Z Zuzanną Brodą – kobietą z rozszczepem kręgosłupa, która uwielbia sport i aktywność fizyczną – rozmawia Anna Tomanek. Zuzanna uprawia parawspinaczkę, w której w 2024 roku została wicemistrzynią Polski w kategorii AD, a rok później sięgnęła po mistrzostwo Polski. Startuje w maratonach oraz półmaratonach, nurkuje i skacze ze spadochronem w tandemie. Wózek jej nie ogranicza.
Czego nie wymieniłam, a co jeszcze można by dodać do tej listy?
Z pewnością góry. Od kilku lat są bardzo ważną częścią mojego życia i jednym z ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu, zwłaszcza w weekendy, kiedy mam obok siebie osoby chętne do pomocy.
Swoją górską przygodę zaczęłam kilka lat temu. Szczyty zdobywam m.in. z pomocą Fundacji Wandalistki, której najpierw byłam podopieczną, a później sama zostałam „Wandalistką”. Udaje mi się także wyjeżdżać w góry prywatnie, z osobami, które akurat uda mi się namówić. A tam, gdzie mogę, jadę sama. Dobrym przykładem są moje dwa samotne wejścia nad Morskie Oko.
Skąd u Ciebie taka aktywność i zamiłowanie do sportu? Kiedy to wszystko się zaczęło?
Sport był w moim życiu właściwie od zawsze. Najpierw jako kibicowanie – i to zostało mi do dziś. Później, jeszcze w podstawówce, zaczęłam chodzić na zajęcia pływackie i należałam do klubu Start Katowice. Przez jakiś czas jeździłam na zawody i zdobyłam kilkanaście medali.
Miłość do wody pozostała mi do dziś, choć do wyczynowego pływania już bym nie wróciła. Najpierw ze względów zdrowotnych, a później z powodu nauki w szkole z internatem w innym mieście musiałam z niego zrezygnować. Dziś nadal pływam, kiedy mam możliwość, ale już rekreacyjnie. Woda jest dla mnie również świetną formą rehabilitacji.

Od początku byłaś w sporcie osób z niepełnosprawnościami czy próbowałaś swoich sił także w sporcie osób pełnosprawnych?
Startując w maratonach i półmaratonach, jadę obok pełnosprawnych biegaczy. Na niektórych zawodach organizatorzy tworzą oddzielną klasyfikację dla osób poruszających się na wózkach czy handbike’ach, ale są to biegi organizowane przede wszystkim z myślą o osobach biegających. Można więc powiedzieć, że mam styczność ze sportem osób pełnosprawnych praktycznie cały czas.
Czy niepełnosprawność wpłynęła na Twój rozwój w sporcie? Jakie przeszkody stawały lub nadal stają Ci na drodze?
Staram się nie nazywać niepełnosprawności czy innych trudnych rzeczy przeszkodami. Jeśli gdzieś nie mogę wystartować albo czegoś zrobić, po prostu szukam innej aktywności lub innej możliwości. Nie obrażam się na świat, bo są w życiu rzeczy znacznie poważniejsze niż sport, którego akurat nie mogę uprawiać.
Kilka lat temu chciałam zdobyć Koronę PKO Śląskich Półmaratonów. Organizator jednego z biegów należących do Korony nie dopuścił mnie do startu ze względów bezpieczeństwa. Wybrałam więc inny bieg i w 2023 roku i tak zdobyłam Koronę. To dobrze pokazuje moje podejście: jeśli czegoś nie da się zrobić jedną drogą, próbuję znaleźć inną.
Sport to Twoja pasja. Jak udało i udaje Ci się zdobywać środki na jej realizację?
Pracuję zawodowo, dlatego wszystkie wydatki związane z moimi aktywnościami sportowymi pokrywam z własnych środków.
Jak łączysz pracę i życie zawodowe z pasją?
Sport uprawiam głównie w weekendy albo po pracy, więc łączę te dwa światy podobnie jak każda inna pracująca osoba. Nie ma tutaj żadnych specjalnych rozwiązań wynikających z niepełnosprawności – jestem takim samym pracownikiem jak inni.
Mam natomiast ogromne szczęście do ludzi, z którymi pracuję. Rozumieją moją pasję, wspierają mnie i cieszą się razem ze mną z każdego sukcesu. Jeśli raz na jakiś czas potrzebuję urlopu na wyjazd sportowy, mogę liczyć na ich zrozumienie. Każdej osobie z niepełnosprawnością życzę takich pracodawców i współpracowników.
Co daje Ci sport? Dlaczego parawspinaczka i maratony? Co czujesz na mecie?
