Z Anią Wacławik, kobietą z czterokończynowym mózgowym porażeniem dziecięcym, której niepełnosprawność nie ogranicza w realizowaniu siebie i spełnianiu marzeń, rozmawia Anna Tomanek. Anna Wacławik uczy się, trenuje paraboks i parawioślarstwo, prowadzi zajęcia z dziećmi, uczestniczy w obozach i zdobywa szczyty. Jest bardzo aktywną osobą.
Co jeszcze znajduje się na Twojej liście codziennych zajęć? Co byś do niej dodała? Jaka jeszcze jest Ania?
Studiuję dwa kierunki: zdrowie publiczne i pedagogikę. W ubiegłym roku angażowałam się w kilka wolontariatów, ale teraz niestety muszę z części z nich zrezygnować. Od kilku miesięcy trenuję parawioślarstwo, lubię też ćwiczyć na siłowni. Czasem piszę artykuły o niepełnosprawności.
Skąd w Tobie takie zamiłowanie do sportu i kiedy właściwie się zrodziło? Skąd ta siła i hart ducha?
Właściwie od małego byłam dość sportowym dzieckiem. Przez kilka lat pływałam. W czasach szkoły podstawowej wstawałam o szóstej rano, żeby pojechać na basen, a potem do szkoły. I tak trzy razy w tygodniu.
Wtedy jednak nie traktowałam tego jako sportu, tylko raczej jako obowiązkową rehabilitację. Jeśli chodzi o boks, pojawiłam się tam przypadkowo, ale w odpowiednim momencie. Miałam wtedy za sobą chorobę urojeniową, później depresję i nie miałam celu w życiu. Na treningach boksu nie tylko ćwiczyłam, ale też poznawałam ludzi, z którymi wzajemnie się wspieraliśmy.
Parawioślarstwo także pojawiło się w moim życiu przypadkiem, ale już po miesiącu treningów pojechałam na zawody i zdobyłam srebro.
Czy w związku ze swoją niepełnosprawnością napotykasz jakieś przeszkody w sporcie? Jeśli tak, to jakie?
Jako osoba z niepełnosprawnością potrzebuję czasem pewnych dostosowań. Mam ograniczoną sprawność rąk, dlatego moje trenerki Ewelina Wilk i Marzena Zając z sekcji parawioślarskiej zadbały o specjalne rękawiczki, które pozwalają mi pewniej trzymać wiosło. Zawsze jednak mogą się odpiąć i to jest dla mnie stresujące. Wiem też, że gdyby nie moja niepełnosprawność, prawdopodobnie nie miałabym okazji spróbować takiego „sportowego życia”.
Sport to Twoja pasja? Jak udało i udaje Ci się zdobywać środki na jej realizację? A może jest to też Twój zawód? Jeśli nie, to jak łączysz życie zawodowe z pasją?
Należę do klubów, w których treningi są dofinansowywane, więc nie ponoszę ich kosztów. Aktualnie nie pracuję. Miałam staż w redakcji Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale teraz skupiam się na rozwijaniu umiejętności i zdobywaniu doświadczenia po to, aby w przyszłości mieć naprawdę dobrą pracę.
Co daje Ci sport? Dlaczego to robisz?
Sport pozwolił mi zaakceptować swoją niepełnosprawność. Przez większość życia przebywałam wśród pełnosprawnych rówieśników, obserwowałam ich i porównywałam się do nich. Moje możliwości były jednak inne. Na treningach miałam okazję poznać wielu ludzi w sytuacji podobnej do mojej, co było dla mnie ogromnym wsparciem.
Opowiedz o największych i najważniejszych dla Ciebie sukcesach, nagrodach i medalach. Czego na pewno nie zapomnisz?
Mam jeden srebrny medal za zawody w parawioślarstwie oraz brązową statuetkę za zawody crossfitowe, ale nie przywiązuję dużej wagi do rzeczy materialnych. Znacznie ważniejsze jest dla mnie przytulenie po udanym treningu od mojego ośmioletniego przyjaciela Kacperka, który również porusza się na wózku. To jest dla mnie najlepsza nagroda.
W mediach społecznościowych możemy obserwować także Twoje starania o samodzielność w codziennym życiu i wykonywaniu zwykłych czynności. Czy sportowy duch i samodyscyplina pomagają Ci w tym?
Sport na pewno zwiększa moją sprawność, dodaje mi odwagi, ale też zapewnia pewną rutynę. Muszę się zmotywować i wyjść z domu. Życie wygląda wtedy inaczej. Łatwiej mi zmobilizować się do codziennych czynności, kiedy wiem, że wieczorem pójdę na trening.
Jak radzisz sobie z porażkami i trudniejszymi momentami? Miałaś chwile zwątpienia i zniechęcenia?
Dużo działam, jestem pełna uśmiechu, ale też choruję na depresję. Zdarzają się chwile, w których wszystko traci dla mnie sens i wtedy muszę na chwilę zwolnić albo zrobić sobie przerwę. Potem jednak wracam do tego, bo kocham to, co robię.
Masz za sobą jakieś upadki? Te dosłowne – z wózka, podczas walk i treningów?
Tak, wiele. Nie przejmuję się wtedy za bardzo sobą, bardziej martwię się o innych. Upadam, wstaję i idę dalej. Traktuję to raczej humorystycznie, o ile oczywiście nie jest to nic poważnego.
Jeśli chodzi o paraboks, pracujesz też z dziećmi, motywujesz je i przeżywasz z nimi mniejsze i większe sukcesy. Spełniasz się w tym?
To znaczy, nie jestem trenerką, ale podczas treningów opiekowałam się moim małym przyjacielem Kacperkiem. Myślę, że przez wspólne treningi i zabawę w jakiś sposób zachęciłam go do sportu. Nasza relacja jest wyjątkowa i nie spodziewałam się, że ten mały chłopczyk wniesie tak wiele radości do mojego życia.
To nie jedyne Twoje zajęcia z dziećmi. Czym jeszcze możesz się podzielić?
Uczestniczę w wolontariatach, podczas których wspieram dzieci poruszające się na wózkach i nie tylko. W tym roku pojechałam na obóz z dziećmi z niepełnosprawnościami, głównie z dziećmi z autyzmem i zespołem Downa. Opiekowałam się nimi, a także prowadziłam własne zajęcia. Moim celem jest być dla nich taką starszą koleżanką, do której zawsze mogą przyjść – czy to z problemami, czy po to, żeby się pośmiać. Śmiało mogę powiedzieć, że pomoc innym przynosi mi największą satysfakcję.

