W połowie grudnia br. odbyła się w nowo powstałym miejscu – Warszawskim Centrum Dostępności, finansowanym przez Miasto Stołeczne Warszawa – rozmowa o genezie komfortek, Koalicji „Przewijamy Polskę” i wyjątkowym miejscu na mapie stolicy, w którym znajduje się komfortka wyposażona optymalnie. Oto zredagowany zapis rozmowy, ze skrótami, nagranie natomiast jest dostępne na https://wcd.warszawa.pl/. 

Anna Żórawska: Oto kolejny odcinek „Warszawy Dostępnej”, podcastu, który realizujemy w ramach Warszawskiego Centrum Dostępności. My, czyli Fundacja Kultury bez Barier. Projekt finansuje Miasto Stołeczne Warszawa. Ja się nazywam Ania Żórawska, jestem prezeską Fundacji Kultury bez Barier i mam ogromną przyjemność prowadzić te podcasty i zapraszać tak wyjątkowe osoby, jak Agnieszkę Jędrzejczak-Sprychę, która jest redaktorką, sekretarzem redakcji magazynu „Integracja”, dyrektorką Biura Koalicji „Przewijamy Polskę”, współprowadzi także stronę www.komfortki.pl – kompendium wiedzy i bazę lokalizacji ponad 70 komfortek w Polsce. Dzień dobry, Agnieszko.  

Agnieszka Jędrzejczak-Sprycha: Dzień dobry, dziękuję za zaproszenie.  

AŻ: I goszczę też Lidię Krawczyk, z którą się znamy nie od dziś, z którą działamy w dostępności. Lidka jest taką osobą, która absolutnie zmienia rzeczywistość, a jest dyrektorką Domu Kultury „Świt” i wielu innych lokalizacji, w tym miejsca, które stworzyła od zera – Domu Otwartego, jedynego takiego w Warszawie i chyba w Polsce. „Hubu Dostępności” – jak mówiliśmy kilka lat temu, ale teraz to podkreślamy, bo oprócz tego Lidia jest w tym roku laureatką Nagrody Głównej Konkursu „Warszawa Dostępna” za całokształt działalności, za inkluzywną i dostępną przestrzeń. Cześć, Lidia. Lidia Krawczyk: Witajcie.  

AJS: Gratulacje.  

AŻ: Tak, gratulacje jeszcze raz. My z miastem obiecaliśmy sobie promować tu laureatów i laureatki tych nagród, żeby im dziękować, doceniać ludzi dostępności. A dzisiaj porozmawiamy o komfortkach. (…) Agnieszko, na Waszej stronie internetowej jest coś, co bardzo porusza, i pozwolę sobie to przytoczyć: „Każdego dnia około 150 tysięcy dorosłych niesamodzielnych osób korzysta z pieluchomajtek i innych środków chłonnych. Poza domem robią to zwykle w niehigienicznych i urągających ich godności i bezpieczeństwu warunkach. Na ratunek pospieszyły im w 2021 r. organizacje pozarządowe. Zawiązana przez nie Koalicja prowadzi Akcję społeczną „Przewijamy Polskę” i zabiega o komfortki w całym kraju. Służy także wiedzą, doświadczeniem i wsparciem merytorycznym”. Ty jesteś od samego początku związana z tą akcją. Proszę, przybliż nam i naszym słuchaczom i słuchaczkom, czym jest ruch społeczny „Przewijamy Polskę”.  

AJS: „Przewijamy Polskę” narodziło się w 2021 r. przez zawiązanie koalicji pięciu organizacji pozarządowych, ale po czterech latach zostały trzy organizacje. Od razu była taka nazwa, bo inicjatywa ta wypączkowała w Poznaniu, od Ani Nowak z „Żurawinki, czyli ze Stowarzyszenia na Rzecz Dzieci i Dorosłych Osób z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym „Żurawinka” w Poznaniu. Pozdrawiamy Anię. Ania zainicjowała naszą akcję, znalazła przez internet kilka organizacji. Ja dowiedziałam się przez prywatny kontakt z nią i złożyłam swój akces, tak awansem, w imieniu Integracji. Potem uzyskałam zgodę naszego zarządu. Ewę Pawłowską, prezes Integracji, też pozdrawiamy. Koalicja zamknęła się, że tak powiem, na tych pięciu organizacjach. Stworzyło ją pięć kobiet, pięć prezesek, pięć liderek.  

