Przejdź do treści głównej
Lewy panel

Wersja do druku

Piękne i bestie. Uprawiając szermierkę

23.07.2019
Autor: Mateusz Różański
Jedna z reprezentantek Tajlandii podczas pojedynku w szermierce

Szermierka jest pięknym i pełnym paradoksów sportem. Zawodniczki nie kryją, że pozwala im on wyzwolić wewnętrzną agresję – ale zarazem zapanować nad emocjami. Uprawiające szermierkę kobiety z Hong-Kongu, Tajlandii, Gruzji, Turcji i Polski opowiedziały nam o swoich doświadczeniach, sportowej karierze i tym, co w nich budzi się, gdy stają do pojedynku z bronią w ręku.

Coroczny Puchar Świata w szermierce na wózkach „Szabla Kilińskiego” to prawdziwe święto szermierki na wózkach, na które zjeżdżają się najlepsi zawodnicy i zawodniczki z całego świata. Szczególnie chwali je sobie reprezentantka Hongkongu Yu Chui Yee, która uważana jest za jedną z najlepszych szermierek na świecie.

Nie tylko elegancki wygląd

- Gdy miałam 11 lat, przeszłam amputację i zaczęłam szukać jakiegoś sportu dla siebie. Na początku było to pływanie, ale pewnego dnia znajomi zapytali mnie, czy nie spróbowałabym szermierki – wspomina Hongkonka. – Przyznam, że największe wrażenie zrobił na mnie strój szermierczy, w którym wygląda się bardzo elegancko. A jak już polubiłam ten aspekt szermierki, zdecydowałam zabrać się do treningów. Do swojej pierwszej walki stanęłam, gdy miałam 16 lat. Moimi pierwszymi przeciwnikami byli chłopcy. Starałam się nie myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, by dać z siebie wszystko i wykorzystać to, czego do tej pory nauczyłam się do tej pory – wspomina Yu Chui Yee, która do dziś pamięta satysfakcję, jaką dało jej pokonanie jednego z chłopaków.

Wkrótce odkryła, że oprócz wyglądu, szermierka ma też wiele innych zalet – jak choćby to, że jest ona wyzwaniem zarówno dla ciała, jak i dla intelektu.

- To fizyczne szachy - musisz tu korzystać z doświadczenia, wiedzy i umiejętności strategicznych, by pokonać przeciwnika – wyjaśnia Yu Chui Yee, która sama swój styl określa jako bardzo agresywny, co można zobaczyć za każdym razem, gdy staje na planszy.

Yu Chui Yee
Yu Chui Yee z Hongkongu

Możliwości i predyspozycje

- Jestem bardzo sprawna fizycznie, dlatego staram się atakować swoją oponentkę ze wszystkich sił - zresztą szermierka to sport walki i jeśli nie ma się agresji w sobie, to lepiej poszukać czegoś innego – tłumaczy zawodniczka.

Zaznacza jednak, że obok tej siły i agresji potrzebne jest również opanowanie.

- Jeśli nie potrafisz zapanować nad sobą, nie zapanujesz nad ruchami przeciwnika i nie wygrasz walki – dodaje.

Na pytanie o to, dlaczego tak wiele medali zdobywają zawodniczki z Azji Wschodniej np. Chin czy Hong–Kongu, Yu Chui Yee wskazuje na to, jak trening szermierczy pokrywa się z tradycyjnymi wartościami wyznawanymi w tej części świata – pracowitością, skłonnością do poświęceń, sumiennością, jak również zdolnością do panowania nad swoim ciałem i emocjami.

- Szermierka jest dla nas bardzo atrakcyjna, bo bardzo liczy się w niej praktyka i doświadczenie. A w większości nie jesteśmy tak silni fizycznie jak Europejczycy. Nie chcę przy tym powiedzieć, że my Azjaci jesteśmy mądrzejsi, ale rzeczywiście mamy pewne predyspozycje do sportów walki – śmieje się zawodniczka z Hong Kongu.

