Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pracuje nad projektem ustawy, który ma gruntownie zmienić funkcjonowanie Warsztatów Terapii Zajęciowej (WTZ). Celem jest zwiększenie aktywności zawodowej osób z niepełnosprawnościami i wprowadzenie rotacji uczestników. Proponowane zmiany budzą obawy m.in. opiekunów osób z niepełnosprawnością intelektualną, uczęszczających do WTZ. 

Opiekunowie boją się, że ich podopieczni stracą one często jedyne miejsce, gdzie mogą spędzać czas, uczyć się nowych rzeczy i rozwijać umiejętności społeczne. Dla nich brak możliwości uczęszczania do WTZ-ów oznacza zamknięcie w czterech ścianach. 

Projekt o numerze UD348, za który odpowiadał wiceminister Łukasz Krasoń, Pełnomocnik Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych, ma zostać przyjęty przez Radę Ministrów w I kwartale 2026 roku. Nowe przepisy opierają się na wnioskach z pilotażowego programu „Aktywni niepełnosprawni”, który obnażył słabości obecnego systemu.

Diagnoza: Zgoda co do biurokracji, spór o metody

Analiza rządowa wskazuje wprost: w wielu WTZ zbyt dużą rolę przywiązuje się do „tradycyjnie ukształtowanego podziału na pracownie wspierające rehabilitację społeczną”, a zbyt małą do realnego zbliżenia uczestników do rynku pracy. Problemem jest niska rotacja – według danych PFRON w wielu województwach ponad połowa uczestników przebywa w warsztatach dłużej niż 8 lat.

Rząd chce to zmienić poprzez standaryzację diagnozy oraz ułatwienie procedur przyjęć. Tu środowisko jest zgodne.

– Na aprobatę zasługuje uproszczenie i racjonalizacja systemu ocen poprzez odejście od obowiązkowych ocen półrocznych oraz uregulowanie zasad przyjmowania uczestników, w tym rezygnacja z zapisu o konieczności posiadania wskazania do terapii zajęciowej – wskazuje Andrzej Grzeszczyk, Członek Prezydium Ogólnopolskiego Forum Warsztatów Terapii Zajęciowej.

Wtóruje mu Tatiana Kossakowska, kierownik WTZ Stowarzyszenia Otwarte Drzwi: – Zniesienie obowiązku posiadania w orzeczeniu wskazania do terapii zajęciowej to bardzo dobry pomysł. Ten warunek przyjęcia był kłopotliwy i wiele osób rezygnowało z kandydowania do naszego WTZ, bo nie miały tego w orzeczeniu.

Kość niezgody: Czy limit 6 lat ma sens?

Największe kontrowersje budzi propozycja ograniczenia czasu pobytu w warsztacie. Zgodnie z projektem, „trzykrotna kompleksowa ocena realizacji indywidualnego programu rehabilitacji kończy uczestnictwo osoby niepełnosprawnej w warsztacie”. W praktyce oznacza to maksymalnie sześć lat i sześć miesięcy pobytu.

Tutaj opinie praktyków drastycznie się różnią. Część z nich popiera ten kierunek, wskazując na zjawisko stagnacji. – To jest dobry pomysł, obligatoryjne skreślanie z listy uczestników po 6 latach – ocenia Tatiana Kossakowska. – Od lat obserwujemy, że pobyt w naszym WTZ dłużej niż 4-5 lat najczęściej nie przynosi już efektów rehabilitacyjnych.

Zupełnie inne zdanie ma jednak Andrzej Grzeszczyk, który w imieniu Ogólnopolskiego Forum WTZ punktuje zagrożenia tego rozwiązania. – Rozwiązanie to nie uwzględnia zróżnicowanych potrzeb oraz indywidualnego tempa funkcjonowania osób z niepełnosprawnościami, w szczególności osób z niepełnosprawnością intelektualną czy zaburzeniami psychicznymi – alarmuje Grzeszczyk.

Ekspert podkreśla, że dla wielu osób WTZ to jedyna stabilna forma wsparcia, a rehabilitacja ma tam charakter ciągły, ukierunkowany nie na „wyjście z systemu”, lecz na utrzymanie funkcjonowania lub spowolnienie regresu. – W praktyce wprowadzenie sztywnego limitu może prowadzić do przymusowego opuszczania WTZ przez osoby, które nadal wymagają terapii, przy braku realnych alternatyw. Sześć lat jako uniwersalny okres rehabilitacji należy uznać za rozwiązanie abstrakcyjne i niemożliwe do zastosowania – dodaje Grzeszczyk.

Pułapka „powrotu” i dylematy moralne

Projekt zakłada wprowadzenie tzw. „miękkiego lądowania”. Uczestnik, który podejmie pracę, będzie miał prawo do powrotu do WTZ w przypadku niepowodzenia. Jednak mechanizm ten budzi wątpliwości zarówno finansowe, jak i etyczne.

Tatiana Kossakowska ostrzegała, że obniżanie dofinansowania na „puste miejsce” nie zachęca do trzymania go dla absolwenta. Z kolei Andrzej Grzeszczyk zwraca uwagę na inny, ludzki wymiar tego problemu. Jeśli warsztat przyjmie kogoś nowego na miejsce osoby próbującej sił w pracy, powstaje konflikt.

– Przyjmowanie nowego uczestnika na miejsce osoby czasowo podejmującej pracę, ze świadomością, że po kilku miesiącach będzie on musiał opuścić warsztat w związku z powrotem byłego uczestnika, należy uznać za rozwiązanie niemoralne i sprzeczne z zasadą podmiotowego traktowania osób z niepełnosprawnościami – twierdzi Andrzej Grzeszczyk.

Ekspert przypomina, że środowisko WTZ wypracowało własne standardy: możliwość próby pracy przez 4 miesiące z zachowaniem miejsca w WTZ, co dawało poczucie bezpieczeństwa bez konieczności podejmowania „etycznie wątpliwych” decyzji organizacyjnych.

Nadzieja w praktykach

Mimo różnic w ocenie limitów czasowych, obie strony dyskusji pozytywnie oceniają nacisk na praktykę. – Wzmocnienie elementów rehabilitacji zawodowej, w szczególności poprzez praktyki zawodowe i staże, może realnie poprawić szanse części uczestników na rynku pracy – podsumowuje Grzeszczyk.

Prace nad ustawą trwają. Ostateczny kształt przepisów poznamy prawdopodobnie w 2026 roku. Kluczowe pozostaje pytanie: czy ministerstwo wysłucha głosów ostrzegawczych płynących ze środowiska, które obawia się, że wylanie dziecka z kąpielą pozbawi wsparcia tych, dla których rynek pracy pozostaje nieosiągalny.