- Na pewno w pewien sposób jestem wdzięczny za to doświadczenie – nie tyle za samą queerowość, ale stricte za to, że jestem trans – opowiada Robin, jeden z bohaterów. - Dysforia płciowa zmusiła mnie do skonfrontowania się z własną cielesnością. Zrozumiałem, że w moim podejściu do ciała nie chodzi tylko o kompleksy, jak wcześniej myślałem, ale o dysforię. Potem poszedłem jeszcze krok dalej. Dotarło do mnie, że nie akceptuję swojego ciała, nie tylko przez dysforię, ale również przez to, że uważam je w pewnym stopniu za gorsze – i to poczucie łączyło się z moim doświadczeniem niepełnosprawności. 

W Polsce historie niepełnosprawnych lesbijek, gejów, osób niebinarnych lub transpłciowych, wciąż praktycznie nie są słyszalne. Wiele osób uważa, że niepełnosprawność i queerowość nie mogą współ egzystować, co rzecz jasna – nie jest prawdą. 

Dlatego oddaje głos trzem queerowym osobom z doświadczeniem niepełnosprawności: Robinowi, Dagmarze (imię zmienione na prośbę bohaterki) oraz Zofii. Zależało mi na tym by opowiedzieli co znaczy dla nich queerowa tożsamość w perspektywie niepełnosprawności i odwrotnie, czym jest dla nich niepełnosprawność w relacji do ich queerowego doświadczenia.

Mniejszość w obrębie mniejszości

Ale zanim przejdziemy dalej - czym właściwie jest queer? W potocznym rozumieniu jest to określenie używane wobec osób, które nie są heteroseksualne i/lub cispłciowe (przyp. red. osoba cispłciowa to taka, której tożsamość płciowa odpowiada płci przypisanej przy urodzeniu). Długo słowo queer używane używane było jako obraźliwe. Dopiero w późnych latach 80. queerowi aktywiści oraz aktywistki zaczęli je odzyskiwać, przekształcać wyzwisko w pojęcie świadczące o dumie i indywidualnej tożsamości.

Queerowe osoby z niepełnosprawnościami mogą doświadczać dyskryminacji na kilku poziomach.  Nie tylko poprzez codzienną dawkę ableizmu (przyp. red. dyskryminacja osób z niepełnosprawnościami)  i homofobii czy transfobii serwowanej im np. w pracy czy na ulicy, ale również w przestrzeniach, które powinny być dla nich bezpieczne: w społeczności osób z niepełnosprawnościami oraz środowisku LGBT+. 

Warto w tym miejscu przybliżyć pojęcie intersekcjonalności lub inaczej – dyskryminacji krzyżowej.

Oznacza ono nakładanie się na siebie różnych form nierówności i uprzedzeń. Nie chodzi jednak o prostą „sumę” wykluczeń, nakładające się na siebie czynniki często powodują powstanie innych, specyficznych form dyskryminacji. 

Wiele miejsc skierowanych do osób queerowych nie jest odpowiednio dostępna architektonicznie, na wydarzeniach rzadko spotka się np. tłumaczy PJM. Z drugiej strony do środowiska osób z niepełnosprawnościami należą bardzo różne osoby. Niepełnosprawność nie ma wpływu na czyjeś poglądy czy podejście do świata. Homofobia czy transfobia pojawia się tam równie często, co w każdej innej przestrzeni.  

Najpierw przeżyć – potem szukać   

Wiele osób nie jest w stanie wyobrazić sobie, że osoba niepełnosprawna może być w związku romantycznym, uprawiać seks. Dodajmy to tego nieheteronormatywność – i w społeczeństwie pojawia się jeszcze większe zdziwienie. 

Kiedy pytam Dagmarę o to, czy niepełnosprawność stanowi element jej tożsamości, odpowiada bez wahania. Jednak jeśli chodzi o queerowość, temat staje się trudniejszy. 

