Marsz Dumy został zorganizowany w Polsce po raz pierwszy. Wydarzenie miało miejsce w sobotę 18 lipca 2026 r. pod Kolumną Zygmunta w Warszawie. Rozpoczęcie eventu zaplanowano na godzinę 14:00. Byłem tak przejęty, że zjawiłem się w umówionym miejscu już o 13:15.
"Należy sobie zostawić zawsze jakiś margines, ponieważ autobus może się spóźnić, trasy komunikacji miejskiej są zmieniane podczas wakacji i nie wiadomo do końca, który odcinek drogi jest aktualnie remontowany" – pomyślałem. Akademicki kwadrans przyjmuję za normę, nie objaw lekceważenia drugiej osoby. Stoję sam pod cokołem kolumny, z góry spogląda na mnie jeden z władców Polski. Czasu do zbiórki o umówionej godzinie jeszcze jest sporo. Zaczynam się jednak denerwować, minuty mijają, nikt się nie pojawia. Ilektroć widzę kogoś na wózku, pytam:„Czy Państwo na Marsz Dumy?”. Odpowiada mi tylko gest przeczenia głową. Na całe szczęście pojawia się Iza. Mówi, że na Marsz Dumy przyjechała po raz pierwszy. Na co dzień zajmuje się dostępnością cyfrową. Temat zniesienia różnego rodzaju ograniczeń nie jest jej obcy. Jest za pełną dostępnością urzędów i placówek kulturalnych. Przy Placu Zamkowym pojawia się również dwoje moich znajomych Marta i Konrad.
Marta jest bardzo zadowolona, że marsz udało się zorganizować w tak krótkim czasie. Jeszcze kilka tygodni temu nie było oczywiste, że to wydarzenie się odbędzie. Podkreśla, że jest to właśnie Marsz Dumy, a nie zorganizowane przedsięwzięcie mające na celu przedstawić konkretne postulaty. Oczywiście zgodnie z zasadą otwartego mikrofonu chętne osoby wygłosiły nośne w środowisku hasła, ale to nie jest sedno. Osoby z niepełnosprawnościami chcą pokazać, że są immanentną częścią społeczeństwa, że są dumne z tego, jak potrafią sobie wywalczyć codzienność w świecie pełnym barier, chociaż u każdej z tych osób ich codzienność wygląda inaczej. Powierzchowna ocena wynika z braku rozeznania w sytuacji konkretnego człowieka. Dlatego idą z hasłami takimi jak: „Nie ma kaleki, jest człowiek”. Społeczeństwo chętnie posługuje się wypracowanymi schematami w podejściu do innych osób. W tym momencie Marta podaje przykład osoby, która ma problem ze słuchem. Na pierwszy rzut oka wygląda, że jest w stanie funkcjonować normalnie w życiu codziennym. Po bliższym poznaniu okazuje się, że ubytek słuchu jest tak znaczący, że ta osoba nie jest w stanie znaleźć pracy na rynku. System nie potrafi tego rozpoznać i zaproponować jej rozwiązania zgodnego z kwalifikacjami i ambicjami.
Konrad mówi mi, że dobrze byłoby mieć poczucie, iż gdy stan zdrowia się pogorszy, będzie można liczyć na pomoc. - Czego mamy się wstydzić – dodaje. - Mamy swoje plany, ambicje, marzenia, które chcemy spełniać. Niestety większość z nas jest skazana na przebywanie w domach bez żadnej perspektywy wyjścia z tej tragicznej sytuacji. Przed ruszeniem w trasę, która wiedzie od Placu Zamkowego do Ronda de Gaulle’a w Warszawie, udaje mi się zamienić kilka słów z panią Katarzyną Kosecką, która razem z córką Karoliną wpadła na pomysł organizacji tej genialnej akcji.
