„Trzydziestka to druga młodość” – tymi słowami chciałam rozpocząć dzisiejszy felieton, jednak w mojej głowie odezwały się liczne głosy. Poprawność polityczna i zmęczenie kultem młodości, który obserwujemy wszędzie wokół, każe mi wypluć te słowa i je rozjechać. Młodość i starość to przestarzałe hasła, bo w naszych czasach, jak nigdy dotychczas, gorące sześćdziesiątki przypominają dwudziestolatki, panie noszą mini niezależnie od wieku, a trzydziestolatki śmieją się na Instagramie, że stare to już były.

Trzydziestka to trzydziestka! Pierwsza, druga, kolejna. Młodość, wiek średni, starość. Biologii nie oszukam, lecz w tym całym wyścigu za młodością nie o biologię chodzi, lecz o to, jak czujemy się w swoim ciele. Od zadowolonej z siebie kobiety w wieku 50 lat nigdy nie słyszałam, że chciałaby znów mieć 20 lat. Wręcz przeciwnie: 20 lat to najgorszy wiek, bo człowiek nie wie, kim jest, i popełnia wiele błędów. Dopiero z czasem nadchodzi zrozumienie swoich potrzeb, akceptacja trudności i uwielbienie dla życia takiego, jakim właśnie jest.

Tak mówią. Bo choć chciałabym być tutaj naturalną optymistką, to codziennie moje ciało przypomina mi, że czas jednak płynie. A ja, mając 29 lat, płakałam ze strachu przed tą magiczną granicą 30 lat. I spodziewam się, że za kilka lat będę równie spanikowana, gdy czterdziestka zapuka do moich bram. Bo możemy kochać siebie i czuć się dobrze w swoim ciele, ale zegar tyka. I choć ładnie i modnie napisałam, że nie o biologię tu chodzi, lecz o samoakceptację, to biologia potrafi srogo pokrzyżować nam plany.

Biologia odbiera sprawność, dokłada zmarszczek, obciąża barki zmęczeniem. I możemy mieć botoks na twarzy, filtry na Instagramie i najlepszych lekarzy, ale czasu nie oszukamy. Choć ja wciąż lubię oszukiwać siebie, tłumacząc sobie, że wciąż jestem piękna i sprawna jak piętnaście lat temu. Zmarszczki podobno rodzą się z trosk, a ja nie lubię ich sobie dokładać tam, gdzie drobnym oszustwem z łatwością poprawiam swój nastrój.

Lubię pracować z młodymi. Kolejne słowo do skreślenia, bo definiowanie ludzi przez wiek jest równie niedopuszczalne, co pokazywanie w telewizji obwisłej skóry. Zatem: lubię pracować z młodszymi od siebie. Im większa różnica wieku, tym ciekawsze spotkanie generuje. Jeszcze niedawno śmiałam się, że „młodzi nie wiedzą, co to VHS”. Niedawno z przerażeniem odkryłam, że płyta CD jest im równie obca. Technologia jest niezwykłym wyznacznikiem czasu, ba!, nawet o niej mówimy, że się zestarzała. O kobiecie nie wypada.

Mężczyźni starzeją się jak dobre wino.

W trakcie jednych z warsztatów, które prowadziłam z bardzo pozytywną mężatką, wiekowo – nie mam pojęcia, jak bardzo ode mnie odległą – uczniowie technikum pracowali z kołem tożsamości. Najpierw musieli wybrać z listy cech te, które najbardziej do nich pasują. Wszyscy byli sprawni, szczupli, wysportowani. Następnie otrzymali zadanie: wyobraź sobie, jak wypełnisz to koło za 50 lat. Nagle ich poziom wysportowania spadł o kilka punktów. O sprawności mówili dość otwarcie – może być niższa, bo wypadki chodzą po ludziach. Nie wydawali się tym przejęci. Czas i tak upłynie, a idea carpe diem wciąż ma się dobrze. Podoba mi się to podejście. Ktoś powie, że jest nieodpowiedzialne, idealistyczne, i zapewne będzie miał rację. Ale nigdy nie lubiłam zbytnio wybiegać w przyszłość. Zresztą doskonale wiem, że za dziesięć lat będę kimś zupełnie innym – charakter ewoluuje, a doświadczenia nas budują. Podoba mi się ta niepewność; starsza osoba, którą się stanę, budzi moją ciekawość.

Jedno jest pewne: młodsza już nie będę, ale młodo czuć się będę zawsze, choć znów – wychowana w kulcie młodości – na piedestale odruchowo postawiłam wiek. Poprawię się więc: młodsza już nie będę, ale dobrze czuć się będę zawsze. Napędza mnie ciekawość życia.

A botoks? Jedni uśmierzają nim lęk przed upływem czasu, inni z jego pomocą walczą z bólem w ciele. Mnie przeraża idea zamrażania mięśni – może dlatego, że SMA już mi ich sporo odebrało. Zresztą zmarszczki już mam – te od śmiania się, bardzo je lubię. I od mrużenia oczu, bo kocham wystawiać twarz do słońca.


Sylwia Błach – pisarka, programistka, influencerka, przedsiębiorczyni, osoba z niepełnosprawnością ruchową. Autorka licznych powieści i opowiadań, m.in. thrillera psychologicznego Pokój krwi i leksykonu istot fantastycznych dla dzieci Wampiry, potwory, upiory i inne nieziemskie stwory. Pojawiła się na okładce „Integracji” w numerze o kulturze (5/2020). Zawodowo tworzy sklepy i strony internetowe. W 2017 r. znalazła się w I edycji Listy Mocy, publikacji wydanej przez Integrację, z sylwetkami 100 najbardziej wpływowych Polek i Polaków z niepełnosprawnością. W nr 1/22 magazynu „Forbes Women Polska” znalazła się na liście 22 kobiet, które warto obserwować. Jej najnowsza książka dla dzieci, Nie znajdziesz mnie po śladach stóp – w formie rozmowy między ciekawską sześciolatką a jej niepełnosprawną dorosłą przyjaciółką – opowiada o urokach i trudnościach życia na wózku.

Więcej: sylwiablach.pl, instagram.com/sylwia.blach.

Artykuł pochodzi z numeru 3/2026 magazynu „Integracja”. 

Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.