Pociąg do Gdyni ruszył w niedzielę. Przedziały zapełniły się rodzinami z dziećmi.  Zanim każdy znalazł swoje miejsce, upłynęło sporo czasu. Trzeba było rozmieścić  ciężkie walizki i przede wszystkim pomóc najmłodszym pasażerom poradzić sobie z trudnymi emocjami. Ułatwiły to trochę smakołyki rozdawane dzieciom przez kadrę wyjazdu ze Stowarzyszenia „SOS Wioski Dziecięce w Polsce”. Właśnie ta organizacja, razem ze Stowarzyszeniem Mudita, zorganizowała turnus terapeutyczno-wypoczynkowy w Nowęcinie – Łebie nad jeziorem Sarbsko dla 20 ukraińskich rodzin z dziećmi z wyzwaniami rozwojowymi i z niepełnosprawnością. 

Ja również byłem w tym pociągu, aby jako wolontariusz wspierać ludzi, których niełatwe życie zamieniło się w ostatnich latach w walkę o przetrwanie.

-Nie tylko są oni rodzicami dzieci z wyzwaniami rozwojowymi i z niepełnosprawnością,  ale znaleźli się w innym kraju, gdzie 
obowiązują inne przepisy, inne realia. Muszą mierzyć się z szeregiem trudności i wyzwań – tłumaczy Olena, psycholog ze Stowarzyszenia „SOS Wioski Dziecięce w Polsce”.

Wskazuje, że oprócz typowych problemów rodziców dzieci z wyzwaniami rozwojowymi i z niepełnosprawnością ukraińscy rodzice zmagają się też z poczuciem niepewności, które towarzyszy każdemu uchodźcy. 

– Nie wiedzą, czy i kiedy wrócą do ojczyzny i jak będzie ona wyglądać po wojnie, której końca wciąż nie widać. Wiele osób po prostu nie ma dokąd wrócić, bo ich domy już nie istnieją – zaznacza Olena.

Pierwsze spotkanie wolontariusz i uczestników turnusu w sali gimnastycznej.

Pierwsze spotkanie wolontariuszy i wspieranych przez nich uczestników turnusu.

Całe życie w jednej walizce 

Gdy zaczęła się wojna w Ukrainie w lutym 2022 r., nie mieli wyboru. Trzeba było zabrać dzieci, najpotrzebniejsze rzeczy i jak najszybciej uciekać. Współczesna wojna to nie tylko ostrzał artyleryjski, ale też rakiety dalekiego zasięgu i drony, groźne nawet daleko za linią frontu. Proszę sobie wyobrazić godziny spędzone w piwnicy, podczas gdy bomby i szahedy równają okolicę z ziemią. A teraz wyobraźmy sobie bycie mamą na przykład  dziecka ze spektrum autyzmu lub niepełnosprawnością intelektualną, dla którego każdy wybuch jest podwójnym cierpieniem. Do tego dochodzą ograniczenia w systemowej pomocy ze strony państwa i zmniejszające się wsparcie, które oferowały m.in. organizacje pozarządowe.

– Byliśmy zrozpaczeni i załamani. Całe nasze życie musiało zmieścić się w jednej walizce, którą można  było unieść w jednej ręce, bo drugą trzymałam autystycznego syna. Nie było czasu na zastanawianie się  – po prostu trzeba było ratować siebie i dziecko, a to oznaczało porzucenie dotychczasowego życia i rozpoczęcie nowego w Polsce – opowiada Natalia, mama Oleksandra, chłopca w spektrum autyzmu,  jednego z uczestników turnusu w Łebie.

Dla dzieci z niepełnosprawnością i wyzwaniami rozwojowymi, zwłaszcza tych z niepełnosprawnością intelektualną i w spektrum autyzmu, których na turnusie było najwięcej – taka rzeczywistość jest prawdziwym koszmarem. Codzienną z trudem zachowywaną rutynę zastąpiły ciągłe wybuchy i ewakuacje. Zamiast szkoły, terapii i rehabilitacji – szybkie ucieczki do piwnicy i czekanie, aż atak i zagrożenie się skończy. To w pełni zrozumiałe, że te rodziny za wszelką cenę chciały i musiały uciec z ogarniętego wojną kraju.

Uczestnicy turnusu podczas wycieczki na wydmach.

Wspólna wycieczka na piaszczyste wydmy.