- Niepełnosprawność zdecydowanie jest czymś, co determinuje to kim dziś jestem. Mam wręcz wrażenie, że przysłoniło mi to refleksję na temat mojej orientacji oraz płci – tłumaczy. - W okresie dojrzewania zamiast poznawać i rozwijać siebie, głównie skupiałam się na przetrwaniu ableistycznych ataków i mierzeniu się z myślami samobójczymi. 

- Kiedy podrosłam szukałam odpowiedzi na to kim jestem głównie w książkach z zakresu disability studies. Dopiero kiedy ułożyłam ten fragment siebie znalazłam chwilę oddechu i zaczęłam przyglądać się sobie z innych stron – podkreśla Dagmara - Moja seksualność oraz płeć wykraczają poza hetero i cis normę, ale dziś nie potrafię się jednoznacznie określić w tych kwestiach. Czuję, że wciąż jestem w drodze.

Ciało pod kontrolą

Niepełnosprawność oraz queerowa tożsamość często zazębiają i wzajemnie na siebie wpływają. Czasem wiąże się to z doświadczeniem specyficznych form wykluczenia – z tym, że nieheteronormatywna tożsamość jest podważana i postrzegana np. jako wynik traumy związanej ze szpitalem. Niepełnosprawność postrzegana jest jako coś co trzeba „naprawić”, przez  co ciała osób z niepełnosprawnościami są nieustannie oceniane i analizowane.

Temat medykalizacji i diagnozy pojawia się w rozmowie z Robinem, transpłciowym poetą.

Akurat siedzimy przy stole i sklejamy ziny, czyli małe książeczki składające się z zrobionych wcześniej przez ludzi kolaży. Robin opowiada, podczas gdy ja wycinam obrazek z gazety i naklejam na kartkę. 

Dla niego niepełnosprawność jest trudniejszym tematem. 

- Najpierw dużo bardziej skupiałem się na swojej queerowej tożsamości. Zdecydowanie łatwiej było mi ją zrozumieć. Nawet transpłciowość i związana z nią dysforia (przyp. red. cierpienie i dyskomfort, które wypływa z odczuwania swojego ciała i funkcjonowania społecznego jako niezgodnego z tożsamością płciową danej osoby.) były łatwiejsze. Miałem poczucie, że mam nad tym jakąś, nawet jeśli niewielką, kontrolę. Oczywiście, nie mam kontroli nad tym czy jestem trans oraz nad dysforią. Ale już nad tym, co robię ze swoim ciałem – tak. To ode mnie zależy, kiedy chcę przejdę tranzycję, jak ona będzie wyglądać, przed kim dokonam coming out, a przed kim nie. W przypadku niepełnosprawności tej kontroli nie mam wcale. I to jest dla mnie trudne – tłumaczy. 

- Między innymi dlatego temat niepełnosprawności pojawił się w moim życiu dużo później. Przez długi czas nieświadomie go odrzucałem, spychałem jak najdalej. Miałem poczucie, że nie jestem "wystarczająco niepełnosprawny". Ta myśl czasem nadal czasem mi towarzyszy.

Doświadczenie niepełnosprawności wymaga tego, by nauczyć się i zaakceptować konkretne ograniczenia swojego ciała, których nie da się „przezwyciężyć” lub „pokonać”.  Jednak sama kontrola często znajduje się poza osobą niepełnosprawną, w rękach tych, którzy mogą określić co jest z nią „nie tak” – lekarzy, rehabilitantów, czasem również osób opiekuńczych. To różni niepełnosprawność od tożsamości queerowej, którą najczęściej odkrywa się samemu.

- W moim domu niepełnosprawność funkcjonowała jako coś negatywnego. To słowo miało świadczyć o… deficycie. Sam niewiele wiedziałem na temat niepełnosprawności. Skoro jakoś dawałem sobie radę, znaczyło to, że jestem wystarczająco silny, czyli sprawny – tłumaczy Robin - Mówiono, że jestem niskorosły, że mam problemy zdrowotne, ale nigdy nie byłem "niepełnosprawny". Słowo "niepełnosprawność" nie było wobec mnie używane, do momentu aż sam nie zacząłem się interesować tym tematem. 

