Wsparcie będzie przyznawane na podstawie oceny realnych potrzeb, a nie tylko dokumentacji medycznej i katalogu niepełnosprawności. Obiecuje to uczniom ze szczególnymi potrzebami Wiceministra Edukacji Narodowej Izabela Ziętka i zapowiada stworzenie w każdym powiecie Specjalistycznych Centrów Wspierających Edukację Włączającą.
Mateusz Różański: Chyba wreszcie po latach społeczeństwo i opinia publiczna zauważyły takie zjawisko jak neuroróżnorodność w szkole i to, że już dłużej nie możemy udawać, że tego zjawiska nie ma. I co się z tym wiąże – trzeba się tym zjawiskiem zająć.
Izabela Ziętka, Wiceministra Edukacji Narodowej: To prawda. Cieszę się, że neuroróżnorodność jest zauważana, bo przecież nie występuje od roku czy dwóch. Tak naprawdę od zawsze byliśmy, jako ludzie, neuroróżnorodni. W tej chwili mamy więcej narzędzi, żeby diagnozować i nazywać różne formy neuroróżnorodności. To ważne i dobrze, że o tym mówimy. Jeszcze ważniejsze jest to, że mówimy o tym bez uprzedzeń.
A ja się trochę z Panią nie zgodzę. Bo tych uprzedzeń jest jednak całkiem sporo i cała dyskusja o edukacji włączającej, która niedawno odżyła na nowo – mam wrażenie – jest napędzana uprzedzeniami.
To naturalne, że obawy pojawiają się tam, gdzie brakuje wiedzy lub osobistego doświadczenia w pracy z osobami neuroróżnorodnymi. Dlatego tak duży nacisk kładziemy dziś na rozmowę, edukację i bezpośredni kontakt.
W ramach realizowanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej reformy „Kompas Jutra” odbywają się liczne spotkania z nauczycielami oraz rodzicami w całej Polsce. I choć edukacja włączająca nie jest bezpośrednio elementem reformy, to podczas tych rozmów temat neuroróżnorodności wybrzmiewa bardzo wyraźnie. Widzimy, że kiedy pojawia się rzetelna wiedza i przestrzeń do dialogu, uprzedzenia ustępują miejsca zrozumieniu.
Wierzę, że te działania, podobnie jak wiele innych inicjatyw ministerstwa, realnie pomagają oswajać neuroróżnorodność i pokazywać ją jako wartość oraz naturalny element współczesnej szkoły.
Z drugiej strony mamy głosy od nauczycieli, którzy bardzo głośno deklarują swoją frustrację czy wręcz niechęć do edukacji włączającej.
Samo to pojęcie bywa często niezrozumiane i właśnie dlatego może budzić opór. Tymczasem edukacja włączająca w swojej istocie nie jest niczym innym, jak tworzeniem jak najlepszych warunków nauki i opieki w środowisku szkolnym dla wszystkich uczniów. I to słowo „wszystkich” jest tu kluczowe – bo edukacja włączająca dotyczy każdego dziecka. Każdy z nas na jakimś etapie życia może przecież potrzebować dodatkowego wsparcia, większej uważności czy indywidualnego podejścia. Właśnie o to chodzi w tym modelu – o wyrównywanie szans i dobry start dla każdego ucznia, bez wyjątków.
Bardzo ważne jest również to, co konsekwentnie podkreślamy wspólnie z minister Barbarą Nowacką: edukacja włączająca absolutnie nie oznacza likwidacji szkół specjalnych. Taka narracja pojawia się czasem w przestrzeni medialnej, ale jest nieprawdziwa i wymaga prostowania. Polskie szkoły specjalne są i pozostaną niezwykle ważnym elementem systemu edukacji. To miejsca, które dziś zapewniają dzieciom wysokiej jakości indywidualne wsparcie, bezpieczeństwo i możliwość rozwoju adekwatnego do ich potrzeb oraz możliwości. Nie ma więc mowy o ich likwidacji.
