„Taki mały człowiek, a ma pomalowane usta na czerwono” – te słowa Justyna usłyszała od małej dziewczynki, która wracała z mamą z przedszkola. szepnęła je cicho, ale słyszalnie. Justyna uśmiechnęła się do siebie, ale że była już spóźniona na nasze spotkanie, nie zatrzymała się, by wyjaśnić. Być może zrobiła to mama, ale może też uciekła od tematu i zignorowała słowa córki. Kiedy się spotkałyśmy, była to pierwsza rzecz, o której opowiedziała mi rozbawiona, i od razu sięgnęła do torebki po szminkę, by te usta poprawić.
Cała Justyna! Usta krwistoczerwone, pięknie ułożone czarne włosy, okulary i doskonała stylizacja. ale co najważniejsze – emanująca z niej pewność siebie i poczucie życiowego spełnienia. Zabiegana, pełna energii, zajmuje kierownicze stanowisko HR managera do spraw rekrutacji, działa społecznie... Słowem: kobieta do zadań specjalnych. Mądra i piękna. Kropka.
– A co, gdybyś mogła się jeszcze raz urodzić? – zapytałam. – Czy dobre jest to Twoje 125 centymetrów, czy poprosiłabyś o trochę więcej? Bez wahania odpowiedziała: – Kocham moje życie, ale wzięłabym przynajmniej metr sześćdziesiąt.
Justyna lubi spać, „drzemkę” w telefonie gasi wielokrotnie. Wie jednak, jak ważny jest dobry początek dnia, więc zwykle około 7.10 już jest na nogach. Dzień zaczyna obowiązkowo od uśmiechu do siebie w lustrze. Poranną kawę i śniadanie lubi celebrować z zespołem.
Do pracy jedzie przystosowanym do swoich potrzeb samochodem. Lubi niezależność, więc prawo jazdy było koniecznością. Decyzja zapadła zimą 2018 r. Justyna powiedziała sobie, że gdy stopnieje śnieg, to zrobi prawko. W maju zaczęła kurs, we wrześniu go zdała za pierwszym razem, a w grudniu już miała auto. Tak działa w życiu.
Motywacja, działanie i osiągnięcie celu. I tego uczy innych. Zapytana przeze mnie o pierwsze lata życia, odpowiada, że było zupełnie zwyczajnie, nigdy nie myślała o sobie jako o kimś niepełnosprawnym czy innym, po prostu była niska. Miała doskonałą rehabilitację, która ją jednocześnie uspołeczniała. A co to było? Magiczne podwórko lat 90., czyli granie z dziećmi w klasy, w gumę, wiszenie na trzepaku i robienie tysiąca niebezpiecznych rzeczy, o których dziś dzieciaki, a przede wszystkim ich rodzice, boją się nawet pomyśleć. Normalne rozmowy, relacje, przyjaźnie, które trwają do dziś. Rodzice i bracia nie traktowali jej wyjątkowo, nie trzymali pod kloszem. Choć diagnoza padła tuż po narodzeniu – achondroplasia, to nic tak naprawdę później nie zmieniała.

Justyna chodziła do szkoły publicznej, która dzięki niej stała się integracyjna, jeździła na kolonie, chodziła na imprezy. W Górze (w woj. dolnośląskim) żyło jej się dobrze, skończyła szkołę, zaczęła studia w Lesznie, ale czuła, że jeśli zostanie w rodzinnym mieście, to jej życie zatrzyma się w miejscu. a pragnęła swoją energią i działaniem zmieniać świat. Już wtedy czuła, że to będzie swego rodzaju podatek od ambicji... Bo wiadomo, że gdy się podejmie pełnoetatową pracę, to straci się prawo do renty socjalnej. Pozostając w Górze, Justyna zachowałaby zapewne rentę, pokrywającą praktycznie koszty leczenia, rehabilitacji i specjalistycznego wsparcia, ryzykowałaby jednak popadnięcie w frustrację.
– Inspirując się myślą Helen Keller [amerykańska głuchoniewidoma pisarka, pedagog i działaczka społeczna, żyła w latach 1880–1968 – red.], wierzę, że nie wolno godzić się na pełzanie, gdy czujemy wewnętrzny impuls do lotu. Od początku wybrałam latanie, ale chcę sprawić, by cena za ten lot przestała być „podatkiem od ambicji”.
