Przejdź do treści głównej
Lewy panel

Wersja do druku

Edukacja zdalna. Co z uczniami z autyzmem?

29.05.2020
Autor: Mateusz Różański, fot. Paul Preacher/Freeimages.com, archiwum Izabeli Hnidziuk-Machnicy
Ołówek ze złamanym rysikiem. Na górze napis: wokół spektrum

Pandemia koronawirusa sprawiła, że z dnia na dzień uczniowie i nauczyciele musieli przestawić się na tryb pracy zdalnej. Nauka przeniosła się z sal lekcyjnych do internetu. Jak na tę zmianę zareagowali uczniowie z autyzmem?

- Wolałbym normalnie chodzić do szkoły. Bo te lekcje są bardziej wyczerpujące niż normalne. W połowie lekcji angielskiego musiałem pójść spać – opowiada Emil, 10-latek z zespołem Aspergera.

- Jest w stanie wytrzymać dwie-trzy lekcje przez Zoom dziennie – dopowiada jego mama, Alicja Hińcza. – Więc jeśli któregoś dnia są cztery, to z którejś trzeba zrezygnować, bo układ nerwowy nie daje rady. To widać po twarzy, po uszach, które robią się czerwone, po tym, że coraz mniej zapamiętuje.

Co ciekawe, Emil całkiem dobrze radzi sobie z edukacją w domu. Efektywnie przyswaja wiedzę samodzielnie ze źródeł. Może pouczyć się zadanego przez nauczyciela materiału, a na lekcję przychodzi tylko utrwalić sobie wcześniej zdobytą wiedzę. Gorzej radzi sobie jego młodsza siostra, Kaja. Zwłaszcza emocjonalnie. Jak twierdzi jej mama, uczenie się przez internet jest bardzo dużym obciążeniem dla kilkuletnich dzieci. Dlatego jej rodzina z ulgą powitała możliwość powrotu do szkoły.

- Codziennie z Kają łączyła się przez Zoom pedagog specjalny i pracowały pół godziny dziennie. Rozmawiały o jej emocjach, o szkolnych problemach, ale też sytuacji w czasie kwarantanny. Każda taka rozmowa to był ważny punkt dnia – podkreśla pani Alicja.

Emil i Kaja chodzą do szkoły Montessori, która miała już doświadczenie w prowadzeniu zdalnych lekcji. Jak radzą lub nie radzą sobie inni uczniowie i pedagodzy?

U nas pełen sukces!

Monika Sawicka, mama Krystyny, nastolatki z autyzmem:

- U nas pełen sukces! W szkole moja córka jest „przebodźcowana”, w domu ma ciszę, spokój, pracuje swoim tempem. Co prawda ma nauczyciela wspomagającego, młodą dziewczynę bez kierunkowego wykształcenia i bez doświadczenia, jednak nie lubią się i nie współpracują.

W domu nauka idzie nam dobrze, nie mamy żadnych zaległości, Krysia przyswaja materiał. Korzystamy z platform Squla i Eduelo. Córka jest dość wyrośnięta jak ma swój wiek, ma 170 cm wzrostu, jest wysportowana, gra regularnie w squasha, pływa. Jest silna, niestety wykorzystuje to i gdy nie nadąża za nauczycielem, to rzuca, czym popadnie, bije wszystkich, jak leci.

Nauczyciele ją lubią, ma wiedzę, jest inteligentna, ale ma swoje zdanie i bardzo twardo go broni, przez co czasem totalnie rozwala lekcje. Zwłaszcza lekcje języka polskiego, bo ona ma swoje opinie, które nie wpasowują się w klucz.

W domu problemu nie ma, nawet odstawiliśmy leki. Myślimy poważnie o przejściu na edukację domową. Bo nauka zdalna ma bardzo pozytywny wpływ na przyswajanie wiedzy i na wyciszenie.

Obecna nauczycielka wspomagająca nawet nie zadzwoniła ani nie napisała SMS-a z pytaniem, czy wszystko w porządku i jak sobie Krysia radzi.

Teraz to już w ogóle tragedia

Renata Mazurek, mama Pawła z zespołem Aspergera:

- Syn ma bardzo wysoki iloraz inteligencji – dużo powyżej przeciętnej. Nauczyciele już wcześniej nie potrafili z nim pracować, a teraz to już w ogóle tragedia. Paweł na nauczanie zdalne reaguje bardzo źle. Nauczyciele w ogóle nie przystosowują materiałów do jego potrzeb i możliwości.

