Dorastała o kilka kroków od boiska. Tam spędzała wakacje i wolne popołudnia. Po cichu marzyła, że zostanie piłkarką. Od pierwszych dni na murawie wiele się w jej życiu zmieniło, ale miłość do piłki nożnej i rozgrywanego na hali futsalu przetrwała.
Piłka nożna
Sport nauczył ją pokory, cierpliwości i dążenia do celu. Tego nie zmieniła w niej nawet choroba nowotworowa. Zawsze walczy do ostatniej sekundy, ostatniego gwizdka, bo poddawanie się w życiu i na boisku nie leży w jej naturze.
– Zdarzało się, że gdy inni już odpuszczali, ja nadal walczyłam i ostatnia bramka, która przesądzała o wyniku, czasem o zwycięstwie, wpadała w ostatniej chwili.
Siła odziedziczona
Wychowywana przez mamę, którą nazywa najsilniejszą osobą w swoim życiu, szybko nauczyła się wartości pomagania innym. W jej życiu zawsze były obecne kiermasze, zbiórki, koncerty i inne działania charytatywne. Razem z mamą przygotowywała słodkie, czekoladowe domki, które budziły zachwyt na aukcjach charytatywnych.
Dzięki mamie Aleksandra jest wojowniczką. Wierzy, że można upaść i się podnieść, że można spełniać swoje marzenia i wbrew przeciwnościom pozostać pełną optymizmu.
Nowotwór
W 2019 r. jej życie gwałtownie się zatrzymało. Najpierw omdlenie, potem niejasne wyniki badań, wreszcie determinacja mamy, która nie pozwoliła zlekceważyć objawów. Wykryto nowotwór w pobliżu ciała migdałowatego. Operacja tego miejsca w mózgu była skrajnie ryzykowna. Lekarze sugerowali mamie pożegnanie się z córką. Przebudzenie po śpiączce farmakologicznej było pełne radości, ale jednocześnie dopiero początkiem drogi.
Złodziejka słów
Afazja mieszana okazała się jednym z najbardziej dokuczliwych skutków ubocznych operacji.
– Na początku irytowało mnie, że szybciej myślałam, niż byłam w stanie nazwać myśli słowami. Mówiłam, że muszę zawiązać rękawiczkę, a chodziło mi o buty.
Afazja odebrała jej możliwość płynnego mówienia i zapamiętywania. Musiała uczyć się na nowo pisać, odmieniać, liczyć, czytać ze zrozumieniem. Gubiła fakty i wątki, myliła imiona bohaterów literackich, a notowanie zabierało więcej czasu. Wyjątkowo trudnym wyzwaniem okazała się nauka języków obcych. Kolejny raz mama okazała się nieoceniona – ukończyła studia podyplomowe, by wspierać córkę. Wspólną pracą osiągnęły coś, co wielu wydawało się niemożliwe – najlepszy wynik na egzaminie ósmoklasisty i to mimo licznych pobytów w szpitalu.
Przewodnicząca
Po powrocie do szkoły nie opowiadała o chorobie. Wolała, by mówiły za nią osiągnięcia na boisku i działalność na rzecz innych. Organizowała konkursy, integrowała klasę, gdy pandemia zamknęła wszystkich w domach. Działała w poczcie sztandarowym, pomagała w akcjach i zbiórkach, kierowała szkolnymi inicjatywami. Dzieliła się swoim zainteresowaniem historią, zapraszając do szkoły uczestniczkę Powstania Warszawskiego. Trudno było nie zauważyć jej energii. Została przewodniczącą klasy, a później szkoły.
Jej świat
Choć przeszła nowotwór, długą rehabilitację i trudne doświadczenia szkolne, nie utraciła wewnętrznej siły. Mówi, że wygrała drugie życie i chce wykorzystać je jak najlepiej. Jej celem jest działać, pomagać i przełamywać stereotypy o osobach z niepełnosprawnością. Planuje studia medyczne, a jeśli się nie uda, alternatywą jest inna droga, dzięki której będzie mogła dawać innym wsparcie i nadzieję.
Sport pozostał w jej życiu i ma nadzieję, że to się nie zmieni. Mimo obowiązków szkolnych nadal angażuje się w wolontariat podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i lokalnych biegów. Uwielbia podróże. Marzy o podróży do Kenii.
– Wiele zawdzięczam swojej mamie. Bez niej nie funkcjonowałabym tak jak teraz. Nauczyła mnie, że to co raz zasiejesz, dwa razy zbierzesz. Tym się kieruję.
Artykuł pochodzi z numeru 6/2025 magazynu „Integracja”.
Sprawdź, jakie tematy poruszaliśmy w poprzednich numerach i jak można otrzymać magazyn Integracja.