Aby uzyskać orzeczenie o niepełnosprawności konieczna jest jednak konkretna diagnoza. 

- Będąc dzieckiem, wielokrotnie słyszałem od dorosłych, że w którymś momencie na pewno dostanę diagnozę, która odpowie na wszystkie pytania dotyczące mojego zdrowia. Tak się nie stało. W momencie, w którym moje problemy zdrowotne się zmniejszyły, a jednocześnie okazało się, że nie mam żadnej poważnej choroby genetycznej, która grozi mojej długości życia albo płodności itd., temat diagnozy został porzucony.  Zostawiło to we mnie taką pustkę – poczucie, że coś jest ze mną nie tak, ale nie wiedziałem dokładnie co. Teraz wydaje mi się, że konkretna diagnoza wcale by mi tak bardzo nie pomogła, ale w dzieciństwie miałem tą silną potrzebę określenia.

Druga strona diagnozy 

 - Jestem również w spektrum autyzmu, mam ADHD i nawracające epizody depresji – kontynuuje Robin. - Jeśli chodzi o spektrum autyzmu i ADHD, miałem znacznie mniejszy problem z akceptacją tego doświadczenia. Sam chciałem otrzymać diagnozę. Podjąłem świadomą decyzję, znalazłem psychiatrę i umówiłem się na wizytę. Ten aspekt kontroli był dla mnie bardzo ważny.

Diagnoza spektrum autyzmu w dorosłości zwykle wiąże się z wyborem. Konkretną decyzją. Chociaż diagnoza w dzieciństwie ma bardzo dużo zalet, moment w którym decyduje się na nią w dorosłości, daje poczucie sprawczości. 

- Jeśli chodzi o spektrum autyzmu osoby wychowywane do roli kobiecej mają trudniej - kryteria diagnostyczne były pisane z myślą o mężczyznach. Ja byłem socjalizowany do roli kobiecej, dlatego długo nikt nie podejrzewał, że jestem w spektrum autyzmu. Dla mnie moment otrzymania diagnozy był wyzwalający – nagle zrozumiałem skąd biorą się moje trudności albo konkretne zachowania. W dzieciństwie dorośli często bagatelizowali te trudności – mówili: „przecież masz dobre oceny, dajesz sobie radę, o co ci chodzi?” Ale to, że sobie radzisz nie oznacza, że nie masz prawa do pomocy. Dzięki diagnozie uzyskałem pewne konkretne narzędzia, które bardzo ułatwiły mi życie. Kupiłem zatyczki wyciszające, bo jazda metrem bardzo mnie stresowała. Gdy ich używam, spada mój poziom stresu i przestałem mieć ataki paniki, które ostatecznie mogły po prostu być efektem przebodźcowania. 

Tożsamościowa układanka 

Zosia zajmuje się parawspinaczką i osiąga w tym nie małe sukcesy. Jest też studentką i działaczką społeczną. 

- Myślę, że doświadczenie niepełnosprawności i queerowości częściowo na siebie wpływają, ale nie wiem dokładnie jak. Tworzą jednak dość unikalną perspektywę. Dla mnie moment, w którym uświadomiłam sobie, że jestem biseksualna, był przełomowy. Nie tylko dlatego, że „otworzył mi oczy” – bo ja już wcześniej miałam queerowych znajomych i byłam dość otwarta – ale przez to uświadomienie lepiej zrozumiałam samą siebie – opowiada. 

Tożsamość składa się z wielu elementów. Ani niepełnosprawność ani queerowość nie muszą zawsze wychodzić na pierwszy plan. Czasem ważniejsze może być to, że jest studentką, sportowczynią, przyjaciółką, co podkreśla Zosia podczas rozmowy ze mną. 