Sport daje mi przede wszystkim wolność. Czuję ją podczas nurkowania, pływania, skoków spadochronowych czy parawspinaczki. W tych momentach jestem bez wózka i dla mojej głowy ma to ogromne znaczenie.
Nie będę udawać, że mam z wózkiem świetną relację. Tolerujemy się, bo musimy. Jest moimi nogami, ale gdy tylko mam możliwość zrobienia czegoś bez niego, bardzo to doceniam.
Najważniejsze jednak, co dał mi sport, to ludzie. Poznałam dzięki niemu osoby, które stały się moimi bliskimi znajomymi i na które mogę liczyć również poza zawodami. Z czasem medale tracą znaczenie. Nie zawsze pamiętasz wynik czy czas konkretnego biegu, ale pamiętasz ludzi spotkanych na trasie i mecie.
Parawspinaczka zaczęła się od Instagrama. Zobaczyłam rolkę Moniki Szynkowskiej, która pokonywała drogę na ściance wspinaczkowej, i pomyślałam: „Ja też tak bym chciała, ale to pewnie niemożliwe”. Zostawiłam komentarz, Monika odpisała mi prywatnie i dzięki niej trafiłam do Stowarzyszenia Skocznia w Warszawie.
Na początku dojeżdżałam na wspinanie pociągiem ze Śląska kilka razy w roku. Kiedy pojawiły się pierwsze Mistrzostwa Polski, Anna Radziejowska, prezeska Skoczni, namówiła mnie na start. Zdobyłam wtedy wicemistrzostwo Polski, mimo że trenowałam zaledwie kilka razy w roku.
Po tym sukcesie rozpoczęłam współpracę z Fundacją Sprawne Wspinanie. Trafiłam do trenera Kacpra i zaczęłam regularnie ćwiczyć w Bielsku-Białej. Pod jego kierunkiem zdobyłam mistrzostwo Polski. Obecnie mam dłuższą przerwę z powodów zdrowotnych, ale mam nadzieję niedługo wrócić.
Jeśli chodzi o biegi, wszystko zaczęło się w 2019 roku od inicjatywy „Więcej niż bieg”. Trafiłam na ogłoszenie skierowane do osób z niepełnosprawnością: jeśli chcesz wystartować w półmaratonie, znajdziemy osobę, która pobiegnie razem z Tobą.
Zgłosiłam się na Silesia Półmaraton. Założenie było takie, że cała grupa porusza się w jednym tempie i razem wpada na metę. Dla mnie tempo okazało się trochę za wolne. Mój partner biegowy Marek żartował później, że nie miał zakwasów, bo przez większość trasy sama kręciłam kołami. Od kolejnego biegu zaczęłam startować samodzielnie.
Na mecie każdego biegu czuję ogromne zmęczenie, ale przede wszystkim satysfakcję, że przekroczyłam kolejną granicę własnej wytrzymałości.
Bieganie pomogło mi też wyjść z najpoważniejszego kryzysu psychicznego w moim życiu. Był czas, kiedy startowałam niemal tydzień po tygodniu. Fizyczny wysiłek pozwalał mi choć na chwilę przestać myśleć o tym, co mnie bolało. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że bieganie było wtedy moją terapią.
Opowiedz nam o swoich największych i najważniejszych sukcesach i medalach. No i oczywiście o tytule mistrzyni.
Mam obecnie na koncie 27 półmaratonów i 9 maratonów, choć ta liczba już niedługo się zwiększy. W biegach zdobyłam m.in. PKO Koronę Półmaratonów Śląskich, srebrną Triadę Biegową Powstań Śląskich oraz złotą statuetkę Grand Prix 2024. W większości maratonów i półmaratonów w Polsce, w których brałam udział, stawałam na podium.
W tym roku zdobyłam także medal Złotej Serii 42. Żeby go otrzymać, trzeba w ciągu roku ukończyć trzy największe maratony w Polsce: w Krakowie, Warszawie i Poznaniu. Jestem obecnie jedyną kobietą poruszającą się na wózku w Polsce, która posiada ten medal.
Najważniejszym biegowym osiągnięciem pozostaje dla mnie jednak udział i ukończenie United Airlines NYC Half Marathon w Nowym Jorku.
W parawspinaczce najpierw zdobyłam wicemistrzostwo Polski w kategorii AD, a rok później mistrzostwo Polski. Ze wspinaniem wiąże się jednak jeszcze jeden sukces, ważniejszy dla mnie niż sportowe tytuły. Dzięki regularnym treningom nauczyłam się stać przy barierkach. Przy moim rodzaju schorzenia nie jest to wcale oczywiste. Dzisiaj mogę dzięki temu np. postać na koncercie, trzymając się barierki.