W naszej w szkole nie ma zajęć online za pośrednictwem Skype’a czy Zooma. Tylko suche informacje wysyłane na e-dziennik. Dlatego to na mnie spadł obowiązek przekazywania wiedzy dziecku. Sama muszę uczyć, przerabiać z nim materiał, pomagać odrabiać zadania domowe, których jest dużo. Syn sam się w tym gubi.

Nie mamy żadnego wsparcia ze strony szkoły, ani nauczyciela wspomagającego, żadnych zajęć rewalidacyjnych czy treningu umiejętności społecznych. Mój syn jest bardzo uzdolniony – zwłaszcza matematycznie – jednak od nauczyciela matematyki dostaje polecenia typu: „wpisz datę i temat lekcji”, „zrób zadanie”. To nie jest student, żeby sam przygotował materiał. A dziecko płacze, jak widzi kolejny stos zadań do zrobienia. I choć w miarę możliwości sama uczę syna, to przecież mam swoje zajęcia.

Nauczyciele w ogóle nie rozumieją problemu dzieci z zespołem Aspergera. Zarzucają tylko zadaniami. Dwoje nauczycieli stara się dostosować do jego możliwości. Zmienić należy dostęp do nauczycieli wspomagających w tym czasie. A tak naprawdę sposób podawania wiedzy dzieciom.

Zapomniano o wsparciu emocjonalnym

Katarzyna Śleboda, terapeutka i logopedka w jednej ze szkół integracyjnych w Krakowie:

- Najlepiej przymus izolacji podsumowuje pytanie jednej z moich uczennic: „Czy pani się czasem na kogoś gniewa?”. Dziewczynka ewidentnie nie radzi sobie z emocjami, spędzając czas tylko w domu z rodzicami i ekranem komputera. Z kim ma porozmawiać? Do kogo się zwrócić? Do wujka Google’a?

Inna dziewczynka tak się przeraziła wirusem, że zaczęła czytać różne informacje w internecie. Codziennie sprawdzała liczbę zgonów. Bała wychodzić się z pokoju, myła ręce co pięć minut – do tego stopnia, że dostała poważnej alergii.

Moi uczniowie edukację zdalną przyjmują bardzo źle. Dzieciaki siedzą po 5-6 godzin przed ekranem. Są „przebodźcowane”, rozdrażnione, szybko się denerwują. Choć oczywiście program nauczania jest realizowany, ale nie jest to na pewno tak skuteczne, jak nauczanie stacjonarne. Ciężko jest zwłaszcza wprowadzić nowe tematy.

Inna sprawa, że każde dziecko ma swoje tempo pracy. Dlatego na pracy zdalnej zawsze ktoś traci. A najbardziej dzieciaki z problemami z koncentracją – czyli większość dzieci z ASD. To właśnie im najtrudniej było przestawić się na tryb pracy w domu.

Sama również źle znoszę izolację. Brakuje mi moich dzieci. Nie mam kontaktu z wszystkimi, bo rodzice nie wyrazili zgody na dodatkowe zajęcia, ponieważ dzieci i tak maja już ich dużo i są przemęczone. Z resztą jestem w stałym kontakcie – piszemy do siebie codziennie.

Codziennie im zadaję jakieś „życiowe pytania”, widzę, że coś je męczy. Widzę, że ta kwarantanna źle na nie wpływa. Dlatego nie tylko prowadzę dla nich wsparcie terapeutyczne, zajęcia z logopedii, pomagam w lekcjach, ale skupiam się na wsparciu emocjonalnym. Bo o tym zwyczajnie zapomniano. Ale to nie wina nauczycieli. My widzimy problem, jednak zostaliśmy postawieni pod ścianą. Musimy robić tabelki, rozliczać się, bo inaczej nie będzie pensji. Ale wielu moich kolegów i koleżanek robi dobrą robotę, angażują się bardziej, niż powinni.