Z mamą tylko raz na pół roku 

Jedną z najmłodszych uczestniczek turnusu w Łebie była kilkuletnia Ewa, rezolutna i uśmiechnięta dziewczynka w okularach. Gdy po raz pierwszy trafiła z rodziną do Polski, była jeszcze w pieluszkach. Mieszkała wtedy z rodziną w Charkowie, na wschodzie Ukrainy, który od początku wojny jest stałym celem rosyjskich ataków.

Na początku wojny wszyscy wyjechali do Polski, bo w tamtych trudnych tygodniach nie wiadomo było, czy za kilka dni na ulice miasta nie wjadą rosyjskie czołgi. Przyjechali dosłownie w tym, co mieli na sobie,  z dokumentami w kieszeniach, z niewielką ilością  jedzenia w bagażu, kilkoma rzeczami na przebranie i paczką pieluch dla Ewy. Babcia dziewczynki wspomina tłumy ludzi uciekających z ostrzeliwanego miasta, nieoświetlony w obawie przed bombami pociąg zapchany pasażerami, dla których  już na granicy czekała ciepła  herbata i jedzenie od polskich  wolontariuszy.

Po pewnym czasie rodzinie udało się znaleźć dach  nad głową i upragniony spokój. Jednak wojna trwa nadal, a z nią niepewność, co będzie dalej. Gdy mamie dziewczynki skończył się urlop macierzyński, musiała wrócić do pracy  w Ukrainie. Ewa była jeszcze zbyt mała, aby zostać na dłużej bez mamy. Dlatego rodzina podjęła dramatyczną decyzję o powrocie do kraju. Cały rok 2023 żyli w ostrzeliwanym mieście, co odbijało się na stanie zdrowia dziewczynki. Ewa powróciła więc do Polski, do Krakowa, ale tylko z babcią. Tata jest na linii frontu, a praca mamy wiąże się z tym, że przepustkę na spotkanie z córką otrzymuje raz na pół roku.

Wioski SOS zdają egzamin

Historia trzech uczestników turnusów – niewidomych chłopców w spektrum autyzmu – jest kolejnym  dowodem na to, że to, co dobre w Polsce i Polakach, najlepiej widać w Laskach (gmina Izabelin, powiat warszawski zachodni), gdzie od 2023 r. na terenie Towarzystwa Opieki nad Niewidomymi działa Centrum Specjalistyczne SOS prowadzone przez Stowarzyszenie „SOS Wioski Dziecięce w Polsce”. Beneficjentami tego ośrodka diagnozy i terapii są Ilja, Tymofiej i Andrij. 

To właśnie im towarzyszyliśmy –wraz z psycholożką z „SOS Wiosek Dziecięcych” i wolontariuszem Michałem – gdy ich mamy odpoczywały na turnusie.  Andrij to oaza spokoju, lubi ciszę i umiarkowany wysiłek  fizyczny. Dlatego bardzo cieszył się z naszych spacerów  nad morze lub jezioro. Choć pogoda nie sprzyjała  kąpielom, to samo zanurzenie dłoni w Bałtyku było dla niego wielkim przeżyciem.

– Mieszkaliśmy na osiedlu otoczonym przez fabryki, które systematycznie były niszczone podczas kolejnych nalotów — wspomina mama Andrija. – Kolejnym powodem naszego wyjazdu było też to, że już na początku wojny jedyna tyflopedagożka w Łucku zabrała swoich uczniów  i wyjechała za granicę. Przez kilka miesięcy to ja byłam nauczycielką dla swojego syna – po prostu nie miałam  innego wyjścia. Z czasem jednak warunki w ostrzeliwanym mieście stały się zbyt trudne. Dlatego w październiku wyruszyłam z Andrijem do Polski – dodaje.

Mama Andrija to energiczna i silna kobieta, bardzo mocno związana ze swoim synem – dla niego jest  w stanie zrobić wszystko. Kolegą ze szkoły Andrija jest Ilja, nastoletni miłośnik tańca i polskiego hip-hopu. Jego wolontariuszem został Michał. Choć nie miał wcześniej styczności z osobami z tak poważną niepełnosprawnością, to z Ilją od razu stali się nierozłącznymi przyjaciółmi. Razem spacerowali, słuchali muzyki, a nawet tańczyli do ulubionych piosenek Ilji. Chłopiec, który przyjechał z rodzicami zatłoczonym do granic możliwości pociągiem ewakuacyjnym z rodzinnego Zaporoża, znalazł na turnusie prawdziwą przyjaźń, a jego rodzice – możliwość wytchnienia.

