Dla zdrowego dwudziestolatka sesja egzaminacyjna oznacza stres, niewyspanie i intensywną naukę. Co dzieje się jednak, gdy w tym kluczowym momencie warunki zaczyna dyktować nieprzewidywalna choroba? Historie studentów ze stwardnieniem rozsianym (SM) pokazują, że nawet nagły rzut choroby nie musi oznaczać końca planów na zaliczenie sesji. Coraz więcej uczelni podchodzi do takich sytuacji z większą elastycznością i zrozumieniem.

Stwardnienie rozsiane to wyjątkowo przewrotne schorzenie. Nie wybiera momentu, kiedy życiowe tempo zwalnia; najczęściej uderza między 20. a 40. rokiem życia, rozbijając plany młodych dorosłych. Gdy nagły rzut choroby zbiega się w czasie z sesją egzaminacyjną, studenci stają przed ogromnym wyzwaniem. Wbrew jednak powszechnym obawom, doświadczenia większości studentów, którzy postanowili otwarcie opowiedzieć na uczelni o swoich zmaganiach, niosą ze sobą pokrzepiający komunikat: uczelnie coraz częściej wdrażają rozwiązania ułatwiające studiowanie osobom z niepełnosprawnościami.

Sztuka zwalniania bez poczucia klęski

Dobrym przykładem tego, jak nowoczesna struktura akademicka potrafi zaadaptować się do kryzysowej sytuacji studenta, jest historia Seleny Grzelak, studiującej psychologię na Uniwersytecie WSB Merito w Bydgoszczy. Będąc na pierwszym roku jednolitych studiów magisterskich, Selena musiała zmierzyć się z nagłym, pełnoobjawowym rzutem choroby. Pojawiły się problemy neurologiczne: niedowład palców dłoni, dotkliwe osłabienie oraz mrowienie ud, a także silne zawroty głowy. Sytuację komplikował fakt, że sześciodniowy pobyt na oddziale szpitalnym pokrywał się bezpośrednio z zaplanowanym zjazdem na uczelni oraz kluczowym kolokwium.

Obawa przed rygorem akademickim okazała się w tym przypadku niepotrzebna. Konstrukcja studiów Seleny zakłada uczestniczenie w wykładach online, co dla osoby leżącej pod kroplówkami stanowiło fundamentalne udogodnienie.

Na tej uczelni mamy wykłady w formie zdalnej, co jest dużym ułatwieniem podczas rzutu choroby, ponieważ nawet będąc pod wlewami sterydowymi w szpitalu mogłam w nich uczestniczyć – relacjonuje Selena.

Na tym zdjęciu widać osobę o krótkich, zielonkawych włosach i w okularach, ubraną w czarną koszulkę i patrzącą bezpośrednio w obiektyw.

Kluczem do opanowania sytuacji okazała się otwarta i szybka komunikacja z kadrą dydaktyczną. Po wysłaniu wiadomości e-mail z załączonym zaświadczeniem lekarskim, studentka spotkała się z pełnym zrozumieniem. Wykładowcy wykazali się elastycznością, proponując zindywidualizowane terminy oraz alternatywne, zdalne formy zaliczeń.

Dla Seleny to doświadczenie stało się impulsem do przestawienia własnych priorytetów.

 – Zdecydowanie nauczyło mnie to cierpliwości do siebie. Ja nie mam wpływu na tę chorobę i ona w pewnym sensie robi co chce, ale staram się to przewartościowywać, zaostrzenie choroby jest dla mnie momentem, żeby się zatrzymać i odpocząć. Dopiero w momencie zadbania o siebie wracam do nauki i zaliczeń – deklaruje. Jej przesłanie do innych studentów, którzy w obliczu rzutu czują narastającą frustrację, oparte na pragmatyzmie: – Warto zwolnić, dać sobie czas na dojście do zdrowia. Na nadrobienie studiów przyjdzie czas.