AŻ: Kobiety – jakie to piękne.  

AJS: Zaczęły działać 5 maja, więc te piątki towarzyszą nam od początku, a 5 maja jest szczególną datą, gdyż to Dzień Walki z Dyskryminacją Osób z Niepełnosprawnością i Dzień Godności Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną.  

AŻ: Miesiąc różnorodności – też dopowiedzmy, świadomości niedostępności, więc naprawdę maj jest taki „służący”.

AJS: To była bardzo dobrze wybrana na początku data i wszystko potoczyło się bardzo szybko, to znaczy w ciągu miesiąca. Wzorem dla nas jest koncepcja pomieszczeń o nazwie changing places, angielska, i tutaj liderem na świecie jest Wielka Brytania. Wiadomo było, że takiej nazwy nie możemy utrzymać ani co do wymowy fonetycznej, ani spolszczonej.  

AŻ: I prostego języka, powiedzmy sobie. Prosty język też nam przyświeca w dostępności. AJS: Szybko pojawił się pomysł na konkurs na nazwę i tutaj do akcji wkroczyły magazyn „Integracja” i portal Niepelnosprawni.pl, które są największymi mediami w Polsce dotyczącymi niepełnosprawności. Portal ma zasięgi setek tysięcy miesięcznie, a gazeta 20 tys. nakładu, czyli bardzo wysoki jak na współczesną prasę. Pismo jest bezpłatne, portal oczywiście też. Mieliśmy prosty pomysł – należało przysłać swoją propozycję, dowolną liczbę pomysłów. Wszystkich nadeszło 1501.  

LK: I z piątką w środku.  

AJS: To prawda. Były osoby, które przysyłały dziesiątki propozycji. Były takie, które jedną, i w zasadzie pewien pan z Poznania przysłał jedną nazwę: komfortkę, i nie ukrywam, że ona była od początku faworytką. Moją – zdecydowanie. Jury było szerokie, reprezentujące wszystkie środowiska, bo były i osoby z niepełnosprawnością, i nasze prezeski, i redakcja, zaprosiliśmy też prof. Michała Rusinka, jako przewodniczącego, aby nadać konkursowi odpowiednią rangę.  

AŻ: Niesamowite, ja tej historii nie znałam.  

AJS: Spotkanie odbyło się online, bardzo burzliwie, dużo nazw od razu odpadało. Najpierw była preselekcja, bo wszyscy pracowaliśmy na tym półtora tysiąca wyrazów i konstrukcji, bo były i hybrydy polsko-angielskie, i jakieś neologizmy mniej lub bardziej trafne, i określenia proste, typu „miejsce zmiany”, bo tyle changing places oznacza w języku angielskim. I dzięki temu jest dwuznaczne, ponieważ dotyczy i zmiany środków chłonnych czy innych, i z drugiej strony powoduje szansę na zmianę w życiu. Człowiek może wyjść, nie jest tak ograniczony jak dotąd w sytuacji toaletowej albo jakiejś innej krytycznej, bo ma szansę zmienić środki chłonne, zmienić odzież albo np. odpocząć chwilę. Powiem też, bo to ciekawe, że prof. Rusinek nie był zwolennikiem nazwy komfortka, ale głosowanie demokratyczne spowodowało, że ona wygrała. AŻ: To ja spytam, z jakiego powodu nie był przychylny (…) i z czego wynikał sprzeciw pana profesora?  

AJS: Nie sprzeciw, bo wszyscy mieliśmy po jednym głosie, ale nie było jego zachwytu i zdaje się, że był zwolennikiem którejś dwuczłonowej nazwy. A komfortka to neologizm. Oczywiście sprawdziliśmy w internecie, czy takie słowo istnieje. Jest w języku czeskim, i to jakaś część samochodowa. Więc było dla nas bezpieczne. No i podobało się części jury, nie wszystkim osobom z niepełnosprawnością, natomiast nam w Integracji (bo redakcja też miała swoich reprezentantów) i mnie szczególnie podobało się dlatego, że jest bardzo zgrabne, poprawne słowotwórczo, zgodne z gramatyką języka polskiego, jest pojemne i pozytywne. Ono się nie kojarzy z tym, czego się tam dokonuje.  

AŻ: Lidio, kiedy stawiałaś Dom Otwarty, szukałaś wszystkiego, co jest w dostępności, żeby wdrożyć, żeby zaaplikować w Domu Otwartym. Pamiętasz swoje pierwsze spotkanie ze słowem komfortka?  