- Zarówno niepełnosprawność jak i biseksualność są dla mnie ważne, ale to nie jest tak, że myślę o nich cały czas. Nie mówię przy pierwszym spotkaniu: „Cześć, jestem Zosia, mam niepełnosprawność”, albo „Cześć, jestem Zosia, jestem bi” czy „jestem kobietą”. Jeśli ten temat wyniknie podczas rozmowy, to okej, opowiem bez najmniejszych problemów. Jednak nie robię z tego punktu wyjścia  – wyjaśnia.

Coming out

Idea coming out – czyli ujawnienia swojej tożsamości przed innymi – najczęściej łączona jest z doświadczeniem osób nieheteronormatywnych. Często mówi się o „wyjściu z szafy”, czyli powiedzeniu matce, ciotce, przyjaciołom o tym, że jest się lesbijką lub ma się inną tożsamość płciową, niż ta przypisana przy urodzeniu. Rzadziej porusza się jednak kwestię coming outu w kontekście niepełnosprawności.

- Jestem miksem wielu różnych nie normatywności. I czasem to mieszanka wybuchowa – mówi z uśmiechem Zosia, kiedy pytam ją o moment coming outu. - To było pod koniec liceum. W pierwszej klasie pierwszy raz spałam z chłopakiem. Później – kiedy pocałowała mnie koleżanka z klasy – zaczęłam to dokładniej analizować. Taka pełna świadomość przyszła pod koniec liceum, na początku studiów. Wtedy mieszkałam w akademiku, kilka pięter, dużo ładnych ludzi... – śmieje się.

– Jeśli chodzi o biseksualność, to nie mam potrzeby robienia wielkich „coming outów”, siadania z kimś na kanapie i ogłaszania tego. Ale też nic nie ukrywam. Na co dzień funkcjonuję w takim środowisku, w którym po prostu pojawiłam się jako ja, mówiłam otwarcie, że jestem biseksualna i tyle, nikt nie miał z tym problemu.

- Coming out związany z niepełnosprawnością to zupełnie inna historia. To się po prostu dzieje – nie schowam tego, że jestem na wózku, nie zniknę – dodaje.

W przypadku widocznej niepełnosprawności zwykle nie ma się możliwości dokonania coming out’u. Niepełnosprawność jest szybko dostrzegana przez innych. Jednak jeśli chodzi o niewidoczne niepełnosprawności lub choroby przewlekłe sytuacja jest mniej jednoznaczna.

- W moje doświadczenie niepełnosprawności jest wpisana pewna nieoczywistość. Ktoś widzi, że jestem niższy, ale to nie budzi od razu skojarzenia, że jestem niepełnosprawny. Raczej, że po prostu coś jest… inaczej – mówi Robin. - Dorastając miałem poczucie, że jestem w stanie stwierdzić, czy ktoś mnie postrzega jako osobę niepełnosprawną. Wtedy zwykle ludzie traktują mnie protekcjonalnie, infantylizują albo zakładają, że potrzebuję pomocy, chociaż nic na to nie wskazuje. Mimo to raczej nie robię konkretnego coming outu odnośnie mojej niepełnosprawności. To raczej coś, co czasem wplatam w rozmowę.

- Mój coming out jako osoba transpłciowa był bardziej „konkretny” – zwykle wybierałem odkreślony moment, mówiłem na ten temat dłużej i dokładniej. Początkowo miałem bardzo głęboko zinternalizowany strach przed społecznym odbiorem, przed tym jak będę postrzegany. Długo się wahałem, czy chcę zacząć brać hormony. Trochę próbowałem iść na jakiś kompromis, ale oczywiście to tak nie działa. Tworzyło to tylko we mnie coraz większe pokłady frustracji. Ostatecznie jednak czuję, że branie hormonów to moja świadoma decyzja – podkreśla Robin.

Dla Dagmary moment queerowego coming outu miał większe znacznie w perspektywie indywidualnej.

