Wchodząc do przychodni, pacjent ma nadzieję, że pielęgniarka przywita go z uśmiechem i pomoże pokonać jego obawy, rozwieje wątpliwości. Że lekarz poświęci mu czas i uwagę, a do tego będzie nieomylnym diagnostą, wybitnym specjalistą i sympatycznym człowiekiem o wielkiej cierpliwości i umiejętności prostego przekazywania zaleceń, najlepiej dostosowanych indywidualnie do warunków życia pacjenta. Tymczasem świat personelu medycznego w niczym nie przypomina tego znanego z seriali.
Szpitale i przychodnie to nie oaza spokoju, ale pole walki, które często kończy się wypaleniem zawodowym, depresją, a nawet myślami samobójczymi.
Presja już na studiach
Według raportu Zdrowie psychiczne medyczek i medyków, przygotowanego przez Fundację Polki w Medycynie, myśli o zakończeniu swojego życia towarzyszą 15,3 proc. respondentów badania (331 osób). Aż 74,3 proc. czuje się nieszczęśliwych lub smutnych, 1275 osób zauważyło u siebie pogorszenie jakości snu, a 46,7 proc. uważa się za bezwartościowych. Te niepokojące objawy nasilają się u osób wchodzących do zawodu, lekarzy przed specjalizacją lub w jej trakcie. Problem wyczerpania i zniechęcenia dotyka już studentów. Dlaczego tak się dzieje?
– Pokazały to wyniki raportu i potwierdzają nasze doświadczenia, że studia medyczne to trudny czas. Oczywistością jest bardzo duża ilość nauki. Czasem, kiedy podnosimy ten temat, pojawiają się takie głosy, że przecież wszyscy wiedzieliśmy, na co się piszemy. I to jest prawda. Każdy liczy się z tym, że w edukacji medycznej będzie dużo nauki, dużo pracy. Jednak jest to nauka nakierowana na teorię, zapamiętywanie szczegółów i szczególików. Dużo mniej jest nauki praktycznej. Następuje przeładowanie tym materiałem i naprawdę nie sposób wszystko to spamiętać, a jednocześnie jest nakładana ogromna presja. Zdarza się, że program jest konstruowany tak, że trzeba przestawiać w głowie wiedzę z jednego dnia na drugi i jakoś tam próbować ją sobie porządkować. Do tego nierzadko się słyszy, np. podczas zajęć, że będziemy kiepskimi lekarzami, bo czegoś nie wiemy, nie pamiętamy. Takie komentarze, takie przytyki są na porządku dziennym na studiach medycznych. Tworzy się mieszanka wybuchowa. Mało czasu, dużo nauki i demotywowanie przez prowadzących zajęcia – wyjaśnia Jagoda Hofman-Hutna, koordynatorka raportu, lekarka w trakcie specjalizacji z psychiatrii.
Dodatkową presję wytwarza konieczność 100-procentowej obecności na zajęciach. Studenci nie są przygotowywani do radzenia sobie w trudnych sytuacjach zawodowych i nie spotykają się z wyrozumiałością dla swoich problemów.
– Rzeczywiście tak jest. Nie wolno nam chorować. Nawet pobyty w szpitalach i operacje nie są wystarczającym usprawiedliwieniem nieobecności na zajęciach. Zdarza się, że z takiego powodu trzeba powtarzać przedmiot lub cały rok. Nie są to pojedyncze przypadki. Od początku uczy się nas tego, jak dbać o innych i jednocześnie tego, jak zapominać o sobie i o swoich potrzebach – mało optymistycznie podsumowuje Jagoda Hofman-Hutna.
Kobiety mają trudniej
Gdy autorki raportu przedstawiły pytania, do odpowiedzi tłumnie ruszyły kobiety, bo to właśnie one narażone są na dodatkowe źródło stresu już podczas studiów. Ich obecność w zawodach medycznych, oczywista dla pacjentów, wcale nie jest naturalna dla środowiska.
– Przykładem może być czas wyboru specjalizacji. Pytanie o to, kto i jaką specjalizację chce wybrać, pojawia się mniej więcej na każdym bloku zajęć. Wybory kobiet spotykają się z lekko żartobliwą reakcją i dobrą radą, że może jednak zamiast tej chirurgii lepsza byłaby pediatria, bo tam potrzeba kobiecego, matczynego instynktu, a chirurgia to taka bardziej domena męska, nie mówiąc już o ortopedii czy innych zabiegowych i urazowych specjalizacjach. W tle jest oczywiście ocenianie wyglądu, ubioru i powszechna infantylizacja kobiet – potwierdza koordynatorka raportu.