Wiem, że lubisz także góry. W ostatnim czasie wzięłaś udział w pierwszej edycji wydarzenia Szybkie góry. Możesz nam o tym trochę opowiedzieć, o tym  wydarzeniu? 

Lubię góry, bo jestem góralką. Ostatnio uczestniczyłam w wydarzeniu organizowanym przez Jana Szeligę, jedną z najbardziej wartościowych osób, jakie znam. To człowiek, który niesie wsparcie nie tylko mnie, ale także wielu osobom z niepełnosprawnościami. Nie znam drugiej takiej osoby, która mimo że jest pełnosprawna, tak bardzo stara się zrozumieć świat osób z niepełnosprawnościami i je aktywizować. Celem wydarzenia było umożliwienie osobom poruszającym się na wózkach zobaczenia gór, a dokładnie Morskiego Oka. 

O czym jeszcze marzysz i co planujesz? Jakie masz cele w sporcie i poza nim?
Moim planem na styczeń są Mistrzostwa Polski w parawioślarstwie. Na pewno chcę też nadal wspierać dzieci z niepełnosprawnościami i jeździć z nimi na obozy. Poza tym nie mam jakichś szczegółowych planów. Zwykle biorę to, co daje mi los.
Co powiedziałabyś innym osobom z niepełnosprawnościami, które być może pasjonują się jakąś dyscypliną sportową, ale boją się spróbować własnych sił, bo brakuje im wiary w siebie?
Sport dał mi bardzo wiele. Wypełnił pewną pustkę w moim życiu – nie tylko osiągnięciami, ale przede wszystkim cudownymi ludźmi, dzięki którym nie czuję się już „inna”. Próbujcie swoich sił. Istnieje wiele projektów, w których udział jest dofinansowywany, a uczestnictwo w nich może okazać się najlepszą przygodą życia. Niepełnosprawność nie wyklucza. Ty również możesz poczuć się jak prawdziwy sportowiec lub prawdziwa sportsmenka.