- Każdy z nas chce się czuć godnie w tym mieście. Chcemy wszyscy chodzić
z podniesionymi głowami. Istotne jest, aby inni nas zauważyli, dostrzegli, że jesteśmy. Ważne, aby życie osób z niepełnosprawnościami nie było permanentną walką, a niestety w obecnej sytuacji tak jest- mówi pani Katarzyna i przytacza przykład:
- Jedna z moich koleżanek umówiła się z nami do kina. Obiekt na pierwszy rzut oka wyglądał na dostosowany. Miał windę, która zawiozła nas na właściwe piętro. Tyle że, aby dostać się do sali kinowej, należało jeszcze po wyjściu z dźwigu pokonać trzy schody. Tego osoba poruszająca się za pomocą wózka elektrycznego nie jest w stanie zrobić sama. Podam jeszcze inny przykład – kontynuuje Pani Katarzyna. -Mój kolega mieszkający na terenie województwa mazowieckiego przez dwa tygodnie nie mógł opuścić swojego mieszkania, ponieważ winda była zepsuta. Takich przykładów mogę podać jeszcze wiele. Warszawa jest miastem zamkniętym, nieprzyjaznym osobom z niepełnosprawnościami — podkreśla moja rozmówczyni.
-Z tych wszystkich problemów zrodził się pomysł Marszu Dumy. Dodatkowo osobom
z niepełnosprawnościami towarzyszy nieustające uczucie frustracji i bezsilności, skoro na każdym kroku spotykają się z obojętnością i brakiem empatii. Pomoc tym ludziom sprawia, że są w stanie funkcjonować samodzielnie w codziennym życiu — mówi Katarzyna Kosecka.
Podczas marszu czuć było pozytywną atmosferę, która jednak mieszała się z rozgoryczeniem i odrobiną smutku. Z jednej strony wszyscy cieszą się, że mogą powiedzieć o wszystkich bolączkach, które ich dotyczą, z drugiej jednak są sfrustrowani i zniesmaczeni, że prace nad ustawą o asystencji trwają tak długo.
W trakcie przemarszu uczestnicy mijali wielu turystów, ludzi spacerujących po Starówce i gości w ogródkach restauracyjnych. Wszyscy okazywali pełne wsparcie i byli żywo zainteresowani ideą marszu. Niestety mogłem uczestniczyć tylko w części wydarzenia, maszerując dzielnie z innymi. Poruszam się o dwóch kulach i maksymalna odległość, jaką mogę przebyć to ok. 500 m. Zszedłem z trasy nie z poczuciem porażki, ale wewnętrznego spełnienia. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem być częścią czegoś naprawdę dużego. Wreszcie czułem, że ktoś mnie rozumie, że nie muszę nikomu wszystkiego tłumaczyć. Takie wydarzenia są bardzo potrzebne, aby móc się pokazać i powiedzieć swoją postawą, że osoby z niepełnosprawnościami są wśród nas. Wydarzenie oceniam bardzo pozytywnie i wiem, że w przyszłości będzie nas więcej.
Każdy ma inną niepełnosprawność. Pewne ustandaryzowanie metod pomocy, jakie się oferuje osobom z niepełnosprawnościami jest krzywdzące. Mimo że symbole chorób na orzeczeniu o stopniu niepełnosprawności są zamknięte w pewnych ramach, to każde schorzenie jest inne. Wiele osób potrzebuje indywidualnego podejścia. Słuszny jest postulat, aby najpierw pytać osoby z niepełnosprawnościami, czego potrzebują, a następnie przyznawać im pomoc według ich potrzeb. Pieniądze to nie remedium na wszelkie bolączki osób z niepełnosprawnościami. Są zarzewiem różnego rodzaju nieporozumień i waśni w środowisku, które już i tak jest podzielone. Pomoc powinna być kierowana w sposób bardzo celowy, tak aby faktycznie mogła odnieść wymierny skutek. Nad wypracowaniem rozwiązań adekwatnych do potrzeb musimy jeszcze popracować. To i inne wyzwania sprawiają, że zapewne spotkamy się za rok przy Kolumnie Zygmunta.
Do zobaczenia !!!





