Ciężko nawet mówić o „usłudze konwencyjnopodobnej”. Obserwujemy raczej proces dostosowywania nowoczesnej, nowatorskiej usługi do utartych schematów, które od lat obowiązują w polskim prawie, choćby w pomocy społecznej – tak ustawę o asystencji osobistej osób z niepełnosprawnościami ocenia dr Krzysztof Kurowski, przewodniczący Polskiego Forum Osób z Niepełnosprawnościami (PFON). Na najbliższym posiedzeniu Sejmu ma odbyć się pierwsze czytanie ustawy.
Mateusz Różański: Rada Ministrów przyjęła rządowy projekt ustawy o asystencji osobistej. Czy jest się z czego cieszyć?
dr Krzysztof Kurowski: Oczywiście dobrze, że długotrwały proces legislacyjny na poziomie Rady Ministrów wreszcie dobiegł końca. Oczekiwania co do merytorycznego kształtu projektu ustawy były jednak dużo większe. W szczególności wobec faktu, że np. wersja ustawy skierowana na Stały Komitet Rady Ministrów, pomimo tego, że zgłaszaliśmy do niej zastrzeżenia, wydawała się całkiem dobra. Mieliśmy jednak do czynienia na poziomie Komitetu z procesem odwrotnym w stosunku do tego, którego byśmy oczekiwali, czyli zamiast poprawiania ustawy – widzieliśmy psucie jej.
Ministerstwo ogłasza to jako wielki sukces. Jak Ty to oceniasz?
To zależy, czego oczekujemy. Jeżeli przyjęcia jakiejkolwiek ustawy z „asystencją osobistą” w nazwie, jest to sukces. Jeśli jednak chcielibyśmy jako państwo zorganizować nowatorską usługę, w pełni zgodną z Konwencją ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami, to wiele jeszcze brakuje. Pomijając jednak tę kwestię, trudno za sukces uznać przyjęcie projektu, który określa stawki usług dla asystentów bez mechanizmu waloryzacji. Grozi to stałym obniżaniem realnego wynagrodzenia asystenta, a co za tym idzie – rosnącymi trudnościami ze znalezieniem osób chętnych do tej pracy, bo będzie to zawód coraz mniej atrakcyjny finansowo. Absolutnie nie przekonują mnie argumenty, że przecież będzie możliwość zmiany ustawy. Praktyka pokazuje, że brak ustawowej waloryzacji skutkuje długoletnim utrzymywaniem tej samej stawki, która w praktyce jest coraz niższa.
Czy ustawa w obecnym kształcie może być nazwana konwencyjną?
W obecnym kształcie jest o to coraz trudniej. Ciężko nawet mówić o „usłudze konwencyjnopodobnej”. Obserwujemy raczej proces dostosowywania nowoczesnej, nowatorskiej usługi do utartych schematów, które od lat obowiązują w polskim prawie, choćby w pomocy społecznej. Istotą asystencji jest kierowanie usługą przez osobę z niepełnosprawnością, a nie przez asystenta, także z wykorzystaniem wspieranego podejmowania decyzji. Tymczasem mechanizmy kierowania usługą i wyboru asystenta zostały w projekcie ustawy znacząco ograniczone. Kompletnie zrezygnowano choćby z możliwości samodzielnego zatrudnienia asystenta przez osobę z niepełnosprawnością. Zostawiono jedynie możliwość dokonania tego przez powiat lub organizację pozarządową. Jednocześnie skomplikowano procedury, które mogą odstraszać kogoś, kto został wskazany przez osobę z niepełnosprawnością jako jej asystent.
To czego jej do pełnej konwencyjności brakuje?
Oprócz problemów wskazanych wyżej, jako najważniejszy należy wskazać brak możliwości swobodnego przenoszenia godzin w obrębie np. roku, a także brak zapewnienia odpowiedniego zaplecza, czyli finansowania koordynacji czy szkoleń. Jeśli chodzi o przenoszenie godzin, przydałoby się to zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że w przypadku części osób godzin w miesiącu będzie za mało. Kumulowanie godzin pozwoliłoby choćby na zaplanowanie dłuższego wyjazdu, np. na wakacje czy rehabilitację. Z kolei brak zaplecza może spowodować faktyczny brak dostępu do usługi czy możliwości wyboru realizatora, nie będzie bowiem organizacji pozarządowych chętnych do jej świadczenia, a i samorządy bez entuzjazmu będą podchodzić do tego zadania.
Cały czas powtarza się zarzut górnej granicy wiekowej. Czy Twoim zdaniem to aż tak poważny problem?