- Moment, w którym dokonałam queerowego coming outu przed samą sobą, był dla mnie przełomowy – opowiada Dagmara - Poczułam wtedy siłę, aby zacząć mówić o tym głośno osobom wokół. Kosztowało mnie to utratę kilku wieloletnich znajomości. To był dla mnie bardzo trudny okres, ale wiedziałam, że tego właśnie chcę. Szczególnie bolało mnie odrzucenie ze strony osoby, która sama ma niepełnosprawność. Myślałam, że skoro sama doświadcza wykluczenia społecznego wykaże się większym zrozumieniem. Niestety w środowisku ozn także występuje niechęć do osób nieheteronormatywnych.

- Jeśli chodzi o moją niepełnosprawność nie mam momentu coming outu. Moja niepełnosprawność jest widoczna i mogę ją ewentualnie bardziej lub mniej eksponować. Oznacza to, że w życiu realnym nie mogę jej ukryć.

Temat ukrywania, maskowania oraz próby dostosowania się do normy, tak by nie odbiegać zanadto od tego co akceptowane, wpisany jest zarówno w doświadczenie niepełnosprawności jak i queerowości. Wiele osób pełnosprawnych gdy tylko zobaczy, że ktoś ma niepełnosprawność – od razu traci zainteresowanie. Internet oferuje jednak nowe możliwości: niepełnosprawność, która na ulicy widoczna jest od razu, w Internecie na moment przestaje istnieć. W takim momencie coming out związany z niepełnosprawnością upodabnia się do tego związanego z queerowością.

- Mam problem z publikowaniem swoich zdjęć na portalach randkowych – zawsze zastanawiam się jak wiele „odsłonić” – tłumaczy Dagmara - Obawiam się, że moje zdjęcie odstraszy i nie dostanę szansy, aby dać się poznać jako osoba. Dlatego ostatecznie nie dodaję swoich zdjęć. Jednak kiedy piszę z osobami, nigdy nie ukrywam swojej niepełnosprawności, ponieważ jest to zbyt znacząca część mojej tożsamości. Staję wtedy przed szeregiem pytań: w którym momencie najlepiej wyautować się ze swojej niepełnosprawności? Lepiej od razu, czy może najpierw chwilę popisać, złapać kontakt i dopiero wtedy? W jaki sposób opisać swoją niepełnosprawność?

Między diagnozą a dysforią 

- Na pewno w pewien sposób jestem wdzięczny za to doświadczenie – nie tyle za samą queerowość, ale stricte za to, że jestem trans i doświadczam dysforii płciowej. Myślę, że gdybym nie miał doświadczenia queerowego czy transpłciowego, akceptacja mojej niepełnosprawności zajęłaby mi znacznie więcej czasu – mówi Robin, gdy pytam go o relację między transpłciowością i niepełnosprawnością.

- Z powodu dysforii zostałem jednak postawiony w sytuacji, w której nie byłem w stanie dłużej uciekać przed moim ciałem i wtedy zorientowałem się, że kryje się w tym coś więcej.

Między sytuacją osób z niepełnosprawnościami i osób transpłciowych oraz niebinarnych zarysowuje się wiele podobieństw. Obydwie grupy nagminnie zmagają się z brakiem pieniędzy. Wiele osób transpłciowych nie mogło liczyć na wsparcie rodziny, która po ich coming oucie przestała utrzymywać z nimi relacje. Do tego dochodzi wysoka cena tranzycji medycznej, na którą składają się m.in. wizyty u specjalistów, terapia hormonalna, operacja. Każda osoba indywidualne podejmuje decyzje czy chce podjąć któryś z tych kroków. Żaden z tych elementów nie jest jednak refundowany. Często, aby móc pozwolić sobie np. w przypadku osób transmęskich na mastektomię, trzeba założyć zbiórkę. Dołóżmy do tego równania transfobię, która pojawia się wszędzie: nawet w „feministycznych” środowiskach. Osoby transpłciowe często uznawane są za inne również w obrębie samej społeczności LGBT+.