Jest ona nie tylko sportsmenką, ale też publicystką, dziennikarką radiową i współzałożycielką szkoły szermierki dla dzieci i nastolatków, a także działa w międzynarodowym ruchu paraolimpijskim.

- Sport paraolimpijski przynosi nadzieję osobom z niepełnosprawnością. Dobrym przykładem jest tu pływanie - osoba po amputacji może pływać nawet szybciej, niż pełnosprawny pływak. Sport daje wiele szans na odkrycie swoich możliwości i włączenie do społeczeństwa, zamiast zamknięcia się w czterech ścianach domu – zauważa Hongkonka. – Sport czyni nas zdrowszymi, także pod względem mentalnym, ale też daje szansę, by pracować na rzecz swojego kraju – dodaje zawodniczka, która dziś może pochwalić się choćby 7 medalami igrzysk paraolimpijskich.

Idolka Tajek

- To dzięki niej, to moja idolka – mówi, wskazując na Saysunee Janę młoda, tajska zawodniczka Atittaya Chookerd, gdy pytamy ją o to, dlaczego zdecydowała się wziąć szablę do ręki. Podobnej odpowiedzi mogłoby udzielić wiele szermierek z Tajlandii, gdzie Saysunee jest prawdziwą legendą.

Od lewej: Saysunea Jana i Atittaya Chookerd z Tajlandii
Od lewej: Saysunea Jana i Atittaya Chookerd z Tajlandii

To o niej po paraolimpiadzie w Londynie „The Guardian” napisał, że jest nie do pobicia. Jej kariera sportowa zaczęła się… po wypadku. Gdy w 1999 roku przyszło Janie usiąść na wózku, potrzebowała czegoś, czym udowodni sobie, że jest w stanie zmierzyć się z przeciwnościami losu. Wybór padł na sport – a dokładniej na szermierkę. Ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę.

Pierwszy medal po 3 miesiącach

Tajka swój pierwszy medal (brąz) na zawodach międzynarodowych zdobyła… po 3 miesiącach treningu podczas zawodów w Tokio, do których przygotowywał ją pełnosprawny trener. Zaledwie 3 miesiące później wywalczyła swoje pierwsze złoto – podczas Asian Para Games.

- Poczułam się szczęśliwa i pełna dumy. Zrobiłam to dla wszystkich kobiet z niepełnosprawnością w Tajlandii – opowiada o tym, co czuła, gdy po raz pierwszy odbierała złoty medal. Tych złotych medali było już tylko coraz więcej, w tym dwa wywalczone podczas igrzysk paraolimpijskich w Londynie i Atenach.

Sport stał się dla tajskiej zawodniczki sposobem na życie – jest profesjonalną sportsmenką, otrzymuje od tajskiego rządu pensję, dzięki czemu może też wspierać finansowo swoją rodzinę. Ale to nie wszystko.

Duma i inspiracja

- Czuję się dumna, bo jestem inspiracją i wzorem dla innych osób z niepełnosprawnością – mówi Tajka. – Sport daje kobietom z niepełnosprawnością wiele możliwości, dlatego staram się zachęcić do niego jak najwięcej kobiet – przyznaje sportsmenka

Bardzo aktywnie zaangażowana jest w promocję sportu paraolimpijskiego i jest jego żywą wizytówką. Dowodem sukcesów w tej działalności jest choćby Attitaya, która na swoim koncie ma m.in. drugie miejsce na Asian Paragames. Sama Jana jest bardzo dumna ze swojej naśladowczyni. Gdy pytamy je, dlaczego zdecydowała się na akurat ten typ sportu… obie wskazują na siebie.

- Gdy zakładasz kostium do szermierki, czujesz prawdziwą siłę, a poza tym popatrz tylko na nią, jak ona świetnie wygląda - która dziewczyna nie chciałaby być tak silna i piękna– odpowiada Jana, śmiejąc się i gładząc po ramieniu Attitayę.