Czasem jednak stwardnienie rozsiane uderza w sposób tak bezwzględny, że jedyną racjonalną i odpowiedzialną strategią staje się całkowite, czasowe wycofanie się z akademickiego wyścigu.

Szymon Orłowski, który studiował na kierunku kosmetologia ze specjalizacją podologiczną w Wyższej Szkole Zdrowia, Urody i Edukacji, doświadczył swojego pierwszego rzutu na drugim roku. Choroba zaatakowała jeden z najbardziej wrażliwych punktów – narząd wzroku.

Było to pozagałkowe zapalenie nerwu wzrokowego. Straciłem właściwie wzrok na pół roku – opowiada Szymon. W sytuacji tak drastycznej utraty podstawowej funkcji zmysłowej, studiowanie musiało ustąpić miejsca walce o powrót do zdrowia. Szymon podjął decyzję o przerwaniu nauki, co z perspektywy czasu okazało się dla niego dobrym rozwiązaniem. – Po roku wróciłem na te studia od razu na drugi rok. Przez kolejne sześć lat nie miałem rzutów i mogłem obronić tytuł magistra – wspomina.

Na tym zdjęciu widać portret łysego mężczyzny z lekkim zarostem, ubranego w pomarańczowo-czerwoną bluzę z kapturem, pozującego na tle ceglanej ściany.

Dziś z powodzeniem prowadzi własny gabinet podologiczny, udowadniając, że roczna przerwa zdrowotna była jedynie postojem na drodze, która i tak doprowadziła go do sukcesu zawodowego i osobistego.

BON jako rzecznik studenta

Te pozytywne doświadczenia nie są dziełem przypadku czy wyłącznie dobrej woli poszczególnych profesorów. Stoi za nimi systemowa, konsekwentnie budowana infrastruktura wsparcia, uosabiana przez uniwersyteckie Biura ds. Osób z Niepełnosprawnościami oraz Centra Dostępności, czy Działy ds. Równości. To tam wypracowywane są procedury, których nadrzędnym celem jest maksymalne odciążenie studenta w momencie kryzysu zdrowotnego, by całą swoją energię mógł przekierować na proces leczenia.

Znakomitym wzorcem takiego systemowego podejścia jest Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, na którym Michał Stańczuk, Kierownik centrum Dostępności UKSW, jednocześnie pełniący funkcję Uczelnianego Koordynatora ds. Dostępności oraz Koordynatora Biura Osób z Niepełnosprawnościami UKSW, precyzyjnie wyjaśnia mechanizm działania tego systemu wsparcia. W przypadku nagłego rzutu choroby w trakcie sesji rekomendowaną ścieżką jest szybki kontakt z centrum Dostępności, które przejmuje na siebie ciężar formalnych i organizacyjnych ustaleń z wydziałami oraz innymi jednostkami uczelni.  

Rozwiązanie to ma istotne znaczenie zarówno organizacyjne, jak i psychologiczne, ponieważ student znajdujący się w kryzysie zdrowotnym nie zostaje pozostawiony sam z koniecznością prowadzenia licznych formalnych kontaktów z jednostkami uczelni. Centrum Dostępności pełni wówczas funkcję koordynującą oraz wspierającą cały proces pomocy studentowi – podkreśla.

Wśród racjonalnych dostosowań, na jakie może liczyć student chorujący na stwardnienie rozsiane na UKSW, znajdują się między innymi zmiana formy egzaminu (np. z pisemnej na ustną), wydłużenie czasu jego trwania, możliwość zdawania egzaminu w osobnym, wyciszonym pomieszczeniu, korzystanie ze specjalistycznego sprzętu wspomagającego, a także elastyczne przesunięcie terminów zaliczeń i egzaminów. Każde wsparcie jest przy tym dobierane indywidualnie, z uwzględnieniem rzeczywistych potrzeb i aktualnej sytuacji zdrowotnej studenta. Takie podejście znajduje pełne wsparcie władz Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Na tym zdjęciu widać kobietę i mężczyznę stojących w biurze na tle szafy oraz regału z książkami.

