zna wielu weteranów. Bez planu, z ucieczką od codzienności w używki, po równi pochyłej w dół.
— Minęło kilka miesięcy i powiedziałem, że jeśli teraz nie znajdę pracy, to już nigdy tego nie zrobię.
Znalazł pracę w jeden dzień. Znalazł też nową misję. Postanowił pomagać innym i dbać o dobre imię żołnierzy walczących poza granicami kraju. Ta walka nigdy się nie kończy. Przeżył śmierć kolegów w Afganistanie. Stracił wszystkich afgańskich sprzymierzeńców, gdy na ich bazę spadły pociski. Śmierć nie została w zagranicznej bazie. Zagraża weteranom, którzy nie mogą się odnaleźć po powrocie. Cywilne życie stawia przed nimi niemożliwe wymagania.
Z myślą o nich działa w Stowarzyszeniu Rannych i Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju. Organizuje obozy rehabilitacyjne, na które zaprasza weteranów z rodzinami. Współtworzył ustawę o weteranach, organizuje i przeprowadza akcje uświadamiające, odwiedza szkoły, integruje środowisko. Z jego pomocy skorzystało już ponad 1000 weteranów.
Jego prywatną rehabilitacją jest sport. W jego naturze nie ma odpuszczania. Z Invictus Games wrócił z trzema medalami. Gdy postawił trenować przed Cateran Yomb, marszem w górzystym terenie, robił to codziennie bez wyjątków. Zajął drugie miejsce z rezultatem 58 km. Jako sportowiec nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Stawia przed sobą kolejne wyzwania. Marzy o ośrodku dla weteranów i o spokoju we własnym życiu.
— Nie jestem bohaterem wojennym. Jestem człowiekiem, który chce, żeby inni nie musieli walczyć samotnie po powrocie do kraju. Wojna naprawdę nie kończy się po powrocie, ale nie trzeba walczyć samemu.
Stanisława Strzelczyk | Senior bez Barier 2025
Stanisława nie wie, co to jest odpoczynek. Rozpiera ją energia i wyniesione z rodzinnego domu poczucie obowiązku. Całe życie wstawała o 4:00. Najpierw, by pomagać przy krowach, owcach i ptactwie, potem by gotować kompot dla zbierających torf, bez którego nie można było ogrzać domów w jej okolicy, i wreszcie, by zamarzniętą rzeczką lub wśród wysokich traw pomaszerować 4 km do szkoły. Dzisiaj ma 78 lat i pozwala sobie na luksus zaczynania dnia o 6:00, ale tempa nie zwolniła. Jej życie to działanie. Rytm jej dnia wyznacza praca.
– Samo przecież nic się nie zrobi – mówi Stanisława.
Urodziła się 1947 r. w małej wiosce niedaleko Dorohuska. Szybko się usamodzielniła. Z rodzinnego gospodarstwa jako 14-latka trafiła do szkoły w centrum Polski i zamieszkała na stancji w Żyrardowie. Skończyła technikum, a przede wszystkim pracowała. Zawsze, codziennie, od rana do późnej nocy. Wychowywała dwoje dzieci. Po pracy pomagała w gospodarstwie rolniczym teściów. W latach 70. razem z mężem zbudowała własny dom. Mieszkali na betonowej podłodze bez wykładziny, ogrzewali się kozą, wodę nosili ze studni kręgowej wykopanej we własnym zakresie, w okolicy nie było sieci wodociągowej ani kanalizacyjnej.
Utrzymanie rodziny wymagało od niej zaradności. Szyła ubrania dla siebie i całej rodziny. Dojeżdżając do pracy, robiła na szydełku. Przed pracą zbierała i sprzedawała truskawki. Produkowała z mężem kije do szczotek. Robiła skrzynki dla Instytutu Sadownictwa. Nawet podczas pobytu w szpitalu sprzedawała robione własnoręcznie, obszyte koronką szydełkową chusteczki do nosa. Po latach w Sanepidzie, gdzie nadzorowała bezpieczeństwo i higienę pracy, przeszła na emeryturę. Nie oznaczało jednak odpoczynku. Nadal pozostaje czynna zawodowo.