Saysunee Jana jest też ważną postacią dla kariery innej utytułowanej zawodniczki – Gruzinki Irmy Khetsuriani.

Irma Khetsuriani z Gruzji
Irma Khetsuriani z Gruzji

Trudne początki

- Wszystko zaczęło się bardzo spontanicznie. Wcześniej pracowałam jako menadżer biura w Gruzińskim Komitecie Paraolimpijskim i którego dnia dostaliśmy propozycję trenowania szermierki na wózkach, gdyż… brakowało zawodników – wspomina Gruzinka. – Z całego biura tylko ja powiedziałam „tak” - i poszłam na swój pierwszy trening – dodaje Irma Khetsuriani.

Wtedy też właśnie po raz pierwszy w swoim życiu trzymała broń w ręku.

- Cały trening był dla mnie troszkę straszny – opowiada. – Szermierkę znałam tylko z filmów i książek. Z drugiej strony, gdy po raz pierwszy wzięłam do ręki broń - był to rapier, miałam poczucie, że jest to coś nowego, obcego, ale jednocześnie coś, co mogę nazwać swoim - poczułam z nią pewną więź.

Początek przygody z szermierką Irma nazywa rozpoczęciem swojej życiowej drogi – wreszcie dostrzegła jakiś dalekosiężny cel.

- To zmieniło moje życie o 180 stopni, nareszcie znalazłam coś, czego szukałam przez bardzo długi czas – mówi Gruzinka, wskazując, że jej początki na planszy nie były łatwe, zwłaszcza jej pierwszy profesjonalny pojedynek.

- Boże mój, co to było za przeżycie, aż się nie chce wspominać! – mówi, śmiejąc się z trudnych początków. – Byłam bardzo, bardzo zdenerwowana i bardzo przeżywałam, bo to było pierwsze tego typu doświadczenie – wspomina.

Zbyt silny stres nie jest najlepszym przyjacielem szermierza, Irma przegrała swoją pierwszą profesjonalną walkę, a po powrocie do domu powiedziała sobie, że już nie wróci na planszę. Jak zwykle z takimi obietnicami bywa, i ta pozostała jedynie słowami rzuconymi na wiatr, a Gruzinka zamiast porzucić sport rozpoczęła bardzo intensywne treningi. Zwłaszcza, że po krótkim czasie, po pierwszym pojedynku, zwyczajnie zatęskniła za emocjami, jakie towarzyszyły jej podczas walki. Już podczas kolejnych zawodów, gdzie wcale nie było jej lżej, po prostu pokochała szermierkę.

Pierwsze medale

Ta miłość zaczęła po pewnym czasie przynosić owoce w postaci medali. Pierwszy Gruzinka wywalczyła podczas zawodów w Kanadzie, był to brąz zdobyty w pojedynku na rapiery. 

- Przez dwa lata bardzo ciężko pracowałam, przekraczając często możliwości własnego ciała. Czasem czułam się jak zwierzę pociągowe, które haruje bez chwili odpoczynku, ale wiedziałam, że jest to konieczne. Chciałam opanować technikę walki, ale też wiedzę na temat szermierki, tak by i mózg, i ręce współpracowały ze sobą coraz lepiej – mówi zawodniczka.

Irma Khetsuriani z Gruzji podczas pojedynku
Irma Khetsuriani podczas pojedynku

Z czasem Irma zamieniła pracę w biurze na profesjonalną karierę sportową, bo jak sama mówi, jeśli ktoś chce profesjonalnie zajmować się sportem, musi poświęcić temu swój cały czas i całe życie. To poświęcenie zaowocowało zdobyciem tytułu mistrzyni w 2017 roku w Rzymie. Właśnie to zwycięstwo odniesione we włoskiej stolicy, nazywa swoim największym życiowym sukcesem.

Jestem mistrzynią świata!

- Bardzo długo starałam się zdobyć upragnione złoto, trafiały się srebrne i brązowe medale, ale pierwszego miejsca nie udało się zdobyć. Aż wreszcie przyszedł ten upragniony moment – wspomina Gruzinka.