Jego Magnificencja Rektor UKSW ks. prof. Ryszard Czekalski oraz Prorektor ds. Studenckich i Kształcenia dr hab. Anna Fidelus, prof. ucz., konsekwentnie podkreślają znaczenie budowania uczelni otwartej, dostępnej i przyjaznej dla wszystkich studentów, niezależnie od ich stanu zdrowia czy szczególnych potrzeb. Szczególne zaangażowanie w rozwój systemu wsparcia studentów ze szczególnymi potrzebami wykazuje Prorektor ds. Studenckich i Kształcenia, która na bieżąco współpracuje z Kierownikiem Centrum Dostępności UKSW w zakresie wypracowywania i wdrażania rozwiązań służących zwiększaniu dostępności procesu kształcenia oraz pełnego uczestnictwa studentów w życiu akademickim. Jak podkreślają dr hab. Anna Fidelus, prof. ucz., oraz Michał Stańczuk, każdy student powinien być postrzegany przede wszystkim jako indywidualna osoba, a nie przez pryzmat swojej niepełnosprawności czy choroby. Dlatego też na UKSW każda sytuacja analizowana jest odrębnie, z poszanowaniem godności studenta, jego potencjału oraz rzeczywistych możliwości funkcjonalnych. Dzięki ścisłej współpracy władz uczelni, Centrum Dostępności, wydziałów oraz nauczycieli akademickich możliwe jest tworzenie środowiska akademickiego odpowiadającego na potrzeby współczesnych studentów i realizującego w praktyce ideę edukacji włączającej.

Podobną przemianę proceduralną na rzecz wsparcia w procesie kształcenia widać na wielu uczelniach, w tym na Politechnice Poznańskiej, gdzie kwestiami tymi zarządza Dział ds. Równości. Izabela Ratajczak, Kierownik tego działu, wskazuje na maksymalne uproszczenie i odformalizowanie procedur w sytuacjach nagłych pogorszeń stanu zdrowia. Konsultacje z doradcami mogą odbywać się w trybie pilnym przez telefon, mailowo lub na platformach online. Co istotne z perspektywy psychologicznej, wydawane przez uczelnię oficjalne rekomendacje wsparcia dydaktycznego są całkowicie pozbawione wrażliwych danych medycznych. Wykładowca otrzymuje jasną informację o zalecanych formach adaptacji egzaminu, bez konieczności wnikania w szczegóły jednostki chorobowej studenta.

Upraszczamy procedury i podchodzimy indywidualnie do każdej nagłej sytuacji. [...] Najważniejsza jest konieczność wsparcia wynikająca z przedstawionych do wglądu dokumentów – zapewnia Izabela Ratajczak.

Różnorodność doświadczeń

 Oczywiście, proces mentalnej i strukturalnej przebudowy uniwersytetów nie przebiega w sposób całkowicie jednolity, a rzeczywistość akademicka z perspektywy osoby przewlekle chorej bywa bardzo różna.

Doświadczyła tego Anna (imię zmienione), studiująca prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Jej zderzenie z decyzją władz wydziałowych może być przykładem sytuacji, w której systemowe i pełne wsparcie ze strony uniwersyteckiego BON-u zostało wybiórczo potraktowane przez dziekanat. Anna, po profesjonalnej i podmiotowej konsultacji w BON, uzyskała oficjalne rekomendacje do Indywidualnej Organizacji Studiów, w tym kluczowe dla niej wydłużenie czasu pisania egzaminów oraz możliwość zmiany ich formy. Jednak władze Wydziału Prawa i Administracji wydały decyzję odmowną w tym zakresie, zasłaniając się specyfiką „zawodów zaufania publicznego” i koniecznością weryfikacji „predyspozycji do sprawnego pisania”.