LK: Pamiętam, że nie wiedziałam, że to się tak nazywa, i doświadczamy tego cały czas, bo przez 2,5 roku funkcjonowania Domu Otwartego, oprócz tego, że prowadzimy tam zajęcia i wydarzenia dostępne, to bardzo dużo się tam odbywa wizyt studyjnych osób, które w jakiś sposób zawodowo zajmują się dostępnością, i komfortka – co trochę smutne – cały czas się nie przebija. Zawsze jest to nazywane: „A, to ten przewijak dla osób dorosłych”. AJS: O, będę protestować za ten „przewijak”.  

LK: Ale tak wygląda codzienność, niestety. Mówimy: komfortka, i faktycznie ta nazwa powoduje dobre skojarzenia. Ale nie jest tak, że to słowo wyjaśnia funkcjonalność pomieszczenia. Natomiast gdy ktoś już wie, że takie pomieszczenie jest, to przypisanie mu tego radosnego słowa jest dokładnie tym, co Agnieszka ujęła: odczarowaniem tych trudnych spraw higienicznych albo sytuacji, gdy trzeba reagować.  

AŻ: Dodam od siebie, że mi ta nazwa bardzo się spodobała od początku, ale też dlatego, że jesteśmy w naszej bańce dostępnościowej. My wiemy, że przede wszystkim liczy się człowiek, jego podmiotowość. I dla mnie komfortka wiązała się z komfortowymi warunkami. (…) Muszę zwrócić na coś uwagę, bo panie siedzicie dłużej i mocniej w walce o powstawanie coraz większej liczby takich miejsc, i wiecie, znacie ten trud, jak kogoś namówić, jak znaleźć lokalizację.  

AJS: I pieniądze.  

LK: I to się przekłada na pewną sprzeczność, że mamy 70 komfortek, bo mówicie z dumą, że te 70 jest superwynikiem. Ale w wielomilionowym państwie, w tylu miastach, to jest bardzo słaba statystyka. I też pokazuje, jaka jest przy tym walka i każde kolejne miejsce jest sukcesem. Więc mam jakby taki dysonans i chcę zaznaczyć, że te 70 to mało.  

AŻ: Tylko jedną rzecz wtrącę, jeśli mogę w kontekście tej siedemdziesiątki i miejsca, w którym jesteśmy, czyli Warszawskiego Centrum Dostępności. Apelujemy o to, żeby sprawdzać też deklaracje dostępności na stronach wielu podmiotów, bo tam też są komfortki, a nie zawsze trafiają do bazy adresowej na www.komfortki.pl. Wiemy to też z naszych doświadczeń w tworzeniu map i baz wokół pętli indukcyjnych. Nie każdy zgłasza się do naszej bazy, ale gdzieś je w deklaracjach znajdujemy, więc pewnie też jesteście w takiej sytuacji.  

LK: Powiedzmy o tym, co miało miejsce, zanim zaczęłyśmy nagrywać, że my w Domu Otwartym po jakimś czasie uzupełniliśmy nasze pomieszczenie o podnośnik, ale już nam uciekło, żeby poinformować Koalicję „Przewijamy Polskę” i odbiorców. Czegoś nie dopełniliśmy. Więc korzystając z okazji, uczulamy, żeby aktualizować informacje o wyposażeniu komfortek.  

AJS: Tak, dlatego 70 lokalizacji to i mało, i dużo, ponieważ to są komfortki zgłoszone, te, które „przyszły” do nas z fotografiami, opisami albo które my w jakiś sposób pilotowaliśmy, bo ktoś się zwrócił do nas i pytał, jak je robić. I za nie bierzemy odpowiedzialność, choć raz czy dwa zdarzyły się nam sytuacje, że komfortka była od zawsze w bazie, a gdy pojechałam i sprawdziłam to miejsce, to okazało się, że jest nieczynna, bo trwa remont czy jest zmiana zarządcy. Nikt nas o tym nie poinformował. Z całą odpowiedzialnością mogę natomiast powiedzieć, że na 100 procent jest 100 procent więcej w Polsce komfortek, niż mamy w bazie. Wiemy, że są miejsca niezgłaszane nam z różnych powodów, bo np. są w obiektach zamkniętych, jak szkoły czy ośrodki, więc nie są dostępne dla ludzi z ulicy. I nie są dostępne 7 dni w tygodniu ani długo. Oczywiście cieszymy się ze wszystkiego. Cieszymy się z tego, że pojawia się komfortka w jakiejś organizacji, choć ona pracuje od 9.00 do 17.00. Bo jest to już punkt na mapie. Nie będę natomiast bronić tego wyniku, bo jest, jaki jest. My śledzimy brytyjskie osiągnięcia i wiemy, że Wielka Brytania w kilka lat doszła do 1,5 tysiąca swoich changing places. Między innymi dlatego, że włączyła się w akcję sieć marketów Tesco. Tesco wyszło już z Polski, ale to tak, jakby któraś z sieci u nas, która ma 800 czy 1000 sklepów, po prostu wszystkie swoje toalety doposażyła w leżanki i podnośniki.  