Założyła Stowarzyszenie „Żyrardowianka”, by aktywizować seniorów, by dać im powód do wyjścia z domu i zbudować poczucie wspólnoty. Stowarzyszenie organizuje wyjazdy turystyczne po całym kraju, wspólne zabawy i spotkania tematyczne seniorów z wykładowcami. Telefon Stanisławy nigdy nie milknie. Pomaga osobom chorym, uzależnionym, wykluczonym. Dla wielu jest ostoją i powierniczką, ale także kierowcą, szwaczką, kucharką, opiekunką. Każdy może liczyć na jej pomoc. Sama o swoje zdrowie nie miała czasu zadbać. Przepracowanie przypłaciła problemami z układem trawienia i chorobami kobiecymi. Nie zwraca na to uwagi. Nie ma czasu dla siebie, bo jest jeszcze tyle do zrobienia.
Pomagała, kiedy wybuchła wojna w Ukrainie. Bez cienia uprzedzeń, bez wahania, chociaż z dzieciństwa pamięta opowieści własnej rodziny, która tuż po wojnie ucierpiała w repatriacji z kresów, z ich rodzinnych domów. Nadal dba o gości ze Wschodu. Kupuje ich rękodzieło, wspiera ich działania. Żyje w biegu, czujnie, by nie przeoczyć kogoś, komu może pomóc.
– Nie da się żyć tylko dla siebie. Nie wytrzymałabym, gdybym nic nie robiła.
Aleksandra Mieczkowska | Młody Człowiek bez Barier
Jej idolką jest mama. Silna kobieta, która samodzielnie wychowała dwoje dzieci. Przekazała im, że w życiu zbiera się to, co się zasieje. Zachęcała do działania i spełniania marzeń. Ola stara się siać dobro. Kiermasze, koncerty, zbiórki i akcje charytatywne to naturalne elementy jej życia. Nie było w nim nigdy miejsca na rezygnacje i poddawanie się.
Jako 12-latka stanęła przed swoim największym wyzwaniem. Gdy straciła przytomność, lekarze widzieli w niej narzekającą, wymyślającą problemy nastolatkę. Tymczasem w mózgu, blisko ciała migdałowatego rozwijał się nowotwór. Operacja niosła za sobą ogromne ryzyko, a lekarze sugerowali jej mamie, by się pożegnała z córką.
Po operacji odczuwała ból, który porównywała do palenia się głowy przy jednoczesnym wbijaniu w nią gwoździ. Pojawiły się skutki uboczne. Frustrowało ją, że afazja mieszana nie pozwala jej wyrazić myśli, że mylą jej się słowa, a nauka stała się wyzwaniem. Nie nadążała z przepisywaniem notatek, myliła autorów i bohaterów lektur literackich, nie pamiętała przeczytanych lektur, ale dzięki swojej wytrwałości na egzaminie ośmioklasisty nie miała sobie równych.
Pomimo częstych pobytów w szpitalach w szkole nadal działała. W podstawówce została przewodniczącą klasy, a później przewodniczącą całej szkoły. Integrowała klasę, by nie zanikły więzi społeczne podczas pandemii, organizowała spotkania, starała się zainteresować rówieśników historią, m.in. zapraszając na żywą lekcję historii uczestniczkę Powstania Warszawskiego.
Szkoła średnia także wymagała od niej siły i nieustępliwości. Nie uczyła się tak szybko, jak wymagano w nowym miejscu. Gdy okazało się, że nauka języka angielskiego wymaga indywidualnego podejścia, okazało się, że to jedna z tych przeszkód, które frustrują, ale nie mogą jej zatrzymać. Musiała zmienić szkołę. W obecnej szkole znalazła wsparcie i zrozumienie.
Chociaż musi poświęcić nauce więcej czasu niż rówieśnicy, znajduje czas na wolontariat. Aktywnie działa podczas zbiórek Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i chętnie bierze udział w imprezach sportowych. Nadal udziela się charytatywnie.
Sport jest jej wielką pasją i marzeniem. Kocha piłkę nożną i jej halową odmianę- futsal. Gra tak, jak żyje, na maksymalnych obrotach, do ostatniego gwizdka, wykorzystując każdą minutę. Zawsze ostatnia schodzi z boiska. Dzięki takiej postawie strzelała gole w zwycięskim dla niej i koleżanek turnieju futsalu. Nie każdą dyscyplinę może uprawiać, ale marzy, by sport stał się częścią jej życia.