Jak mówi, zawsze już będzie pamiętać finalny pojedynek, gdzie po wyrównanej walce pokonała inną bohaterkę tego tekstu Saysunee Janę z Tajlandii.

- Po zwycięstwie, jeszcze będąc w masce krzyknęłam na całe gardło, potem przyjęłam gratulacje od wszystkich, a potem wróciłam do pokoju, stanęłam przed lustrem i z całych sił krzyknęłam do siebie samej - wygrałaś, jesteś mistrzynią świata!

O bestii w sobie mówi też inna zawodniczka, wskazywana jako wschodząca gwiazda, Elke Lale von Achtenberg z Turcji.

Szermierka z depresją

- Gdy nakładam maskę na twarz, staję się zupełnie inną osobą, budzi się we mnie bestia, zaczynam krzyczeć i znika gdzieś słodka i grzeczna dziewczyna, którą jestem na co dzień. Zastępuje ją waleczna bestia, która robi wszystko, by dostać to, czego chce i zwyciężyć – mówi o swoich uczuciach podczas walki zawodniczka z Turcji.

Elke od zawsze kochała sport, już jako mała dziewczynka trenowała gimnastykę i jazdę figurową na łyżwach. Z miłości do sportu nie zrezygnowała, gdy po wypadku przyszło jej usiąść na wózek.

- Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o szermierce na wózku, pomyślałam to musi być niezła frajda i warto tego spróbować – wspomina dziewiętnastolatka, której sport pomógł też przezwyciężyć problemy osobiste. – Zanim stanęłam do walki, byłam pogrążona w depresji, jednak stanięcie na planszy oko w oko z przeciwniczką, sprawiło, że stałam się szczęśliwsza, jakby spłynęło na mnie jakieś błogosławieństwo. Dzięki szermierce nauczyłam się kochać życie na nowo – wspomina.

Elke Lale von Achtenberg z Turcji
Elke Lale von Achtenberg z Turcji

Na swoje pierwsze poważne zawody do Berlina wybrały się z mamą, dla której była to okazja do odwiedzenia niemieckiej stolicy i skorzystania z jej atrakcji. Dla Elke zaś była to okazja do… zdobycia brązowego medalu i uświadomienia sobie, że w tym co robi, jest całkiem niezła.

- Zaproponowano mi start w pucharze świata, na początku uznałam, że to zbyt poważna impreza dla mnie - w końcu miałam zaledwie 13 lat, ale gdy w końcu trener przekonał mnie do tego i znalazłam się na pierwszych w swoim życiu poważnych pucharach świata, zrozumiałam, że szermierka to jest coś, co chciałabym robić w swoim życiu i że chcę któregoś dnia wystartować na paraolimpiadzie – opowiada.

Wielkie plany i codzienne życie

Pierwszy złoty medal Turczynka wywalczyła w Warszawie w zawodach juniorów w 2017 roku.

- Byłam bardzo szczęśliwa, bo bardzo ciężko pracowałam na ten medal i robiłam wszystko, by być jak najlepsza w szermierce – tłumaczy dziewczyna, która ma na swoim koncie 16 medali zdobytych w zawodach juniorów.

Teraz skupia się przede wszystkim na zakwalifikowaniu się na przyszłoroczną paraolimpiadę w Tokio, a także na takim przygotowaniu się do paraolimpiady w Paryżu w 2024, by zdobyć medale. W tym samym roku planuje też skończyć studia.

- Staram się jakoś łączyć zwykłe szkolne życie z treningami. Jest ciężko, ale staram się jakoś sobie z tym radzić. W szkole staram się nie mówić o szermierce i treningach. Dla mnie to dwa odrębne światy, które staram się od siebie oddzielać – tłumaczy Elke Lale von Achtenberg.

Namówili na wózek

O swojej, nie zawsze łatwej drodze, mówiła nam też zawodniczka z Polski, Kinga Dróżdż.