Również osoby z niepełnosprawnościami często muszą zakładać prywatne zbiórki, gdy państwo nie refunduje niezbędnego do życia leczenia. Pojawia się również kwestia niskiej wysokości świadczeń, medykalizacji i powszechnego wykluczenia.

- Istnieje jednak wyraźna bariera we wspólnej walce i jest to medykalizacja transpłciowości. W Polskim prawie aby móc podjąć się tranzycji wciąż potrzebna jest diagnoza od psychiatry. Oprócz opinii psychologicznej, potrzebna jest opinia psychiatryczna i diagnoza transpłciowości. Należy wypełnić test przesiewowy, który określa czy nie posiadasz innych zaburzeń, które mogą wpływać na twoje doświadczenie ciała – opowiada Robin.

Używanym w Polsce katalogiem chorób i zaburzeń jest wciąż ICD-10. Tam najbliższą jednostką diagnostyczną, z którą łączy się dysforia płciowa jest „transeksualizm”, wciąż klasyfikowany jako zaburzenie psychiczne. By dokonać medycznej tranzycji wciąż niezbędna jest diagnoza.

-  Podczas diagnozy trzeba wypełnić szereg testów psychologicznych, wśród których obecny jest również test IQ – tłumaczy Robin. - To utrudnia dostęp do tranzycji m.in. osobom z niepełnosprawnością intelektualną. Gdy osoba z niepełnosprawnością mówi o tym, że jest transpłciowa, czasami uznawane jest to za efekt np. medycznej traumy – kończy.

Z tego powodu dostęp do tranzycji dla wielu osób z niepełnosprawnościami jest ograniczony. Transpłciowa osoba, która nie spełnia określonych norm intelektualnych, będzie miała ograniczoną możliwość otrzymania opinii. Osoba z niepełnosprawnością ruchową, która trafi do nieodpowiedniego psychiatrę, może nie otrzymać dostępu do tranzycji, ponieważ jej transpłciowość zostanie uznana za wynik traumy i złej relacji z ciałem. Osoba głucha nie będzie miała dostępu do psychiatry, który dokonuje diagnozy, ponieważ nie zna on PJMu. Tego typu przykłady można by wymieniać w nieskończoność.

Parada Równości bez dostępności?

14 czerwca w Warszawie odbyła się Parada Równości. Jest to wydarzenie, skierowane do osób nieheteronormatywnych lub tych, którzy chcą wyrazić solidarność ze społecznością LGBTQ+. Wszyscy są tam mile widziani – niestety, tak długo jak są sprawni.

Na temat braku dostępności Parady Równości dużo mówiła Katarzyna Bierzanowska, na Instagramie znana jako @pelnoprawna. 

- Naiwnie wydawało mi się, że łatwo znajdę informację na temat dostępności. Nic bardziej mylnego. Nie było jej na stronie, w social mediach, ani na facebooku wydarzenia. Dlatego zadzwoniłam. Usłyszałam: „O co konkretnie Pani pyta? No nie ma nigdzie takiego opisu dostępności, za rok dobrze byłoby wziąć to pod uwagę, teraz muszę już lecieć”.  Dopytuję jak ozn może dołączyć, jak może znaleźć cichszą platformę, jak znaleźć dostępną, co z meleksami i w połowie wypowiedzi słyszę „muszę już kończyć”, po czym osoba się rozłącza. Wiele ozn nie pójdzie w paradzie nie dlatego, że nie mogą, ale dlatego, że osoby ją organizujące machnęły ręką na ich obecność – pisze Katarzyna Bierzanowska.

Oczywiście Parada Równości nie jest równoważna ze środowiskiem LGBTQ+ jako takim. Wiele osób ze środowiska queerowego z otwartością przyjmuje osoby z niepełnosprawnościami – sami przecież wiedzą czym jest czym jest społeczne wykluczenie i patologizacja. Ale problemy z dostępnością przestrzeni, w których organizowane są wydarzenia queerowe, często się powtarzają.