Przełomowy moment nastąpił w 2003 r. Justyna mówi, że wtedy narodziła się na nowo.
To był rok, w którym trafiła do Krakowa, zaczęła studia uzupełniające i samodzielne życie z dala od domu. Ukończyła studia magisterskie na kierunku pedagogika ogólna na akademii Pedagogicznej im. KEN w Krakowie (obecnie UkeN).
Wracając jednak do rytuałów dnia... Po kawie i śniadaniu z zespołem Justyna zabiera się do tego, co lubi najbardziej – do pracy, ponieważ napędza ją poczucie sprawczości i sensu. Jej obowiązki zawodowe polegają na nadzorowaniu pracy zespołu wykonującego zlecone rekrutacje. Justyna sprawdza, czy stanowiska dostali kandydaci naprawdę kompetentni, w razie potrzeby sama przeprowadza dodatkowe rekrutacje, udziela konsultacji, ale co najważniejsze: zmienia mentalność ludzi. Konieczne, ponieważ rozmowa kwalifikacyjna bardzo często pokazuje, z jakimi stereotypami zmagają się osoby z niepełnosprawnością.
Podajmy przykład Agaty, która skończyła studia ze specjalizacją z matematyki finansowej. Kobieta porusza się na wózku, więc szukała pracy w kategorii niepełnosprawności. Nic dziwnego, że znaleźć jej nie mogła. Była sfrustrowana do tego stopnia, że zaczęła się zastanawiać, po co w ogóle studiowała, skoro oferty pracy są mocno poniżej jej umiejętności. Wtedy spotkała Justynę, która uświadomiła jej, że ma szukać pracy głównie pod kątem kompetencji, nie ograniczając się do ofert dla osób z niepełnosprawnością. Ale oczywiście do tego jest bardzo potrzebne właściwe podejście pracodawcy, zmiana sposobów rekrutacji, zmiana myślenia. Tak tłumaczy to Justyna:
– Poszukiwanie kandydatów powinno skupiać się na kompetencjach, doświadczeniu, wiedzy, umiejętnościach. Szukajcie zatem dobrych pracowników, a w ofercie uwzględniajcie informację, że firma jest zainteresowana również zatrudnianiem osób z niepełno[1]sprawnościami. W ten sposób budujecie konkretną postawę i wyraźnie dajecie informację zwrotną kandydatom, że dopóki nie będą merytorycznie przygotowani, to sam fakt bycia osobą z określonym rodzajem i stopniem niepełnosprawności nie spowoduje zatrudnienia u danego pracodawcy. Bo przecież nie ma zawodu „niepełnosprawny”.
I tego Justyna uczy swoich studentów. W weekendy prowadzi na Uniwersytecie SWPS zajęcia z aktywizacji zawodowej osób zagrożonych wykluczeniem społecznym. Przed pandemią odbywały się one stacjonarnie w Sopocie i Warszawie, a w trakcie pandemii i po niej zostały zajęciami online. Justyna uwielbia edukować, dzielić się wiedzą z przyszłymi doradcami zawodowym, tłumaczyć, że do każdej osoby należy podchodzić indywidualnie, motywować ją i wspierać. to nie są suche wykłady, lecz rozmowy i ćwiczenia poparte przykładami z własnego życia i bogatym doświadczeniem zawodowym.
– Często zadaję moim studentom pytanie, jakie mają pierwsze skojarzenie z osobami z niepełnosprawnością. Ja nie ujawniam od razu swojej niepełnosprawności, na ekranie laptopa jej nie widać, więc odpowiedzi są szczere, nikt nie obawia się, że odbiorę to personalnie. Muszę powiedzieć, że jest coraz lepiej, a obserwuję sytuację od 14 lat. Dawniej pierwsze skojarzenia to była litość, współczucie, a nawet niechęć, teraz często padają słowa, że jest to osoba taka jak my, tylko ze specjalnymi potrzebami. Ktoś, komu jest po prostu trudniej.

