Dorosła osoba z niepełnosprawnością intelektualną przez lata uczy się samodzielności. Zaczyna pracować. Sama dojeżdża. Robi zakupy, uczy się gospodarować pieniędzmi, załatwiać codzienne sprawy. Ma znajomych, swoje miejsca, przyzwyczajenia i ludzi, do których może zwrócić się o pomoc.

A potem umiera rodzic.Jeżeli wcześniej nie przygotowano kolejnego etapu życia, w ciągu kilku dni można stracić dużą część tego, co budowało się przez lata. W Stowarzyszeniu My dla Innych zobaczyliśmy to na własne oczy.

Piotr ma niepełnosprawność intelektualną. Przez lata przygotowywał się do coraz bardziej samodzielnego życia. Pracował, uczył się prowadzenia domu, znał swoje miasto. Miał przyjaciół.

Potem został sam.

W Białymstoku nie było wówczas miejsca, w którym mógłby nadal żyć w swojej społeczności i jednocześnie otrzymywać wsparcie, którego potrzebował. Miejscowy dom pomocy społecznej był przepełniony. Piotr trafił więc do DPS-u oddalonego o prawie sto kilometrów od miasta, w którym wcześniej toczyło się jego życie.  

- Do dziś go odwiedzamy. I za każdym razem wracam z poczuciem, że stracił nie tylko miejsce zamieszkania. Stracił swoją codzienność: ludzi, których znał, pracę i miejsca, które były częścią jego świata - mówi Rafał Średziński, założyciel Stowarzyszenia My dla Innych.  

Ta historia została z nami na długo. I postawiła przed nami pytanie: czy naprawdę po latach pracy nad samodzielnością człowieka, w momencie śmierci rodzica, jedyną dostępną odpowiedzią ma być całodobowa instytucja - również wtedy, kiedy ta osoba nie potrzebuje całodobowej opieki?

Samodzielność nie oznacza, że człowiek wszystko robi sam

Od 18 lat w Stowarzyszeniu My dla Innych wspieramy dorosłe osoby z niepełnosprawnością. Dziś z różnych form naszego wsparcia korzystają 443 osoby. Pomagamy im znaleźć i utrzymać pracę, przygotować się do wyprowadzki z domu rodzinnego, mieszkać ze wsparciem, prowadzić dom, gospodarować pieniędzmi, zadbać o zdrowie psychiczne i uczestniczyć w życiu społecznym.  

Mówimy o nich „uczestnicy”, nie „podopieczni”. Ta różnica w słowach nie jest przypadkowa.

Dorosły człowiek z niepełnosprawnością może potrzebować pomocy i jednocześnie mieć prawo decydować o swoim życiu. Może sam dojeżdżać do pracy, ale potrzebować wsparcia podczas wizyty u lekarza. Samodzielnie robić zakupy, ale mieć trudność z zaplanowaniem wydatków na cały miesiąc. Gotować, sprzątać, spotykać się ze znajomymi, a jednocześnie potrzebować kogoś, kto pomoże mu załatwić bardziej skomplikowaną sprawę urzędową.

Dlatego od lat staramy się być krok za człowiekiem - wystarczająco blisko, żeby pomóc, kiedy tego potrzebuje, ale nie odbierać mu możliwości zrobienia czegoś samemu.

To oznacza również zgodę na to, że nie wszystko musi od razu wychodzić idealnie. Samodzielności nie buduje się poprzez robienie rzeczy za człowieka. Buduje się ją wtedy, kiedy może próbować, podejmować decyzje, czasem popełnić błąd i dostać wsparcie tam, gdzie rzeczywiście go potrzebuje.

Nie jeden projekt, ale droga

Przez 18 lat wokół tej zasady powstawały w My dla Innych kolejne formy wsparcia.

Prowadzimy mieszkania treningowe i wspomagane, Centrum Asystentury i Wolontariatu, Warsztat Terapii Zajęciowej, Klub Aktywności, Ośrodek Wsparcia Środowiskowego, poradnię psychologiczną, Zakład Aktywności Zawodowej oraz program Trener Pracy. Pomagamy w zdobyciu i utrzymaniu zatrudnienia, przygotowaniu się do życia poza rodzinnym domem i radzeniu sobie z codziennymi obowiązkami. Tylko w pierwszej połowie 2026 roku pracownicy Stowarzyszenia udzielili ponad 67 tysięcy godzin wsparcia.  