AŻ: O to będę jeszcze pytała. Co z miejscami, gdzie jest nas najwięcej? Gdzie najwięcej osób chodzi? Czy tam są komfortki? Ale zanim do tego dojdziemy, to chciałabym spytać, jak byśmy sobie wyobrażały, żeby działały komfortki, żeby były w miejscach ogólnodostępnych. Kto tak naprawdę może korzystać z komfortek? Agnieszko, to jest pytanie do Ciebie. A o to, kto faktycznie korzysta z nich w Domu Otwartym – pytanie powędruje do Lidii. Kto może korzystać z komfortek? Czy tylko osoby uprawnione? Czy każdy? Bo powiedziałaś o odpoczynku, o przebraniu się. Czy rozszerzacie to pojęcie? Czy to jest stricte dla wybranej grupy osób?  

AJS: Pierwsza grupa, do której skierowana jest ta idea, to osoby z niepełnosprawnością ruchową, poruszające się na wózkach i osoby niesamodzielne, zależne. Te, które trzeba obsłużyć, które obsługuje bliski, asystent, członek rodziny czy ktoś inny. Czyli tak naprawdę dokonuje jakiejś czynności, która się odbywa na leżąco, albo przygotowuje do niej. Dlatego tu nawiążę do tego przewijaka. Z całą odpowiedzialnością nie chcemy, żeby w kontekście dorosłych ludzi pojawiło się „przewijanie” czy „przewijak”. Łóżko, kozetka, na której się to odbywa, to jest kozetka albo leżanka. Pomieszczenie jest komfortką. To jest pierwsza rzecz, taki porządek na początek. Czyli od razu wskazówka, że nie mówimy: przewijak dla osób dorosłych i komfortki. Bo po to powstało to słowo. Na początku była idea „Przewijamy Polskę”, a teraz jeśli się pojawią dwa nasze logotypy i dwie nazwy, to wszystko się zbliża. Przewijanie nam się kojarzy z dzieckiem albo osobą, która tych środków używa na co dzień. Natomiast są to pomieszczenia higieniczno-sanitarne, skierowane do osób z niepełnosprawnością ruchową i które mają w godny i bezpieczny sposób jakiejś operacji pielęgnacyjnej dokonać. Ale nie tylko tego się dokonuje w pozycji leżącej, bo można zmieniać opatrunek, można przyjąć jakieś wlewki doodbytnicze przeciwpadaczkowe. Można przyjąć zastrzyk z insuliny. Są osoby, które potrzebują bardziej niż inni ludzie rozebrać się, są osoby ze stomią. Chodzi też o to, żeby można ubranie gdzieś położyć, torebkę, wszystko, co się ma ze sobą. Nie na podłodze. Komfortki to pomieszczenia, a leżanki – to pierwsze doposażenia tych pomieszczeń, są alternatywą dla podłogi. I teraz trochę pokutuje to nasze założenie, że wystarczy leżanka, bo ja sobie statystyki wynotowałam, że na 72 zgłoszone u nas w bazie komfortki, tylko 19 ma podnośniki. One są traktowane jako jakiś dodatkowy sprzęt, choć tak nie powinno być, ponieważ bezpiecznego i wygodnego transferu z wózka i z powrotem dokona tylko osoba, która ma sprawne ręce.  

AŻ: Zanim przejdziemy dalej może i oddamy głos Lidii, to uporządkujmy. Co powinno się znaleźć w komfortce?