- Wydarzenia skierowane do osób LGBT+ niestety często nie są dostępne architektonicznie – organizatorzy rzadko informują o dostępności. Czasem sprawiają wrażenie, jakby oczekiwali, że osoby z niepełnosprawnościami same zgłoszą swoje potrzeby i dopiero wtedy starają się o to, by zapewniona była dostępność. Na wydarzeniach rzadko spotykałem osoby z niepełnosprawnością ruchową. Rzadko pojawiało się również tłumaczenie na PJM. Jednym z powodów może być to, że dostępność jest droga, a queerowe inicjatywy najczęściej są oddolne – twierdzi Robin.

– Nie zawsze jednak tak jest. Niedługo jadę na feministyczno-queerowy obóz – FALę. Przy zgłaszaniu się stawiany jest nacisk na to, by pisać o wszystkich swoich potrzebach. Duża część domków, w których mieszkają uczestnicy, jest dostępna architektonicznie. Można skorzystać ze strefy wyciszenia. Opisana jest nawet powierzchnia terenu – np. czy jest trawa czy chodnik. A to małe wydarzenie na łonie natury, wcale nie w wielkim mieście – opowiada dalej.

W środowisku queerowym stanowczo częściej zapewniana jest dostępność dla osób na spektrum autyzmu, z ADHD lub z zaburzeniami psychicznymi. Według badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii wśród osób autystycznych jest znacząco niższy wskaźnik osób heteroseksualnych niż wśród osób neurotypowych[1].

- W queerowym środowisku dużo mówi się na temat spektrum autyzmu i ADHD. Zwraca się uwagę na ryzyko przebodźcowania, konieczność zapewnienia przestrzeni do wyciszenia, mówi się o trudnościach jakie inne osoby mogą mieć w kontaktach społecznych. Często wspomina się też o osobach z zaburzeniami psychicznymi. Niestety, kwestie architektonicznej dostępności rzadziej są priorytetowe  – podsumowuje Robin.

Podejście do osób z niepełnosprawnościami w społeczności queer, zdaniem Dagmary nie różni się znacząco od tego reprezentowanego przez osoby heteronormatywne.

- Kiedy pojawiam się w przestrzeniach queerowych zazwyczaj spotykam się z tak zwaną uprzejmą nieuwagą – osoby nie chcąc mnie urazić nietaktownym spojrzeniem, odwracają ode mnie wzrok. To powoduje, że czuję się niewidzialna, jakbym była z boku toczącego się życia – opowiada. - Nie do końca czuję się częścią społeczności queer. Dlatego też nie chodzę na parady równości – po prostu nie czuję się tam mile widziana.

Zosia ma inne podejście. Podkreśla, że w swoim życiu dostała dużo wsparcia od osób queerowych, nawet zanim sama powiedziała o tym, że jest bi. Nie wspierały jej dlatego, że jest queerowa. Po prostu były otwarte.

- Miałam taki okres w życiu, kiedy bardzo aktywnie działałam w queerowej społeczności – opowiada Zosia. - Kiedy mieszkałam w Holandii przez dwa lata byłam zaangażowana w queerową organizację studencką, a przez rok nawet nią zarządzałam. Mieliśmy małą, ale bliską i wspierającą społeczność. Faktycznie, byłam początkowo jedyną osobą z widoczną niepełnosprawnością, ale potem zaczęło się to zmieniać.

Jeśli chodzi o obecność osób queerowych w społeczności osób z niepełnosprawnościami, tutaj również wiele można poprawić.

- To nie jest tak, że wśród osób z niepełnosprawnościami istnieje jakieś inne podejście do osób queer czy innych mniejszości. Niestety, ale w tym środowisku także pojawia się homofobia, transfobia, rasizm, a nawet sam ableizm – tłumaczy Dagmara.