Samodzielne wejście w zawód
Można by pomyśleć, że po ciężkich studiach lekarz czy przedstawiciel zawodu medycznego trafia na oddział szpitalny lub do przychodni i już pewny swych kompetencji leczy pacjentów. Byłby to jednak wniosek nieuprawniony. Polski system nie przewiduje długiego i stopniowego wprowadzania w praktykę zawodu. Młody medyk rzucany jest na głęboką wodę.
– Jeżeli ktoś sobie w międzyczasie nie organizował samodzielnie różnego rodzaju praktyk, nie chodził na tak zwane dyżury, czyli nie przychodził na oddział po zajęciach, w swoim czasie wolnym, żeby czegoś się jeszcze dodatkowo douczyć w dziedzinie, która go interesuje, to po samych studiach medycznych jest dosyć zielony w pracy klinicznej, bezpośrednio z pacjentem. To też generuje stres. Lekarz rezydent w Polsce dosyć szybko jest zostawiany sam w sobie. I w wielu szpitalach funkcjonuje to tak, że lekarze rezydenci praktycznie nie mają wsparcia specjalistów. Zaczynają samodzielnie dyżurować. Zostają wieczorem sami w szpitalu, mają pod sobą kilkudziesięciu pacjentów i bez możliwości konsultacji ze specjalistą muszą podejmować samodzielne decyzje – mówi lekarka.
Taka sytuacja, połączona z długimi godzinami pracy i obciążeniem biurokracją, prowadzi, według uczestników badania, do zaburzeń lękowych i depresyjnych. Niestety, mimo chęci anonimowego wypowiadania się w ankietach raportowych, medycy nie mówią głośno o swoich problemach, bojąc się stygmatyzacji, utraty zaufania ze strony pacjentów i komentarzy przełożonych. Z raportu wynika, że jedynie 56,3 proc. pracowników ochrony zdrowia szukało pomocy specjalistycznej. Pozostali radzili sobie we własnym zakresie. Zabrakło im rozwiązań systemowych.
Pozorne wsparcie
– Pomoc psychologiczna w polskich szpitalach praktycznie nie działa. Nawet jeżeli pojawia się jakiś psycholog, to bardzo często jest członkiem zespołu medycznego i zostaje porozdzielany na kilka oddziałów. Jego dostępność jest znikoma. Medycy mówią otwarcie, że nie będą chcieli pójść do kogoś, z kim na co dzień pracują lub pozostają w relacjach koleżeńskich. Nie będą chcieli iść do tej osoby i zwierzać jej się ze swoich zmartwień i problemów – ocenia Jagoda Hofman-Hutna.
W odpowiedzi na obawy medyków Fundacja Polki w Medycynie złożyła w Senacie RP listę postulatów i propozycji zmian. Zawnioskowała m.in. o pomoc psychologiczną dostępną poza miejscem pracy. Taka forma wsparcia pozwoliłaby uniknąć konieczności przyznawania się do problemów psychicznych.
– Wszystko zależy od czynnika ludzkiego, od tego, jaki jest szef czy szefowa. Kwestią, na którą kładziemy duży nacisk, jest psychoedukacja w środowisku, wśród studentów i w społeczeństwie. Naprawdę wszyscy musimy się edukować w zakresie problemów zdrowia psychicznego i uświadamiać, że nie są one powodem do wstydu ani też w żaden sposób nie ograniczają i nie wpływają na kompetencje zawodowe medyka czy medyczki. Ponadto różne choroby psychiczne są różnie przyjmowane. O ile osoby chorujące na depresję otaczane są wsparciem, a przynajmniej zrozumieniem, to osoba chorująca na schizofrenię paranoidalną nie może liczyć na wiele wsparcia. Ta choroba otoczona jest atmosferą strachu i błędnych stereotypów – dodaje Jagoda Hofman-Hutna.
Agresja i przemoc
Kolejnym narastającym problemem omówionym w raporcie jest przemoc pacjentów wobec lekarzy. Doświadczyła jej 1/3 osób wykonujących zawody medyczne. Kobiety częściej spotykają się z napaścią słowną, mężczyźni – z agresją fizyczną.