Justyna nie szukała dla siebie pracy dla osoby z niepełnosprawnością, chciała po prostu pracować na stanowisku dopasowanym do jej kompetencji.
Pierwsze kroki stawiała w firmie telekomunikacyjnej, przez prawie rok sprzedawała oferty pakietów minut, do dziś to pamięta...: „darmowe wieczory i weekendy”. Powiedziała mi, że ta praca dużo ją nauczyła, bo dzięki niej dziś jest w stanie rozmawiać z każdym, dostosować się do jego poziomu, a nawet tonu głosu. Potrafi doskonale rozwiązywać konflikty, myśli błyskawicznie i ma dar przekonywania. dorabiała wtedy 30 procent do renty socjalnej, ale czuła, że chce zawalczyć o siebie. „Podatek od ambicji” nie dawał za wygraną, marzyła o pracy na cały etat. taką szansę dała jej warszawska Integracja. Wtedy jeszcze działało Centrum Integracja w Krakowie. Justyna dostała pracę początkowo na część, a później – dzięki decyzji Piotra Pawłowskiego (prezesa) i Iwony Parzyńskiej (dyrektor Centrum) – na cały etat. Do dziś pamięta spotkania w stolicy, które jej szef zaczynał od słów: „Zebraliśmy się wokół idei...”.
– Praca w Integracji to była wielka przygoda, która mnie ukształtowała – wspomina Justyna. – Do dziś pamiętam ludzi tam pracujących, na przykład Jankę Graban czy Agnieszkę Sprychę. Nad magazynem „Integracja” czuwała wtedy Zoja Żak. Moja renta socjalna została wtedy zawieszona i tak jest do dziś. Integracja stała się dla mnie punktem odniesienia do późniejszej pracy, nauczyłam się profesjonalizmu, wrażliwości i oddania idei. Pracę w Integracji zakończyłam w 2012 r., po siedmiu pięknych latach.
Obecna praca Justyny też jest dla niej wielkim wyzwaniem. Kończy ją często po 16.00, obiad je zwykle z zespołem, bo uważa, że wzmacnia to poczucie wspólnoty. Po pracy ma czas na zakupy, załatwianie różnych spraw i... nieustanną walkę o dostępność. Jeśli Justyna w miejscu publicznym zauważy brak dostosowań, to pokazuje go światu i domaga się zmiany. Skutecznie. dzięki jej interwencji udało się na przykład obniżyć położenie terminalu płatniczego uruchamiającego bramki do toalety na dworcu w Krakowie. Był za wysoko i Justyna nie mogła zapłacić za usługę. Na swoich profilach społecznościowych nie tylko zmienia ludzką mentalność, ale też pokazuje konkretnie, co i jak trzeba zrobić, by zniknęły bariery.
Co z czasem wolnym? Kraków daje Wiele możliwości. Justyna kocha teatr, kino, ale lubi też spacerować uliczkami w okolicy Rynku.
Te najbardziej znane, jak Floriańska czy Szewska, są oczywiście pełne ludzi, ale wystarczy nieco skręcić z nich w bok i już można delektować się miastem bez tłumu.
Justyna robi wrażenie, jest uśmiechnięta, roztacza niezwykłą aurę. Przyciąga ludzi. Wielokrotnie spotykam ją na konferencjach poświęconych na przykład ekonomii społecznej czy kwestiom dostępności. Jej trafne uwagi i merytoryczne komentarze na długo zapadają w pamięci.
Wieczorem Justyna wraca do swojego mieszkania, które jest oczywiście przystosowane do jej potrzeb: blaty na wysokości 75 cm, nisko umywalka i pantografy meblowe w szafach, lustro umieszczone tak, by mogła swobodnie się przeglądać. Bo to nie jest oczywiste – jeśli spojrzymy na świat oczami Justyny, to w większości miejsc nie będziemy w stanie zobaczyć swojego odbicia, umyć rąk czy nacisnąć włącznika, gdyż znajduje się zbyt wysoko.
Konieczna jest nieustanna walka o dostępność. Tę architektoniczną, ale też coś znacznie ważniejszego – o ustawodawstwo. Odkąd Justyna zaczęła pracę, czeka na reformę orzecznictwa. Było to 20 lat temu... i nadal czeka. Jest jeszcze wiele rzeczy, które muszą się zmienić, aby żyło się prościej.