Marzeń ma więcej. Podróżuje, poznaje inne kultury. Chciałaby odwiedzić Kenię. Kocha zwierzęta i stara się spędzać możliwie dużo czasu w schronisku dla zwierząt. Jej plany zawodowe jeszcze nie są sprecyzowane, ale medycyna byłaby spełnieniem jej pragnień.
- Mama nauczyła mnie, by korzystać z życia i wykorzystywać każdą możliwość. Na pewno będę działać dalej. Wygrałam drugie życie, więc tworzę historię, którą chcę opowiadać i się nią dzielić. Historię o tym, że można pokonać wszystko.
Anna Krupa | Nagroda publiczności
Gdy Anna przyszła na świat bez rąk, lekarze i sąsiedzi zastanawiali się, czy wychowywanie takiego dziecka ma sens. Nie wyobrażali sobie, gdzie mogłaby pracować i co miałaby zrobić z życiem. Tymczasem Anna wspierana przez swoją rodzinę stała się osobą, dla której nie ma rzeczy niemożliwych.
Zębami, stopami, podbródkiem i nosem czerpie z życia tyle, ile się da. Wychowuje córkę, prowadzi Stowarzyszenie Da Się, pracuje, inspiruje, haftem krzyżykowym tworzy małe dzieła sztuki, a nawet skoczyła ze spadochronem. Jeździ po świecie samochodem, który nie wymagał żadnych skomplikowanych dostosowań. Wystarczyła automatyczna skrzynia biegów i odwaga, by jechać.
— Bo mnie to trzeba zmusić, żebym siedziała na kanapie — wyjaśnia.
Dorastała w dużej rodzinie. Każdy miał w niej swoje obowiązki. Anna nie była wyjątkiem. Sprzątała, grabiła siano, pieliła, zbierała ziemniaki. Nauczyła się pisać stopami, a jej piękny charakter pisma był często wykorzystywany przy tablicy. Była też aktywna na lekcjach wychowania fizycznego, ale szkoły wtedy nie lubiła. Jako zbuntowana nastolatka nie widziała sensu w nauce. Nie wierzyła, że dzięki nauce może znaleźć pracę. Rzuciła szkołę i przez chwilę dała się pokonać zwątpieniu.
— Siedziałam w domu, ale ja nie umiem tak siedzieć i nic nie robić. Zaczynały mnie dopadać różne myśli i stwierdziłam, że trzeba wyjść z domu, być między ludźmi, uczyć się i coś zrobić ze swoim życiem.
Jak powiedziała, tak zrobiła. Zapisała się do liceum. Potem było zarządzanie zasobami ludzkimi, przygotowanie pedagogiczne, bibliotekoznawstwo, oligofrenopedagogika i zarządzanie oświatą. Od lat pracuje w szkole, ucząc, wspierając i inspirując. Prowadzi również zajęcia korekcyjno-kompensacyjne.
Jej macierzyństwo dla wielu było sensacją. To właśnie z tego powodu zaczęli odwiedzać ją reporterzy, nie mogąc uwierzyć w jej hart ducha i zaradność życiową. Wychowywała córkę samodzielnie bez wsparcia finansowego i emocjonalnego ze strony ojca Emilii, a rolę mamy pogodziła z pracą i podnoszeniem swoich kwalifikacji. Nadal się uczy. Tym razem z myślą o swoim Stowarzyszeniu Da Się, która powstała z potrzeby nadania formalnych ram temu, co zawsze robiła. Jej dom to centrum pomocy i magazyn rzeczy, z których korzystają potrzebujący. Założyła stowarzyszenie, by móc je przyjmować i organizować zbiórki. Pomagała jednak dużo wcześniej. Angażowała się w zbiórki dla beneficjentów innych fundacji, by zebrać fundusze na ich kosztowne leczenie.
W gronie finalistów konkursu „ Człowiek bez barier” znalazła się po raz drugi. Od pierwszego finału minęły prawie dwie dekady.
