Jednak samemu się nie da. Wstyd. To nie było do przewidzenia. Zawalił się świat. Wobec choroby, zwłaszcza terminalnej, wobec utraty sprawności przez najbliższych nie tylko jesteśmy bezradni, ale często dochodzimy do muru naszych ideałów i wartości. Wszystko jest piękne, jak nie ma problemów. Łatwo kochać wtedy innych. Łatwo być samemu dzielnym/dzielną, szczęśliwą/szczęśliwym. Jesteśmy niezależni, możemy kreować rzeczywistość po swojemu. Gdy jednak przychodzi stanąć wobec czyjegoś cierpienia wymagającego coraz większego wsparcia, wszystko się wali, co najmniej zmuszając do refleksji, jeśli nie do przedefiniowania dotychczasowych wartości.

Tu zaczyna się problem: w takich sytuacjach odkrywamy trudną, bolesną prawdę o naszym braku elastyczności, o naszej małoduszności, egoizmie – ale też, dalej idąc, gruboskórności, niewdzięczności, a nawet... okrucieństwie. Bardzo wymowie pokazał to film Miłość Michaela Haneke. A ile znamy sytuacji, kiedy nieoczekiwana choroba spowodowała odejście najbliższych? Nie dali rady. Chcieli mieć życie spokojne, bez obciążenia innymi. Poszli więc swoją drogą, pozostawiając osobę cierpiącą. Można powiedzieć, że każdy ma prawo do spokoju. Ale czy zawsze? Za wszelką cenę?

Z drugiej strony mamy osoby, które chcą pozostać ze swym cierpiącym najbliższym, poświęcając się całkowicie, a nawet więcej – prędzej czy później dochodzą do granicy możliwości i wytrzymałości. Zaczyna ich gryźć sumienie. Czują, że zapadają się w jakąś przepaść bez dna. W takich przypadkach bezradność wobec cierpienia staje się niszcząca.

I w jednym, i w drugim przypadku zdaje się brakować wyjścia. Nic dziwnego, że cierpienie staje się coraz bardziej tabu. Nawet gdy dotyczy innych, już czujemy się nim zagrożeni, dotknięci. Ale przecież taka jest jego natura. Czy tego chcemy, czy nie. I wobec tego są dwie możliwości: albo uciekamy od niego, chroniąc tylko naszą sprawność i zdrowie, inwestując w nie i uciekając od wszelkich zagrożeń, albo idziemy w stronę rozwijania wzajemnego wsparcia, swoistej solidarności w cierpieniu na zasadzie: „dzisiaj mnie, jutro tobie”.

Ta pierwsza możliwość to niestety bardzo popularna w dzisiejszych czasach postawa egoizmu, alienacji, izolacji i obojętności. Sprzyja silnym, jest przez nich promowana. Z jej powodu nierówności we współczesnym świecie są tak duże, jak nigdy w historii. Możliwość druga to, szczerze mówiąc, konsekwencja cywilizacji i wartości, które ją stworzyły, zapewniając w sumie fizycznie bardzo słabemu gatunkowi faktyczną dominację w świecie.

To właśnie dzięki zorganizowaniu się jednostek w grupy, w społeczności możliwa stała się ochrona słabszych, chorych i starszych. Interes jednostki i silniejszych ustąpił miejsca interesowi wspólnoty, dzięki której każdy jest silniejszy, nawet jeśli musi co nieco z siebie dać słabszym. Stąd troska państwa o najsłabszych, najbardziej potrzebujących wydaje się naturalnym rozwojem tego, co w historii ludzkości najpiękniejsze. Nie zapominajmy, że troska o chorych i potrzebujących to jedno z najsilniejszych wezwań Ewangelii. Pierwsze szpitale powstają przy klasztorach, dających oparcie ekonomiczne, jak i fizyczną ochronę najsłabszym grupom społeczeństwa. Oczywiście dzisiaj możliwości pomocy medycznej, administracyjnej, ekonomicznej, prawnej są dużo większe niż kiedyś. Czy jednak nie braknie do tego przekonania i determinacji? A przecież może zamiast czynić nie wiadomo co albo twierdzić, że nic się nie da zrobić, warto zapoznać się z dostępnymi możliwościami – instytucjonalnymi, prawnymi – i spróbować je aktywować albo wprost się o ich funkcjonowanie upomnieć. Nigdy nie czuje się potrzeb innych lepiej, niż żyjąc blisko kogoś. Wyeksponowane stanowiska niestety takiej bliskości pozbawiają, koncentrując nas na własnych ambicjach i potrzebach. Nic więc dziwnego, że podstawowe potrzeby ludzi niepełnosprawnych są dzisiaj przez polityków tak bardzo zaniedbane. Tym bardziej potrzeba wskrzesić wzajemne wrażliwość, współczucie – taką zwykłą międzyludzką solidarność, nie tylko dlatego, że „dzisiaj mnie, jutro tobie”, ale dlatego, że taka jest miara człowieczeństwa. Wtedy pomału wszystkie nasze ideały i wartości, jak się wydaje, tak bardzo dzisiaj zagubione, odnajdą się i rozkwitną na nowo – na majowo!


Felieton pochodzi z numeru 2/2025 magazynu „Integracja”

Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.

Dwie okładki 2 numeru Integracji z 2025 roku. Na jednej jest mama z córką poruszającą się na wózku, na drugim kobieta na wózku stojąca przy podnośniku w komfortce i mężczyzna trzymający pilot do podnośnika.