- Na początku trenowałam szermierkę na nogach, jednak obecny stan zdrowia nie pozwala mi na to. Po trzech latach zostałam przekonana do startu na wózku – opowiada o swoich początkach polska zawodniczka. – Na początku nie było to łatwe - nie uważałam się za osobę niepełnosprawną i miałam wrażenie, że to będzie dla mnie w jakimś stopniu umniejszające, ale w końcu uległam namowom i zdecydowanie nie żałuję – dodaje.

Ona, jak i pozostałe kobiety uprawiające szermierkę, wskazują na ogromną rolę, jaką w tym sporcie odgrywają emocje i umiejętność zapanowania nad nimi.

- Każdy walczy o start na igrzyskach paraolimpijskich w Tokio, co przekłada się na ogromną konkurencję. Tutaj możemy te emocje zamienić na sportową agresję, która tak bardzo przydaje się na planszy – wyjaśnia zawodniczka.

Kinga Dróżdż
Kinga Dróżdż

Według niej kluczem do sukcesu jest koncentracja, nad którą Kinga Dróżdż pracuje z psychologiem sportowym.

- Zarówno ja, jak i moja przeciwniczka przeżywamy bardzo silne emocje - obie chcemy wygrać i zwycięstwo w dużej mierze zależy od tego, której uda się utrzymać spokój do końca – wskazuje zawodniczka.

Dodaje, że chcąc zdobywać medale, trzeba bardzo mocno trenować, godzić się na pewne wyrzeczenia, ale też uczyć się pokory.

- Najlepszymi nauczycielami pokory są porażki, które mnie osobiście zachęcają do dalszej pracy – mówi Kinga Dróżdż.

Ona także, jak wielu innych polskich paraolimpijczyków łączy sport z pracą zawodową.

- Zawsze po pracy urządzam sobie trening, a w dni wolne od pracy dwa. Jest to do pogodzenia - trzeba tylko chcieć – wspomina.

Nagrodą za te wszystkie wyrzeczenia i ciężką pracę są medale. Jak choćby złoto wywalczone przez nią podczas Pucharu Świata w Pizie, gdzie po wyrównanej walce udało jej pokonać reprezentantkę Węgier

- Ściśnięty żołądek, serce walące jak oszalałe i dźwięk Mazurka Dąbrowskiego - to było coś wspaniałego – opowiada Kinga Dróżdż.

Kobieto, spróbuj sportu!

Wszystkie zawodniczki mówią o tym, jak wiele szermierka wniosła do ich życia. Opowiadają o tym, jak bardzo wymagający sport uczy pokory, panowania nad sobą – ale też daje możliwość wyzwolenia w sobie instynktu wojowniczki. Wszystkie też doradzają kobietom z niepełnosprawnością, by poszły w ich ślady i spróbowały sportu, niekoniecznie ich ukochanej szermierki.

- Jeśli przyjdzie ci kiedyś siąść na wózku, to musisz znaleźć coś, co lubisz i co sprawia ci przyjemność. Sport jest o tyle dobry, że może naprawdę dać ci wiele. Możesz jeździć na zawody, poznawać nowych ludzi, którzy będą cię inspirować – radzi Elke Lale von Achtenberg; wtóruje jej Yu Chui Yee.

- To, że masz jakąś niepełnosprawność nie jest ważne - nie powinna ona być dla ciebie ograniczeniem, ale możliwością. Na przykład ja z racji tego, że używam protez, nie mogę chodzić zbyt szybko, ale za to mogę przyglądać się dokładniej temu, co dzieje się dookoła mnie. Dostrzegam to, co inni, którzy poruszają się szybciej ode mnie, mogą pominąć – dodaje Hongkonka.

Dodaj komentarz

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora | regulamin

Komentarze

brak komentarzy

Prawy panel

Sonda

Jak oceniasz wynik wyborów?

Biuletyn

Wspierają nas