— Wiele się od tego czasu zmieniło. Ja się zmieniłam, sytuacja osób z niepełnosprawnością się zmieniła, ale jedno pozostaje niezmienne: Najważniejsze jest dostrzeganie tego, że każdy jest człowiekiem i każdego należy wspierać. .
Izabela Dłużyk | Człowiek bez Barier 2025
Badaczka dźwięku, lektorka języka angielskiego i jedna z najbardziej niezwykłych polskich rejestratorek przyrody. Niewidoma od urodzenia, od dziecka wsłuchuje się w świat bez poczucia światła. Nagrane bajki, programy, słuchane książki rozbudzały jej wyobraźnię.
Jej pierwszy sprzęt nagrywający był niedoskonały. Dyktafonem rejestrowała gotowanie obiadu, rozmowy, domową codzienność. Na profesjonalny mikrofon oszczędzała kilka lat. Gdy już go kupiła, zaczęła z pasją tworzyć ścieżki nagrań, które zainteresowały międzynarodowe wydawnictwa. Jej płyty ukazały się m.in. w Australii, USA, Polsce i na Słowacji.
Jej specjalnością są głosy ptaków. Wsłuchuje się w miejskie rozmowy zimowych gawronów i podsłuchuje leśne życie rejestrowane w Puszczy Białowieskiej, pomorskich lasach i podczas najbardziej niezwykłej z dotychczasowych wypraw do peruwiańskiego rezerwatu Tambopata.
Gdy jako nastolatka zobaczyła film o klifach, na których gromadzą się papugi, obiecała sobie, że kiedyś tam poleci. Planowała tę podróż na emeryturze. Udało się szybciej, niż przypuszczała. W rezerwacie spędziła dziewięć dni, nagrywając niezwykłe, jedzące glinę papugi.
Na co dzień prowadzi lektorat angielskiego na uczelni, ale jej ambicje naukowe sięgają dalej. Chciałaby przeprowadzić więcej badań nad symbolizmem dźwiękowym. Fascynują ją kołysanki z całego świata i dźwięki zwierząt w kulturze ludowej. Uczy się języków. Porozumiewa się w pięciu językach, a hiszpański zafascynował ją na tyle, by rozważać iberystyczne badania naukowe.
Przełomem w jej życiu okazała się współpraca z BBC. Brytyjska dziennikarka trafiła na jej nagrania dzięki słowackiemu wydawnictwu i zrealizowała materiał w Polsce. Chwilę później BBC uznało Izabelę za jedną ze 100 najbardziej wpływowych kobiet świata.
— Nie wiem, jak dotarłam do tego punktu. Jak ja to osiągnęłam — mówi Izabela, która swoją rozpoznawalność postanowiła wykorzystać do realizacji planowanego od dawna projektu. Chce tworzyć nagrania i muzykę dla hospicjów. Ukończyła szkołę muzyczną w klasie fortepianu, ale jej pasją jest indyjska tanpura i andyjska quena. Chciałaby, żeby dźwięki stały się realnym wsparciem dla osób w hospicjach.
Jej głowa jest pełna pomysłów. Pracuje nad kolejnymi wydawnictwami, planami badawczymi i powrotem do Peru na dłuższy wolontariat bioakustyczny. Nieustannie udowadnia, że słuch może być narzędziem odkrywania świata i pozwala zbudować fascynującą ścieżkę rozwoju. Ma w sobie wielką odwagę i jednocześnie wolna jest od strachu przed porażką. Doświadczyła jej wiele razy, ale pozostaje radosna i entuzjastycznie otwarta na każdą nową drogę i możliwość w swoim życiu.
— Jestem w miejscu, w którym nigdy nie przypuszczałam, że będę. Jestem o wiele dalej, niż kiedykolwiek myślałam, że będę. Nadal chcę działać, realizować swoje projekty i pomysły, ale nie chcę się tym zachłysnąć. Najważniejsza jest droga i radość działania.
Honorowy Patronat Małżonki Prezydenta RP Marty Nawrockiej
Organizator: Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji
Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych
Partner Główny: PKP Intercity, Polskie Porty Lotnicze
Partnerzy: BNP Paribas, Polpharma, Schindler
Partner technologiczny: Orange
Patronat medialny: TVP, Program 1 Polskiego Radia, Głos Seniora, portal Niepelnosprawni.pl
.png)