Tak, moim zdaniem jest to bardzo poważny problem, chciałbym jednak podkreślić, że jestem zwolennikiem rozdzielenia systemów wsparcia seniorów i osób z niepełnosprawnościami, choćby dlatego, by seniorzy nie musieli uzyskiwać orzeczeń o stopniu niepełnosprawności, ale np. tylko ustalić poziom potrzeby wsparcia. Te systemy muszą być jednak kompatybilne i brak tej kompatybilności jest bardzo martwiący. Przygotowywany równolegle projekt ustawy o bonie senioralnym, który powinien być właśnie kompatybilny z asystencją osobistą, jest tymczasem absolutnie nieakceptowalny. Nie odpowiada nawet obniżonemu standardowi projektu ustawy o asystencji osobistej. Przede wszystkim jest on skierowany nie do seniora, a do jego zstępnych, stosując przy tym bardzo rygorystyczne kryteria dochodowe. Pomija przez to całkowicie samotnych seniorów, co samo w sobie jest skandaliczne, ale jest też wyrazem przedmiotowego traktowania osób starszych. Ponadto mamy 10-letnią lukę między osobami uprawnionymi do asystencji osobistej (13-65 lat), a osobami, na które można pobierać bon (powyżej 75 lat). Różnic jest jednak więcej, np. w przypadku bonu nie można wybrać organizacji realizującej usługi z pominięciem samorządu.
Jeśli ustawa weszłaby w życie w obecnym kształcie, to jakich efektów moglibyśmy się spodziewać?
Myślę, że możemy się spodziewać dużych kłopotów z jej wdrożeniem. Po pierwsze, mam obawy, czy byliby chętni na pełnienie funkcji asystenta – przez wzgląd na duże wymagania dotyczące wejścia asystenta do systemu, a także brak jasnej ustawowej pewności waloryzacji wynagrodzenia. Po drugie, organizacje pozarządowe mogą nie być – na przewidzianych obecnie zasadach – chętne do wpisywania się do rejestru realizatorów. Skutkować to może ograniczeniem dostępu osób z niepełnosprawnościami do usługi. Ponadto obawiam się wewnątrzśrodowiskowego niezadowolenia, ponieważ mamy kolejną usługę adresowaną do osób z dużą liczbą punktów w skali potrzeby wsparcia, a nadal brakuje ze strony władz publicznych planu dla osób, które również mają sporą potrzebę wsparcia, jednak do tej granicy 70 czy 80 punktów trochę im brakuje.
Co i rusz pojawiają się głosy mówiące, że temat asystencji osobistej ograniczył przestrzeń na inne sprawy m.in. opiekę wytchnieniową i jest forsowany ze szkodą dla osób z niepełnosprawnością, które z niej będą korzystać. Co Ty na to?
Trochę nie rozumiem tych obaw, bo czym innym jest w praktyce opieka wytchnieniowa, jeśli nie asystencją osobistą właśnie, inaczej nazwaną i widzianą od innej strony? W czasie obecności asystenta osoba z niepełnosprawnością może zostać z nim sama, a opiekun ma wtedy czas na załatwienie swoich spraw. Działająca sensownie asystencja ustawowa dałaby również szanse na takie ustawianie godzin, które pozwoliłoby na dłuższe wyjazdy opiekuna. Chyba że dopuszczamy opiekę wytchnieniową np. w domu pomocy społecznej, ale to w mojej opinii jest jej wypaczeniem. Na pewno jednak odpowiednia liczba godzin asystencji osobistej osobie z niepełnosprawnością da odpowiednie wsparcie, a opiekunom wytchnienie. Będzie zatem w praktyce również opieką wytchnieniową. Asystencja osobista wpłynie też korzystnie na inne elementy systemu wsparcia, np. pozwoli działać Wspomaganym Społecznościom Mieszkaniowym na takich zasadach, zgodnie z którymi były wymyślone, tzn. mieszkanie będzie oddzielone od podstawowej usługi wsparcia, czyli właśnie asystencji.
Krzysztof Kurowski, doktor nauk prawnych, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego. Specjalista w dziedzinie prawa konstytucyjnego i praw człowieka. Naukowo, zawodowo i społecznie zajmuje się prawami osób z niepełnosprawnościami. Autor wielu publikacji z tego zakresu, w tym monografii „Wolności i prawa człowieka i obywatela z perspektywy osób z niepełnosprawnościami” – pierwszej w polskiej doktrynie pozycji poświęconej kompleksowo temu zagadnieniu. Wieloletni działacz organizacji pozarządowych. Przewodniczący Polskiego Forum Osób z Niepełnosprawnościami (PFON) i prezes Stowarzyszenia Instytut Niezależnego Życia.