Ostatnio zadzwonił do mnie uczeń z autyzmem z trzeciej klasy podstawówki. Chciał mi przypomnieć, że ma urodziny. Pytał też, kiedy będzie trening umiejętności społecznych. Strasznie mnie to uderzyło. Na co dzień jest bardzo zamknięty i raczej nie ma takich spontanicznych zachowań.

Widać w takich sytuacjach, jak ważny jest kontakt z drugim człowiekiem. Z wielkim hukiem upadł więc mit o tym, że osoby autystyczne pragną izolacji i nie mają potrzeb społecznych.

Uważam, że powinno się nauczanie zdalne rozszerzyć o grupy wsparcia. Wychowawcy powinni się zająć tym, żeby dzieciaki miały kontakt z grupa – nawet pisemny. Żeby wysyłały zdjęcia, dzieliły się swoimi przemyśleniami. Można założyć grupę na Facebooku, WhatsAppie i czuwać nad tym. Bo one w tym wszystkim zostały same. Słyszą, co się dzieje, słuchają wiadomości i są przerażone. Ich rodzice tracą pracę, atmosfera w wielu domach jest napięta, a one to wszystko widzą i czują. Tutaj akurat system zawiódł. Okazało się, że nie wystarczy wyłożyć dzieciakom program, uzupełnić tabelkę, sklasyfikować.

Jeżeli wrócimy we wrześniu do szkoły, to powrót niektórych dzieci będzie jak wejście do Mordoru. Bo uczniowie zostali nagle wyrwani ze swojego dotychczasowego trybu życia. Musieli się przestawić na pracę w innym, nieznanym sobie trybie. Nam, dorosłym jest ciężko – ja „chodzę po ścianach”. A co dopiero niektórzy z moich podopiecznych, którzy mają problemy sensoryczne? Dwa lata musieli oswajać się ze szkołą. Udźwignęli ten bagaż, dawali radę. A tu nagle izolacja i wybicie z rutyny.

Dlatego wielką rolę będziemy mieli my, nauczyciele, terapeuci, pedagodzy. Dzieci będą powoli się wdrażać w nową-starą rzeczywistość. A my musimy im w tym pomóc i być wyrozumiali. Akceptować, nie oceniać i nie wymagać od pierwszego dnia szkoły. Dla uczniów powrót do szkoły i tak będzie już wielkim wyzwaniem.

Potraktowaliśmy dzieci trochę jak takie zwierzątka, nie do końca ogarniające otaczający je świat. A one doskonale wiedzą, co się dzieje i niestety czerpią wiedzę na ten temat ze złych źródeł, pogłębiając tym samym swój strach. No, chyba że mają rodziców, którzy mądrze im tę sytuację wytłumaczyli. Ale nie zawsze jest to takie proste.

Na chwilę obecną nie wyobrażam sobie ich powrotu do szkoły. Na pewno będzie ciężko.


Edukacja zdalna i co dalej?

Izabela Hnidziuk-Machnica - młoda kobieta w czerwonych okularach i czarnej koszulce z napisem: jestem ZA, mam ASa w rękawieNa pytania Integracji odpowiada Izabela Hnidziuk-Machnica, dyrektor zarządzająca i współzałożycielka Fundacji ALEKlasa, mama 10-latka w spektrum autyzmu, społeczniczka, edukatorka, organizuje konferencje i warsztaty, współprowadzi grupy wsparcia

Mateusz Różański: Jakie problemy mają uczniowie autystyczni z nauczaniem zdalnym?

Izabela Hnidziuk-Machnica: Epidemia koronowirusa zmusiła nas wszystkich do przeorganizowania rzeczywistości, w której żyjemy. Zdalne nauczanie było więc poniekąd naturalną koleją rzeczy i odpowiedzią polskich szkół na niezwykle trudną sytuację. Gdyby skupić swoją uwagę jedynie na komunikatach i zapewnieniach płynących z MEN, „jest super, a uczniowie i nauczyciele dostosowali się do skrajnie trudnych zmian niemalże w błyskawicznym tempie i wręcz wzorowo”. Niestety, ta rzeczywistość widziana oczami uczniów, rodziców i nauczycieli jest już zgoła inna.

