Od stycznia 2024 r. pełnoletnie osoby z niepełnosprawnościami mogą ubiegać się o świadczenie wspierające. Od początku budziło ono wiele emocji i kontrowersji. Karta oceny poziomu potrzeby wsparcia została przygotowana głównie pod osoby z niepełnosprawnością intelektualną i ruchową. Inne pominięto. Wiele osób niewidomych, głuchych i z zaburzeniami psychicznymi dostawało informację, że nie mają szans na świadczenie, więc nie ma sensu tracić czasu na wypełnianie wniosku.
Kilka miesięcy później fora dyskusyjne obiegła informacja, że 50-letnia kobieta, niewidoma od 20 lat, dostała aż 95 punktów. Ludzie byli zszokowani. Padło pytanie, co trzeba zrobić i jak ściemniać, żeby załapać się na tak wysoką punktację uprawniającą do świadczenia w maksymalnej wysokości. Ta zaskakująca decyzja komisji ośmieliła osoby z dysfunkcją wzroku do składania wniosków o ustalenie poziomu potrzeby wsparcia. Okazało się – zapewne tak jak w przypadku innych niepełnosprawności – że oceny są bardzo subiektywne. Miały na nie wpływ doświadczenia członków komisji oraz ich znajomość ograniczeń i możliwości niewidomych. Jeżeli członek komisji znał aktywną osobę niewidomą, przyznawał mało punktów. Jeżeli nie miał pojęcia o tej niepełnosprawności, był w stanie uwierzyć, że niewidomy nie jest zdolny samodzielnie zrobić kroku we własnym mieszkaniu. Kolejny raz okazało się też, że nie warto być aktywnym. Niepracująca osoba słabowidząca dostała 93 punkty, pracujące niewidome między 64 a 67. Świadczenie wspierające teoretycznie nie jest świadczeniem pomocy społecznej dla ubogich, a jak jest w praktyce? Dlaczego na liczbę punktów mają wpływ takie czynniki jak fryzura czy fakt posiadania znajomych?
W zeszłym roku na łamach „Integracji” zadałam pytanie: czy nowe świadczenie to rzeczywiście świadczenie wspierające, czy raczej wykluczające. Nadal jest ono aktualne. Mam na myśli nie tylko pytania w karcie samooceny i uznaniowość członków komisji, ale także niedostępność portalu Empatia, poprzez który składa się dokumenty. Nie znam nikogo niewidomego, kto zdołał przejść całkowicie samodzielnie proces rejestracji konta i wypełnienia wniosku. Co najmniej kilkoro z nas wysłało do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej żądanie zapewnienia dostępności portalu i kwestionariusza samooceny. Na razie jednak nic się nie zmieniło. Niedostępność portalu opóźnia wydawanie decyzji, ponieważ pracownicy zespołów wojewódzkich muszą wprowadzać do systemu dane z wniosków papierowych. Wiem od osób, które są już po spotkaniu z komisją, że mimo iż wniosek składały w wersji elektronicznej, decyzję dostały w papierowej; za pośrednictwem Empatii nie mogły też złożyć odwołania. Jak długo jeszcze ministerstwa będą mogły bezkarnie łamać prawo i nie przestrzegać ustawy o dostępności cyfrowej? Z powodu niedostępnego portalu osoby niepełnosprawne ponoszą straty finansowe. Uprawnionym do świadczenia ZUS wypłaca je od daty złożenia wniosku. Tymczasem wielu z nas nie może tego wniosku złożyć. Kto za to odpowie i zapłaci?
Być może wkrótce część osób niepełnosprawnych dozna kolejnego rozczarowania. Coraz częściej powraca temat likwidacji pułapki rentowej. Byłoby to dobre posunięcie, ponieważ ludzie nie baliby się awansu, rozwoju i podejmowania nowych wyzwań zawodowych. Jednak nie mówi się o tym, by likwidacja pułapki miała objąć renty rodzinne. Co w tej sprawie robi pełnomocnik rządu ds. osób niepełnosprawnych? Czy pozwoli na kolejną niesprawiedliwość, jak przy dodatku wyłącznie dla pobierających rentę socjalną?
Artykuł pochodzi z numeru 2/2025 magazynu „Integracja”
Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.






