Organizacje pacjenckie biją na alarm: planowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia zmiany w finansowaniu badań diagnostycznych mogą doprowadzić do realnego ograniczenia dostępu do świadczeń, wydłużenia kolejek, a w konsekwencji – pogorszenia stanu zdrowia pacjentów. Nieleczeni chorzy będą trafiać do systemu zabezpieczenia społecznego, co może doprowadzić do jego przeciążenia i niewydolności. Jest to więc przerzucanie odpowiedzialności z jednego słabego systemu na inny słaby system.
Choć formalnie diagnostyka ma pozostać nielimitowana, nowy mechanizm rozliczeń może sprawić, że placówki przestaną wykonywać badania ponad zakontraktowany poziom.
Zgodnie z propozycjami NFZ, za świadczenia wykonane ponad limit placówki otrzymają jedynie 40 proc. ich wartości - i to dopiero po zakończeniu roku. W ocenie ekspertów oznacza to powrót do sytuacji sprzed lat, gdy dostęp do badań był w praktyce ograniczony ekonomicznie, a czas oczekiwania liczony był w miesiącach.
Szczególne obawy budzi fakt, że ograniczenia dotkną przede wszystkim diagnostyki na wczesnym etapie – zanim pacjent trafi do szybkiej ścieżki onkologicznej.
- Diagnostyka zaczyna się jeszcze przed wystawieniem karty DiLO (Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego). To właśnie ten etap jest dziś najbardziej zagrożony – mówi Joanna Frątczak-Kazana, wicedyrektorka Fundacji Onkologicznej Alivia. - NFZ zapewnia, że pacjenci nie ucierpią na tych zmianach. To nieprawda - podkreśla.
Jak wyjaśnia, karta DiLO wystawiana jest dopiero po potwierdzeniu nowotworu, a więc po wykonaniu badań, które mogą zostać ograniczone przez nowe zasady finansowania. - Szpitale już dziś nie są w stanie realizować świadczeń w terminie, a kolejkami w ramach DiLO same zarządzają – dodaje.
Dane przywoływane przez organizacje pokazują skalę problemu: jedna trzecia pacjentów w ogóle nie otrzymuje karty DiLO, a wśród tych, którzy ją mają, tylko 58 proc. przypadków realizowanych jest terminowo. Jednocześnie 37 proc. pacjentów czeka na diagnozę ponad trzy miesiące, a 19 proc. – dłużej niż pół roku.
- Oczekujemy przedstawienia stabilnego planu działania NFZ. Oszczędności powinny być rozłożone solidarnie - nie może być tak, że ich główny ciężar ponoszą pacjenci – mówi Joanna Frątczak-Kazana.
Oszczędzanie kosztem czasu pacjenta
Eksperci podkreślają, że skutki zmian będą odczuwalne nie tylko w onkologii, ale w całym systemie ochrony zdrowia.
- Jesteśmy świadkami niebezpiecznego precedensu – państwo próbuje oszczędzać na czasie pacjenta - mówi Dagmara Samselska z Fundacji Amicus i Unii Stowarzyszeń Chorych na Łuszczycę. – Pacjent z chorobą zapalną stawów nie może czekać roku na badania obrazowe. To prowadzi do nieodwracalnych zmian – dodaje.
Z relacji organizacji wynika, że pacjenci coraz częściej są odsyłani bez kwalifikacji do leczenia. - Odbieramy masę telefonów od pacjentów. Lekarze mówią im, że nie mogą ich zakwalifikować i proszą o pisanie listów do NFZ – podkreśla Dagmara Samselska. - W chorobach skóry takich jak choćby AZS skutkiem jest nie tylko pogorszenie stanu zdrowia, ale też depresja i wykluczenie z rynku pracy – zaznacza.
Brak leczenia to wyższe koszty w przyszłości
- W reumatologii czas odgrywa kluczową rolę. Choć diagnostyka się poprawiła, cofamy się w leczeniu - mówi Violetta Zajk ze Stowarzyszenia 3majmy się razem.
- Pacjent, który nie jest leczony, to przesunięcie kosztów na później. Ograniczenie diagnostyki oznacza pogorszenie stanu zdrowia i w efekcie wyższe koszty leczenia szpitalnego, a finalnie pacjent zwykle przestaje funkcjonować w społeczeństwie i trafia na rentę - dodaje. Diagnostyka i profilaktyka to nie koszt, ale inwestycja
Podobne wnioski płyną z obszaru chorób sercowo-naczyniowych. – Krajowa sieć kardiologiczna dopiero się rozwija, a ogromna grupa pacjentów pozostaje poza systemem - mówi Agnieszka Wołczenko z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pacjentów z Chorobami Serca i Naczyń EcoSerce. – Mieszkańcy mniejszych miejscowości muszą pokonywać dziesiątki, a nawet setki kilometrów, by dostać się do specjalisty. Przy niskich świadczeniach nie są w stanie finansować diagnostyki prywatnie – podkreśla.
System może nie wytrzymać
- Przy proponowanych zmianach rzesza lekarzy po prostu zrezygnuje z kierowania pacjentów na badania. Pacjenci diagnozowani zbyt późno trafią do systemu zabezpieczenia społecznego, który również nie udźwignie takiego obciążenia – mówi Dorota Korycińska z Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej. – Problem już istnieje, ale te decyzje mogą go zwielokrotnić - zaznacza.
Apel o wycofanie zmian
Organizacje pacjenckie podkreślają, że proponowane rozwiązania uderzają nie tylko w pacjentów, ale także w finanse publiczne. Ograniczenie diagnostyki prowadzi bowiem do późniejszego wykrywania chorób, bardziej kosztownego leczenia oraz wzrostu liczby osób niezdolnych do pracy.
Ich zdaniem system może wrócić do sytuacji, w której dostęp do badań będzie uzależniony od możliwości finansowych placówek, a nie od potrzeb zdrowotnych pacjentów. Dlatego apelują o wycofanie się z proponowanych zmian i przedstawienie długofalowego, stabilnego planu finansowania diagnostyki w Polsce.