Edukacja włączająca to przede wszystkim wybór i elastyczność, a nie przymus. Pozwala reagować na realne potrzeby rodzin i uczniów. Łatwo wyobrazić sobie sytuację rodziców dziecka z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym, którzy mieszkają kilkadziesiąt kilometrów od najbliższej szkoły specjalnej i nie chcą wysyłać dziecka do internatu. Dla takich rodzin możliwość nauki bliżej domu, w znanym i bezpiecznym środowisku, jest ogromną wartością.
Dlatego działania Ministerstwa Edukacji Narodowej koncentrują się dziś na budowaniu systemu, który jest jednocześnie otwarty, odpowiedzialny i oparty na realnym wsparciu – tak, aby każda rodzina mogła wybrać najlepszą ścieżkę dla swojego dziecka, a każda szkoła miała narzędzia, by mądrze i skutecznie pomagać uczniom.
Muszę tu powiedzieć, że chodziłem do szkoły na mazowieckiej wsi i w mojej klasie było dwóch chłopaków, którzy mieli swój osobny program, dopasowany do ich możliwości intelektualnych. I to się udawało. Nawet w siermiężnych czasach przełomu wieków.
Oczywiście, że to jest możliwe – i mamy wiele przykładów, które jasno to pokazują. W praktyce widzimy też, że najwięcej wątpliwości wokół edukacji włączającej pojawia się nie wśród nauczycieli, którzy na co dzień pracują z uczniami o zróżnicowanych potrzebach, lecz częściej tam, gdzie tej bezpośredniej styczności po prostu brakuje. To naturalne, że nieznane budzi pytania, dlatego tak ważne jest opieranie dyskusji na doświadczeniu i faktach.
Znam bardzo wielu nauczycieli, również ze szkół ogólnodostępnych, którzy z powodzeniem pracują z uczniami z niepełnosprawnościami w klasach ogólnodostępnych i potwierdzają, że przy odpowiednim wsparciu organizacyjnym i merytorycznym jest to realne oraz przynosi dobre efekty zarówno uczniom, jak i całym społecznościom szkolnym.
To jaka jest wizja ministerstwa? Jaka jest wizja Pani osobiście jako praktyczki, która zanim została polityczką, pracowała w szkole?
Jeśli miałabym w najprostszy sposób opisać tę wizję zarówno z perspektywy ministerstwa, jak i mojej osobistej, wynikającej z wieloletniej pracy w szkole, powiedziałabym, że chodzi przede wszystkim o znalezienie najlepszego miejsca dla dziecka. Takiego, w którym będzie mogło się rozwijać, czuć bezpiecznie i otrzyma wsparcie adekwatne do swoich potrzeb. Dla jednego ucznia będzie to szkoła ogólnodostępna, dla innego integracyjna, a dla jeszcze innego szkoła specjalna. Kluczowe jest nie miejsce samo w sobie, lecz to, czy odpowiada ono na realne potrzeby dziecka – również na tak podstawowe, jak możliwość uczenia się blisko domu i rodziny.
Właśnie tak rozumiemy dziś edukację włączającą: jako system elastyczny, oparty na wyborze i dopasowaniu rozwiązań do konkretnej sytuacji ucznia oraz jego bliskich. To nie jest jeden model narzucony wszystkim, ale szerokie spektrum możliwości, które pozwala każdej rodzinie znaleźć najlepszą ścieżkę.
Jako Ministerstwo Edukacji Narodowej w ostatnich dwóch latach wykonaliśmy istotny krok w kierunku budowania takiego właśnie podejścia – skoncentrowanego nie na samej diagnozie medycznej, lecz przede wszystkim na potrzebach dziecka. Coraz wyraźniej odchodzimy od myślenia kategoriami etykiet, a skupiamy się na realnym wsparciu: specjalistach, narzędziach i rozwiązaniach, które trafiają bezpośrednio do szkół i uczniów.
Proszę opowiedzieć o tych krokach.