Jak wyjaśnia Prodziekan ds. studenckich WPiA UW, Andrzej Bielecki:

Nie odnosząc się do szczegółów indywidualnej sprawy, z uwagi na ochronę prywatności studentki, należy podkreślić, że celem Wydziału nie jest kwestionowanie potrzeby wsparcia osób chorujących lub osób z niepełnosprawnościami. Przeciwnie, celem jest zapewnienie takiego wsparcia, które będzie rzeczywiście adekwatne do sytuacji konkretnej osoby, a jednocześnie zgodne z programem studiów i odpowiedzialnością Wydziału za jakość kształcenia. Obecny sposób formułowania rekomendacji przez BON nie zawsze ułatwia osiągnięcie tego celu, ponieważ zbyt często sprowadza złożone sytuacje do zestandaryzowanych formuł, bez wystarczającego uwzględnienia specyfiki danego kierunku i bez pełnego uzasadnienia proponowanych dostosowań.

Studentka odebrała tę decyzję jako niesprawiedliwą, zwłaszcza że od czterech lat pracuje na pełen etat na stanowisku prawnika, codziennie tworząc pisma i argumentując w sprawach zawodowych. Paraliżujące trudności motoryczne pojawiały się u niej wyłącznie na sali egzaminacyjnej, pod wpływem silnego stresu.

Stres przy SM nie jest abstrakcyjnym dyskomfortem, tylko realnym, neurologicznym czynnikiem zaostrzającym objawy. [...] Kiedy mam egzamin pisemny i muszę pisać długopisem pod ogromnym napięciem, moje dłonie kostnieją tak, że fizycznie nie jestem w stanie pisać. To nie jest kwestia „predyspozycji” ani charakteru - to jest neurologia – tłumaczy Anna.

Choć odmowa dziekanatu zmusiła ją do przyjęcia czysto pragmatycznej strategii przetrwania kosztem zdrowia, byle tylko ukończyć studia, to nawet jej historia niesie ze sobą istotny, konstruktywny wniosek: uniwersytecki BON wykonał swoją pracę, a problem leży na poziomie egzekwowania, czasem zbyt ogólnych, zaleceń przez poszczególne wydziały.

Liczenie sił i priorytety

Z tych różnych doświadczeń wyłania się obraz codzienności osoby przewlekle chorej. To życie podporządkowane nieustannemu wybieraniu priorytetów. Student chorujący na SM, szczególnie w czasie sesji, szybko przekonuje się, że sztywne planowanie przestaje działać. Organizm nie zawsze pozwala trzymać się harmonogramu, a każdy dzień może wyglądać inaczej. Dlatego najważniejsze staje się rozsądne gospodarowanie ograniczoną energią.

Jeśli rzut choroby komplikuje funkcjonowanie, ważniejsze niż indeksy, oceny i dyplomy staje się natychmiastowe skontaktowanie się z lekarzem neurologiem oraz rozpoczęcie właściwego leczenia.

 Wycofanie się, zwolnienie tempa czy rozłożenie materiału na mniejsze porcje nie jest przejawem słabości ani życiowego niepowodzenia. Jak podsumowuje Anna, patrząc z perspektywy czasu na swoje akademickie zmagania:

 – Wydaje mi się też, że ważnym jest to, aby pamiętać, że wycofanie się w środku rzutu to nie jest tchórzostwo, to nie jest porażka, to nie jest „marnowanie swojej szansy”. To jest po prostu odpowiedzialność wobec własnego ciała. Studia będą za rok, za pięć lat. Może inny kierunek, może wrócisz na ten, może okaże się, że jednak nie tędy droga. Wszystkie te scenariusze są dobre. Żaden z nich nie jest Twoją porażką.

 

Artykuł pochodzi z numeru 3/2026 magazynu Integracja

Na zdjęciu dwie okładki magazynu. Po lewej dwóch męzczyz ubranych na biało leży na zielonym tle. Po prawej uśmiechnięta dziewczynka z burzą rudych loków, ubrana w różową kamizelkę do pływania