– Nasz raport pokazał, że nastroje społeczne wobec medyków, szczególnie wobec lekarzy, nie są pozytywne, a problemy zdrowia psychicznego nie dla wszystkich są zrozumiałe i akceptowalne. Trochę jest tak, że nasz niewydolny system ochrony zdrowia nakręca negatywne nastroje zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Lekarze są przeładowani pracą, biurokracją, liczbą pacjentów, niedostępnością środków. To są osoby, które po pewnym czasie pracy stają się frustrowane, niezadowolone, drażliwe, nieprzyjemne. Do tego dochodzą pacjenci, którzy również w tym systemie funkcjonują, również są z niego niezadowoleni, i to niezadowolenie wylewają właśnie na lekarza czy lekarkę, pielęgniarza albo pielęgniarkę. Generalnie – na pracowników ochrony zdrowia, z którymi mają kontakt. To z kolei generuje jeszcze większą frustrację i niezadowolenie u medyków. W taki sposób rosną napięcia i konflikty. I ostatecznie nie ma tutaj ani wygranych, ani przegranych. W tym układzie tracimy wszyscy – zwraca uwagę koordynatorka raportu.
Za dużo biurokracji
Pacjenci nie czują się rozumiani, gdy widzą lekarza, który większość krótkiej wizyty spędza wpatrzony w komputer. Lekarz nie tłumaczy, że liczne obowiązki biurokratyczne wymuszają na nim uzupełnianie dokumentacji w trakcie wizyty. Brakuje komunikacji, a czasem po prostu siły, by każdego z 20–30 pacjentów dziennie potraktować indywidualnie. Pacjent trafia na przepracowanego człowieka, który rozważa zmianę zawodu, czuje się coraz gorzej, a z problemami i narastającą traumą radzi sobie we własnym zakresie. Nie zawsze odnosi w tych staraniach sukces. Pacjent zaś przychodzi zaniepokojony swoim stanem zdrowia i oczekuje ogromnej empatii, nie widzi w lekarzu człowieka.
– Lekarz też nie zawsze to w sobie widzi. Jesteśmy w ten sposób programowani, jak wspomniałam wcześniej, już od czasu studiów medycznych. Uczy się nas i cały czas się to podkreśla, że mamy dbać o swoich pacjentów, o innych ludzi. Natomiast kompletnie nikt nie mówi o tym, żebyśmy dbali o siebie, wręcz przeciwnie. W tej kwestii mamy też trochę starcie pokoleń. Młodzi medycy są już bardziej świadomi problemów psychicznych i swoich praw. To pokolenie nie chce pracować ponad swoje możliwości. Z tego powodu jest uznawane za roszczeniowe, za takie, które nie traktuje zawodu medycznego jak misji. Mimo że jesteśmy ochroną zdrowia już od wielu lat, to nadal nazywa się nas służbą, i jest takie poczucie, że my powinniśmy służyć społeczeństwu i zapomnieć o swoich chorobach, o odpoczynku, o wolnym czasie, o swojej rodzinie. Niestety, kiedy chce się zmienić troszeczkę ten system i ten sposób myślenia, można się spotkać ze sporym oporem i niezadowoleniem.
Badania, raporty i programy
Raport Fundacji Polki w Medycynie przyniósł wstrząsające dane i listę postulatów, które mogłyby zmienić sytuację systemowo. Medycy jednak nie mają tyle czasu, by czekać na efekt żmudnych prac parlamentarnych. W środowisku pojawiają się więc inicjatywy, które już teraz wychodzą naprzeciw potrzebom. Fundacja nie Widać Po Mnie stworzyła z myślą o pracownikach ochrony zdrowia program W(y)SPA.
– Ten program jest bezpośrednią odpowiedzią na informacje o pogarszającym się stanie zdrowia psychicznego medyków, szczególnie widocznym w okresie pandemii. Wówczas zjawiska takie, jak: wypalenie zawodowe, kryzysy psychiczne i zaburzenia, m.in. uzależnienia i depresje wśród niezwykle obciążonej w tym czasie kadry sektora opieki zdrowotnej, stały się obiektem szerokich i intensywnych badań. Wynikało z nich jasno, że występują one znacznie częściej niż w ogóle populacji. Wystarczy spojrzeć na wypalenie zawodowe. O ile według światowych danych zmaga się z nim ok. 20 proc. osób pracujących, o tyle wśród medyków ten współczynnik może sięgać nawet 85 proc. – w zależności od kraju, rozwiązań systemowych, metodologii badań, ale też obciążeń kulturowych.
W Polsce skala zjawiska jest ogromna. Zgodnie z raportem ostatni gasi światło – nastroje polskich lekarzy w postpandemicznej rzeczywistości, który powstał na podstawie badań z 2021 r., przeprowadzonych na ponad 2144 polskich lekarzach i lekarkach, 45 proc. badanych odczuwała przeciążenie psychiczne, silny stres lub napięcie psychiczne – mówi Urszula Szybowicz, prezeska fundacji, która przygotowała w 2022 r. własny raport.