Jednym z najważniejszych kroków jest przygotowywany projekt ustawy dotyczący Specjalistycznych Centrów Wspierających Edukację Włączającą, który obecnie znajduje się w konsultacjach wewnętrznych i w najbliższym czasie powinien opuścić ministerstwo. Te centra nie mają zastępować szkół specjalnych – przeciwnie, ich rolą będzie wzmacnianie ich pozycji w środowiskach lokalnych oraz podkreślanie ogromnej wiedzy i profesjonalizmu pracującej w nich kadry.
Chodzi o to, by doświadczenie nauczycieli i specjalistów ze szkół specjalnych mogło w sposób systemowy wspierać szkoły ogólnodostępne w najbliższym otoczeniu. Wiemy, że taka współpraca już dziś często odbywa się oddolnie, natomiast zależy nam na tym, aby stworzyć dla niej stabilne, formalne ramy. Przykładem realnej potrzeby takiego transferu wiedzy jest choćby obszar komunikacji alternatywnej i wspomagającej (AAC). Podczas posiedzeń komisji sejmowych poświęconych neuroróżnorodności wielokrotnie podkreślano, że szkoły i przedszkola specjalne radzą sobie z tym zagadnieniem bardzo dobrze, natomiast w placówkach ogólnodostępnych nauczyciele często nie mają wystarczającego wsparcia ani narzędzi. Centra mają właśnie tę lukę wypełnić i umożliwić skuteczną wymianę kompetencji między różnymi typami szkół.
Równolegle prowadzone są prace legislacyjne nad zmianą systemu orzekania o potrzebie kształcenia specjalnego. To odpowiedź na wyraźne sygnały płynące ze środowiska rodziców dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Celem tych zmian jest odejście od sztywnego katalogu diagnoz medycznych na rzecz realnej oceny potrzeb dziecka. Dziś uczniowie posiadający orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego są zazwyczaj dobrze objęci wsparciem. Problem dotyczy jednak bardzo dużej grupy dzieci, które mimo widocznych trudności takiego orzeczenia nigdy nie otrzymają na podstawie obowiązujących przepisów. Naszą ambicją jest to zmienić i reagować na potrzeby, a nie wyłącznie na formalne kategorie.
Pierwszym krokiem w tym kierunku było uruchomienie jesienią ubiegłego roku ogólnopolskiej platformy wsparcie.gov.pl, która ułatwia dostęp do informacji i narzędzi pomocowych. Równocześnie prowadzone są szkolenia dla nauczycieli oraz pracowników poradni psychologiczno-pedagogicznych. To niezwykle ważny element całego procesu, bo każda zmiana systemowa musi iść w parze z przygotowaniem kadry.
Rodzice uczniów z ADHD mówią głośno o tym problemie. Gdzieniegdzie trafiam też na głosy o próbach naciągania diagnozy tak, by dziecko „załapało się” na większe wsparcie.
Widzę dziś w przestrzeni publicznej, zwłaszcza w mediach społecznościowych, niepotrzebną rywalizację pomiędzy ADHD a autyzmem. To zjawisko jest zupełnie niepotrzebne, bo w rzeczywistości wszyscy jesteśmy po tej samej stronie – stronie dzieci i ich realnych potrzeb. Najważniejsze jest wsparcie, a nie etykiety czy porównywanie trudności.
Mam też nadzieję, że środowisko medyczne podchodzi do diagnoz z najwyższą odpowiedzialnością. Jeśli gdziekolwiek pojawiłyby się wątpliwości co do rzetelności takich rozpoznań, to są odpowiednie instytucje i procedury, które mogą to zweryfikować. Z perspektywy systemowej kluczowe jest jednak coś innego: stopniowe odchodzenie od myślenia wyłącznie przez pryzmat diagnozy medycznej na rzecz patrzenia na konkretne potrzeby ucznia.
Dlatego już dziś prowadzimy działania, które mają to podejście realnie wdrożyć. Trwają prace nad nowym rozporządzeniem dotyczącym orzeczeń i opinii wydawanych przez poradnie psychologiczno-pedagogiczne. Zakłada ono, że diagnoza lekarska będzie pełnić funkcję pomocniczą, a nie rozstrzygającą przy wydawaniu orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego. Od 1 września ub.r. odchodzimy również od sztywnego katalogu niepełnosprawności uprawniających do kształcenia specjalnego.