Wieczorem Justyna lubi oglądać programy publicystyczne, co zostało jej z dzieciństwa. Rodzice byli zaangażowani społecznie i jak mówi: lubi wiedzieć, co dzieje się w Polsce i na świecie. Media wciąż kształtują opinie ludzi, szczególnie w małych miejscowościach, dlatego tak ważna jest narracja dotycząca niepełnosprawności. W tej kwestii dużo jest jeszcze do zrobienia. Ważne, by pokazywać możliwości, udowadniać, że osoby z niepełnosprawnością mogą być na kierowniczych stanowiskach, mogą zarządzać ludźmi, że warto patrzeć na ich zasoby, a nie ograniczenia. dla trudności zawsze znajdzie się rozwiązanie, ważne są kompetencje. Musi się jednak toczyć praca u podstaw. Już w szkole nauczyciele powinni wyłapywać mocne strony dzieci z niepełnosprawnością, zachęcać je do wybrania odpowiedniego kierunku szkoły i studiów. Ważne jest też wsparcie rodziny, żeby pozwolono im żyć po swojemu, spełniać marzenia.
– Pamiętam – wspomina Justyna – jak mama zareagowała na mój samodzielny wyjazd 400 km od domu. Widziałam, że bardzo się bała, ale nie powiedziała mi: „Nie dasz rady”. Nie zabroniła jechać. Wspierała mnie w każdej decyzji. To było bardzo dobre.
Noc jak zawsze jest dla Justyny za krótka, bo - jak już wiemy - lubi spać. Zapomniałam już, że w ciągu dnia prowadzi mnóstwo rozmów, udziela porad, pisze artykuły i udziela się społecznie. Nieustannie też płaci swój podatek od ambicji.
– Od dwóch dekad funkcjonuję poza systemem świadczeń, bo wybrałam aktywność. Przez 20 lat koszt mojej decyzji o aktywności zawodowej wyniósł łącznie około 230 tys. zł. To finansowy koszt mojego rozwoju, do którego należy doliczyć codzienne wydatki wynikające z rehabilitacji i życia z niskorosłością. Zapłaciłam tę cenę świadomie, bo nie chciałam być jedynie „biorczynią”. Zresztą nie po to skończyłam studia, aby dyplom schować do szuflady.
Często słyszę: „Justyna, po co to robisz? Chce ci się?”. Ale równocześnie i takie słowa: „Wow, jak dobrze, że o tym mówisz i otwierasz nam oczy”.
Justyna Cuże – ekspertka HR, mentorka, inspiratorka, ekspertka w obszarze dostępności, rynku pracy i włączających procesów rekrutacyjnych. od 20 lat pracuje na styku HR, biznesu i zmian systemowych. Zmienia oblicze rynku pracy, łącząc świat HR z potrzebami osób z niepełnosprawnością. Jako ekspertka ds. włączających procesów rekrutacyjnych pomaga firmom dostrzegać potencjał tam, gdzie inni widzą bariery. Specjalizuje się w doradztwie z zakresu dostępności oraz optymalizacji zatrudnienia. Jej praca to połączenie merytoryki, znajomości przepisów i osobistego doświadczenia. Współpracowała z wieloma firmami, instytucjami oraz organizacjami pozarządowymi działającymi na rzecz osób z niepełnosprawnością. Wierzy, że inkluzywność to klucz do budowania nowoczesnych zespołów, dlatego edukuje i inspiruje liderów do wdrażania zmian, które służą wszystkim. Jako mentorka i inspiratorka pokazuje, że dostępność to nie wizerunek, lecz element dojrzałego i odpowiedzialnego zarządzania.
Monika Meleń – dziennikarka telewizyjna i radiowa, reżyserka, społeczniczka, autorka filmów dokumentalnych, reportaży i felietonów o tematyce społecznej, zdobywczyni wielu nagród w Polsce i za granicą.
Artykuł pochodzi z numeru 2/2026 magazynu „Integracja”.
Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.






