Osób z niepełnosprawnościami ciągle jest mało w kulturze popularnej – w telewizji, reklamie, filmach i serialach. Statystycznie, według Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań z 2021 r., w Polsce jest 14,1 proc. osób z niepełnosprawnościami. Natomiast nikt chyba nie dokonał pomiarów związanych z pojawianiem się tych osób w popkulturze, a już na pierwszy rzut oka widać, że do 14 proc. jest jeszcze daleko.

Kiedy chcesz być tłem… Jako nastolatka postanowiłam, że zostanę aktorką. Wtedy chyba po raz pierwszy świadomie odnotowałam, jak niewiele osób z niepełnosprawnością widuję w filmach, serialach czy telewizji… Pamiętam, że podzieliłam się moim marzeniem i obawami z kimś mądrym. „Będziesz musiała pisać scenariusze filmowe, a potem sama w tych filmach grać!” – usłyszałam.

Bycie scenarzystką nigdy mnie nie interesowało, a że zawsze miałam milion pomysłów na minutę, to i moje aktorstwo zostało wyparte innym pomysłem. We wspomnianych „odległych czasach”, czyli na początku XX wieku, nie widziałam zbyt wielu osób z niepełnosprawnościami w popkulturze. Pamiętam jednego aktora z „Klanu” (szybko sprawdzam w internecie i – jest! – Piotr Swend grający Maćka Lubicza nieprzerwanie od 1997 roku!). Pamiętam też, że w którymś z młodzieżowych seriali dostrzegłam osobę na wózku – to było w „Radiostacji Roscoe” albo w „Degrassi. Nowe pokolenie”. Moja pamięć jest równie niepewna jak nieprecyzyjne informacje znalezione na szybko w wyszukiwarce Google’a. To były też czasy, gdy znana piosenkarka Monika Kuszyńska uległa wypadkowi samochodowemu. Cały polski świat celebrytów zamarł, a ja pamiętam liczne nagłówki prasowe i wzmianki w programach informacyjnych dotyczące tego, czy pani Monika kiedykolwiek stanie na nogi i czy jej życie już zawsze będzie tragiczne.

Taka to była niepełnosprawność w popkulturze za „moich młodzieńczych czasów”. I choć osoby z niepełnosprawnościami coraz częściej widać, to jest nas nadal mało. Powody są różne: brak chętnych, ale też trudności związane z pracą na planie. Myślę, że łatwiej tworzy się serial lub film, w którym niepełnosprawność jest głównym tematem, bo wtedy wszystko, nawet warunki na planie, można przygotować pod tę niepełnosprawność. Trudniej jest zrobić z osób z niepełnosprawnością tło: spacerowiczów w parku czy znajomych na imprezie. Choć statystowanie jest fajną przygodą, to jednak bardzo niewdzięcznym zajęciem, właśnie ze względu na bycie wspomnianym tłem. Ale bycia tym tłem potrzebujemy, aby zwiększyć naszą widoczność w mediach i ogólne społeczne „opatrzenie się”.

Statystowałam raz w produkcji kinowej – dzień przed, mając zarezerwowany przejazd pociągiem i nocleg, dowiedziałam się, że plan został przesunięty na kolejny dzień. Kiedy indziej odwołano mój udział, wcale mnie o tym nie informując. Raz byłam też zatrudniona na planie wyjazdowym, tylko nikt nie wiedział, czy podstawiony bus będzie dostępny dla osoby na wózku. O szukaniu dostosowanej toalety w okolicznych hotelach i proszeniu obsługi o wpuszczenie mnie (bo na planie postawiono za mało toi toiów i żadnego dostosowanego) już nawet szkoda wspominać.

Podobnie wygląda świat produkcji telewizyjnych. Choć ostatnio bardzo się ucieszyłam, widząc mężczyznę na wózku inwalidzkim grającego w „Kole Fortuny”, to ciągle nie mogę wyrzucić z pamięci faktu, że wiosną dostałam się do jednego z teleturniejów „słownych”, a potem się okazało, że jako osoba na wózku nie mogę wziąć w nim udziału, ponieważ nie dosięgnę do przycisków. Oczywiście gdybym sama nie zaczęła się dopytywać, nikt by mnie o tym nie poinformował, a ja pojechałabym na darmo z Gdańska do Wrocławia. 

Na szczęście miałam też przyjemność pracować na planach, na których wszystkich traktowano z szacunkiem. Istnieją agencje castingowe i producenci, którzy widzą wartość w pojawieniu się na planie osoby na wózku. Niestety, aby osób z niepełnosprawnościami było więcej w popkulturze, wszyscy musimy się zmienić. Osoby z niepełnosprawnością muszą częściej się zgłaszać do produkcji, bo łatwo jest pisać w internecie, że ciągle nas za mało na ekranie, ale równie często słyszę, że jestem pierwszą osobą na wózku, która do danej agencji lub produkcji się zgłosiła. A do tego tańca zdecydowanie potrzeba dwojga!


Artykuł pochodzi z numeru 5/2025 magazynu „Integracja”. 

Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.