Stylistka Agnieszka Rokosa von Zehfelden na co dzień uczy, jak tworzyć wizerunek, jak o niego dbać, jak eksponować atuty (które każdy ma), a ukrywać słabsze elementy ciała czy sylwetki (co nierzadko wynika tylko z kompleksów). Jej doświadczenie i porady są niezwykle cenne w pracy, życiu towarzyskim i publicznym. Na swoim Instagramie uczy m.in., jak zrobić pomiar własnego ciała.

Monika Meleń: Kilka lat temu robiłam reportaż o prezesce Fundacji Kulawa Warszawa, chorej na SM Izabeli Sopalskiej-Rybak. Pierwszą scenę nagrywaliśmy w sklepie obuwniczym. Iza wybierała szpilki, sprzedawczyni zapytała, dlaczego bierze te najwyższe, a ona odpowiedziała, że przecież nie będzie w nich chodzić, tylko wyglądać. Agnieszko, jak ważne jest to, aby czuć się dobrze i pięknie?

Agnieszka Rokosa von Zehfelden: To jest absolutna podstawa. Ubranie to nie tylko coś, co mamy na sobie, to jest nasza druga skóra. Jeśli czujemy się dobrze, to od razu widać to w postawie, spojrzeniu, w energii. Piękno nie zaczyna się od rozmiaru czy trendów, tylko od tego momentu, kiedy patrzymy w lustro i mówimy: to jestem ja i jest mi z tym dobrze. Możemy mieć najpiękniejsze ubrania świata, ale jeśli nie czujemy się w nich sobą, to nic z tego nie będzie. Ubranie ma nas wspierać, nie przytłaczać. Zawsze mówię, że styl zaczyna się od środka, od tego, jak o sobie myślimy, reszta to tylko narzędzia.

Czy przez lata swojej pracy zauważasz zmianę mentalności osób z niepełnosprawnością od noszenia tak zwanego worka pokutnego do bycia modnym?

Ogromną! Coraz więcej osób chce wyglądać dobrze i świadomie budować swój wizerunek, i to jest jedna z najpiękniejszych zmian, jakie obserwuję. Coraz rzadziej widzę chowanie się za ubraniem, a coraz częściej świadomy wybór: chcę wyglądać dobrze, chcę się pokazać. To już nie jest worek pokutny, tylko ubranie, które ma coś powiedzieć o mnie i – co ciekawe – to nie dotyczy tylko kobiet. Bardzo wielu mężczyzn zaczęło zadawać konkretne pytania: jak się ubrać na wózku, jak budować proporcje, jak wyglądać męsko i stylowo w swojej sytuacji. Jeśli miałabym dać jedną radę, to powiedziałabym: nie zaczynaj od ukrywania, tylko od podkreślania! Znajdź jedną rzecz w sobie, którą lubisz: kolor, detal, fason, i oprzyj na tym styl.

Ale jeśli ktoś nadal zakłada wygodne szerokie dresy, bo jeździ na wózku, a chciałby zmienić swój wizerunek, to od czego powinien zacząć?

Od bardzo prostego pytania: kim chcę być dla siebie? Nie dla innych! A potem krok po kroku nie rewolucja, tylko ewolucja. Od małego kroku – naprawdę nie trzeba od razu zmieniać całej szafy ani rezygnować z wygody. Ona jest ważna, ale wygoda nie musi oznaczać: byle jak

Zaczęłabym od jednego elementu: lepszego kroju spodni, ciekawszego koloru bluzy, dobrej jakości materiału albo dodatku, który coś zmienia: zegarka, butów, okularów… Często wystarczy drobna zmiana proporcji, żeby całość zaczęła wyglądać zupełnie inaczej. I najważniejsze: patrzymy na górę sylwetki, bo to ona buduje pierwsze wrażenie, czyli na oczy, twarz, ramiona. Moja rada jest prosta: nie rezygnuj z komfortu, tylko podnieś jego poziom estetyczny.

Jak się dobrze zmierzyć, by potem dopasowywać ubrania, zwłaszcza gdy jest się osobą niestandardową?

Przede wszystkim spokojnie i bez oceniania siebie. Ciało to nie problem do naprawienia, tylko punkt wyjścia, szczególnie przy niestandardowej sylwetce. Najważniejsze jest, żeby ją po prostu dobrze poznać.

Mierzymy się w naturalnej pozycji, takiej, w jakiej funkcjonujemy na co dzień. Jeśli np. poruszamy się na wózku, to właśnie w pozycji siedzącej. To zmienia bardzo dużo: długości, proporcje, układ materiału.

Warto zmierzyć i przeanalizować kilka kluczowych miejsc: kształt twarzy, kształt i szerokość ramion, obwód klatki piersiowej, talii (jeśli jest zaznaczona), bioder, kształt nóg, a także długości np. rękawów czy nogawek w pozycji siedzącej. Dobrze jest też zrobić sobie zdjęcie w lustrze, ono często pokazuje więcej niż sama miarka. I najważniejsza rada: nie dopasowuj siebie do ubrań, tylko ubrania do siebie. Jeśli coś się nie układa, to nie znaczy, że z Tobą jest coś nie tak, tylko że krój nie jest odpowiedni.