Można patrzeć na te działania jak na osobne projekty. My patrzymy na nie inaczej. To droga. Jedna osoba zaczyna od Warsztatu Terapii Zajęciowej. Ktoś inny jest gotowy do podjęcia pracy i potrzebuje trenera pracy. Kolejna osoba pracuje, ale chce nauczyć się mieszkać poza domem rodzinnym. Ktoś potrzebuje asystenta w kilku konkretnych sytuacjach, a ktoś inny pomocy psychologa.

Potrzeby zmieniają się wraz z człowiekiem i etapem jego życia. Dlatego wsparcie również powinno się zmieniać.

Nie chodzi o przeprowadzenie osoby przez kolejne instytucje. Chodzi o to, żeby mogła budować swoje życie, a system wsparcia pojawiał się tam, gdzie w danym momencie jest potrzebny.

Przez lata brakowało nam jednak ostatniego elementu tej drogi.

Co dzieje się wtedy, kiedy rodzinny dom przestaje być dostępny na zawsze?

Najgorszy moment na szukanie domu

Rodzice dorosłych osób z niepełnosprawnością intelektualną dobrze znają to pytanie. „Co będzie z moim dzieckiem, kiedy mnie zabraknie?”

Najczęściej nie chodzi wyłącznie o dach nad głową. Rodzice wiedzą, jak wygląda codzienność ich dorosłych dzieci. Wiedzą, co potrafią zrobić same, gdzie potrzebują pomocy, co daje im poczucie bezpieczeństwa, czego się boją, z kim mają relacje. Wiedzą też, że kiedyś może przyjść moment, w którym sami nie będą już mogli być częścią tego systemu wsparcia.

Najgorszym momentem na budowanie wszystkiego od początku jest właśnie dzień, w którym ich zabraknie. Bo wtedy człowiek mierzy się już z jedną ogromną stratą. Jeśli do niej dołożymy nagłą przeprowadzkę, nowych ludzi, nowe zasady, nowe otoczenie, utratę pracy czy dotychczasowych znajomych, zmiana adresu może oznaczać zmianę niemal całego życia. Dlatego doszliśmy do wniosku, że rozwiązania nie możemy szukać po kryzysie. Musi być gotowe wcześniej.

Dom powinien być znany, zanim stanie się potrzebny

Tak powstał pomysł Bezpiecznego Domu. Budynek w Białymstoku już kupiliśmy. Po remoncie ma w nim zamieszkać 10 dorosłych osób z niepełnosprawnością intelektualną. Ale dla nas ważniejsze od samego budynku jest to, kiedy przyszli mieszkańcy zaczną go poznawać. Nie chcemy, żeby po raz pierwszy przekroczyli jego próg z walizką w ręku po śmierci mamy czy taty.

Mają wcześniej w nim bywać. Poznawać przestrzeń. Oswajać swoje pokoje i wspólne miejsca. Uczyć się nowej drogi do pracy, sklepów i innych miejsc, z których korzystają. Zmiana ma następować stopniowo, w ich własnym tempie, zanim stanie się koniecznością.  

To nie jest drobiazg organizacyjny. To jedna z najważniejszych zasad całego pomysłu. Jeżeli człowiek zna już miejsce, ludzi i otoczenie, po śmierci rodzica nie musi równocześnie uczyć się od początku całej swojej codzienności. 

Zmieni się adres, ale nie musi zmieniać całego życia.

Grzegorz nie potrzebuje, żeby ktoś wymyślił mu nowe życie

Jedną z osób, z myślą o których tworzymy Bezpieczny Dom, jest 32-letni Grzegorz, który ma zespół Downa. Grzegorz pracuje. Ma znajomych. Prawie w każdy piątek gdzieś z nimi wychodzi. Jest też wielkim kibicem piłki nożnej i regularnie chodzi na mecze. Najchętniej kibicuje swojej drużynie z trybun Ultry.  

To jego życie. Jego mama Anna wie, że nie zawsze będzie mogła być obok.

- Nie boję się samej śmierci. To naturalna kolej rzeczy. Boję się o Grzegorza. Co będzie z nim, kiedy mnie zabraknie? - mówi.

Nie pyta tylko o to, gdzie kiedyś zamieszka jej syn. Pyta, czy będzie mógł nadal pracować, spotykać się ze swoimi znajomymi, chodzić na mecze i żyć wśród ludzi, których zna.  

Chodzi o to, żeby zmiana miejsca zamieszkania nie oznaczała dla Grzegorza utraty całej dotychczasowej codzienności.

