Jeździcie do sanatoriów i uzdrowisk? Pewnie wielu z Was przynajmniej raz korzystało z takiego wyjazdu albo ma w rodzinie kogoś, kto regularnie jeździ „do wód”. A zastanawialiście się kiedyś, skąd właściwie wziął się model zorganizowanego wypoczynku i leczenia, który znamy do dziś? Jak wyglądały domy wczasowe kilkadziesiąt lat temu, kto mógł z nich korzystać i czy rzeczywiście wszyscy odpoczywali na takich samych zasadach?
O tym właśnie opowiada Błażej Ciarkowski w książce „Remontownia ciał i dusz. Domy wczasowe i sanatoria w PRL-u”, wydanej w 2026 roku przez Wydawnictwo Czarne. To nie tylko opowieść o architekturze, choć budynki, ich projekty i otoczenie zajmują w niej ważne miejsce. To przede wszystkim historia społeczna wypoczynku: sposobu, w jaki państwo próbowało nauczyć obywateli odpoczywać, leczyć się i spędzać wolny czas.
Ciarkowski jest architektem i historykiem sztuki, związanym z Uniwersytetem Łódzkim. Zajmuje się przede wszystkim architekturą powojenną, modernizmem oraz relacjami między architekturą i polityką. Jest autorem m.in. książek „Odcienie szarości. Architekci i polityka w PRL-u” czy „Słowo architekta. Opowieści o architekturze Polski Ludowej”. Nic więc dziwnego, że również „Remontownia ciał i dusz” patrzy na PRL poprzez miejsca i budynki, ale jednocześnie pokazuje, jak bardzo architektura jest zapisem społecznych ambicji, politycznych decyzji i codziennych nierówności.
Odpoczynek trzeba było najpierw wymyślić
Jedna z ciekawszych rzeczy, które pokazuje Ciarkowski, dotyczy samego pojęcia urlopu. Dziś traktujemy go jako coś oczywistego. Tymczasem w pierwszych powojennych latach trzeba było dopiero oswoić społeczeństwo z przekonaniem, że człowiek pracujący powinien nie tylko pracować, ale również odpoczywać.
Państwo tworzyło więc cały system wypoczynku: sanatoria, domy wczasowe, zakładowe ośrodki, kolonie dla dzieci. Odpoczynek zaczynał być postrzegany jako część polityki społecznej, a nie wyłącznie luksus dostępny dla najzamożniejszych. W tym sensie był to prawdziwy przełom. Życie nie miało się już sprowadzać wyłącznie do pracy, a czas wolny powoli stawał się prawem, a nie przywilejem.
I właśnie tutaj książka zaczyna robić się szczególnie interesująca, bo daleko jej do prostej nostalgii za PRL-em.
Z jednej strony trudno nie pomyśleć: „to se ne vrati”. Pracodawcy posiadali własne ośrodki wypoczynkowe, organizowali wyjazdy dla pracowników, dzieci jeździły na zakładowe kolonie, a urlop nie zawsze oznaczał konieczność samodzielnego znalezienia noclegu i zapłacenia za niego pełnej ceny. System miał zapewniać regenerację ludziom, których praca była jego podstawą.
Z drugiej strony szybko okazuje się, że ten obraz wymaga wielu dopowiedzeń.
Partyjny aktyw, robotnik i kaowiec
„Remontownia ciał i dusz” pozwala zajrzeć do środka świata, który z dzisiejszej perspektywy bywa przedstawiany albo jako wakacyjna idylla, albo jako zbiór siermiężnych absurdów.
Dowiadujemy się więc, jak wypoczywał partyjny aktyw, a jak zwykły robotnik. Kim był kaowiec, czyli instruktor kulturalno-oświatowy, odpowiedzialny za organizowanie czasu wolnego wczasowiczów. Jak wyglądały stołówki, wycieczki, dancingi i obowiązkowe atrakcje. Co pisano w skargach i na co narzekali wypoczywający. Autor pokazuje, że życie w domu wczasowym nie zawsze przypominało pocztówkę z wakacji.
Nie wszystkie ośrodki miały dobre wyposażenie. Nie wszędzie znajdowały się baseny, rozbudowane zaplecze sportowe czy choćby sensowna oferta kulturalna. Ambitne założenia systemu zderzały się z niedoborami, prowizorką i realiami gospodarki PRL.