Jak ważny jest odpowiedni ubiór na daną okazję? Co zakładać, a czego unikać, szykując się na przykład na rozmowę o pracę?

Strój to komunikat, na rozmowie o pracę mówimy nim: jestem przygotowana, świadoma i rozumiem sytuację. Nie chodzi o sztywność, tylko o dopasowanie do branży, stanowiska i siebie. Odpowiedni ubiór na okazję to trochę jak dobre wejście do rozmowy: zanim coś powiemy, już jesteśmy odbierani i to działa na naszą korzyść, jeśli jest spójne z nami i sytuacją.

Na rozmowie o pracę najważniejsze są trzy rzeczy: schludność, prostota i komfort. Komfort szczególnie, ponieważ jeśli coś uwiera, przesuwa się albo krępuje ruchy (np. na wózku), to od razu odbiera pewność siebie. Warto postawić na rzeczy dobrze dopasowane w pozycji siedzącej, na marynarkę, która dobrze układa się na ramionach, spodnie bez nadmiaru materiału, który się gromadzi, czy bluzkę w kolorze, który rozświetla twarz. A moja najważniejsza rada: ubierz się tak, żebyś czuła lub czuł się traktowany poważnie, również przez siebie. Unikałabym przebrań i przesady. Lepiej postawić na prostotę, dobrą jakość i jeden element, który pokazuje osobowość.

Jak ważne jest tak zwane pierwsze wrażenie i jak być szczerym w swojej stylizacji?

Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne, ale nie chodzi o perfekcję, tylko o spójność. Ludzie w kilka sekund wyczuwają, czy ktoś jest prawdziwy w tym, co ma na sobie. Dlatego szczerość w stylizacji to nie jest wielka filozofia, to raczej zadanie sobie pytania: czy ja się czuję w tym sobą? Jeśli odpowiedź brzmi: tak, to widać to od razu w postawie, w spojrzeniu, w sposobie mówienia. W praktyce warto uprościć swój strój, wybierać rzeczy, które są wygodne w naszej codzienności, również tej związanej z niepełno- sprawnością, ale jednocześnie coś o nas mówią: kolor, detal, faktura.

Czy bycie modnym musi być drogie? Wiele osób z niepełnosprawnością nie dysponuje dużym budżetem, a jeśli już mają nadwyżkę finansową, to wolą ją przeznaczyć na rehabilitację.

Absolutnie nie musi być drogo. Styl nie ma ceny, ma świadomość. Można wyglądać świetnie w rzeczach z drugiej ręki, jeśli są dobrze dobrane i zadbane. Czasem „mniej” znaczy „więcej”, a kilka dobrych rzeczy, które naprawdę do nas pasują, jest lepszych niż szafa pełna przypadkowych ubrań.

Przejdźmy teraz do twojej przygody z pokazami mody dla osób z niepełnosprawnościami. Jak je wspominasz?

Pokazy wspominam jako jedno z najbardziej poruszających doświadczeń w mojej pracy. Byłam wtedy reżyserem i stylistką, więc widziałam cały proces od pierwszych prób po moment wyjścia na wybieg.

To nie były zwykłe pokazy mody, tam każda stylizacja miała swoją historię, a każde wyjście było trochę przekroczeniem własnych granic. Pamiętam skupienie, stres, ale też ogromną radość i dumę. Te pokazy potwierdziły mi jeszcze mocniej, że moda nie ma ograniczeń.

Czy słowo stylistka nadal przeraża mężczyzn, czy to się zmienia?

Zawsze się śmieję, że słowo stylistka kiedyś brzmiało dla wielu mężczyzn jak wizyta u dentysty, a teraz? Zdecydowanie się zmienia, coraz więcej mężczyzn po prostu chce wyglądać dobrze i przestaje to traktować jak coś nie dla nich. Mężczyźni są dziś dużo bardziej świadomi swojego wyglądu. Często słyszę bardzo konkretne pytania: co zrobić, żeby ubranie dobrze się układało w pozycji siedzącej, jak wyjść z dresów, ale nadal czuć się swobodnie, jak wyglądać lepiej na spotkaniu czy na randce.

Z takich prostych rzeczy, które naprawdę działają, radzę:

1. Zadbaj o górę sylwetki: ramiona, koszulę, marynarkę – to tam patrzący skupia swoją uwagę.

2. Ogarnij detale: kołnierzyk, mankiety, zegarek – niby to drobiazgi, ale one budują całość.

3. Zamiast cienkich, zmęczonych tkanin, lepiej wybierać takie, które mają trochę struktury i trzymają formę.

4. Miej kilka sprawdzonych zestawów, w których czujesz się dobrze; nie trzeba będzie codziennie wymyślać siebie od nowa, nie trzeba mieć miliona ubrań, lepiej znaleźć 2–3 zestawy, w których czujesz się naprawdę dobrze, i możesz powtarzać je bez zastanawiania się.

