Odwaga nie polega na tym, że człowiek się nie boi. Odwaga polega na tym, że człowiek się boi, ale i tak robi to, co należy. Umie przyjąć do siebie swój strach i świadomie go przekroczyć. 

Żeby to zrobić, trzeba wpierw sobie swój strach uświadomić. Nawiasem mówiąc, to dotyczy też wszystkich innych emocji. Trzeba uświadomić sobie miłość. Trzeba uświadomić sobie radość. Trzeba uświadomić sobie szczęście. Trzeba uświadomić sobie niechęć. Trzeba uświadomić sobie pragnienie uznania. Trzeba uświadomić sobie zazdrość o cudze powodzenie. Trzeba uświadomić sobie gniew. Trzeba uświadomić sobie wstyd.  

Emocje są siłą, która działa także wtedy – a może zwłaszcza wtedy – kiedy jest zupełnie nieuświadomiona. Uzmysłowienie sobie emocji, które akurat w danej chwili życia przeżywamy, jest pierwszym krokiem do głębokiego poznania siebie. Kiedy staje przed nami problem, uświadomienie go sobie jest pierwszym krokiem do jego rozwiązania. „Prawdziwa mądrość polega na inteligentnym łączeniu i wykorzystywaniu rozumu oraz emocji – piszą w książce Zarządzanie emocjami Marcin Krokowski i Piotr Rydzewski. – Inaczej mówiąc, najlepiej posiadać inteligencję racjonalną oraz inteligencję emocjonalną”.  

Inteligencja emocjonalna polega na zdolności rozpoznania przeżywanych emocji oraz na umiejętności wykorzystania ich ku pożytkowi naszemu i innych. Wierzę, że zasadniczo istnieją dwie emocje: miłość i strach. Wszystkie pozostałe są tylko mutacjami tych dwojga. Na przykład wstyd jest lękiem z powodu czegoś, co wydarzyło się w przeszłości, rzutującym na opór wobec sytuacji, która nas czeka w przyszłości.  

Te zasadnicze dwie emocje są przeciwstawne. Miłość to wzorzec emocji pozytywnej. Strach to wzorzec emocji negatywnej. Miłość jest wyciągnięciem ręki, strach wyciągniętą rękę cofa. Miłość łączy, strach rozdziela. Miłość leczy ze strachu. Strach zabija miłość.  

Odwaga jest więc sztuką przezwyciężenia strachu w celu spełnienia czegoś pozytywnego. Jest wiele rodzajów odwagi. Jest odwaga na wojnie i jest odwaga cywilna. Jest odwaga czynów i odwaga mowy. Ja na przykład miałem odwagę wypowiadania własnego zdania i konfrontowania go ze zdaniem cudzym, w tym ze zdaniem moich szefów, kiedy jeszcze pracowałem jako publicysta i redaktor w „Gazecie Wyborczej”.  

Wydawało mi się wtedy, że jestem człowiekiem odważnym, ale następne lata ukazały mi, jak bardzo lękowa na podstawowym cielesnym poziomie jest moja natura. Nie lubię spoglądać w dół z wysokości. Nie lubię schodzić do przejść podziemnych. Nie czuję się dobrze w ciemności, kiedy słyszę za sobą czyjeś kroki. Nie lubię stać na czerwonym przed przejściem dla pieszych, kiedy tuż obok pędzą samochody. Nie lubię prowadzić samochodu, bo zawsze jestem napięty, widząc pojazdy jadące z naprzeciwka: gdyby zjechał na mój pas ruchu, to w którą stronę uciekać – w lewo czy w prawo?  

Uznałem, że te moje lęki są uzasadnione, chociaż pewnie są mocno przesadne. Ale jednak raz na ileś tysięcy przypadków samochód wypada z drogi na chodnik albo zjeżdża na przeciwległy pas. Jeżeli ktoś przy tej okazji zostanie zabity, media przez chwilę skupiają na tym uwagę, a rodziny ludzi trafionych ościeniem przypadku mają już do końca życia uraz.  

Strach jest bardzo męczący. Uwaga cały czas skupiona na potencjalnych zagrożeniach na drodze jest tu dobrym przykładem. Kiedyś, kiedy jeszcze miałem samochód, trzymałem się zasady, żeby w ciągu dnia nie jechać więcej niż 400 kilometrów. Potem, kiedy pożyczyłem auto w wypożyczalni i na trasie Lublin–Warszawa o mało się dwa razy nie zabiłem przez niespodziewane manewry innych użytkowników drogi, powiedziałem sobie: nigdy więcej. Dam się wozić innym, ale sam już nigdy nie wyjadę na dłuższą międzymiastową trasę. Muszę siebie szanować takiego, jakim jestem. 

Artykuł pochodzi z numeru 6/2025 magazynu „Integracja”. 

Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.