Wynikało z niego, że ponad połowa ankietowanych odczuwała objawy wypalenia zawodowego, a 30 proc. medyków miało przynajmniej dwa objawy depresji lub stanów lękowych.
– W badaniach zastanowił nas również fakt, że aż 56 proc. ankietowanych chciałoby mieć dostęp do specjalistycznej pomocy psychologicznej lub psychiatrycznej, ale jedynie 35 proc. medyków jej poszukiwało. Dlaczego tak się dzieje? Okazało się, że medycy po prostu czują wstyd, że nie dają rady, oraz strach przed odrzuceniem tak przez środowisko zawodowe, jak i rodzinę czy przyjaciół. Zmiana tych przekonań stała się drugim celem programu W(y)SPA. Poprzez edukację chcemy zwiększać świadomość o obciążeniach związanych z zawodami pomocowymi, a także pokazywać, że medyk jest człowiekiem i ma prawo – jak każdy – czuć się po prostu źle. I jak każdy ma obowiązek, a nie tylko prawo szukać pomocy.
Kolejne badania, które przeprowadziliśmy już w ramach trwającego programu W(y)SPA w 2023 r., pokazały, że problem ze zdrowiem psychicznym kadry medycznej nie był jedynie tymczasowy. Istniał od zawsze, a pandemia go tylko ujawniła, wzmocniła i skierowała na niego wzrok badaczy. Dlatego program W(y)SPA, chociaż wyrósł na potrzebach lekarzy w tym trudnym okresie, jest teraz kontynuowany. A to, jak jest potrzebny, potwierdza rosnąca liczba użytkowników platformy.
Program W(y)SPA oferuje konsultacje z psychologami i psychoterapeutami. Dwie konsultacje są bezpłatne, kolejne płatne, ale stawki są niższe od rynkowych. Nie ma kolejek, długiego oczekiwania. Pomoc przychodzi szybko, a dodatkowo medycy korzystają ze wsparcia grupy, jeśli zdecydują się taką stworzyć.
– Ważnym elementem naszego działania jest również psychoedukacja. Będziemy pisać o treningach relaksacyjnych, budowaniu odporności psychicznej i technikach radzenia sobie ze stresem jako istotnych składowych profilaktyki zdrowia psychicznego. Chcemy pokazać, jak można dbać o swój dobrostan na co dzień, by zmniejszyć zagrożenie kryzysem i zaburzeniami. Aby skorzystać z naszych konsultacji, wystarczy napisać mail na adres wyspa@niewidacpomnie.org – zapewnia Urszula Szybowicz.
Zauważa również, że znaczna część medyków zaczyna szukać pomocy na późnym etapie. Do Fundacji zgłaszają się dopiero wtedy, gdy nie sposób już ukrywać problemów, a objawy są nasilone.
Doświadczenia Fundacji potwierdzają, że na konsultację zgłaszają się młodzi lekarze.
– Na przykład po pierwszym traumatycznym przeżyciu, jakim jest strata pacjenta. To ogromne obciążenie psychiczne i emocjonalne, a proszę zauważyć, że wówczas niedoświadczeni pracownicy nie mogą liczyć na systemowe wsparcie. Zostają z emocjami sami. Co więcej, wymaga się od nich, że już następnego dnia, a nawet za chwilę, będą gotowi do dalszej pracy, ponieważ inni pacjenci czekają. Medycy często po takich wydarzeniach cierpią na zespół stresu pourazowego, z którym także się do nas zgłaszają – kontynuuje prezeska Fundacji.
Wśród zgłaszających się nie brakuje medyków z objawami wypalenia zawodowego.
– To akurat optymistyczna informacja. Osoby z syndromem wypalenia zawodowego, które coraz liczniej zgłaszają się po pomoc w ramach programu, to dowód na to, że psychoedukacja zaczyna przynosić pożądane efekty, a medycy szybciej przełamują lęk i strach przed szukaniem pomocy specjalisty. Wsparcie na tym etapie jest kluczowe dla zahamowania eskalacji problemu i uniknięcia rozwoju zaburzeń psychicznych typu depresja.
Higiena pracy i rola rodziny
Podczas konsultacji odsłania się obraz codzienności medyków. Praca po godzinach, presja czasu, frustracja, a nawet przypadki agresji z użyciem broni palnej wobec medyka. Szukanie pomocy wiąże się z obawami o prywatność i anonimowość. Tę przeszkodę przełamuje też W(y)SPA.