Jestem również dumna z certyfikatu nurkowego. Mam też na koncie 18 skoków spadochronowych w tandemie. Ważne jest dla mnie przede wszystkim to, że znalazłam przyjazną strefę, w której mogę skakać bez problemów i jestem traktowana na równi z innymi.
Z czasów szkoły podstawowej mam też kilkanaście medali w pływaniu na szczeblu ogólnopolskim.
Osobistym sukcesem była dla mnie również zmiana stylu życia. W 2016 roku schudłam ponad 20 kilogramów i przeszłam z rozmiaru 48 do 38. Pokazałam przede wszystkim sobie, że także kobieta z niepełnosprawnością, poruszająca się na wózku, może osiągnąć taki cel, jeśli pozwala na to zdrowie.
A kryzysy – mniejsze i większe? Miałaś chwile zwątpienia, zniechęcenia i porażki? Jak sobie z nimi radzisz?
Kryzysy były i pewnie zawsze jakieś będą. Jedna z najtrudniejszych sytuacji wydarzyła się podczas półmaratonu w moim mieście.
Startowała ze mną zawodniczka w tej samej kategorii. Wiedziałam, że tego dnia nie walczę o zwycięstwo, ale byłam przekonana, że trzecie miejsce jest w moim zasięgu. W pewnym momencie wyprzedziłam dziewczynę jadącą przede mną. Kiedy dotarłam na metę, okazało się jednak, że ona już tam jest. Skróciła trasę.
Zgłosiłam protest. Po około tygodniu organizator, m.in. dzięki relacjom innych biegaczy, ustalił, gdzie zawodniczka pojechała nieprawidłowo. Najbardziej bolało mnie poczucie niesprawiedliwości i fakt, że ktoś dla miejsca na podium i nagrody może postąpić nieuczciwie.
Nie chciałam wracać na ten bieg w kolejnym roku, ale inni biegacze bardzo mnie wspierali i namówili mnie na kolejny start. Wróciłam, ustanowiłam życiówkę na półmaratonie i z wyraźną przewagą pokonałam trzy zawodniczki, w tym tę samą dziewczynę. To było dla mnie najlepsze możliwe zamknięcie tej historii.
Jak wiemy, parawspinaczka i maratony to nie wszystko. Jest też nurkowanie. Skąd ta forma aktywności w Twoim życiu i jak czujesz się pod wodą?
Nurkowanie to jedna z niewielu aktywności, które nie pojawiły się w moim życiu przypadkiem. Marzyłam o nim już jako mała dziewczynka. Jako nastolatka razem z rodzicami sprawdzałam różne możliwości, ale lekarze odradzali mi nurkowanie ze względów zdrowotnych. Do 2013 roku miałam w głowie zastawkę związaną z moim schorzeniem i właśnie ona była przeciwwskazaniem.
Kiedy jako dorosła osoba pokonałam te problemy zdrowotne i zastawka została usunięta, zaczęłam szukać miejsca, w którym mogłabym spróbować. Tak trafiłam do Krakowa i Stowarzyszenia Nautica.
Po kilku miesiącach ukończyłam kurs i zdałam egzaminy teoretyczne oraz praktyczne w Sharm el-Sheikh w 2022 roku. Zostałam certyfikowanym nurkiem.
Pod wodą czuję się najlepiej. To dla mnie wyjątkowe poczucie swobody i możliwość całkowitego skupienia się na tym, co dzieje się w danej chwili.

Oprócz tego skaczesz ze spadochronem. Jak zaczęła się ta przygoda? Co czujesz w przestworzach? Nie bałaś się?
Skoki, obok nurkowania, są aktywnością, którą kocham najbardziej. Z biegania czy parawspinaczki mogłabym kiedyś zrezygnować, bo czuję się w nich spełniona. Skoków i nurkowania nie wyobrażam sobie tak łatwo zostawić.
Wszystko zaczęło się przypadkiem. W 2021 roku wzięłam udział w konkursie Fundacji Avalon, której jestem podopieczną. Trzeba było odpowiedzieć na pytanie: „Kto Cię inspiruje?”. Napisałam o mojej Mamie i o tym, jaki miała wpływ na to, kim jestem. Moja odpowiedź została nagrodzona, a nagrodą był skok spadochronowy w tandemie.
Po pierwszym skoku przepadłam. Wiedziałam, że chcę zrobić to jeszcze raz. Duże znaczenie miały też Półwysep Helski i ludzie, których tam poznałam. Do Jastarni regularnie wracam.
Czy się bałam? Nie. Dzisiaj na wysokości kilku kilometrów czuję przede wszystkim szczęście i zachwyt widokami. Podczas skoku liczy się tylko „tu i teraz”. Nie myślisz o tym, co zostało na ziemi.