AJS: Zacznę jeszcze od powierzchni. Bo na tym polega problem w Polsce, że komfortka komfortowa ma 12 mkw powierzchni. To jest bardzo dużo jak na pomieszczenie sanitarne czy na toaletę. Zwykle gdy mamy 8–9 mkw, to czujemy, że to duże pomieszczenie. W nim jest leżanka, najlepiej regulowana elektrycznie, obniżana do takiego poziomu, jaki jest potrzebny. I ten podnośnik, który umożliwia transfer człowieka w takim specjalnym nosidełku, uprzęży, kamizelce – różnie się na to mówi. Dzięki temu asystent czy opiekun nie dźwiga i ta osoba też jest bezpieczna, bo jest zapięta w tę uprząż na wózku, i potem sobie po prostu jedzie i opada, jest opuszczona na leżankę, i w drugą stronę wraca. Czyli komfortka to też jest pomieszczenie, które bardzo pomaga osobom opiekującym się. A w większości są one starszymi osobami, kobietami, a osoba na wózku nierzadko waży 80 czy 100 kilogramów, bo rzecz dotyczy i starszych dzieci, które już na tym przewijaku dla dzieci się nie zmieszczą. Tam jest chyba nośność ze 25 kilogramów, a są młodzi ludzie, którzy mają 12–15–16 lat i blisko 2 metry wzrostu. Taki człowiek jest szczupły, bardzo lekki, ale może spastyczny, czyli problemy są przeróżne. Dlatego mówimy też o tym, że ta grupa jest bardzo szeroka i teraz w niej są też... nie wiem... osoby starsze, które właśnie muszą przyjąć czy jakiś środek, czy zwyczajnie poleżeć chwilę, czy też używają różnych wkładek urologicznych, czy też środków na nietrzymanie moczu. To też jest jakby takie może nie tabu, ale trochę tabu, choć coraz więcej się o tym mówi.  

AŻ: Za nami jest podcast właśnie o toaletach i o nietrzymaniu moczu. Zatrważające są wyniki dotyczące nietrzymania moczu, nie tylko wśród osób starszych, ale coraz młodszych, młodzieży – z powodu tego, co jemy, jaki mamy styl życia... Tego nie widać, ale ta grupa jest bardzo, bardzo szeroka.  

AJS: Już wspomnieliśmy o ludziach ze stomią, tych, którzy mają opatrunki, i chodzi o to, że gdy coś się dzieje, to człowiek musi się rozebrać, położyć i spokojnie wyjąć to, co ma w torbie, a nie rozkładać worek na posadzce. Nie mówiliśmy jeszcze o tych drastycznych stytuacjach przedkomfortkowych w Polsce, ale i ciągle obecnych, że te osoby są przewijane na podłodze, w toaletach publicznych, na worku, a jeśli go nie ma – na jakimś kocyku. Jedna osoba leży na podłodze, a druga przy niej klęczy. To jest i trudna, i upokarzająca, i niebezpieczna sytuacja, no a później trzeba podnieść to swoje dziecko, męża, żonę czy rodzica z podłogi. Te 150 tys. osób w Polsce jest wzięte z sytuacji w Wielkiej Brytanii. Oni mieli policzone osoby zależne w stosunku do całej populacji, a u nas według naszych proporcji wyszła taka liczba, choć ona w rzeczywistości jest większa.  

AŻ: A jak jest faktycznie w Domu Otwartym, Lidio? U ciebie bardzo dużo się dzieje, macie bogatą ofertę, cały czas ją rozwijacie, szukacie nowych rozwiązań. Kto najczęściej korzysta z komfortki w Domu Otwartym? Powiedzmy też, że szykujesz drugą komfortkę. Gdzie?  

LK: W Domu Otwartym od początku projektu architektonicznego przewidzieliśmy pomieszczenie, w którym została zamontowana leżanka, jest też dokupiony podnośnik. No i jesteśmy teraz w procesie – do wiosny powinniśmy mieć skończone nowe pomieszczenie w Domu Kultury „Świt”, czyli na warszawskim Bródnie, w naszej głównej siedzibie. To budynek z 1958 r, w którym mamy toaletę dostępną na poziomie 0, a teraz doposażamy budynek w windę i toaletę dostępną na pierwszej kondygnacji, ale już z leżanką i podnośnikiem. AJS: Czy będzie 12-metrowa?  

AŻ: Mam dokładnie to samo pytanie. Czy już będzie w tych parametrach, które rekomenduje Koalicja „Przewijamy Polskę”?  