Własny pokój i tyle wsparcia, ile potrzeba

Każdy mieszkaniec Bezpiecznego Domu będzie miał własny pokój. Będą też wspólna kuchnia, salon i miejsca, w których będzie toczyła się zwyczajna codzienność.

Dostępne będzie całodobowe wsparcie, ale nie oznacza to, że każda osoba będzie korzystać z niego w taki sam sposób.

Jedna może potrzebować pomocy w planowaniu wydatków. Inna podczas wizyty u lekarza. Ktoś przy załatwianiu spraw urzędowych. W wielu innych sytuacjach mieszkańcy poradzą sobie sami.  

Chcemy, żeby zakres wsparcia wynikał z rzeczywistych potrzeb mieszkańca. Jeśli ktoś potrafi sam przygotować śniadanie, pojechać do pracy czy zrobić zakupy, powinien mieć przestrzeń, żeby nadal to robić. Pomoc pojawia się tam, gdzie rzeczywiście jest potrzebna.

Samodzielność nie oznacza życia bez wsparcia. Oznacza możliwość robienia samemu wszystkiego, co człowiek jest w stanie zrobić, i otrzymania pomocy tam, gdzie rzeczywiście jej potrzebuje.

To nie jest pomysł przeciwko DPS-om

Mówiąc o Bezpiecznym Domu, bardzo pilnujemy jednego rozróżnienia. Nie stawiamy tego rozwiązania w kontrze do domów pomocy społecznej.DPS-y są potrzebne. Są osoby, które wymagają stałej opieki, w tym medycznej i pielęgnacyjnej, i dla których taka forma wsparcia jest właściwa.

Problem zaczyna się w innym miejscu. Co zrobić z człowiekiem, który całodobowej opieki nie potrzebuje? Jeśli dorosła osoba przez lata pracowała, uczyła się prowadzenia domu, korzystania z komunikacji, robienia zakupów, podejmowania decyzji i budowania relacji, powinna mieć możliwość dalszego korzystania z tych umiejętności.

Dlatego pytanie nie powinno brzmieć: DPS czy mieszkalnictwo wspomagane - co jest lepsze? Powinno brzmieć: jakiego wsparcia potrzebuje konkretny człowiek? I dopiero do odpowiedzi na to pytanie powinniśmy dobierać rozwiązanie.

Jest jeszcze ekonomia

W tej dyskusji najważniejszy jest człowiek. Ale nie można pomijać jeszcze jednego aspektu - kosztów.

Z naszych kalkulacji wynika, że w modelu, który planujemy dla Bezpiecznego Domu, miesięczny koszt wsparcia jednej osoby może być o około 44 proc. niższy niż koszt pobytu w domu pomocy społecznej.

Trzeba przy tym jasno powiedzieć: to kalkulacja Stowarzyszenia dotycząca konkretnego modelu, który przygotowujemy. Nie oznacza, że każda forma mieszkalnictwa wspomaganego w Polsce jest zawsze o 44 proc. tańsza od każdego DPS-u.

Pokazuje jednak ważny mechanizm. Jeżeli jedna osoba potrzebuje stałej, całodobowej opieki, należy ją zapewnić. Jeśli druga potrafi samodzielnie wykonywać znaczną część codziennych czynności i potrzebuje pomocy tylko w określonych obszarach, finansowanie dla niej modelu pełnej opieki może być nie tylko niedopasowane do jej możliwości, ale także droższe.

I wtedy pojawia się pytanie, które warto postawić również z perspektywy wydatkowania publicznych pieniędzy: czy powinniśmy finansować bardziej kosztowną formę wsparcia człowiekowi, który jej nie potrzebuje?

Dobrze zorganizowane wsparcie środowiskowe może więc dawać dwie korzyści jednocześnie: pozwala człowiekowi zachować większą samodzielność i może racjonalniej wykorzystywać środki przeznaczone na pomoc społeczną.

Organizacja może stworzyć dom. Nie powinna jednak samotnie zastępować systemu

Bezpieczny Dom jest naszym lokalnym rozwiązaniem konkretnego problemu, ale sam problem lokalny nie jest. W całej Polsce są rodziny, które zadają sobie dokładnie to samo pytanie: co stanie się z dorosłym synem lub córką, kiedy zabraknie rodziców?