Jeszcze ważniejszy jest jednak drugi problem: dostępność tych miejsc nie była równa.
Najlepsze ośrodki pozostawały domeną ludzi znajdujących się wysoko w hierarchii. Inaczej wypoczywała partyjna wierchuszka i oficjele, inaczej szary pracownik zakładu. System głosił powszechność wypoczynku, ale jednocześnie reprodukował podziały społeczne. Jedni otrzymywali możliwość regeneracji w najlepszych warunkach, inni musieli zadowolić się tym, co akurat było dostępne.
Dlatego książka Ciarkowskiego jest również opowieścią o nierówności ukrytej pod hasłem równości.
Architektura wypoczynku
Szczególnie ciekawy jest architektoniczny wymiar tej historii. PRL był czasem intensywnego budowania infrastruktury służącej zdrowiu, wypoczynkowi i rozrywce. Architekci projektowali ogromne kompleksy, sanatoria i domy wczasowe, próbując wpisać je w krajobraz i dostosować do specyfiki miejsca.
Inaczej projektowano obiekty w górach, gdzie znaczenie miały m.in. spadziste dachy, ukształtowanie terenu i warunki klimatyczne, inaczej nad morzem, gdzie architektura miała otwierać się na krajobraz, światło, powietrze i rekreacyjny charakter miejscowości.
Budynki miały nie tylko zapewniać łóżko i wyżywienie. Były częścią większego pomysłu na „naprawę” człowieka: jego zdrowia, kondycji, a czasem również sposobu spędzania wolnego czasu. Stąd trafny tytuł książki — „remont” dotyczył zarówno ciała, jak i duszy.
Wiele z tych budynków stoi do dziś. Jedne zostały przebudowane, inne niszczeją, jeszcze inne funkcjonują nadal, choć ich pierwotna rola i otaczający je system dawno zniknęły. Stają się reliktami nie tylko określonej estetyki architektonicznej, ale całego sposobu myślenia o pracy, zdrowiu i wypoczynku.
Bez nostalgii i bez łatwych ocen
Dużą zaletą „Remontowni ciał i dusz” jest właśnie niejednoznaczność. Nie jest to książka z tezą, że „kiedyś było lepiej”. Nie jest również katalogiem absurdów PRL.
Ciarkowski pokazuje coś znacznie ciekawszego: system, który z jednej strony rzeczywiście poszerzał dostęp do wypoczynku i uznawał go za potrzebę społeczną, a z drugiej pozostawał pełen hierarchii, nierówności, niedoborów i przywilejów.
Dlatego podczas czytania bardzo łatwo przejść od historii do współczesności.
Co właściwie zostało dziś z przekonania, że pracodawca powinien mieć udział w zapewnianiu pracownikowi możliwości odpoczynku i regeneracji?
Czy „wczasy pod gruszą”, funkcjonujące w ramach zakładowego funduszu świadczeń socjalnych tam, gdzie taki fundusz działa, są dalekim echem tamtego sposobu myślenia? Czy prywatny pakiet medyczny oferowany jako benefit pracowniczy jest dzisiejszą odpowiedzią na ideę dbania o zdrowie pracownika? A może ciężar organizowania wypoczynku został już niemal całkowicie przeniesiony na samych pracowników?
I wreszcie: czy system, w którym zakład pracy posiadał własny ośrodek wypoczynkowy, organizował kolonie dla dzieci pracowników i współfinansował urlopy, mógłby jeszcze kiedykolwiek powrócić? A jeśli tak — ile musiałoby się zmienić w naszym myśleniu o pracy?
„Remontownia ciał i dusz” jest więc opowieścią o czasach, które raczej nie wrócą, ale niekoniecznie o pytaniach, które straciły aktualność. Przeciwnie. Książka przypomina, że sposób, w jaki społeczeństwo organizuje odpoczynek, mówi bardzo dużo o tym, jak rozumie pracę, zdrowie, równość i odpowiedzialność państwa oraz pracodawców za jakość życia ludzi.
I być może właśnie dlatego historia sanatoriów, domów wczasowych i zakładowych kolonii okazuje się dziś znacznie bardziej współczesna, niż można byłoby przypuszczać.