LK: Powiem tak: będziemy za chwilę to projektować, więc tak planujemy. Mamy już wysoką świadomość, żeby wszystko było dobrze. To będzie druga lokalizacja na terenie dzielnicy. A kto korzysta? Przede wszystkim dużo więcej osób przychodzi już do nas, bo wie, że jest komfortka, choć tylko procent z nich de facto musi skorzystać. Pani Emilia, mama pełnoletniej córki, której asystuje przy toaletowych czynnościach, powiedziała mi, że często nie korzysta z komfortki, ale sama świadomość, że może tam pojechać, bo ma komfort, gdy jej się córka przemoczy. Ma komfort... Korzysta dużo osób w spektrum autyzmu, które na przykład nie zdążą się skomunikować z rodzicem czy z nami na czas, by pójść do toalety. Są zaabsorbowane daną czynnością, a w razie problemów mają się gdzie przebrać. Są jeszcze urzędnicy i pracownicy instytucji, którzy bardzo by chcieli, żeby u nich były komfortki. Nigdy też u nas, a to jest zespół pięćdziesięciu paru osób w czterech lokalizacjach, nie było jakiegoś dyskomfortu, że będzie trzeba tam pomóc, posprzątać – bo różne rzeczy mogą się zadziać. My nie mamy z tym problemu, a zdarzało się, że podczas wizyt, które się u nas odbywają, jakiś dyrektor mówi: „chcecie komfortkę, a nie każdy po sobie posprząta”, i tak dalej. My na to odpowiadamy, że u osób z niepełnosprawnościami i asystentów jest wdzięczność za to miejsce, i naprawdę tam się nic złego nie dzieje. Dla obsługi nie żaden problem, nie niesie żadnych negatywnych skutków, a uwierzcie mi... nie chcę się wzruszać, ale...  

AŻ: Wzruszaj się, naprawdę, to jest prawda o dostępności.  

LK: Przychodzi asystent czy opiekun i ze łzami w oczach mówi, że to jest przecudowne, że to jest coś, co powinno być standardem. Cały czas nas to cieszy, i ja wszystkich namawiam, którzy są w procesie jakiejś modernizacji, żeby robili komfortki, żeby doświadczyć, jak to dla nas nie jest nic wielkiego, a jaki może dać komfort, te 12 metrów w naszych kilkuset–kilkutysięcznometrowych instytucjach. Jak wiele zmienia. Padają pytania, ile osób skorzysta. Pacyfikujmy do ziemi za takie pytania, bo gdy przyjdzie tysiąc osób w sezonie, z których dwie skorzystają, to jest nasza nowa grupa docelowa. Nie jest tak, że przyjdzie tysiąc osób, które potrzebują komfortki, czyli tysiąc osób skorzysta. Ja jako organizator wydarzenia czy prowadzący usługi mam swojego odbiorcę w pełni na tym, co dla niego przygotowaliśmy. Nie ma już patrzenia, że musi wyjść pół godziny wcześniej, bo trzeba jeszcze dojechać do domu, zdążyć...  

AJS: Albo otworzyć klapę samochodu, bo też i takie są patenty, i tam dokonać takiej operacji. Tak też się to odbywa. Na ławce gdzieś w krzaczkach, w ustronnym miejscu.  

LK: Ja jeszcze tylko dodam, korzystając z możliwości dotarcia do innych osób, że jak się pójdzie na różne targi dostępności albo spotkania, gdzie są wystawcy, to oferta może przerazić. Ten cały mechanizm automatycznego podnośnika zintegrowanego z leżanką może powodować, że część zainteresowanych powie: nie u nas, my mamy tu trochę skosu, więc nie ma opcji.  

AJS: Ale mamy różne rozwiązania. Są podnośniki na kółkach i kilka typów innych podnośników – od sufitowego zaczynając przez jezdny, który jest największy, po różne boczne czy do posadzki montowane. Po to są eksperci, by doradzili. (…) I w tym momecie przerywamy, zachęcając do odsłuchania całej rozmowy, by dowiedzieć się m.in., jak doszło do zmiany prawa na rzecz komfortek, ile kosztuje komfortka, co to są komfortki plenerowe i o czym marzą rozmówczynie podcastu Anny Żórawskiej – oczywiście w kontekście komfortek. 


Kontakt do Warszawskiego Centrum Dostępności:  

✔ Tel.: 508 229 414  

✔ E-mail: wcd@kulturabezbarier.org  

✔ Czynne od pon. do pt., od 9.00 do 16.00 


Artykuł pochodzi z numeru 6/2025 magazynu „Integracja”. 

Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.