Organizacje pozarządowe mogą tworzyć dobre modele, prowadzić mieszkania, rozwijać asystencję, wspierać w zatrudnieniu i budować miejsca do życia. Ale rodziny potrzebują czegoś więcej niż pojedynczych projektów zależnych od kolejnych konkursów i okresowych źródeł finansowania.

Potrzebują pewności, że wsparcie będzie dostępne również za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat. Bo dorosłość osoby z niepełnosprawnością nie jest projektem z datą rozpoczęcia i zakończenia.

Dlatego potrzebujemy systemu, w którym różne formy wsparcia tworzą ciągłość: od treningu samodzielności i zatrudnienia, przez asystencję i mieszkalnictwo wspomagane, po miejsce do życia wtedy, kiedy rodzinny dom przestaje być dostępny. Bezpieczny Dom może być jednym z przykładów takiego rozwiązania. Nie powinien być wyjątkiem zależnym wyłącznie od determinacji jednej organizacji i rodziców.

Bezpieczny Dom nie zaczyna się od budynku

To być może najważniejsza rzecz w całej tej historii.

Bez 18 lat wcześniejszej pracy sam dom byłby tylko nieruchomością. My znamy ludzi, którzy mogą w nim kiedyś zamieszkać. Wiemy, jak funkcjonują. Wspieramy ich w pracy, samodzielności, relacjach i codziennym życiu. Część korzysta z mieszkań treningowych i wspomaganych. Inni pracują z trenerami pracy, korzystają z asystentury, ZAZ-u, WTZ-u czy Klubu Aktywności.

Dziś wsparciem Stowarzyszenia objęte są 443 osoby, a tylko w pierwszej połowie 2026 roku nasi pracownicy udzielili ponad 67 tysięcy godzin wsparcia.  

Bezpieczny Dom ma być kolejnym elementem tego systemu. Nie zaczynamy od pytania: „mamy budynek, kogo w nim umieścić?”. Zaczynamy od ludzi, których znamy od lat, i pytania: czego będą potrzebowali na kolejnym etapie swojego życia? Dopiero odpowiedzią jest dom.

Budynek już mamy. Teraz trzeba przygotować go do życia

Dom wymaga gruntownego remontu. Trzeba przygotować instalacje, łazienki, pokoje i przestrzenie wspólne, zadbać o bezpieczeństwo, dostępność i wyposażenie. Na papierze to przewody, rury, płyty, drzwi, podłogi i wyposażenie.

W praktyce przewód oznacza, że ktoś wieczorem zapali światło w swoim pokoju. Rura - że rano odkręci wodę. Kuchnia - że zrobi sobie śniadanie przed wyjściem do pracy. Drzwi do pokoju - że będzie miał własną przestrzeń i będzie mógł je za sobą zamknąć.  

Przez 18 lat nasza działalności była finansowana przede wszystkim poprzez projekty, dotacje, współpracę z firmami i rozwijanie własnej działalności. Prowadzimy Zakład Aktywności Zawodowej, kawiarnię społeczną, pralnię i sklep charytatywny. ZAZ realizuje również zlecenia dla firm. Od początku działalności Stowarzyszenie nie prowadziło zbiórek.  

Przy Bezpiecznym Domu po raz pierwszy zdecydowaliśmy się poprosić o pomoc osoby indywidualne i firmy. Skala remontu i dostosowania budynku jest zbyt duża, żebyśmy mogli zrobić to sami.

Ale sama zbiórka nie jest najważniejszą częścią tej historii. Najważniejsze jest to, kiedy ten dom ma być gotowy. Nie po śmierci rodzica, nie wtedy, kiedy trzeba w kilka dni zdecydować, dokąd przeprowadzić człowieka i kto od jutra będzie odpowiedzialny za jego codzienność. Tylko wcześniej.

Tak, żeby przyszły mieszkaniec znał to miejsce, ludzi i swoją nową codzienność. Żeby jego rodzice również mogli ją poznać. I żeby mieli czas zobaczyć, że ich dorosły syn czy córka może tam żyć po swojemu.

Grzegorz nadal będzie mógł rano wyjść do pracy. W piątek spotkać się ze znajomymi. W weekend pójść na mecz.

A potem wrócić do siebie - do Bezpiecznego Domu. Bo kiedy zabraknie rodziców, nie zawsze da się ochronić człowieka przed stratą. Można jednak zrobić wszystko, żeby tego samego dnia nie stracił również domu, ludzi i całego życia, które budował przez lata. 

Więcej o Stowarzyszeniu: https://pomagam.mydlainnych.pl/