Z Twoich porad korzystają zapewne jednak w większości kobiety. Czy odpowiedni ubiór może zamaskować nasze braki lub zatuszować to, z czym mamy kompleksy? Czy możesz nam zdradzić kilka związanych z tym sekretów/trików?

Oczywiście, ale jeśli chodzi o maskowanie, to ja zawsze trochę przewrotnie mówię, że nie lubię tego słowa, bo wolę myśleć, że ubranie pomaga nam podkreślić to, co chcemy pokazać, a reszta po prostu przestaje być w centrum uwagi. Stylizowanie to trochę gra światłem, w której kierujemy wzrok tam, gdzie chcemy.

Z bardzo prostych, ale skutecznych rzeczy polecam:

1. Jeśli nie lubimy dolnej części ciała, to przenosimy uwagę do góry, na ciekawy kolor, ciekawy dekolt, biżuterię, makijaż.

2. Jeśli nie lubimy górnej części ciała, to przenieśmy uwagę na dół sylwetki: superfajne buty, ciekawe wzory, kolory, dodatki na spodniach czy spódnicach.

3. Jeśli nasze ramiona są duże, to wybieramy miękkie linie, rękawy, które je otulają zamiast podkreślać, jeśli ramiona są małe i spadające – wybieramy poduszki czy pagony.

4. Wszystko, co tworzy pionową linię: rozpięta marynarka dłuższy naszyjnik, nawet szew czy kant – wydłuża sylwetkę.

Moja rada jest taka: zamiast skupiać się na tym, co chcemy ukryć, znajdź jedną rzecz, którą lubisz w sobie, i zbuduj wokół niej stylizację, bo wtedy zmienia się punkt skupienia i... zmienia się wszystko!

Jest takie powiedzenie: „Jak cię widzą, tak cię piszą”. Jak ważny dla Ciebie jest odpowiedni strój?

To powiedzenie jest prawdziwe, ale ja zawsze mówię, że nie chodzi o to, żeby się pod innych ustawiać, tylko żeby mieć wpływ na to, jak jesteśmy odbierani. Bo prawda jest taka, że ludzie patrzą i coś sobie od razu myślą, zanim cokolwiek powiemy, i strój może nam w tym pomóc albo trochę przeszkodzić. Dla mnie najważniejsze jest jedno: żeby to było „nasze”, bo jeśli się przebierzesz, to prędzej czy później to wyjdzie i przestajesz się czuć dobrze.

Mam taką jedną prostą zasadę, którą zawsze powtarzam klientom: miej jeden sprawdzony zestaw na ważne sytuacje, taki, w którym czujesz się OK. I druga rzecz: zwróć uwagę na to, co jest przy twarzy: kolor, dekolt, biżuterię, kołnierz – tam zawsze skupia się wzrok patrzącego. Na twarzy! Więc musi być dobrze „podana” :)

Pamiętaj, jeśli ty czujesz się dobrze, to ludzie to widzą od razu.

Życzę więc nam wszystkim dobrego samopoczucia i stylowej, dopasowanej do nas drugiej skóry. Pięknie dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Rokosa von Zehfelden - od lat działa na styku mody, sztuki i kreacji wizerunku – jako stylistka osobista i wnętrz, doradca personalny, szkoleniowiec, projektantka ubioru, kostiumolog oraz choreografka pokazów mody. Tworzy stylizacje do sesji zdjęciowych i projektów artystycznych. Absolwentka Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie oraz Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru. Mistrzyni wizażu i stylizacji. Od ponad 15 lat prowadzi w Krakowie autorską Szkołę Wizażu i Stylizacji Artystyczna Alternatywa, w której kształci przyszłych stylistów i wizażystów. Uczy tam historii mody, stylizacji i psychologii koloru. W pracy łączy klasyczne podejście do sylwetki z metodą Kibbe, koncentrując się najpierw na osobowości i charakterze klienta, a dopiero potem na jego formie i proporcjach. Prowadziła też zajęcia w krakowskiej ASP i w Szkole Artystycznego Projektowania Ubioru. Swoją wiedzą dzieli się również w mediach społecznościowych – na Instagramie prowadzi profil stylowe_szkice_poradnik, a także stronę z autorską twórczością malarską – popartowymi portretami zwierząt united_colors_of_animals. Prywatnie uwielbia jamniki szorstkowłose.

Grafika przedstawia iluostrowany schemat analizy sylwetki kobiecej pod kątem wymiarów i proporcji ciała, stosowany w krawiectwie, doborze garderoby lub stylizacji.

Artykuł pochodzi z numeru 2/2026 magazynu „Integracja”. 

Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja. 

Na zdjęciu widać dwie wersje okładki magazynu „Integracja” (numer 2/2026), przedstawiające odpowiednio Annę Szygendę oraz Justynę Cuże.