Celem tych zmian jest to, aby wsparcie trafiało do dziecka, które go potrzebuje, niezależnie od tego, czy jego sytuację można łatwo wpisać w formalne ramy dokumentacji medycznej. Bo potrzeba pomocy może dotyczyć zarówno ucznia z ADHD, z doświadczeniem traumy, z FAS, jak i wielu innych sytuacji, których nie da się zamknąć w prostych kategoriach. System powinien być na tyle elastyczny, by reagować na potrzeby, a nie wyłącznie na nazwy diagnoz.
Czy to będzie ocena potrzeby wsparcia podobna do tej przy przyznawaniu świadczenia wspierającego?
Pracujemy nad swoimi narzędziami diagnostycznymi, które są oparte na klasyfikacji ICF. Nie jest to jednak przełożenie jeden do jednego, bo nie da się przełożyć tej klasyfikacji na polski system szkolny. Te narzędzia to screening rozwoju małego dziecka i kwestionariusz szkolnej oceny funkcjonalnej, przygotowany m.in. przez Uniwersytet Śląski. To są narzędzia do obserwacji dla rodziców, specjalistów i nauczycieli w szkole. Służą one temu, żeby ocenić potrzebę wsparcia. Wiedzę na temat ich stosowania można znaleźć właśnie na platformie wsparcie.gov.pl, która, mam nadzieję, będzie naszym ministerialnym portalem wsparcia psychologiczno-pedagogicznego.
Życzę w takim razie sukcesów i tego, żebyśmy rzeczywiście mieli takie szkoły, w których uczniowie z różnymi potrzebami otrzymują wsparcie, jakiego potrzebują, a ich rodzice nie muszą więcej toczyć o nie wojen.
Bardzo dziękuję za te życzenia, bo rzeczywiście naszym wspólnym celem jest szkoła, w której każde dziecko, niezależnie od swoich potrzeb, otrzymuje adekwatne wsparcie, a rodzice nie muszą o nie nieustannie zabiegać.
Mam jednak głębokie przekonanie, że nawet najlepsze przepisy nie zastąpią tego, co w edukacji najważniejsze: dobrej woli, empatii i wrażliwości dorosłych. System może stworzyć ramy i narzędzia, ale to nauczyciele swoją postawą i codzienną pracą realnie budują atmosferę szkoły otwartej na różnorodność. Dlatego tak istotne jest wzmacnianie kompetencji i pokazywanie sprawdzonych metod pracy.
Jedną z nich jest metoda projektowania uniwersalnego – podejście, które pozwala planować lekcje w taki sposób, aby były dostępne i wspierające dla każdego ucznia już na starcie, bez konieczności późniejszego „dopasowywania” rozwiązań. Ministerstwo Edukacji Narodowej zakończyło niedawno duży projekt realizowany wspólnie z UNICEF właśnie w tym obszarze. Przygotowane materiały, scenariusze i narzędzia są dziś ogólnodostępne na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej zpe.gov.pl, tak aby każdy nauczyciel mógł z nich skorzystać w swojej codziennej pracy.
Czyli projektowanie uniwersalne, które od lat promuje Integracja, sprawdza się również w edukacji. Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów w zmienianiu polskiej szkoły.
Izabela Ziętka (Polska 2050) – od 2024 r. Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Absolwentka polonistyki, pedagogiki, pedagogiki specjalnej i psychologii. Ukończyła też studia podyplomowe w zakresach: oligofrenopedagogiki, logopedii, neurologopedii klinicznej i wczesnej logopedii klinicznej, zarządzania oświatą, pracy z osobami z autyzmem i zespołem Aspergera, neuropsychologii. Nauczycielka, pedagożka, neurologopedka. Dyrektorka placówek oświatowych: specjalnego ośrodka szkolno-wychowawczego oraz Kita Musikspielhaus w Niemczech, a także pełniąca obowiązki dyrektora poradni psychologiczno-pedagogicznej.
Artykuł pochodzi z numeru 1/2026 magazynu „Integracja”.
Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.