Trudno jednoznacznie powiedzieć, że dla dzieci w spektrum taka forma nauki to przekleństwo bądź błogosławieństwo, jednak bezsprzecznie wydaje się, że minusów jest zdecydowanie więcej. Już sam fakt tak gwałtownej zmiany był dla ceniących przewidywalność i rutynę uczniów niezwykle trudny, a gdy dołożymy do tego jeszcze poczucie zagubienia w często zawiłej formie komunikacji z nauczycielami i kolegami, wtedy zaczyna się robić naprawdę poważnie. Nauczanie zdalne wymaga od dzieci dużo większej samodzielności, co ktoś mógłby akurat uznać za plus, jednak natłok e-maili, godzin spędzonych przed ekranem, ale też prac do wykonania oraz poczucie niepewności, czy i kiedy to wszystko się skończy, powoduje w dzieciach wzrost niepokoju i lęku. Bodźce, które przeszkadzały w szkole zniknęły, jednak w ich miejsce pojawiły się nowe...

Jak obecnie wygląda realizacja zadań nauczyciela wspomagającego?

Brak stałego wsparcia ze strony nauczyciela wspomagającego, ale też takiej po prostu jego fizycznej obecności, dla wielu uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych jest naprawdę bardzo trudny. Prowadząc grupę wsparcia dla rodziców dzieci w spektrum autyzmu wiem, że forma ich wsparcia uległa znaczącej zmianie, ale też wygląda na to, że została znacząco ograniczona. Trudno powiedzieć, dlaczego, ale wielu dyrektorów szkół twierdzi, że w dobie epidemii koronawirusa czas pracy nauczycieli wspomagających musiał ulec zmianie, gdyż z przyczyn oczywistych kontakt osobisty nie jest możliwy. Oczywiście, trudno się z tym nie zgodzić, jednak powinien on zostać automatycznie zamieniony na kontakt w innej formie. Mamy przykłady szkół, w których nauczyciele wspomagający kontaktują się z dziećmi codziennie, telefonicznie bądź online, oferują pomoc i pozostają w stałym kontakcie z dziećmi oraz rodzicami. Niestety, docierają też do nas sygnały o praktycznie zerowym zainteresowaniu dziećmi w spektrum ze strony nauczycieli wspomagających, braku jakiegokolwiek wsparcia czy nawet kontaktu – od ponad dwóch miesięcy... Po raz kolejny widać zatem, że wszystko zależy od ludzi. To dorośli kreują rzeczywistość, w której przyszło obecnie żyć naszym dzieciom i teraz widać to nad wyraz dobitnie.

Czy możliwe jest prowadzenie zajęć dodatkowych?

Również zajęcia dodatkowe w starej formie oczywiście nie mogą się odbywać i niestety nie wszystkie mogły zostać przeniesione do sieci – mówimy tu również o zajęciach terapeutycznych. Wyjątek mogą stanowić na przykład zajęcia logopedyczne czy spotkania z psychologem. W rozmowach z wieloma zaprzyjaźnionymi specjalistami i samorzecznikami w spektrum autyzmu przebija się jeden, bardzo wyraźny postulat – w tym trudnym dla nas wszystkich czasie zadbajmy o relacje z naszymi dziećmi, bądźmy szczególnie wyczuleni i uwzględniajmy ich potrzeby, podążajmy za nimi i nie „ciśnijmy na oceny”! Jeśli będziemy tak postępować, to brak terapii nie powinien być tak odczuwalny ani dla dzieci, ani tym bardziej dla nas, rodziców.

Ważne jest, by w tym całym szaleństwie nie stracić z pola uwagi tego, co jest tak naprawdę najważniejsze, a więc naszych dzieci. Oczywiście, że terapie czy zajęcia dodatkowe są ważne, jednak gdy – tak jak teraz – dostęp do nich jest praktycznie niemożliwy, nie możemy dopuścić do siebie myśli, że rozwój naszych dzieci jest zagrożony, a efekty czasem wieloletnich terapii zaprzepaszczone! Nie! Na pewno nie możemy tak myśleć. Rozwój naszych dzieci nie będzie zagrożony tak długo, jak my, rodzice, dorośli, nauczyciele, zapewnimy im bezpieczne środowisko i możliwość rozwoju w empatycznym i pełnym szacunku do ich potrzeb otoczeniu. Pamiętajmy, że terapie nie kształtują naszych dzieci – robią to często najbliższe im osoby oraz środowisko, w jakim wzrastają. W tym trudnym czasie to rodzice i nauczyciele przejmują w pewnym sensie role terapeutów, jednak do ich zadań musi przede wszystkim należeć zapewnienie dziecku poczucia bezpieczeństwa. Tylko i aż tyle.