Osoby z niepełnosprawnościami to najbardziej różnorodna mniejszość. Każdy ma inne doświadczenie niepełnosprawności. Każdy ma również inne poglądy i podejście do świata. Trudno szukać tutaj koherentnego, jednolitego podejścia, skoro niepełnosprawność w żadnym stopniu nie wpływa na to, jakie ktoś ma poglądy polityczne.

W Polsce ruch osób z niepełnosprawnościami nie przypomina tego, który powstał w Stanach Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii. Nie ma w tym nic negatywnego: wynika to z odmiennych okoliczności historycznych i innej kultury. U nas nie odbywały się wielkie protesty organizowane przez osoby z niepełnosprawnością, podobne do tych które miały miejsce w Stanach Zjednoczonych w latach 90. XX w. Podczas polskich protestów wciąż jeszcze słyszalne są głównie głosy opiekunów. Temat „dumy z niepełnosprawności” jest praktycznie nieobecny, a niepełnosprawność rzadko postrzegana jest w perspektywie tożsamości. Osoby z niepełnosprawnościami wciąż traktowane są jako ci, którzy wymagają pomocy lub współczucia. Chociaż pojawiają się niepełnosprawni, queerowi aktywiści, nie ma ich dużo. Te środowiska, na ten moment, pozostają mocno odrębne.

Wspólna przestrzeń

- Brakuje mi intersekcjonalności w ruchach społecznych – podkreśla Robin. - Jeśli jest wydarzenie niepełnosprawnościowe, to rzadko pojawiają się na nim osoby queerowe i odwrotnie. Mam wrażenie, że na wydarzeniach warto patrzeć nie tylko, kto jest obecny, ale również kogo brakuje – i bardzo często są to właśnie osoby, które łączą w sobie te dwa doświadczenia.

A przecież nieheteronormatywne osoby z niepełnosprawnościami istnieją i to wcale nie ma ich mało. Jak podkreśla Dagmara, widać je – ale głównie w aktywizmie, który przenika się ze sztuką. Są to m.in. Katarzyna Żeglicka, Daniel Kotowski czy Filip Pawlak.

- Mam wrażenie, że czasem ci którzy mają doświadczenie intersekcjonalne, czują że jeśli powiedzą o innym aspekcie swojego życia – np. o queerowości na konferencji dotyczącej osób z niepełnosprawnościami – to jakby zabierają innym przestrzeń – kontynuuje Robin - Często czujemy, że trzeba wybrać jedną rolę – jest się albo, albo - na wydarzeniu niepełnosprawnościowym jest się osobą niepełnosprawną, na queerowym – queerową. Niektórzy mocno oddzielają te doświadczenia w swojej głowie. Dla mnie to niemożliwe – obydwa mocno się przenikają i silnie wiążą się z cielesnością. To tak jakbym miał wykroić i odłożyć fragment siebie na bok, bo w tym momencie nie wypada się z nim afiszować. Tak się nie da – głośno mówi Robin.

Dlatego ważne jest mówienie o różnych doświadczeniach, o specyficznym wykluczeniu, które dotyka niepełnosprawne osoby queerowe. O tym, czy wydarzenia skierowane do społeczności LGBTQ+ są dostępne, czy częściej organizowane w kawiarniach albo barach, do których prowadzą kręte schody. Można szukać wspólnej przestrzeni, do której dostęp będzie miał każdy.

- Był okres, kiedy kobiety z niepełnosprawnosciami zaczęły się zrzeszać i mówić np. o tym, że częściej stają się ofiarami przemocy. Może teraz przyszedł czas na to, aby nieheteronormatywne osoby z niepełnosprawnościami zaczęły się zrzeszać? – podkreśla na koniec Dagmara.




[1] R. George, M. Stokes, Sexual Orientation and Gender Identity in Autism Spectrum Disorder, „Autism: SAGE Journals” 2018, t. 22, nr 8, //doi.org/10.1177%2F1362361317714587 (dostęp 17.02.2019).