– Pełna prywatność i gwarancja anonimowości konsultacji są kluczowymi elementami, które powodują, że medycy przełamują swoje wątpliwości i szukają wsparcia. Dlatego W(y)SPA jest dla nich rozwiązaniem idealnym. Zwłaszcza dla zatrudnionych w mniejszych miejscowościach, gdzie dostęp do specjalisty zdrowia psychicznego jest utrudniony, a w niewielkim, hermetycznym środowisku trudno o zachowanie poufności. Nie jesteśmy związani ze szpitalami, a przedstawiciele kadry zgłaszają się do nas indywidualnie – zapewnia Urszula Szybowicz.
Fundacja zwraca również uwagę, że jeszcze jedna grupa wymaga wsparcia zdrowia psychicznego.
– To, co nas zastanowiło przez lata prowadzenia W(y)SPY, a także co rozszerzyło cele programu, to konieczność wsparcia rodzin medyków. Jeśli nie są one związane z sektorem opieki zdrowotnej, często nie są w stanie zrozumieć, co się dzieje z ich najbliższym, co przeżywa medyk. Często bliscy czują się bezradni w obliczu frustracji i utraty energii partnera czy małżonka. Nie wiedzą, jak pomóc, a to z czasem powoduje, że sami też szukają wsparcia. Staramy się im je zapewnić.
Samopomoc nie wystarczy
System ochrony zdrowia w Polsce zawodzi zarówno pacjentów, jak i medyków. Nie istnieje żaden kodeks dobrych praktyk, nie ma wytycznych postępowania w trudnej sytuacji. Nie ma wsparcia systemowego.
– Niestety, obecnie nie istnieje żadna forma wsparcia systemowego czy instytucjonalnego dla medyków, nawet w sytuacjach traumatycznych. Tu wiele musi się zmienić, i to szybko. Dłużej nie możemy pozwolić sobie na zwlekanie, jeśli chcemy, by nasz system opieki zdrowotnej szedł w kierunku poprawy jakości usług i zwiększania bezpieczeństwa oraz satysfakcji pacjentów.
Pierwszym i najważniejszym krokiem jest obowiązkowe wsparcie medyków przez psychologów i psychoterapeutów zewnętrznych – poza obrębem danej placówki. Kolejnym narzędziem wartym wdrożenia są grupy Balinta, które wykazują dużą skuteczność w zmniejszaniu ryzyka kryzysów i zaburzeń psychicznych wśród medyków. To samopomocowe grupy wsparcia moderowane przez wykwalifikowanego lidera. Dobrym narzędziem jest też urlop na poratowanie zdrowia, do którego prawo mają od dekad nauczyciele. Uważam, że dwa czy cztery tygodnie nie destabilizowałyby pracy placówki. Oczywiście należy tu pochylić się nad organizacją takiego urlopu i warunków, jakie medyk powinien wówczas spełnić, np. uczestniczenie w konsultacjach lub terapii, której celem będzie zmniejszenie objawów kryzysu lub zaburzenia psychicznego. Wspierającym narzędziem powinny być regularne warsztaty i szkolenia dla kadry medycznej z takich zagadnień, jak: radzenie sobie w sytuacjach traumatycznych, techniki relaksacyjne i oddechowe, konstruktywne metody radzenia sobie ze stresem w życiu codziennym, sposoby wzmacniania odporności psychicznej, budowanie asertywnej postawy, wzmacnianie kompetencji społecznych. Warsztatami należy objąć także kadrę managerską, która stanowi kluczowy element budowania środowiska przyjaznego medykom. To trudne zadanie w tak niezwykle zróżnicowanym środowisku kadrowym. Dlatego powinni oni wzmacniać swoją wiedzę z zakresu komunikacji i zarządzania zespołem, w którym spotyka się kilka pokoleń o różnych potrzebach, oczekiwaniach, wiedzy i kompetencjach – rekomenduje Urszula Szybowicz.
Jako pacjenci mamy nadzieję, że zmiany poprawiające dobrostan medyków szybko zostaną wdrożone. Wypoczęty lekarz, pełna pasji pielęgniarka, ratownik, który nie musi obawiać się o własne życie, student wchodzący z pasją do zawodu – to obraz placówek medycznych, którego życzyłby sobie każdy pacjent.
Artykuł pochodzi z numeru 3/2025 magazynu „Integracja”
Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.