O czym marzysz? Jakie masz plany i cele – w sporcie i poza nim?
Mam w głowie pewien duży górski plan poza granicami Polski, o którym oficjalnie jeszcze nie mówiłam. Nie chcę zdradzać konkretnego celu, ponieważ od kilku lat jego realizację blokuje brak sponsorów.
To byłoby coś naprawdę dużego i, z tego co wiem, niedokonanego dotąd przez osobę z niepełnosprawnością z Polski. Taki wyjazd wymaga jednak ogromnych środków. Bardzo chciałabym znaleźć kogoś, komu mogłabym przedstawić ten pomysł i kto uwierzyłby, że jestem w stanie go zrealizować.
Jeśli chodzi o sam sport, mogę z pełną szczerością powiedzieć, że czuję się spełniona. Osiągnęłam bardzo dużo, a każdy kolejny sukces przyjmuję z wdzięcznością.
Moje największe marzenie nie jest jednak związane ze sportem. Od dziecka chciałam założyć rodzinę i to marzenie nadal jest dla mnie najważniejsze.
Medale są miłe, podobnie jak przesuwanie własnych granic, ale kiedy wraca się do domu, najważniejsze jest to, żeby mieć z kim dzielić sukcesy i porażki, z kim porozmawiać i dla kogo być ważnym.
Mam wspaniałych rodziców i rodzeństwo. Tacie zawdzięczam wiernego kibica, Mamie ogromną część mojej samodzielności. Ale najbardziej chciałabym założyć własną rodzinę. Chciałabym mieć kochającego męża, który zaakceptuje mnie razem z moim zdrowiem i niepełnosprawnością, oraz przynajmniej jedno dziecko, a jeśli zdrowie pozwoli – więcej.
Przez lata zdarzało mi się słyszeć, że byłabym „odpowiednią” kobietą, gdyby nie wózek czy niepełnosprawność. To boli. Kiedyś próbowałam przekraczać kolejne granice, żeby udowodnić sobie i innym swoją wartość. Dziś wiem, że nie muszę już nikomu niczego udowadniać.
Wiem, że jeszcze w tym roku wybierasz się na maraton w Chicago, zaliczany do grona najważniejszych maratonów na świecie – Abbott World Marathon Majors. Zdradzisz nam więcej szczegółów?
Bardzo doceniam wszystkie maratony i półmaratony, które pokonałam w Polsce, ale w pewnym momencie poczułam monotonię. Zdobyłam to, co chciałam, i zaczęłam szukać nowych emocji. Chciałam przebiec półmaraton poza granicami Polski.
Tak w marcu trafiłam na United Airlines NYC Half Marathon w Nowym Jorku. Wyjazd był świetnie zorganizowany. Kiedy później usłyszałam, że są jeszcze wolne pakiety na maraton w Chicago, od razu napisałam do firmy, z którą byłam w Nowym Jorku. Jeszcze tego samego dnia otrzymałam odpowiedź, że mogę lecieć z nimi i że pomogą mi w formalnościach.
11 października stanę więc na starcie jednego z największych maratonów świata.
Odkryłam przy okazji nową formę podróżowania – zwiedzanie świata poprzez międzynarodowe biegi. Nowy Jork pokazał mi, że sam start jest tylko częścią całego doświadczenia. Atmosfera była niesamowita. Obcy ludzie krzyczeli do mnie, że dam radę i że meta jest już blisko.
Poza biegiem spełniłam też małe prywatne marzenie. Zobaczyłam budynek, którego fasadę wykorzystano w moim ukochanym serialu „Friends”. Popłynęły łzy. Takie wspomnienia pokazują mi, że wynik czy medal są ważne, ale czasami cała podróż znaczy jeszcze więcej.
Co powiedziałabyś innym osobom z niepełnosprawnościami, którym być może brakuje trochę odwagi, żeby przełamać lęk i realizować marzenia?
Jeśli naprawdę czegoś pragniesz i realizacja tego marzenia zależy przede wszystkim od Twojej decyzji, warto spróbować.
Szukaj możliwości. Przeszukuj internet, dzwoń, pisz, pytaj. Sprawdzaj, gdzie i w jaki sposób możesz zrobić to, o czym marzysz.
Ja właśnie w ten sposób dotarłam do ludzi, którzy pomogli mi zrealizować moje marzenie o nurkowaniu. Nie zraziły mnie kilometry ani godziny spędzane w pociągach.
Dzisiaj jestem certyfikowanym nurkiem i mam za sobą dwa niezapomniane wyjazdy do Egiptu. Jedna decyzja – żeby zacząć szukać możliwości – dała mi ostatecznie znacznie więcej, niż na początku sobie wyobrażałam.