Jaki wpływ na psychikę uczniów z autyzmem ma edukacja zdalna?

Tu zaczynają się schody. Może nie tyle sama edukacja zdalna jest w jakimś sensie szkodliwa, ale już ilość czasu spędzanego przed monitorem, w sieci, w wirtualnej rzeczywistości stwarza pewne zagrożenia. I nie chciałabym być źle zrozumiana – nie jestem przeciwna komputerom i internetowi i na pewno nie uważam, że powinno się tego zabraniać. Jednak ostatnio dzieci jakby zatraciły poczucie czasu i zatarła im się granica między światem realnym a wirtualnym, ponieważ praktycznie wszystkie sfery ich życia zostały przeniesione „do komputera”. To, co kiedyś było wręcz racjonowane przez rodziców, dziś musi być dostępne, „no bo jest szkoła” i po prostu tak trzeba. A co z kontaktami z kolegami? Co z czasem przed komputerem, spędzanym dla przyjemności?

Bywa też, że wielu osobom, w tym także nauczycielom i rodzicom, wydaje się, iż czas narodowej kwarantanny i przymusowego zamknięcia jest wręcz rajem dla stroniących od kontaktów towarzyskich dzieci i nastolatków w spektrum autyzmu. Niestety, nie do końca tak właśnie jest, ponieważ nawet preferujący samotność uczniowie z autyzmem potrzebują kontaktów społecznych, a czas narzuconej izolacji może w nich jeszcze mocniej potęgować różnego rodzaju lęki i fobie, w tym także te związane z ludźmi.

Edukacja zdalna narzuciła nowy tryb, nowe plany i nowe sytuacje – i mam wrażenie, że właśnie ta nieprzewidywalność oraz liczba niewiadomych jest dla dzieci i osób w spektrum najtrudniejsza. Zawsze, gdy u mojego syna pojawiają się problemy z zasypianiem i ogólnie ze spaniem wiem, że nie radzi sobie z czymś na poziomie emocji, i że przeważnie ma to związek z odczuwaniem lęku. Właśnie takie problemy obserwuję u mojego 10-letniego Mateusza, odkąd przeniósł się do zdalnej rzeczywistości szkolnej. Nie ma mowy, by te ostatnie miesiące pozostały bez znaczenia dla dziecięcej psychiki, a już w szczególności dzieci w spektrum. Ta izolacja, to przymusowe zamknięcie i ograniczenia o ile nie na trwałe, to na długo pozostawią ślad w głowach naszych dzieci. Na poziomie ich emocji i poczucia bezpieczeństwa zadziało się naprawdę dużo złego i w mojej ocenie minie sporo czasu, zanim te „szkody” uda się naprawić.

Z pozoru może się wydawać, że wiele dzieci w spektrum szybko zaadaptowało się do życia w zdalnej rzeczywistości i czują się tam dobrze, jednak wielu rodziców sygnalizuje pojawienie się na przykład zaburzeń odżywiania, gwałtownej zmiany nastrojów czy wspomnianych już wcześniej kłopotów ze snem, mogących bezpośrednio wynikać z „przebodźcowania”. I nie ma tu znaczenia, czy ta ilość bodźców jest pozytywna, czy negatywna – po prosto jest ich za dużo.

Jak należałoby dopasować nauczanie zdalne do potrzeb tej grupy?

Mogłoby się wydawać, że odpowiedź na to pytanie powinna być złożona, wielowątkowa i wielowymiarowa, a tak naprawdę w mojej ocenie jest bardzo prosta, żeby nie powiedzieć oczywista. Każda forma edukacji, niezależnie od okoliczności i tego, czy się odbywa w tak zwanym realu, czy zdalnie, powinna zawsze uwzględniać indywidualne potrzeby ucznia, a szkoły powinny dostosowywać swoje działania tak, by w żaden sposób nie pogłębiać nierówności edukacyjnych między uczniami neurotypowymi i tymi o szczególnych potrzebach edukacyjnych. I tyle, to powinno zakończyć temat. Jednak rzeczywistość jest zgoła inna i teraz szczególnie wyraźnie możemy zaobserwować pogłębianie się przeogromnych nierówności edukacyjnych.