Podczas odbywającego się każdego wieczoru na turnusie kręgu wolontariuszy psycholożka opowiedziała, że jedna z mam niewidomych chłopców wyjawiła jej, iż jej syn, który na co dzień mówi półsłówkami i niechętnie odpowiada nawet na pytanie o to, co było w szkole, teraz rozpromieniony opowiadał jej po jednym z nadbałtyckich spacerów, że cudownie było nad morzem i świetnie bawił się z wolontariuszami.

Matki wypiękniały, a ojcowie zintegrowali się ze swoimi dziećmi

Turnus w Łebie zakończył się w przedostatni dzień wakacji. Przed ośrodek podjechał autokar, który zawiózł  rodziny na dworzec kolejowy. Tym razem w pociągu panowała inna atmosfera. Ludzie byli pełni radości,  żartowali i wymieniali się kontaktami oraz wspomnieniami z wyjazdu. I wracało nas więcej,  niż przyjechało — jedna z rodzin adoptowała bowiem 
trzy półdziko żyjące w ośrodku koty.

– Niesamowite było dla mnie to, jak te matki piękniały z każdym dniem. Na początku przygaszone, milczące, o smutnych i zmęczonych twarzach, na koniec wyjazdu były roześmiane, żartujące, miały błyszczące oczy – opowiada Olga Ślepowrońska, prezeska Mudity, która współorganizowała turnus.

– Dla ojców było to często pierwsze doświadczenie przebywania tak długo  z dzieckiem, bo na co dzień ciężko pracują. W związku z tym pojawiały się różne emocje: od większego zrozumienia swoich żon, przez dezorientację, aż po refleksje na temat doświadczeń rodzinnych i traumy pokoleniowej, której kolejną odsłoną jest trwająca wojna. Nie da się tak po prostu wyłączyć traumy wojennej, zapomnieć o spadających na rodzinne miasto bombach, o bliskich, których już nie ma, ponieważ zginęli na froncie lub we własnych domach – dodaje prezeska Mudity. 

– Pojawienie się dziecka z niepełnosprawnością jest  radykalnym doświadczeniem, wywracającym życie do góry nogami. Część z tych rodzin zdążyła już to życie poukładać i odnaleźć się w nowej rzeczywistości.  Mamy – często świetnie wykształcone – porzuciły pracę, a ich mężowie poświęcili się walce o byt. I tę kruchą stabilność obrócił w pył wybuch wojny.

W pociągu współpasażerka w średnim wieku, wyraźnie zirytowana obecnością dzieci z niepełnosprawnością, w dodatku mówiących po ukraińsku, zaczęła wygłaszać z emfazą tyrady na temat tego, jak to uchodźcy przejmują jej kraj, aprzynajmniej przedział w pociągu.

– Przykro mi z powodu niedogodności, której doświadczyła ta pani, ale mam nadzieję, że dalsza podróż minęła jej już spokojniej – mówi Olga Ślepowrońska. – Od siebie dodam – a pracuję z uchodźcami od lat – że nikt z własnego kraju dla przyjemności nie wyjeżdża, i te dzieci, ich mamy oraz ojcowie chętnie wróciliby do siebie. Tylko teraz u siebie mają spadające na głowę bomby i gruzy zamiast domów. To trochę większa „trudność” niż wokalizujący po ukraińsku autystyczny współpasażer.


Centrum Specjalistyczne SOS w Laskach i podobne Centrum SOS w Krakowie zapraszają rodzin ukraińskie z dziećmi z niepełnosprawnościami i z wyzwaniami neurorozwojowymi do zgłaszania się po specjalistyczną pomoc do psychologa, logopedy, terapeuty integracji sensorycznej i fizjoterapeuty. Nasi specjaliści komunikują w pracy z dzieckiem w języku ukraińskim i polskim. Pomoc jest bezpłatna dzięki darczyńcom. W 2026 r. planujemy uruchomienie działań diagnostycznych i terapeutycznych w Warszawie. Planujemy także kontynuować ofertę turnusów terapeutyczno-wypoczynkowych w przyszłym roku. Szczegóły oferty Centrów SOS dla rodzin ukraińskich: wioskisos.org/centrum-sos-laski-ukr. 


Artykuł pochodzi z numeru 4/2025 magazynu „Integracja”. Jego głównym tematem są kryzysy, zagrożenia, katastrofy...  

Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.

 Okładki numeru 4 numeru Integracji z 2025 roku. Jego tematem są kryzysy, katastrofy i zagrożenia. Na jednej jest Magdalena Sipowicz, kobieta z protezą nogi, a na drugiej Bartosz Urbaniak, młody mężczyzna chodzący o balkoniku, który trzyma w ręku rulon z napisem Paszport życia.