Faktem jest, że nikt nie przygotował szkół na działanie w takim trybie i na radzenie sobie ze stale pojawiającymi się nowymi problemami, na dodatek w takim natężeniu. Rzeczywistość szkolna z koronawirusem w tle jeszcze dobitniej obnażyła nieudolność polskiego systemu edukacji – nie tylko w kwestii uczniów o szczególnych potrzebach edukacyjnych, ale tak po prostu. Braki kadrowe, braki „wiedzowe”, braki w świadomości społecznej oraz braki finansowe, a to wszystko przykrywane entuzjastycznym przekazem z MEN: „Jest wspaniale! Wszyscy doskonale zdaliśmy ten egzamin!”. Nie wiem, kto co zdał, ale na pewno odbyło się to kosztem naszych dzieci.

Dodam też, że ja w tym całym bałaganie naprawdę doceniam starania wielu wspaniałych nauczycieli i dyrektorów szkół, którzy właśnie mimo braku wsparcia ze strony MEN starają się przeprowadzić swoich uczniów przez ten niezwykle trudny czas jak najłagodniej. To właśnie często nauczyciele starają się działać mimo tych wszystkich ograniczeń, nieludzkich przepisów i stale pojawiających się nowych rozporządzeń, które teoretycznie mają wszystkim pomagać. Nie chcę, by to zabrzmiało jak krytyka MEN, jednak w pewnym sensie to przecież oni nadają ton i kierują działaniami podległych im szkół. W tak trudnej rzeczywistości to do nich zwracają się szkoły z prośbą o pomoc i szczegółowe wytyczne, co konkretnie w danych sytuacjach mają robić, jak pomagać i jak podążać za uczniami o szczególnych potrzebach edukacyjnych w tak trudnym i pod wieloma względami skomplikowanym czasie. Tych odpowiedzi i tego wsparcia w mojej ocenie nie otrzymali. Oczywiście, że – tak jak mówiłam wcześniej – wszystko zależy od ludzi i właśnie dzięki tym wyjątkowym jednostkom ten statek jeszcze nie zatonął.


To jest cykl WOKÓŁ SPEKTRUM

Ten artykuł powstał w ramach cyklu WOKÓŁ SPEKTRUM, poświęconego tematyce autyzmu. W każdy piątek na portalu www.niepelnosprawni.pl ukazuje się materiał o różnorodnych odcieniach spektrum autyzmu. Liczymy na to, że będzie to interesujące i ważne uzupełnienie artykułów, które ukazują się i wciąż będą się ukazywać na naszym portalu, dotyczących osób z różnymi rodzajami niepełnosprawności.

Pokazujemy sytuację osób z autyzmem i ich rodzin, obalamy mity i półprawdy na temat osób nieneurotypowych. Nie brakuje tekstów opowiadających o braku wsparcia dla osób określanych jako nisko funkcjonujące, ale przedstawiamy też perspektywę autystycznych samorzeczników. Poruszamy temat edukacji i rynku pracy, a także relacji międzyludzkich: budowania związku, zakładania rodziny. Nie unikamy kwestii przemocy – zwłaszcza systemowej. W ramach cyklu ukazują się wywiady z przedstawicielami środowiska, ale też specjalistami: naukowcami, psychologami, prawnikami, działaczami społecznymi. Naszym celem jest bowiem pokazanie... całego spektrum problemów osób nieneurotypowych.

Jesteśmy też otwarci na sugestie i propozycje tematów! Zapraszamy do komentowania materiałów, a także do kontaktu na adres mailowy: redakcja@niepelnosprawni.pl


Przeczytaj także inne artykuły z cyklu WOKÓŁ SPEKTRUM:

Dodaj komentarz

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora | regulamin

Komentarze

brak komentarzy

Prawy panel

Sonda

Czas pracy osoby z niepełnosprawnością nie może przekraczać 8 godzin na dobę, a przy stopniu znacznym lub umiarkowanym – 7 godzin. Czy słusznie nie stosuje się tych zasad m.in. do osób zatrudnionych w ochronie?

Biuletyn

Wspierają nas